Reklama

Nie żyje Robert Duvall. Legenda „Ojca chrzestnego” i „Czasu apokalipsy” miała 95 lat

Reklama
TYLKO NA

Zmarł Robert Duvall, niezapomniany Tom Hagen z trylogii „Ojciec chrzestny” i podpułkownik Kilgore z „Czasy apokalipsy”. Wybitny amerykański aktor miał 95 lat. W trakcie trwającej ponad sześć dekad kariery stworzył ponad sto ról filmowych i telewizyjnych.

Oscar Winner Robert Duvall at Academy Awards
Nie żyje Robert Duvall. (fot. Bob Riha Jr / Getty Images)
  • Zmarł Robert Duvall, jeden z najwybitniejszych aktorów amerykańskiego kina. Miał 95 lat.
  • Stworzył ponad 100 ról, m.in. w „Ojcu chrzestnym”, „Czasie apokalipsy” i „Pod czułą kontrolą”.
  • Laureat Oscara i Emmy, współtwórca złotej ery Nowego Hollywood.

Reklama

Informację o śmierci artysty przekazała jego żona, Luciana.

„Wczoraj pożegnaliśmy mojego najdroższego męża, uwielbianego przyjaciela i jednego z najwybitniejszych aktorów naszych czasów. Bob odszedł w spokoju, otoczony miłością” – napisała w mediach społecznościowych.

Tom Hagen z „Ojca chrzestnego” – rola, która przeszła do historii kina

Choć Robert Duvall zapisał się w pamięci widzów przede wszystkim jako Tom Hagen – „consigliere” i powiernik mafijnej rodziny Corleone w trylogii „Ojciec chrzestny” w reżyserii Francisa Forda Coppoli – oraz zahartowany przez wojnę podpułkownik Bill Kilgore z „Czasu apokalipsy”, jego dorobek był znacznie bogatszy. Obejmował dziesiątki wyrazistych ról i przyniósł mu ponad 50 nagród branżowych.


Reklama

– Każdy, kto kocha kino, uwielbia zapach napalmu o poranku… – wspomina aktora nasz redakcyjny kolega Michał Walkiewicz. – I widzi Roberta Duvalla na wietnamskiej plaży, spowitego kłębami siarki – dodaje.


Reklama

Widzowie pamiętają go również jako Toma Hagena – głos rozsądku w rodzinie Corleone, postać pełną taktu i opanowania w brutalnym świecie mafii.

Lata 60. i 70. XX wieku były czasem narodzin Nowego Hollywood. Wiele z ikonicznych filmów tamtego okresu miało w obsadzie właśnie Duvalla.

Robert Duvall urodził się w 1931 r. w San Diego, w rodzinie o wojskowo-artystycznych tradycjach. Jego ojciec był oficerem marynarki wojennej, matka – aktorką. Początkowo nie planował kariery scenicznej, jednak presja ojca, który widział go w mundurze, skłoniła go do przekory. Zdecydował się zdawać do szkoły aktorskiej.


Reklama

„Byłem okropny absolutnie we wszystkim poza aktorstwem” – wyznał po latach.


Reklama

Po odbyciu rocznej służby wojskowej rozpoczął w 1955 r. naukę w nowojorskiej Neighborhood Playhouse School of the Theatre. Tam poznał przyszłe gwiazdy kina – Dustina Hoffmana i Gene’a Hackmana. Przyjaciele z ław szkoły aktorskiej zostali sobie wierni do samego końca.

Robert Duvall debiutował na dużym ekranie w 1962 r. rolą Arthura „Dzikiego” Radleya w oscarowym filmie „Zabić drozda” w reżyserii Roberta Mulligana.

W kolejnych latach wyspecjalizował się w rolach drugoplanowych, budując pozycję jednego z najważniejszych aktorów Nowego Hollywood. Wystąpił m.in. w „Sieci” w reżyserii Sidneya Lumeta, „MASH” Roberta Altmana oraz „Bullitt” Petera Yatesa.


Reklama

Szczególne miejsce w jego karierze zajęła współpraca z Coppolą przy filmach „Ludzie z deszczu”, „Rozmowa”, a przede wszystkim „Ojciec chrzestny” i „Czas apokalipsy”.


Reklama

Oscar za „Pod czułą kontrolą” i najważniejsze nagrody Roberta Duvalla

Jedyną statuetkę Oscara otrzymał w 1984 r. za pierwszoplanową rolę w filmie „Pod czułą kontrolą” w reżyserii Bruce'a Beresforda. Zagrał tam piosenkarza country próbującego odbudować relacje z rodziną. Za tę kreację otrzymał również Złoty Glob.

Nagrodzono go także m.in. Nagrodą Emmy za miniserial „Przerwany szlak”. Ostatnią nominację do Oscara zdobył za rolę w filmie „Sędzia” w reżyserii Davida Dobkina, gdzie partnerował Robertowie Downeyowi Jr.

Po raz ostatni pojawił się na ekranie w filmie „Bielmo” w reżyserii Scotta Coopera.


Reklama

– Dla mnie Duvall to nie tylko Kilgore i „Czas apokalipsy”, Hagen i „Ojciec chrzestny”, a nawet Mac Sledge z „Pod czułą kontrolą” – wspomina Walkiewicz. – To również szereg fenomenalnych ról z XXI wieku. Był świetny choćby w „Szalonym sercu” z Jeffem Bridgesem, czyli filmie o country. Warto też zobaczyć „Rzut życia”.


Reklama

– W późniejszym okresie traktowano go trochę jak narzędzie do uszlachetniania filmów. Wkładasz w scenę Duvalla i automatycznie całość robi się o klasę lepsza. Powiem tak: był tak dobrym aktorem, że uszlachetniał nawet słabe filmy – podkreśla Michał Walkiewicz.

„Jego pasja do rzemiosła aktorskiego równała się tylko miłości do postaci, dobrego jedzenia i przyjaciół. W każdej ze swoich licznych ról Bob dawał z siebie wszystko. I swoim bohaterom, i prawdzie o ludzkim duchu” – napisała po śmierci Roberta Duvalla jego żona, Luciana.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Marcin Darmas
Marcin DarmasDziennikarz

Reklama