Reklama
Reklama

Parkowanie w centrum dużych miast stało się darmowe. Czy to czas na zmiany?

Jednym z powodów, dla których lubię samochody elektryczne, są oczywiście przywileje, jakie są z nimi związane: jazda po buspasie i darmowe parkowanie. Oba te udogodnienia są wspaniałe i zupełnie bez sensu, a obecna sytuacja każe się zastanowić, jak długo zostaną utrzymane.

parkowanie-ev-1
Cztery auta elektryczne obok siebie? Norma w centrum Warszawy. (fot. materiały własne)
  • Jednym z przywilejów przysługujących właścicielom aut elektrycznych jest darmowe parkowanie w miejskiej strefie płatnej.
  • Do niedawna nawet tam rzadko spotykało się auta bezemisyjne, więc przywilej dotyczył garstki właścicieli.
  • To już przeszłość, na niektórych ulicach w centrum Warszawy połowa samochodów to „elektryki”. Co dalej z darmowym parkowaniem?

Trudno sobie to wyobrazić, ale jeszcze w latach 90. parkowanie nawet w centrum Warszawy było zupełnie darmowe. Można było właściwie postawić samochód wszędzie przy zachowaniu odrobiny zdrowego rozsądku. Na chodniku, przed przejściem dla pieszych – wszystko było miejscem parkingowym. Potem sytuacja zaczęła się zmieniać w kierunku uporządkowania parkowania, a największą zmianą było wprowadzenie płatnej strefy. Warszawę w tej kwestii znacznie wyprzedził Kraków, gdzie pierwsze opłaty parkingowe zaczęto pobierać już w roku 1988, godzina parkowania kosztowała wtedy 50 zł. 

W początkach polskiej elektromobilności samochody bezemisyjne nie były wyłączone z opłat

Miały normalne, białe tablice rejestracyjne, a za parkowanie płaciło się tak samo, jak za każdy inny samochód. Pamiętam doskonale, że płaciłem wrzucając monety do parkomatu za parkowanie elektrycznym Mitsubishi i-MiEV gdzieś w 2011 r. Kluczowej zmiany dokonano w roku 2018 wraz z ustawą o elektromobilności, bezterminowo zwalniając samochody na prąd i wodorowe z parkowania w strefach płatnego parkowania w miastach. W 2018 r. wydawało się to rozsądnym posunięciem, ponieważ poza kilkoma Nissanami Leaf i Teslami Model S, zasadniczo żadnych samochodów elektrycznych nie było. 

Tylko że mamy teraz rok 2026

Jadąc ulicą w centrum Warszawy zacząłem obserwować zaparkowane tam pojazdy. Jeden na 3-4 był elektryczny, ale im bliżej stacji metra Centrum, tym bardziej liczba aut elektrycznych rosła. W jednym miejscu zobaczyłem trzy obok siebie, za chwilę cztery – ostatecznie policzyłem zaparkowane pojazdy na tym odcinku i na prawie 80 aut tam stojących, 30 było elektrycznych. To już wartość nie do pominięcia: wszystkie te auta stoją tam gratis, a przywilej w postaci darmowego parkowania zachęcił ich właścicieli, by przyjechać do centrum.

Reklama
Reklama

Słaba jakość zdjęcia, ale widać o co chodzi - wszystkie te auta są na prąd. (fot. materiały wasne)

Oczywiście ja – jako samochodziarz – nie mam z tym zupełnie żadnego problemu i uważam temat „samochodów rozjeżdżających centrum miasta” za zupełnie zmyślony przez grupę aktywistów w celu zbicia kapitału politycznego, jednak nadal te auta wykorzystują przestrzeń publiczną za darmo. To, że nie wyemitowały spalin w drodze do centrum, to trochę za mało. Zróżnicowanie stawek parkingowych według kryterium emisyjności to ogólnie całkiem dobry pomysł, ale czy powinna ona mieć postać „płatne lub gratis”? Ta kwestia niewątpliwie będzie podnoszona w publicznej dyskusji wraz ze wzrostem popularności aut elektrycznych, więc pozwalam sobie wspomnieć o niej jako pierwszy.

Polacy nie wysiadają z samochodu. To nie twój problem, Filipie

Miasto już traci na parkowaniu samochodów elektrycznych

Pewnie to na razie małe kwoty, i na pewno znacznie większe „straty” generuje wydawanie abonamentów mieszkańca, które umożliwiają darmowe parkowanie z opłatą wynoszącą 30 zł... rocznie. Tyle że samochody mieszkańców są zaparkowane lokalnie, tam gdzie znajdują się osiedla mieszkaniowe objęte strefą płatnego parkowania (to zresztą kolejny absurd – rozszerzanie strefy na tereny, gdzie rotacja miejsc parkingowych jest bliska zeru, bo są tam tylko domy mieszkalne). A samochody elektryczne parkują wszędzie gdzie chcą za darmo. Za kolejne cztery lata nie będzie ich już w centrum 1/3, tylko 2/3. Osoby, z którymi rozmawiam na temat chęci zakupu przez nich auta elektrycznego, jako pierwszą i podstawową korzyść wymieniają nie jazdę buspasem, bo tych w polskich miastach jest względnie mało, ale właśnie parkowanie za darmo. Są gotowi stać pod ładowarką po godzinę i płacić niemało za komercyjne kilowatogodziny, bo oszczędność na parkowaniu zwraca im to wielokrotnie. 

Reklama
Reklama

Trafił się jeden spalinowy. (fot. materiały własne)

Gdyby musieli codziennie jeździć do pracy i parkować w strefie płatnej samochodem spalinowym, opłata parkingowa skłoniłaby ich do wyboru komunikacji miejskiej. A tak – państwo mówi „kup sobie nowy samochód, taki jak mówi ustawa, a damy ci możliwość nieskrępowanego, darmowego stawiania go gdzie zechcesz i nie będziesz musiał/a jeździć autobusem jak zwierzęta”. Dla mnie genialne, ale czy aby na pewno o to chodzi? Nic dziwnego, że liczba osób jeżdżących komunikacją miejską spada, a ruch samochodowy rośnie. Gdybym musiał jeździć do centrum autem, już dawno poruszałbym się wyłącznie na zielonych tablicach. A nawet nie doszliśmy jeszcze do tego, że obecny wzrost popularności „elektryków” w niektórych miejscach już prowadzi do tego, że autobus jedzie wolniej, bo na światłach przed nim na buspasie stoją cztery nowiutkie Tesle. To dopiero absurd.

Założyli blokadę na źle zaparkowane auto. Przez tydzień utrudniało ruch. Gdzie sens?

Norwegia jest daleko przed nami

W większości miast norweskich samochody elektryczne są objęte albo takimi samymi opłatami jak spalinowe, albo – jak w Stavanger – płacą 80 proc. stawki. W Holandii nie ma ogólnokrajowych regulacji, więc trzeba się orientować czy w danym miejscu za EV płaci się tyle samo, mniej lub może wcale. W Niemczech w większości miejsc samochodem elektrycznym można stać za darmo przez trzy godziny, potem obowiązuje normalna opłata, co wydaje się niezłym pomysłem do rozważenia w warunkach polskich. Można też nie robić nic i poczekać, aż większość społeczeństwa przesiądzie się na EV i zapanują znowu lata 90., czyli darmowe parkowanie wszędzie i dla wszystkich. Ta opcja wydaje mi się najbardziej kusząca, choć nadal czekam aż samochody elektryczne stanieją do maksimum 20 tys. zł za auto z zasięgiem 200 km na jednym ładowaniu.

Reklama
Reklama