Poza zaspokojeniem dziwnej próżności i chęcią zarobienia dodatkowych pieniędzy przez samorządy nie bardzo widzę sens istnienia tablic indywidualnych. Przy okazji afery z tablicami M1 NETKA mogę tylko się utwierdzić w przekonaniu, że planowana podwyżka ich ceny aż do 3 tys. zł to świetne posunięcie.

- Od 2000 r. za 1 tys. zł można mieć na samochodzie indywidualne tablice rejestracyjne składające się z wyróżnika województwa i od 3 do 5 dowolnych znaków.
- Oczywiście służą one osobom o specyficznym poczuciu humoru do tworzenia zbitek mających podtekst seksualny, bo przecież wiadomo że tak jest najśmieszniej.
- Przypadek konińskiego urzędu, który zablokował wydanie tablic M1 NETKA, pokazuje że czasem pojawiają się przejawy zdrowego rozsądku (ale rzadko).
Tysiąc złotych to w dzisiejszych czasach nie tak wiele. Cena ta nie była waloryzowana od 26 lat, będąc chyba obecnie najdłużej niezmienianą wartością wśród opłat związanych z posiadaniem samochodu. Za tego tysiaka można wybrać sobie wyróżnik pojazdu mający od 3 do 5 znaków, ale jest kilka zasad:
- liczba może pojawić się tylko na ostatniej lub przedostatniej pozycji
- nie ma polskich znaków, możliwe jest X i V
- wyróżnik nie może brzmieć obraźliwie
I tu powstaje problem, bo co dla jednej osoby brzmi obraźliwie, dla drugiej byłoby zwykłym słowem. Sytuacja dodatkowo się komplikuje, gdy do pięciu znaków wyróżnika pojazdu dołożymy znaki wyróżnika miejsca składające się z litery oznaczającej województwo i kolejnej cyfry.
Przykładem takiej tablicy jest np. W0 DOLOT, gdzie zarówno słowo „DOLOT” coś oznacza, jak i w połączeniu z „W0” otrzymujemy słowo „wodolot”. Ale w teorii osoba występująca o tablice indywidualne nie może sobie wybrać wyróżnika miejsca, jest on nadawany odgórnie.
W początkach lat 2000. istniał sobie samochód Rover z Olsztyna z konkursową zabudową car audio, którego właściciel zakupił sobie tablice N0 LIMIT – województwo warmińsko-mazurskie ma literę N, więc dla pierwszej wydanej tablicy indywidualnej o wyróżniku „LIMIT” całość złożyła się w „N0 LIMIT”. Później jednak Rover został sprzedany i ponoć ów właściciel długo walczył, by zachować swoją tablicę dla auta, które kupił zamiast Rovera. Dowiedział się, że w tej sytuacji może jedynie otrzymać tablicę N1 LIMIT, co oczywiście wywracało do góry nogami cały sens przedsięwzięcia.
Nowe tablice GUS na 2026 rok. Od nich zależy wysokość przyszłej emerytury
Młody człowiek z Wielkopolski zażyczył sobie tablice M1 NETKA
M to nowy wyróżnik literowy dla województwa wielkopolskiego, wcześniej stosowano wyłącznie literę P. Obecnie w użyciu są oba w zależności od potrzeby. Urząd więc odmówił wydania tablicy M1 NETKA, skoro wciąż można jeszcze korzystać z litery P – tablice mogłyby więc mieć postać „P1 NETKA”. Kierowca odwołał się od decyzji, i w drugim podejściu koniński wydział komunikacji już wprost powiedział, że tablica M1 NETKA nie wchodzi w grę, ponieważ kojarzy się z wulgarnym słowem.
Wnioskodawca twierdził, że to nieprawda i chodzi jedynie o bliżej niezidentyfikowaną osobę o imieniu Aneta, w zdrobnieniu Netka, spotkaną na stacji metra M1 w Warszawie. Ta historia wprawdzie nie przekonała urzędników (mnie też by nie przekonała), ale za to udało im się przyznać, że można wydać tablicę indywidualną z literą M, nawet jeśli P jest jeszcze dostępne.
Korea Północna zwraca się ku prywatnej motoryzacji. Coraz trudniej zaparkować w Pjongjangu
Wnioskujący zwrócił się więc do wydziału w Poznaniu
Wydział komunikacji w Poznaniu potwierdził, że wydanie tablic M1 NETKA jest możliwe. Okazało się jednak, że urzędnicy z Konina zdążyli je „zablokować” w systemie i obecnie wydać ich nie można, ponieważ są „procesowane”. Tak naprawdę do żadnego procesowania nigdy nie doszło, po prostu wnioskującemu udzielono negatywnej odpowiedzi w Koninie i to powinno zakończyć sprawę – nie istnieje lista tablic niedozwolonych, jeśli Konin się nie zgadza to Poznań powinien mieć prawo takie tablice wydać.
Ale jak wielokrotnie mówiłem, prawo to nie jest to co napisano w ustawach, prawo to jest wola urzędnika, policjanta lub sędziego, nawet jeśli z literą prawa nie ma to nic wspólnego. Nasz miłośnik indywidualnych tablic wystąpił jeszcze o wyróżnik P0 BZKAM, który też mu odrzucono – chyba trochę na wyrost, albo w ramach czystej złośliwości i w końcu odebrał tablice P1 BZKAM. To chyba najgorzej wydane tysiąc zł jakie widziałem.
Podobnych tablic jest w Polsce sporo
Wprawdzie większość tablic indywidualnych jest kompletnie bez sensu typu T7 CUPRA, W8 TESLA albo P1 ABC12, ale niektóre potrafią przykuć uwagę i zadać sobie pytanie, czy urzędnik „klepiący” decyzję był aby na pewno w pełni władz umysłowych. Pomijam tablice takie jak A0 OOOO0, bo ich zastosowanie to raczej mylenie fotoradarów (trudności z prawidłowym przepisaniem wyróżnika sprawiają, że można uniknąć mandatu), ale po polskich drogach jeżdżą (jeździły) pojazdy z takimi tablicami jak S1 UREK, P0 JAJO i P0 KULKI czy D0 BUZI.
W swoim czasie głośna była sprawa mężczyzny, który jeździł BMW serii 5 z tablicami S4 CHWDP i został ukarany w swoim miejscu pracy – nakazano mu przerejestrować auto pod groźbą wyrzucenia z jednostki (był strażakiem). Problemu by nie było, gdyby urzędnik kiedykolwiek słyszał ten skrót. Z drugiej strony, kto go nie słyszał? Chyba trzeba żyć w jaskini. Z drugiej strony, grupa tablic o „śmieszno-wulgarno-seksualnym” wyróżniku jest znikoma wobec ogólnej grupy „blaszek” indywidualnych, więc może nie ma się czym przejmować.
Oczywiście, że urząd w Koninie zrobił słusznie
Historia z „Anetką ze stacji metra” brzmi tak niewiarygodnie, że jako urzędnik również podjąłbym działania, aby zablokować obywatelowi wydanie takich tablic. Nawet nie dlatego, że wyglądają one źle czy też jak napisano w uzasadnieniu „mogą być obraźliwe, bo kojarzą się ze słowem „minetka”. W końcu to obywatel, który je założy, będzie wytykany palcami i to jego sprawa. Chodzi tu wyłącznie o próby trollowania i wprowadzania urzędników w błąd, co – jeśli nie chcemy żyć w państwie z kartonu – nie powinno się udawać.
Dlatego całkowicie popieram urzędników konińskich i współczuję konieczności użerania się z tego typu petentami. Mam nadzieję, że wprowadzenie opłaty za indywidualne tablice na poziomie 3000 zł skutecznie utnie zapędy żartownisiów i tablice indywidualne staną się dobrem dla osób, które naprawdę nie wiedzą co robić z pieniędzmi.
W razie gdybyście potrzebowali wydać 3 tys. zł, napiszcie do mnie – za 500 zł powiem Wam, jak spożytkować pozostałe 2500 zł lepiej niż na tablice indywidualne. Nawet kurs od coacha podrywu wydaje się lepszym pomysłem.
