Mistrzostwa świata nie okazały się łaskawą areną dla jednego z największych gladiatorów ostatnich dwóch dekad. Cristiano Ronaldo i jego Portugalia odpadli w walce o ćwierćfinał z Hiszpanią, a widzowie po raz kolejny mogli zobaczyć piłkarza zalanego łzami. Na mundialach już po raz ostatni.

- Cristiano Ronaldo zakończył swój szósty mundial w łzach, udowadniając na boisku, że stał się już tylko cieniem dawnego piłkarskiego geniusza. Zależność selekcjonera od 41-letniego weterana sprawiła, że Portugalia grała osłabiona, co skończyło się szybkim odpadnięciem z turnieju.
- Niezaspokojona ambicja i ogromne ego CR7, które przez lata budowały jego potęgę, tym razem stały się potężnym ciężarem dla drużyny narodowej. Sytuację Portugalczyka dodatkowo pogarsza fakt, że jego odwieczny rywal, Leo Messi, wciąż z sukcesami prowadzi swoją reprezentację.
- Choć Ronaldo zapisał się w historii futbolu niesamowitymi rekordami, jego czas w poważnej reprezentacyjnej piłce bezpowrotnie minął. Odejście trenera Roberto Martineza to dla portugalskiej kadry szansa na trudne, ale konieczne odcięcie się od wpływów jednej gwiazdy.
W strefie wywiadów Cristiano próbował przekonywać, że mistrzostwo Europy, które zdobył dekadę wstecz na francuskich boiskach, gdy jego reprezentacja pokonała gospodarzy, ma taką samą wartość jak mistrzostwo świata, ale wątpliwe, by nawet on sam w to zaklinanie rzeczywistości wierzył. Nie miał zresztą w tamtym finałowym triumfie wielkiego udziału – z powodu kontuzji musiał opuścić boisko w 25. minucie. Nie chciał jednak zejść na drugi plan, nigdy nie była to jego ulubiona rola. Postanowił więc, że przejmie stery – krzyczał na kolegów, dopingował ich, szarpał za ramię Fernando Santosa, tego samego, który potem tak się skompromitował jako selekcjoner Polski.
Przeczytaj również: Norwegia i Anglia świętują. Brazylia i Meksyk poza mundialem
Obserwowałem z zafascynowaniem ten teatr w Paryżu, ze stosunkowo niewielkiej odległości. Budził we mnie, jak zawsze, mieszane uczucia co do samego Ronaldo. Cały spektakl, który odbywał się kilka pięter pod trybuną prasową, z jednej strony udowadniał bowiem, że CR zależy, że nigdy się nie poddaje, że nawet gdy nie gra, to gra, z drugiej zaś – jak zawsze sprawiał, że gdziekolwiek się nie pojawił, wszystko musiało być o nim. I choć gola na wagę mistrzostwa Europy zdobył wówczas w dogrywce Eder, to na nikim uwaga kamer nie była skupiona tak bardzo jak na Ronaldo.
Niewykluczone, że to jedyny przypadek w historii wielkich turniejów, gdy realizatorzy częściej pokazywali zawodnika, który nie grał, niż tych biegających po murawie.
Ronaldo absolutnie nie ma racji – sukces w 2016, owszem, był wielki, ale nie jest tym samym co mistrzostwo świata. I nigdy nie będzie, sorry. Może spytać Leo Messiego, który nigdy nie byłby w ojczyźnie taką legendą, gdyby z Argentyną zdobył wyłącznie Copa América. Jednak legendarny piłkarz Barcelony, dziś na spokojnej piłkarskiej emeryturze w Miami, miał to szczęście, że z kolegami zatriumfował na MŚ w Katarze cztery lata temu. I nie musi dorabiać żadnych dziwnych teorii.
Rekordy vs drużyna
Łzy Ronaldo nie są niczym nowym – wiele razy widzieliśmy jego zaszklone oczy i mokre policzki. Taki po prostu jest, to człowiek znajdujący się w nieustającej rywalizacji z innymi, ale też z samym sobą, z własnymi słabościami. Płakał w Manchesterze United, wcześniej w Sportingu, w Realu, płakał w Arabii Saudyjskiej, a także w kadrze. Jednak tym razem łzy mają inny smak – są symbolem końca, czegoś, co bezpowrotnie przeminęło. Chłopiec, który zameldował się w poważnej piłce jako 18-latek debiutujący w reprezentacji, dziś jest futbolowym emerytem.
Zagrał w kadrze 233 razy, strzelił 146 goli. Rekordy były zawsze jego domeną. Ten turniej był jednak inny niż wszystkie. Coraz częściej, z racji wieku Ronaldo, zaczęły się pojawiać pytania: czy jest jeszcze na tyle wartościowym piłkarzem, by móc jeszcze coś dać drużynie narodowej? Po odpadnięciu Portugalii w 1/8 finału możemy już śmiało dać odpowiedź: nie.
Przeczytaj również: Thriller w nocnym kinie. Anglia i Meksyk stworzyły spektakl, który zostanie z nami na lata
W Dallas widzieliśmy zawodnika, który bardzo chce, ale już nie może. Cristiano zdobywał bramki na sześciu mundialach, na tym także, uczynił to zresztą jako jedyny w historii, tego nikt mu już nie odbierze. Jednak sprowadzenie portugalskiej kadry do jego indywidualnej statystyki jest krzywdzące. Ponieważ w piłce nożnej zawsze chodzi o zespół. A ten w wielu fragmentach wyglądał, jakby grał w dziesiątkę.
Dla 41-latka sytuacja musi być o tyle trudniejsza, że w turnieju wciąż jest jego największy rywal, kiedyś w konfrontacjach Realu z Barceloną, dziś o miano największego w historii futbolu, Leo Messi. I jak gra!
Albicelestes mogą sięgnąć po tytuł mistrza świata, drugi pod przywództwem Messiego. Ronaldo nigdy już tego zaszczytu nie dostąpi. Dla kogoś z takimi ambicjami, tak wielkim ego, taką karierą musi być to myśl nie do zniesienia.
Kiedy kończysz?
Ronaldo przyznał, że dziennikarze od lat zadają mu to samo pytanie: o koniec.
Dziś ono również wisi w powietrzu, bo choć zakończenie mundialowej historii jest oczywiste – podczas następnych mistrzostw będzie miał 46 lat, a poza tym i tak to obwieścił – to wciąż pozostaje kwestia zakończenia przygody z reprezentacją. – Skończę wtedy, kiedy ja zdecyduję, nie wy – rzucił do dziennikarzy pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki.
Portugalczyk chce teraz spotkać się z rodziną i przedyskutować tę jakże ważną kwestię. Widać, że pragnie zostawić sobie jeszcze furtkę. Najistotniejsze w tej historii jest jednak to, kim miałby w kadrze być. To właściwie stały motyw dyskusji o Portugalii, nie od tygodni, a raczej od długich miesięcy. I podstawowy zarzut pod adresem Roberto Martineza, oskarżanego przez wielu kibiców, że stał się niewolnikiem koncepcji gry z Cristiano, na czym cierpi cały zespół. Bo CR nie potrafi być rezerwowym, usunąć się w cień.
Być może problem rozwiąże się sam. Po prostu następca Martineza (Hiszpan podał się do dymisji) nie będzie powoływał Ronaldo. Ustępujący selekcjoner od początku pracy z drużyną był zakochany w Ronaldo i nie wyobrażał sobie gry bez niego. Bronił go zresztą do samego końca.
– Musimy podziękować Cristiano za to, co próbował zrobić na tych mistrzostwach. Marzył o zdobyciu Pucharu Świata i dawał przykład swoim zachowaniem. Jest ikoną futbolu i wspaniałym człowiekiem – powiedział.
Portal BBC zwraca uwagę na liczby CR. Te są najzwyczajniej w świecie kiepskie. Przeciwko Hiszpanii miał 19 kontaktów z piłką, oddał trzy strzały i stworzył jedną okazję koledze. Turniej zakończył z trzema trafieniami – nieźle, jak na 41-latka, ale patrząc na czołówkę klasyfikacji strzelców, w której ważną rolę odgrywa Messi (skończył właśnie 39 lat), ta liczba nie robi wrażenia.
– Gdy potrzebujesz gola, nie możesz zdjąć Cristiano, przynajmniej w regulaminowym czasie gry. Fizycznie wciąż daje radę. Sama jego obecność, gra w polu karnym i przy stałych fragmentach oraz doświadczenie są dla nas bardzo ważne – tłumaczy go Martinez.
Smutny dzień dla futbolu
Paradoksalnie najbliżej tytułu na mundialu był na początku drogi – w 2006 roku, gdy Portugalia, niemal równo 20 lat temu, przegrała bitwę o półfinał z Francją (0:1). O tym, jak długą drogę przebył tamten młokos z Madery, świadczy fakt, że w zespole rywali grali Thierry Henry, Zinedine Zidane i Patrice Vieira. Wszyscy już dawno są na emeryturach.
Niemcy zabrali mu wtedy marzenia o podium, wygrywając mecz o trzecie miejsce. Ale świat wiedział, że obserwujemy piłkarza, u którego połączenie talentu z tytaniczną pracą, obsesją doskonałości da piorunujące efekty.
Chris Sutton, były napastnik m.in. Chelsea czy Blackburn Rovers, grzmi:
– Ronaldo człapie po boisku jak dziadek. Dlatego Portugalia odpadła. Nic nie zrobił. Kompletnie nic. Co robi Roberto Martínez? Jak można aż tak podporządkować się jednemu piłkarzowi? Portugalia odpadła przez Martineza.
Z kolei Wayne Rooney, partner Ronaldo z ofensywy Manchesteru United, ma dla Portugalczyka dużo więcej empatii.
Przeczytaj także: Belgia miażdży USA w cieniu skandalu. „Czerwone Diabły” w ćwierćfinale mundialu
– Czas dopada każdego. To smutny dzień dla futbolu – podsumował.
Sutton jest surowy, ale ocena Martineza powinna być, nie tylko ze względu na „zarządzanie” Ronaldo, obniżona.
Hiszpan prowadzi reprezentację Portugalii od 2023 roku, wygrał z nią Ligę Narodów, co na pewno jest sukcesem, jednak na mundialu nie wykorzystuje siły kolejnej drużyny – wcześniej miał do dyspozycji cudowne pokolenie Belgów.
Kiedy Adam Małysz kończył karierę, Włodzimierz Szaranowicz wygłosił słynne zdanie: „Siadaliśmy jak do telenoweli”. Z Ronaldo było podobnie. Piłkarz, który w całej dotychczasowej karierze ustrzelił blisko 1000 goli w klubach i reprezentacji, może oczywiście żałować, że nie sięgnął po Puchar Świata, ale i tak nikt nie zabierze mu niesamowitych osiągnięć.
