Setki tysięcy osób wzięły udział w sobotę w demonstracjach przeciwko władzom Iranu w miastach na całym świecie. Protesty odbyły się w odpowiedzi na apel przebywającego na emigracji syna ostatniego szacha Iranu, Reza Pahlawi, który ogłosił „światowy dzień działania” przeciwko Islamskiej Republice.

- Setki tysięcy osób protestowały w Monachium, Los Angeles i Toronto przeciw władzom Iranu.
- Reza Pahlavi wzywa do obalenia Islamskiej Republiki i zapewnia Irańczyków, że „nie są sami”.
- Donald Trump mówi o „najlepszym rozwiązaniu” dla Iranu, a Teheran ostrzega przed wojną przed kolejną rundą rozmów nuklearnych.
Największe manifestacje odbyły się w Monachium, Los Angeles i Toronto. W samej stolicy Bawarii, według organizatorów, zgromadziło się około 250 tys. osób. Mniejsze protesty zorganizowano także w Tel Awiwie, Lizbonie, Sydney i Londynie. Uczestnicy domagali się zakończenia represji oraz odsunięcia od władzy irańskich ajatollahów.
Pahlawi, od lat wzywający do obalenia obecnego systemu w Iranie, podczas przemówienia w Monachium potępił brutalne tłumienie protestów w kraju. Według aktywistów od wybuchu ogólnokrajowych demonstracji przeciwko rosnącym kosztom życia i polityce władz zginęły dziesiątki tysięcy Irańczyków, a tysiące kolejnych przypadków śmierci wciąż są weryfikowane.
Reza Pahlawi: „Świat stoi z wami”
– Wiecie, że nie jesteście sami. Dziś świat stoi z wami – mówił Pahlawi, zwracając się do rodaków pozostających w Iranie.
W Los Angeles do protestujących przemówiła córka Rezy Pahlawiego, Noor. Stwierdziła, że Irańczycy „nigdy nie byli tak blisko wyzwolenia się spod islamskiego reżimu”. Wezwała również prezydenta USA Donald Trump do zerwania rozmów nuklearnych z Teheranem, określając je jako „negocjacje z mordercami”.
Donald Trump w piątek ocenił, że zmiana władzy w Iranie byłaby „najlepszą rzeczą, jaka mogłaby się wydarzyć”, choć nie doprecyzował, czy popiera Pahlawiego jako przyszłego przywódcę kraju. Emigracyjnego następcę tronu określił jako „bardzo sympatycznego”, jednocześnie wyrażając wątpliwość, czy ma on wystarczające poparcie w samym Iranie.
Tymczasem napięcia między Waszyngtonem a Teheranem rosną w przeddzień kolejnej rundy rozmów nuklearnych. Szef sztabu irańskich sił zbrojnych, generał Abdolrahim Mousavi, ostrzegł, że ewentualna wojna z USA byłaby dla Trumpa „lekcją”. Jego zdaniem groźby militarne są sprzeczne z deklarowaną wolą negocjacji.
Lotniskowce USA na Bliskim Wschodzie i napięcie wokół negocjacji
Prezydent USA zapowiedział wysłanie na Bliski Wschód lotniskowca USS Gerald R. Ford, jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem. W regionie cieśniny Ormuz stacjonuje już lotniskowiec USS Abraham Lincoln wraz z flotą niszczycieli.
Ostatnia runda negocjacji odbyła się 6 lutego w Omanie, po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej konfliktem między Iranem a Izraelem. Kolejne rozmowy zaplanowano na wtorek w Genewie. Irański wiceminister spraw zagranicznych Madżid Tacht-Rawanczi podkreślił, że „piłka jest po stronie Ameryki” i to Waszyngton musi wykazać realną wolę osiągnięcia porozumienia.
Masowe protesty diaspory oraz ostre deklaracje polityczne po obu stronach pokazują, że przyszłość Iranu pozostaje niepewna. Z jednej strony rośnie presja ulicy i emigracyjnej opozycji, z drugiej – trwa dyplomatyczna gra o program nuklearny, której wynik może mieć kluczowe znaczenie dla stabilności całego regionu