Reklama
Reklama
Reklama

Sharenting w Polsce. Raport ujawnia, jak rodzice (nie) chronią dzieci w sieci

Parents giving children piggyback rides in park
Happy family laughing, enjoying outdoor activity together in sunlit park. (fot. StockPlanets / Getty Images)

Wrzucanie zdjęć pociech z wakacji, pierwszego dnia szkoły czy rodzinnych uroczystości to dla wielu dorosłych codzienność. Najnowszy raport rzuca jednak nowe światło na zjawisko sharentingu w Polsce. Okazuje się, że to, co dla opiekunów jest powodem do dumy, dla najmłodszych często bywa źródłem wstydu.

  • Połowa rodziców przyznaje, że w ciągu ostatniego roku publikowała w internecie materiały dotyczące swoich dzieci.
  • Aż 92 proc. najmłodszych uważa, że powinno mieć realny wpływ na decyzję o udostępnianiu ich wizerunku.
  • Co piąte dziecko przyznaje, że publikacje rodziców były dla niego źródłem zawstydzenia.

Zjawisko sharentingu, czyli masowego udostępniania wizerunku dzieci w mediach społecznościowych, rośnie w niepokojącym tempie. Najnowszy raport przygotowany przez T-Mobile pod nazwą „Status: Udostępnione” obnaża smutną prawdę o tym, jak traktowana jest prywatność najmłodszych. Badanie zrealizowane w lipcu 2026 r. pokazuje, że 50 proc. rodziców w Polsce w ciągu ostatniego roku chwaliło się w internecie materiałami ze swoimi pociechami. Wśród aktywnych pod tym względem opiekunów aż 87 proc. udostępnia zdjęcia, a 43 proc. materiały wideo.

Co najbardziej niepokoi? Ponad połowa z nich (56 proc.) bez oporów publikuje treści, na których wyraźnie widać twarz lub sylwetkę dziecka. Dodatkowo niemal co trzeci dorosły (31 proc.) podaje lokalizację, a 14 proc. dzieli się z całym światem dokładnym wiekiem lub datą urodzenia. Aż 45 proc. z nich nie stosuje absolutnie żadnych sposobów na ograniczenie rozpoznawalności swojej pociechy. Treści te najczęściej lądują w sieci przy okazji wakacji i wyjazdów rodzinnych (51 proc.), uroczystości (42 proc.) oraz wydarzeń szkolnych lub sportowych (40 proc.).

Do odebrania dzieci wykorzystano wytrych prawny? Tak ekspert mówi o sprawie Hornej-Cieślak

Reklama
Reklama

Biznes na dzieciach i fałszywe intencje

Według raportu T-Mobile połowa opiekunów chce w ten sposób po prostu zachować ważne chwile, a 47 proc. podzielić się nimi z bliskimi. Zaledwie 9 proc. oficjalnie przyznaje, że robi to dla budowania zasięgów. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego, zwłaszcza w cyfrowym świecie, w którym prywatność dawno stała się towarem.

Skutki sharentingu (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Mam wrażenie, że szczególnie wśród internetowych influencerek pojawienie się dziecka oznacza odblokowanie nowej formy kontentu. Nieważne, jaka wcześniej była tematyka profilu, często dziecko staje się główną lub dodatkową częścią tworzonych treści. Dla poszerzenia grona odbiorców lub zarobku. Wpisy ze zdjęciem dziecka i napisem w stylu „mamy już sześć miesięcy i wyrastamy z ubranek” wcale nie jest formą zachęcenia do reklamowania dziecięcych ubranek. Ani trochę.

Dzieci są bardzo często wykorzystywane w reklamach w praktycznie każdym formacie. Bez względu na to, czy są to spoty internetowe, telewizyjne czy bannery reklamowe. Pamiętam, że w ostatnich latach była już toczona dyskusja na ten temat, ale efektów nie widać. 

Laptopy Google z Androidem trafiają do sprzedaży. MacBook może spać spokojnie

Cyfrowy ślad i trauma na lata

Skutki sharentingu (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Zestawienie perspektywy dorosłych i najmłodszych jest wręcz uderzające. Podczas gdy rodzice czują głównie dumę (45 proc.) oraz radość (43 proc.), ich pociechy mają zupełnie inne odczucia. Obok radości (23 proc.) czy rozbawienia (20 proc.), u dzieci bardzo często pojawia się zawstydzenie (19 proc.), wątpliwości (16 proc.), niepokój (13 proc.) oraz złość (12 proc.).

Reklama
Reklama

Sharenting niesie za sobą realne zagrożenia, które dorośli zdają się bagatelizować. 12 proc. dzieci, których wizerunek trafił do sieci, spotkało się z wyśmiewaniem ze strony rówieśników. Wśród dorosłych ten poważny problem dostrzega zaledwie 8 proc. badanych. Co ciekawe, 83 proc. publikujących rodziców ma pełną świadomość, że udostępniane materiały mogą w przyszłości sprawiać dzieciom problemy, a mimo to kontynuują proceder.

Pytaj o zgodę, to nic nie kosztuje

Skutki sharentingu (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Pokolenie Z oraz Alfa domaga się swoich praw i chce decydować o własnym wizerunku. Aż 92 proc. najmłodszych uważa, że powinno mieć bezpośredni wpływ na decyzję o publikowaniu swoich zdjęć. Dorośli znów jednak oblewają ten test. Choć 79 proc. opiekunów deklaruje, że dziecko należy pytać o zgodę, w rzeczywistości często lub zawsze robi to zaledwie 34 proc. z nich.

Reklama
Reklama

Dla najmłodszych zgoda ma kluczowe znaczenie. Publikacje, o które wcześniej zapytano, są oceniane pozytywnie przez 63 proc. badanych dzieci, w przeciwieństwie do zaledwie 20 proc. zadowolonych w przypadku braku jakiejkolwiek konsultacji. Co trzecie dziecko zmuszone było prosić rodziców o usunięcie opublikowanych treści, a w grupie 18-19-latków odsetek ten wynosi już 42 proc. Niestety 14 proc. z nich przyznaje, że ich prośba nie została w ogóle spełniona.

Warto na sam koniec zaznaczyć, że cyfrowy ślad budują nie tylko opiekunowie prawni. Aż 76 proc. dzieci deklaruje, że materiały z ich udziałem publikuje również ich placówka edukacyjna. Częstszym źródłem takich treści w internecie są też sami rówieśnicy (56 proc.) niż na przykład znajomi rodziny (40 proc.) czy dziadkowie (27 proc.).

Źródła: Zero.pl, T-Mobile
Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz
Reklama
Reklama