Reklama
Kraj

Mordor po sezonie. Jak słabnie internetowa armia Romana Giertycha

Sieć na Wybory miała narzucać tematy, mobilizować opozycję i dyscyplinować krytyków. Nowe dane pokazują jednak środowisko coraz węższe, zamknięte na jednej platformie i coraz częściej pracujące na rozgłos tych, których miało uciszyć.

Jakub Szymczuk
Opinia autorstwa: Jakub Szymczuk
Dzisiaj 05:57
12 min
Aktualizacja: Dzisiaj 06:34
Roman Giertych (fot. Newspix)
  • Internetowa armia Romana Giertycha (Sieć na Wybory) słabnie i zamyka się we własnej bańce. Obecnie za 64 proc. generowanych treści odpowiada zaledwie 50 najaktywniejszych kont.
  • Zaangażowani internauci, realizujący wytyczne lidera, dyscyplinują nie tylko przeciwników politycznych, lecz także niepokornych polityków własnego obozu.
  • Zmiany na platformie X nie pomaga grupie Giertycha. Masowy hejt coraz częściej odnosi skutek odwrotny do zamierzonego.

W Mordorze trwa schyłek sezonu. Orkowie nadal stukają w klawiatury, koordynatorzy rozdają hashtagi, a na szczycie wieży stoi rozczochrany Saruman polskiej polityki internetowej – Roman Giertych. Jego kosturem jest konto na X, a ulubionymi zaklęciami: Kaczyński, zdrada, przeliczyć głosy. Tyle że magia wyraźnie słabnie. Armia jest mniejsza, a ofensywa coraz częściej zmienia się w krzyk kilkuset najbardziej wytrwałych wojowników, którzy rozmawiają głównie ze sobą.

Z raportu przygotowanego dla nas przez Data House Res Futura, obejmującego okres od stycznia do lipca 2026 r., wynika, że monitoring zarejestrował 236 224 wzmianki związane z Siecią na Wybory i Silnymi Razem – o 27 proc. mniej niż w okresie porównawczym. Własną produkcję sieci, 145 565 wpisów, wytworzyły 393 konta. Pierwszych pięćdziesiąt odpowiadało za niemal 64 proc. całości.

To już nie rosnąca armia, lecz coraz węższa grupa nadrabiająca liczebność nadgodzinami. W Koalicji Obywatelskiej wciąż działa jednak pamięć mięśniowa: wielu wierzy, że środowisko Giertycha potrafi zrobić zamieszanie. Pytanie brzmi, czy podobnie ocenia je Donald Tusk – polityczny gwarant powrotu Giertycha do pierwszego szeregu.

Reklama
Reklama

Nie boty. Ludzie

Najpierw ważne zastrzeżenie. Raport nie znalazł dowodów na maszynową koordynację. Powtórzenia obejmowały około jednego procenta wpisów, a rytm aktywności przypominał zachowanie zwykłych użytkowników. Mordor ma więc imiona, telefony i wolne wieczory. Bardzo dużo wolnych wieczorów.

I właśnie dlatego nazywamy ich trollami. Nie ze względu na poglądy – każdy ma prawo popierać Giertycha czy Koalicję Obywatelską. Trollowanie zaczyna się tam, gdzie kończy się rozmowa: ktoś wskazuje cel, grupa powtarza ten sam przekaz, zalewa człowieka wyzwiskami i próbuje go uciszyć. To nie nazwa poglądów, a nazwa metody.

Dobrym przykładem jest konto „Ewa Brzozowska”. Jego autorka przedstawia się jako jedna z administratorek Sieci na Wybory. Z własnych wpisów wynika, że przez ponad trzy dekady pracowała w PLL LOT, a dziś jest na emeryturze. Od 2021 r. konto opublikowało ponad 335 tys. wpisów – średnio ok. 180 dziennie. Nie bot. Człowiek, który emeryturę zamienił w polityczny dyżur przy klawiaturze.

Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, doświadczył takiego dyżuru jako cel. Gdy sondaże jego firmy nie pasowały do opowieści Giertycha, pojawiała się fala obelg i oskarżeń.

– Roman Giertych wskazywał kierunek i ruszał zmasowany atak. Odświeżałem X co kilka sekund i widziałem dziesiątki nowych wpisów: wyzwiska, przekleństwa, oskarżenia o kradzież – tylko dlatego, że publikowaliśmy sondaże, które mu się nie podobały. To nie byli stronnicy uczestniczący w debacie, tylko fala nienawiści – mówi Pawłowski.

Reklama
Reklama

Kiedy nazwał ten mechanizm farmą trolli, Giertych zagroził pozwem. Pawłowski nie przeprosił. Pozew nigdy nie nadszedł.

– Giertych przypomina szkolnego łobuza z amerykańskiego filmu: straszy słabszych, ale wystarczy powiedzieć „no to dawaj” i nagle okazuje się, że za groźbą niewiele stoi – dodaje.

Ostrzał był realny i dokuczliwy. Jego siła nie polegała jednak wyłącznie na przekonywaniu odbiorców. Równie ważne było zmęczenie celu: odebranie mu weekendu, wypełnienie telefonu powiadomieniami, zasianie myśli, że następnym razem może lepiej milczeć.

Dowódca i linia produkcyjna

Metoda Giertycha od lat pozostaje ta sama. Najpierw wychować lojalnych ludzi, potem wprowadzić ich do większej struktury, a na końcu przejąć dzięki nim kontrolę. Tak działał w Młodzieży Wszechpolskiej i LPR. Wszechpolacy zbierali podpisy, prowadzili kampanie i trafiali na listy. Giertych promował swoich ludzi, wypychał bardziej samodzielnych polityków i budował posłuszną frakcję.

Reklama
Reklama

Jeden z moich rozmówców z tego środowiska wspomina, że wszystko zaczęło się sypać, kiedy Roman zaczął forsować swoją ideę wysycenia ludźmi lojalnymi wyłącznie wobec niego. Była to idea „Wszechpolaków na jedynki”.

W kampanii samorządowej z dnia na dzień zrzucono starych zasłużonych lokalnych działaczy, często lojalnych wobec o. Rydzyka, aby zrobić miejsce często bardzo młodym działaczom Młodzieży Wszechpolskiej. To doprowadziło do anihilacji całkiem prężnych struktur, które ostatecznie przejął PiS. Jak mówili moi rozmówcy, to była jedna z przyczyn ostatecznej klęski LPR.

W lutym 2023 r. Giertych odtworzył ten model w internecie. Sieć na Wybory miała mobilizować opozycję, pompować hashtagi, atakować polityków PiS i narzucać tematy mediom, ale miała wypchnąć wszystkich niepokornych politycznych influencerów. Po wyborach Giertych przekonywał, że tysiące wpisów sieci pomogły opozycji wygrać. To doprowadziło do konfliktów i rozłamów. Kiedy struktura zaczęła gasnąć, w kwietniu 2026 r. ogłosił SnaW 2.0 i rozpoczął nowy nabór. Saruman może zmieniać armię, nazwę i środowisko. Nie zmienia tylko metody.

Osoba ukrywająca się na X pod pseudonimem Profesor Pingwin weszła do zamkniętych grup Sieci na Wybory. Jej relacja jest anonimowym świadectwem, nie dowodem samym w sobie, lecz wyjaśnia mechanikę widoczną później w publicznej aktywności kont.

Reklama
Reklama

– Grupy działały jak fabryki treści. Koordynatorzy wrzucali przekaz dnia, gotowe memy i grafiki, wskazywali treści do promowania oraz osoby do atakowania. Członek grupy publikował post, a potem wrzucał go z powrotem na grupę, aby inni szybko go polubili i podali dalej. Roman Giertych był obecny na grupach i zwykle udostępniał tam posty, które miały być podbijane. Nie znaleźliśmy natomiast śladów, żeby uczestnicy dostawali za tę aktywność pieniądze. W ogromnej większości robili to za darmo – relacjonuje Profesor Pingwin.

To politycznie najciekawszy element całej konstrukcji. Nie trzeba płacić armii, jeśli walutą stają się uwaga lidera, poczucie misji i uznanie zamkniętej grupy. Giertych może przedstawiać sieć jako spontaniczny ruch obywatelski, a jednocześnie korzystać z niej jak z osobistego megafonu.

Adam Abramczyk zna ten mechanizm od środka. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych uczestników Silnych Razem, działał pod własnym nazwiskiem, wzmacniał przekaz Giertycha i miał z nim bezpośredni kontakt. Później sam znalazł się po drugiej stronie.

– Silni Razem zaczynali w 2019 r. jako oddolna mobilizacja wyborców, którzy chcieli przeciwstawić się przewadze prawicy w internecie. Giertych przejął tę energię i zbudował strukturę, która miała pokazywać premierowi: jestem potrzebny, dzięki mnie wygracie. Problem polega na tym, że taka działalność trafia głównie do wyborców KO, którzy i tak są przekonani. Nie rozszerza elektoratu – mówi Abramczyk.

Reklama
Reklama

Najbardziej wymiernym testem użyteczności sieci były wybory parlamentarne w 2023 r. Giertych startował z dziesiątego miejsca listy w Kielcach, kampanię prowadził z Włoch, a część zaangażowanych wyborców brała zaświadczenia, aby zagłosować na niego poza miejscem zamieszkania. Wrócił do Sejmu. Internetowa mobilizacja przyniosła więc bardzo konkretny zysk.

Z czasem struktura budowana pod wspólny cel zaczęła działać selektywnie. Według Abramczyka wcześniej aktywiści wzmacniali wpisy wielu polityków opozycji. Później w centrum zostali głównie Tusk, Sikorski i Giertych. Rozłam stał się widoczny przed prawyborami w KO, gdy Giertych poparł Radosława Sikorskiego, choć duża część sieci wolała Rafała Trzaskowskiego.

– Ludzie oficjalnie pisali, że odchodzą, bo Giertych naciska na poparcie Sikorskiego, a oni chcą Trzaskowskiego. Najgorsze było jednak to, że kiedy ustalił przekaz, grupa powtarzała go nawet wtedy, gdy wiedziała, że została wprowadzona w błąd – opowiada Abramczyk.

Czytaj również: Roman Giertych zmienił poglądy. Co o tym myślą politycy Koalicji Obywatelskiej?

Najpierw przeciwnicy, potem swoi

Sieć potrafiła dyscyplinować także polityków własnego obozu. W czerwcu 2023 r., podczas spotkania organizatorów Campusu Polska z dziennikarzami, przypadkiem pojawił się Michał Dworczyk. Był tam około dwóch minut. Na zdjęciach zwykłe przywitanie ze Sławomirem Nitrasem wyglądało jednak jak spotkanie starych przyjaciół. Twarda baza uznała gest za polityczną miękkość. Nitras sarkastycznie przepraszał oburzonych, że Dworczyka nie pobił, tylko się z nim pożegnał. Zaczęła się zorganizowana akcja hejtu na Nitrasa, dokładnie taka sama, jakiej doświadczali moi rozmówcy.

Reklama
Reklama

– Najbardziej zabolało mnie, że żaden z polityków tej strony nie powiedział publicznie: „Bez przesady”. Prywatnie mówili mi, że boją się Giertycha i nie chcą stać się celem. Jego siła bierze się z tego, że stoi za nim Donald Tusk – mówi Pawłowski.

W tym mechanizmie posłuszeństwo nie musi być formalne. Wystarczy przekonanie, że za niezgodę przyjdzie rachunek w postaci setek powiadomień, oskarżeń i wyzwisk. Polityk, działacz albo dziennikarz ma nie tyle zmienić zdanie, ile uznać, że wypowiadanie go nie jest warte kosztu.

Podobny schemat Wirtualna Polska opisała na przykładzie konta Morgenstern616, które deklarowało udział w SnaW i publikowało brutalne wpisy. Po artykule dziennikarza Wirtualnej Polski Szymona Jadczaka o działce potrzebnej pod linię kolejową do CPK konto najpierw atakowało PiS, a po kilku dniach zmieniło cel: przeciwnikiem stał się autor tekstu i jego redakcja. Jeżeli materiał szkodzi przeciwnikowi, autor jest bohaterem. Jeżeli szkodzi naszym – staje się manipulatorem albo zdrajcą.

Reklama
Reklama

Stara instrukcja, nowy system

Problem Giertycha polega dziś na tym, że ten model coraz gorzej działa poza własną bańką. Ponad 85 proc. materiału zebranego przez Res Futurę przypada na X. Typowy wpis otrzymuje jedną reakcję, a niemal co trzeci nie dostaje żadnej. Jeden procent najlepszych publikacji zgarnia ponad połowę wszystkich interakcji. To nie cyfrowe imperium, lecz korodująca twierdza na jednej platformie.

Cztery na pięć publikacji to odpowiedzi, niemal zawsze pisane pod cudzymi wpisami. Dlatego ludzie Giertycha są tak widoczni pod kontami przeciwników. Widoczność nie jest jednak perswazją. Spośród niemal 56 tys. zewnętrznych wzmianek ponad połowa miała charakter szyderczy lub napastliwy, a wspierająca była zaledwie jedna na pięćset.

Gaśnie też rekrutacja. W kwietniu przybyło 41 kont, w czerwcu osiem, w lipcu jedenaście. Średnia liczba reakcji spadła z 19,9 w maju do 13,7 w lipcu. Aktywność utrzymuje nie dopływ nowych ludzi, lecz wąski, intensywny rdzeń.

W styczniu 2026 r. X zmienił sposób polecania treści. System ocenia nie tylko polubienia, lecz także odpowiedzi, udostępnienia, kliknięcia, blokady i zgłoszenia. Masowy atak może podbić sygnał zainteresowania wpisem przeciwnika, choć negatywne reakcje mogą działać odwrotnie. Stara instrukcja trafiła na system działający według innej logiki.

Reklama
Reklama

W czerwcu dziesiątki kont związanych z tym środowiskiem zniknęły lub zostały zawieszone. Nie wiadomo, czy zadziałały filtry antyspamowe, czy masowe zgłoszenia. Chronologia daje do myślenia: w styczniu X zmienił zasady, w kwietniu Giertych uruchomił SnaW 2.0, a w czerwcu jego armia dostała po łapach. Rozczochrany Saruman odpalił starą strategię na nowym systemie.

Czytaj również: Tusk o Giertychu: „Nie jest świętą krową”

Miał być strach, został śmiech

Nie znaczy to, że sieć stała się nieszkodliwa. Nadal potrafi mobilizować własnych, podbijać wybrane treści i w kilka minut podnieść psychologiczny koszt sprzeciwu wobec tego, co Roman Giertych uzna za właściwe. Coraz gorzej działa jednak na ludzi spoza własnej politycznej religii.

– Najważniejsze jest to, że te akcje już nie działają. Gdy piszą, że Krzysztof Stanowski nie jest dziennikarzem albo że nie należy czytać mnie czy innych osób, efekt jest odwrotny: ludzie czytają nas częściej. Giertych będzie trzymał grupę, którą zbudował dla siebie, ale może nią politycznie obciążyć całą Koalicję Obywatelską – ocenia Abramczyk.

Polecamy: „Co to za gangsterka?”. Stanowski odpowiada Giertychowi i Arłukowiczowi

Tak wygląda schyłek wielkich marzeń o potędze w sieci. Trolle nadal maszerują, ale jest ich mniej. Nadal wykonują rozkazy, lecz coraz częściej rozmawiają tylko z innymi trollami. Giertych traci nie tylko zasięgi. Może tracić również polityczną użyteczność dla Tuska.

Reklama
Reklama

Saruman wciąż stoi na murach swojej wieży, wskazuje kolejnych wrogów i rzuca zaklęcia. Tyle że poza Mordorem coraz mniej ludzi odczuwa ich działanie. Giertych miał budzić strach. Coraz częściej zostaje po nim śmiech – a dla polityka, który przez lata budował władzę na zdolności zastraszania, trudno o dotkliwszą porażkę.