Nie ma dowodów na to, że Roman Giertych wiedział o wyprowadzaniu majątku z Polnordu. A przynajmniej tak uznała prokuratura, twierdząc, że ewentualne przestępstwo to skrzętnie zaplanowana akcja przez byłego miliardera Ryszarda K. i Sebastiana J., ps. „Foka”, który był asystentem Giertycha. Giertych, uznali śledczy, nie odpowiadał za działania czterech spółek, które jego kancelaria obsługiwała.

- Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie wyprowadzenia majątku z Polnordu, znanej spółki deweloperskiej. Na kilku osobach ciążą zarzuty. Ciążyły też na Romanie Giertychu, ale w styczniu 2025 r. w stosunku do niego postępowanie umorzono.
- Śledczy uznali, że Giertych był tylko i aż prawnikiem czterech spółek biorących udział w wytransferowaniu pieniędzy z Polnordu. Nie podejmował jednak żadnych decyzji.
- Kluczowe decyzje podejmowali, w ocenie prokuratorów, Ryszard K., były miliarder oraz Sebastian J., ps. „Foka”. „Foka” jest współpracownikiem Giertycha od wielu lat. Jest jego ochroniarzem, był kierowcą, a także zajmował stanowisko prezesa w spółce Giertych-Kancelarie.
- Śledczy nie dopatrzyli się niczego dziwnego w tym, że „Foka” założył dwie spółki w małym pokoju mieszkania żony, zatrudnił kancelarię Giertycha do obsługi prawnej, a kilka dni później jego firmy znalazły kontrahenta w postaci wielkiej spółki, którą również obsługiwał Roman Giertych.
Polnord jeszcze 20 lat temu był jednym z najbardziej znanych polskich deweloperów. Spółka budowała głównie w Warszawie, Trójmieście, a także próbowała swoich sił poza granicami kraju.
Akcjonariat Polnordu był rozproszony. Dzięki temu Ryszard K., wówczas miliarder i właściciel holdingu informatycznego Prokom, mając niewiele ponad 20 proc. akcji, mógł podejmować kluczowe decyzje. Dobra decyzja Ryszarda K. mogła wesprzeć wszystkich akcjonariuszy. A zła – spowodować u wszystkich straty.
Zdaniem prokuratury w latach 2010–2011 podjęto szereg decyzji złych. Co więcej, zrobiono to celowo, żeby wyprowadzić z Polnordu majątek o szacowanej wartości 72,5 mln zł. Dlaczego Ryszard K. miałby ogołocić spółkę, w której miał ponad 20 proc. udziałów?
W ocenie prokuratury – aby ratować większy i ważniejszy dla niego Prokom. Biznesmen, wspólnie z innymi osobami z nim współpracującymi, wymyślił konstrukcję, w której Prokom sprzedaje wierzytelności, które może być trudno odzyskać (Prokom był w sporze i domagał się zapłaty od m.st. Warszawy oraz jednej z miejskich spółek), a Polnord je kupuje. W ten sposób prawdziwe, realne pieniądze z Polnordu trafiają do Prokomu. Polnord w zamian za to uzyskuje trudne do realizacji prawo do ubiegania się o pieniądze. Niewyegzekwowane zresztą do dziś.
Wielki biznes w małym mieszkaniu
Bezpośrednia umowa między Prokomem Ryszarda K. a Polnordem, w którym decyzje podejmował Ryszard K., byłaby fatalnie odebrana przez rynek i wzbudziłaby od razu podejrzenia. Pojawił się więc pośrednik. Został nim Sebastian J., ps. „Foka”.
„Dziennik” w 2009 r. pisał, że „goryl Giertycha trzyma finanse Libertas”. Pełnomocnikiem finansowym polskiego Libertasu, partii, z którą związał się wówczas Giertych, został bowiem właśnie Sebastian J.
„W swoim środowisku bardziej znany jako »Foka”«. Giertych mówi o nim »Sebuś«. J. od lat jest jego nieformalnym ochroniarzem” - pisał „Dziennik”.
„Rzeczpospolita” w 2018 r. pisała o nim: „człowiek Giertycha”.
„Foka” był związany ze spółkami, z którymi związany był Roman Giertych. Został nawet prezesem spółki Giertych – Kancelarie.
„Foka” nie wypierał się nigdy związków z wielkim mecenasem – mówił podczas różnych przesłuchań, że współpracuje z Giertychem od ponad dwudziestu lat.
W internecie bez trudu można znaleźć dwa zdjęcia Sebastiana J. Na jednym wykonuje nazistowski gest pozdrowienia, czyli „hajluje”. Na drugim idzie obok Romana Giertycha.
I tenże „Foka” wszedł w biznes najpierw z Prokomem, a następnie Polnordem.
Było to tak, że Sebastian J. 29 listopada 2010 r. utworzył spółkę New Industry sp. z o. o. Podmiot z kapitałem zakładowym w wysokości 5 tys. zł mieścił się w małym pokoju w mieszkaniu w Błoniu należącym do żony „Foki”.

Roman Giertych w 2010 r. Jeszcze nie wiedział, że jego dobry znajomy Sebastian J. dogada się z jego drugim znajomym Ryszardem K. za plecami. (fot. Rozbicki/REPORTER / East News/Reporter)
24 stycznia 2011 r. spółka zawarła umowę na obsługę prawną w zakresie obrotu wierzytelnościami z kancelarią Romana Giertycha.
25 stycznia 2011 r. Sebastian J. założył spółkę TG – również w małym pokoju w mieszkaniu żony. 31 stycznia 2011 r. spółka ta powierzyła obsługę prawną kancelarii Romana Giertycha.
Już 3 lutego 2011 r. małe podmioty z Błonia zanotowały pierwszy duży sukces biznesowy. Mianowicie zawarły umowę z Prokomem, który przeniósł na spółki „Foki” wierzytelności wycenione przez Prokom na niemal 73 mln zł. Spółki J. zobowiązały się za nie zapłacić Prokomowi 51 mln zł. Prawnikiem Prokomu był Roman Giertych.
A 19 kwietnia 2011 r. spółki „Foki” znalazły nabywcę na wierzytelności kupione od Prokomu. Polnord nabywa je od dwóch spółek z mieszkania w Błoniu za łączną kwotę 58 mln zł. Prawnikiem Polnordu był Roman Giertych.
Prokurator czytał, Giertych spał
Prokuratura uznała, że doszło do popełnienia szeregu przestępstw. Dziewięciu osobom postawiono zarzuty. W tym Ryszardowi K. (wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, przywłaszczenie mienia wielkiej wartości, pranie brudnych pieniędzy), Sebastianowi J. (nadużycie zaufania, przywłaszczenie mienia wielkiej wartości, pranie brudnych pieniędzy), a także Romanowi Giertychowi (działanie na szkodę spółki, przywłaszczenie mienia wielkiej wartości, pranie brudnych pieniędzy).
Nad sprawą pracował cały zespół śledczych. I właśnie do tego postępowania 15 października 2020 r. zatrzymano Romana Giertycha. Prawnik podczas czynności zasłabł i został przewieziony do szpitala.
Śledczy odczytali postanowienie o przedstawieniu zarzutów, gdy Giertych spał. Dlatego polityk do dziś uważa, że zarzutów mu w ogóle nie postawiono. Prokuratura jednak – także już za obecnej władzy – uważała inaczej. A najlepszym dowodem na to jest fakt, że 16 stycznia 2025 r. Andrzej Markowski, prokurator Prokuratury Regionalnej w Lublinie, wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa w części przeciwko Romanowi Giertychowi (nie można umorzyć śledztwa przeciwko komuś, jeśli tej osobie nie przedstawiono skutecznie zarzutów).
Giertych obsługiwał wszystkich
Śledczy, zanim umorzyli postępowanie, przyjrzeli się m.in. kwestiom finansowym, w tym wynagrodzeniu Romana Giertycha. Wątek ten w czerwcu 2025 r., na podstawie uzasadnienia decyzji o umorzeniu, opisała Wirtualna Polska (tekst Pawła Figurskiego i Patryka Słowika, którzy obecnie są dziennikarzami Zero.pl, oraz Szymona Jadczaka).
WP, na podstawie akt prokuratorskich, ustaliła, że Prokom kontrolowany przez Ryszarda K. podpisał umowę o świadczenie usług adwokackich z kancelarią prowadzoną przez Romana Giertycha 18 czerwca 2010 r. Chodziło wówczas o spór Prokomu z syndykiem Telewizji Familijnej S.A. Obsługa prawna miała obejmować również doradztwo w zakresie relacji z mediami oraz innymi instytucjami, w tym bankami.
Postanowiono, że kancelaria otrzyma maksymalnie 2,5 mln zł plus VAT, w zależności od efektów pracy.
Kolejną umowę Prokom zawarł z kancelarią Romana Giertycha 26 listopada 2010 r. Postanowiono, że kancelaria będzie otrzymywać wynagrodzenie w wysokości 200 euro za każdą godzinę pracy adwokata oraz 100 euro za każdą godzinę pracy innego prawnika.
Za obsługę prawną od marca do grudnia 2012 r. Prokom i kancelaria Giertycha postanowiły rozliczać się wynagrodzeniem za każdy miesiąc w wysokości 299 912 zł plus VAT, przy czym uznano, że lepiej będzie, jeśli Prokom zapłaci jednorazowo niemal 3 mln zł netto.
Ogółem, na podstawie umów i faktur wystawionych przez kancelarię Roman Giertych otrzymał w okresie od lipca 2010 r. do końca 2012 r. nie mniej niż 5 mln zł brutto.
Umowa Giertycha z Polnordem przewidywała z kolei świadczenie usług prawnych w zamian za 1000 zł za jedną godzinę pracy Giertycha, 600 zł za godzinę pracy innych adwokatów lub radców prawnych oraz 400 zł stawki godzinowej za pracę pozostałych prawników (kwoty netto).
23 lipca 2012 r. Polnord i kancelaria zawarły następną umowę, tym razem na reprezentację spółki przed Naczelnym Sądem Administracyjnym oraz podczas ewentualnych negocjacji sprzedaży wierzytelności należących do Polnordu. Ustalona kwota? 4,5 mln zł netto. Przy czym część należności – 2,5 mln zł – postanowiono rozliczyć w zamian za sprzedaż kancelarii lokali mieszkalnych od spółek będących własnością Polnordu.
„W ten oto sposób kancelaria Romana Giertycha nabyła własność pięciu mieszkań w Warszawie wraz z dziewięcioma miejscami postojowymi oraz mieszkania w Sopocie wraz z miejscem postojowym” – opisała WP.
A 15 marca 2013 r. Polnord zawarł kolejną umowę z kancelarią Romana Giertycha. W zamian za stałe świadczenie usług doradztwa prawnego i pomocy prawnej kancelaria miała otrzymywać 100 tys. zł netto miesięcznie oraz dodatkowo pewien procent od korzyści wynikających z prowadzonych przez kancelarię spraw. W ramach obsługi prawnej w siedzibie spółki bywał regularnie jeden z prawników oddelegowanych przez kancelarię Giertycha.

Roman Giertych w 2013 r. Prawnik obsługiwał wszystkie cztery podmioty zaangażowane w handel wierzytelnościami: dwie spółki powiązane z Ryszardem K. i dwie spółki założone przez Sebastiana J. (fot. Rafał Guz / PAP)
Kancelaria Romana Giertycha od New Industry i TG, czyli spółek założonych przez „Fokę”, zainkasowała z kolei ponad milion złotych.
Prokuratorzy na skrzynce mailowej Romana Giertycha znaleźli informację, że Roman Giertych, który w tym czasie zawarł umowę o obsługę prawną z Prokom Investments S.A., był na bieżąco informowany o realizacji działań zmierzających do zbycia przez tę spółkę wierzytelności na rzecz spółek TG i New Industry, a także do ich planowanego nabycia przez Polnord S.A. Śledczy uznali, że to naturalne, gdy mowa o prawniku reprezentującym wszystkie możliwe strony transakcji.
Obrót dużymi kwotami
Kolejny wątek, który analizowali prokuratorzy i opisała WP, dotyczył tego, co działo się z pieniędzmi, które na obsłudze prawnej zarabiał Roman Giertych i jego kancelaria.
29 lipca 2011 r. z rachunku bankowego Romana Giertycha przelano 800 tys. zł na rzecz ustalonej osoby (prokuratura nie podaje kogo). Z tych środków założono 40 lokat po 20 tys. zł każda, po czym środki pochodzące z sześciu zakończonych lokat wraz z odsetkami przekazano na rachunek Romana Giertycha. Z pozostałych środków założono kolejne lokaty, po czym jedną z nich – na kwotę 400 tys. zł – zlikwidowano, by dokonać przewalutowania pieniędzy na funty brytyjskie. Po zakończeniu drugiej dokonano przewalutowania środków na euro, by te następnie trafiły na rzecz ustalonej osoby tytułem darowizny.
1 czerwca 2011 r. z rachunku bankowego Romana Giertycha na rachunek jego żony Barbary trafiło 1 mln zł, które następnie zostało przelane innej osobie jako zapłata za działkę w Józefowie przy ul. Polnej. Dziś działa tam ośrodek kultury prowadzony przez Fundację Józefów Patria. Na jej archiwalnej stronie czytamy, że opiekę duchową nad ośrodkiem sprawuje Opus Dei. W przeszłości działali w niej żona oraz brat polityka Koalicji Obywatelskiej.
17 czerwca 2011 r. z rachunku bankowego Romana Giertycha przelano na konto osoby fizycznej 245 tys. zł. tytułem zapłaty za mieszkanie przy ul. Żurawiej w Warszawie. Z ksiąg wieczystych wynika, że lokal kupili rodzice polityka.
21 marca 2014 r. z kolei przelano na rachunek bankowy prowadzony na terenie Włoch równowartość 690 tys. zł.
Prokuratura uznała to wówczas za wystarczające do postawienia szeregowi osób zarzutu prania pieniędzy. Ale Giertycha już oczyszczono.
W kwietniu 2026 r. portal Money.pl (tekst autorstwa Szymona Jadczaka i Karoliny Wysoty) wskazał, że redakcja dotarła do byłej pracowniczki kancelarii Romana Giertycha, na którą założono w Liechtensteinie podmiot, przez który przelano blisko milion zł do spółki polityka. Wspólniczką była w nim Rosjanka z francuskim paszportem, obsługująca rosyjskie interesy w rajach podatkowych. Daty i kwoty przelewów – jak wskazała redakcja – pokrywają się z tymi opisanymi w aktach afery Polnordu. Prokuratura jednak nie przesłuchała tych kobiet. Nie wystąpiła też o dokumenty podmiotu z Liechtensteinu. I bez przyjrzenia się tym informacjom umorzyła zarzuty wobec Giertycha.
„Przelewane kwoty pokrywają się z kwotami i datami przelewów ze środkami, które według prokuratury zostały nielegalnie wyprowadzone z firmy Polnord” – podkreślili dziennikarze.
„Foka” szefem
Dlaczego prokuratura umorzyła śledztwo wobec Romana Giertycha, a inne osoby wciąż uważa za podejrzane?
W największym skrócie i uproszczeniu – bo zdaniem śledczych Giertych nie podejmował żadnych decyzji, po prostu był prawnikiem czterech spółek.
Zdaniem prokuratury decyzje podejmowali przede wszystkim Ryszard K. odnośnie do Prokomu i Polnordu oraz Sebastian J. odnośnie do działań New Industry i TG. Prokuratura stwierdziła:
Roman Giertych na podstawie wiążących go umów w zakresie świadczenia usług prawnych, mając na uwadze ich przedmiot oraz faktycznie wykonywane w realizacji ich zapisów czynności podejmował działania wyłącznie wykonawcze, pozbawione samodzielności decyzyjnej.
I dodała, że nie pełnił żadnych stanowisk kierowniczych w strukturach żadnej z czterech spółek.
„Rola Romana Giertycha w dokonywanych transakcjach nabycia przez spółki wierzytelności pozostających w zainteresowaniu niniejszego śledztwa, ograniczała się jedynie do przygotowania prawnych formuł w granicach zawartych umów na świadczenie usług prawnych. Przy tym nie był jedynym fachowym doradcą prawnym zaangażowanym w transakcje obrotu wierzytelnościami i ich dochodzenia przed sądami” – wskazano w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa przeciwko Romanowi Giertychowi.
Krótko mówiąc: mózgiem operacji był „Foka”. Giertych tylko wykonywał polecenia swojego ochroniarza.


