Reklama
Reklama
Reklama

Roman Giertych i sojusz z Rosją

TYLKO NA

Odrzucenie Unii Europejskiej jako spisku Niemców oraz masonów, dążącego do depopulacji Polski. I sojusz z Rosją, która zagwarantowałaby nam bezpieczeństwo militarne. Takiej polityki zagranicznej chciał Roman Giertych.

figurski-giertych2-jedynka-desktop
Roman Giertych (fot. PAP/Paweł Supernak PAP/Tomasz Gzell shutterstock.com)
  • W 1994 r. Roman Giertych proponował sojusz z Rosją zamiast NATO i Unii Europejskiej.
  • Uważał, że tylko Rosja nie ma wobec Polski roszczeń terytorialnych i może zapewnić nam bezpieczeństwo militarne.
  • Sojusz z Rosją miał – jego zdaniem – zadać cios koncepcji zjednoczonej Europy pod przewodnictwem Niemiec.
  • Dziś polityk Koalicji Obywatelskiej ostro krytykuje Rosję, ale równocześnie kolportuje narracje zbliżone do rosyjskiej propagandy.

„Pod pozorem spokoju i intelektualnych rozważań przewija się na stronach tej książki prawdziwa pasja i olbrzymia, młodzieńcza wola walki o zwycięstwo. Roman Giertych stoi na czele dynamicznego, ogólnopolskiego, młodzieżowego ruchu politycznego. »Kontrrewolucja Młodych« jest programem tego nowego pokolenia polityków. Jedno jest pewne, jeżeli im się uda – to Polska wygra!”.

To fragment noty wydawniczej książki „Kontrrewolucja Młodych” wydanej przez Romana Giertycha w 1994 r. Obecny polityk Koalicji Obywatelskiej miał wówczas 24 lata i przewodził Młodzieży Wszechpolskiej.

Młody Roman Giertych prezentował silny pogląd na temat polityki zagranicznej Polski wstającej z kolan po latach funkcjonowania pod butem ZSRR. Giertych nie zwraca się jednak ku Zachodowi. Straszy nim i  wskazuje wprost: nasza przyszłość jest na Wschodzie.

Reklama
Reklama

Proponuje, by wyzwolić się z „pęt myślenia o polityce zagranicznej w kategoriach orientacji na któreś z państw”. Przekonuje, że Polskę stać na prowadzenie polityki niezależnej i wolnej od wpływów obcych interesów. Powinniśmy też uwolnić się od bagażu emocjonalnego. „Polityka nie jest wykładnią uczuć, ale rozumu” – podkreśla.

Zachód nie kiwnie palcem

W latach 90. rozum podpowiada Romanowi Giertychowi podważanie sensu wejścia w struktury NATO. Polityk wskazuje, że po upadku Układu Warszawskiego, Polska została bez silnej armii i bez sojuszników, a jedyną obowiązującą w Polsce koncepcją jest przystąpienie do Paktu Północnoatlantyckiego. Niesłusznie.

Giertych uważa, że kraje NATO nie chcą dać Polsce gwarancji bezpieczeństwa, a nawet gdyby dały, to zastanawia się, czy one cokolwiek by znaczyły. Wymienia bowiem wojska brytyjskie i francuskie, które nie przyszły nam z pomocą w 1939 r. oraz decyzję Wielkiej Brytanii i USA, które po 1945 r. oddały nas w ręce Związku Radzieckiego.

„Nic nie wskazuje na to, ażeby dzisiaj państwa zachodnie miały większy interes, ażeby bronić Polskę” – konstatuje Giertych.

Giertych nie daje uśpić się pokojowym czasom i wskazuje, że „polityka zagraniczna musi przewidywać najgorszy bieg wypadków”

Reklama
Reklama

Ten najgorszy bieg wypadków to zjednoczone Niemcy żądające wspólnej administracji na terenach Ziem Odzyskanych czy Ukraina twierdząca, że Przemyśl to odwiecznie ukraińskie miasto. Zdaniem Giertycha Zachód nie kiwnąłby palcem w naszej obronie, za to Litwa chętnie zajęłaby woj. suwalskie. A Rosja? Pozostałaby neutralna, o ile „nie chciałaby zagarnąć Elbląga”.

Nie możemy wierzyć Niemcom

Przede wszystkim zagrożeniem są Niemcy, które od ponad tysiąca lat dążą do przewodnictwa nad Europą. Giertych dla poparcia swojej tezy cytuje niemieckie dokumenty z 1914 r. dotyczące gospodarczego panowania Niemiec nad środkową Europą.

Giertych pyta, czy to nie są cele również współczesnych Niemiec. Wskazuje wprawdzie, że ktoś może powiedzieć, że Niemcy się zmieniły, a RFN jest państwem demokratycznym. Tu jednak od razu odbija piłeczkę: „Hitler w 1933 r. doszedł do władzy też w sposób demokratyczny”.

„Trudno uwierzyć, ażeby przez tysiąc lat jakieś państwo postępowało w jakimś kierunku, po czym nagle radykalnie się zmieniło. Obowiązkiem polityka w Polsce jest w to nie wierzyć” – podkreśla Giertych.

I ma ku temu argumenty. Niemcy swoją polityką doprowadziły do rozpadu Jugosławii i tak zniknęło „tradycyjnie antyniemieckie państwo na południu Europy”. To samo wiąże się z rozpadem Czechosłowacji. Z kolei powstanie Ukrainy „stanowi reaktywację tradycyjnego sojusznika niemieckiego na wschodzie Europy”. Giertych uważa, że te wszystkie zmiany na mapie Europy, tak korzystne dla Niemiec, nie mogą być dziełem przypadku. Giertychowi trudno też jest uwierzyć, że Niemcy, dysponując władzą w Europie, nie skorzystają z okazji, by zrealizować swoje plany względem Polski. Jakie? Choćby przyłączenia do Niemiec naszych Ziem Odzyskanych.

Reklama
Reklama

Ścisły sojusz z Rosją

Jeśli zatem  nie Niemcy i nie Zachód, to kto? Rosja! – odpowiada Roman Giertych. A konkretnie „ścisły sojusz z Rosją i współorganizowanie europejskiej koalicji państw zmierzającej do przeciwstawiania się dominacji niemieckiej”

Dobra polityka, uważa Giertych, musi wyprzedzać scenariusze, które w mogą zrealizować się w przyszłości. Polityk przewidywał konflikt pomiędzy koncepcją suwerenności państw a koncepcją „światowego rządu opartego o ideologię antychrześcijańską i amoralną oraz o pieniądze”.

W tej bitwie Polska musi stanąć przeciwko „rządom światowym”. Nie sama. Powinna zaprosić do sojuszu inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosję.

Sojuszowi z Rosją Roman Giertych poświęca cały podrozdział „Kontrrewolucji młodych”. Zauważa, że Rosja na początku lat 90. XX wieku znalazła się w trudnej sytuacji ekonomicznej i politycznej, a skutkiem wprowadzanych reform będzie podporządkowanie kraju państwom zachodnim. Zdaniem Giertycha to nie potrwa długo, bo Rosjanie nie wytrzymają takiego upokorzenia. „Przyjdzie moment, gdy zapanują tam rządy jakiegoś generała, który będzie starał się przywrócić Rosji mocarstwową rolę”.

Co wtedy z Polską? Giertych uważa, że gdyby wówczas rządy w Polsce sprawowała władza „służąca zachodnim panom”, to groziłoby nam ponowne wejście w skład imperium rosyjskiego, bo Zachód w imię pokoju poświęciłby nasz kraj. „Kontynuowanie więc polityki zagranicznej służalczej wobec Brukseli i Berlina może przynieść nam straszliwą katastrofę. Wyjście jest tylko jedno – musimy zmienić koncepcję polityczną. Nie pchajmy się na Zachód, gdzie nas nie chcą” – postuluje.

Reklama
Reklama

„Graniczymy obecnie z siedmioma państwami. Spośród tej siódemki trzy są w stanie zagrozić nam militarnie: Rosja, Niemcy i Ukraina” – wylicza Giertych. Tylko z jednego  kierunku nie widzi zagrożenia? „Spośród tej trójki tylko Rosja nie ma do nas pretensji terytorialnych. Już sam ten fakt wskazuje na to, że o rzeczywistym i trwałym sojuszu, który gwarantowałby naszą integralność terytorialną, możemy rozmawiać tylko z Rosją”.

Giertych wymienia też korzyści płynące z sojuszu z Rosją. Po pierwsze, taka koncepcja nie godzi w suwerenność Polski. Po drugie, Polska uzyska bezpieczeństwo militarne, łatwy dostęp do surowców, olbrzymi rynek zbytu i możliwość ekspansji na kraje azjatyckie.

Kolejny argument: „Konsekwencją tej przyjaźni (polsko-rosyjskiej – red.) byłoby również coś znacznie większego. Zadany zostałby śmiertelny cios koncepcjom zjednoczonej Europy pod przewodnictwem Niemców, socdemoliberałów i biurokratów z Brukseli. Plan zjednoczenia świata wypracowany przez masonerię ległby w gruzach”.

W swojej wizji polityki zagranicznej Roman Giertych dostrzega też Organizację Narodów Zjednoczonych, której idea jest „godna poparcia”. Jednak nie bez „ale”. „Idea ONZ jest godna poparcia, należy jednak zdecydowanie zwalczać ten ruch ideologii libertyńskiej i materialistycznej, który w oparciu o kontrolę na całym świecie środków masowego przekazu oraz olbrzymie zasoby finansowe, kieruje świat w stronę otchłani zła, głupoty i nietolerancji pod hasłami dobra, postępu i tolerancji”.

Unijne rozterki Romana Giertycha

W kolejnych latach konkretyzują się poglądy Romana Giertycha również na Unię Europejską. „Zabójcza UE!” to tytuł jednego z wielu felietonów wygłoszonych przez niego w latach 1997– 1999 na antenie Radia Maryja. To w nich Giertych roztaczał czarną wizję Polski w Zjednoczonej Europie. Unia – zdaniem Giertycha – chciałaby: zmniejszenia liczby Polaków (do 20 mln), rozbicia dzielnicowego Polski (i przyjęcia do UE tylko części województw) oraz wprowadzenia małżeństw homoseksualistów w niektórych regionach kraju.

Reklama
Reklama

W 2001 r. Roman Giertych podpisał z kolei deklarację „przeciw nowej Targowicy”, czyli przeciwko działaniom zmierzającym do integracji z Unią Europejską.

Gdy decydowały się losy członkostwa Polski w UE, Roman Giertych i jego Liga Polskich Rodzin stały na pierwszej linii frontu eurosceptyków. – Chciałem bardzo serdecznie podziękować tym, którzy dzisiejszego dnia mieli odwagę pójść pod prąd i zagłosować na „Nie”. To jest prawie 4 mln naszych obywateli, którzy uznali, iż integracja Polski z UE będzie dla Polski rodziła tak poważne koszty, że nie należy się na nią decydować – mówił, gdy większość Polaków cieszyła się z przystąpienia naszego kraju do wspólnoty.

Dopiero w 2021 r. Roman Giertych nagrał film, w którym wcześniejsze nawoływanie do sprzeciwu wobec UE nazwał politycznym błędem. Wyjaśnił, że na przełomie wieków obawiał się, że Unia będzie narzucać swoim członkom rozwiązania ideologiczne. Dodał, że do UE przekonały go rozmowy z Józefem Oleksym oraz Leszkiem Millerem.

Giertych opisał przy okazji swoją rolę w procesie integracyjnym. „Premier Miller nawet mnie prosił o podnoszenie kwestii czy też wszczynanie jakichś protestów w trudnych momentach negocjacyjnych. Kiedy chciał uzyskać razem z premierem Kalinowskim lepsze warunki w Unii, potrzebował głosu opozycji, która krytykowałaby cały proces, aby podeprzeć się tą krytyką w negocjacjach. To żeśmy robili” – mówił Giertych.

Reklama
Reklama

Roman Giertych twierdzi również, że był bliski publicznego wyrażenia poparcia akcesji jeszcze przed referendum w 2003 r. „Bardzo poważnie rozważałem zmianę stanowiska mojego ugrupowania. W pewien sposób zostałem zaszantażowany przez o. Tadeusza Rydzyka, który zapowiedział, że ogłosi mnie zdrajcą, gdy coś takiego zrobię”.

To o tyle zaskakujące, że 2009 r., w piątą rocznicę członkostwa Polski w UE, pytany przez PAP, czy z perspektywy czasu przyzna, że wejście Polski do Unii było właściwym posunięciem, odparł: „Nie. Nie powinniśmy wejść do UE, ponieważ nie była – i nadal nie jest – jasna sprawa, czym jest Unia”.

W ponad 15-minutowym nagraniu z 2021 r., wyjaśniając swoje podejście do UE, Giertych nie odniósł się jednak do roli Niemiec w strukturach czy zagrożenia ze strony masonów. Nie mówił też o postulowanym sojuszu z Rosją, który doprowadziłby do zadania śmiertelnego ciosu „koncepcjom zjednoczonej Europy pod przewodnictwem Niemców, socdemoliberałów i biurokratów z Brukseli”.

Podobnie jak w przypadku Unii Europejskiej, we współczesnych wypowiedziach Romana Giertycha wybrzmiewa zmiana podejścia do Rosji. Regularnie ostrzega przed rosyjskim zagrożeniem, potępia Putina i oskarża przeciwników politycznych o uległość wobec Kremla.

Reklama
Reklama

O Karolu Nawrockim mówi: „Od roku na fotelu prezydenta Polski zasiada jej wróg, który wykonuje polecenia układu Putin-Trump. Dzisiaj chwalą go tylko w Waszyngtonie i w Moskwie”.

O Prawie i Sprawiedliwości: „PiS już otwarcie wspiera roszczenia Rosji do Krymu. Maski opadają. PiS – Putin i Spółka”.

Obecna wrogość wobec Rosji nie przeszkadza Giertychowi w wygłaszaniu opinii zbieżnych z rosyjską propagandą. W Kanale Zero udowodnił to Grzegorz Sroczyński. Przykład? Roman Giertych kolportował informacje o rzekomej chęci polityków Prawa i Sprawiedliwości do dokonania rozbioru Ukrainy. „Czy (PiS – red.) by przejął zachodnią Ukrainę w sensie formalnym? Pewnie nie. Pewnie to by się sprowadzało do swoistego protektoratu. Wyraźnie też wskazuje na to kierunek ataku rosyjskiego, który idzie wzdłuż Zbrucza, wzdłuż dawnej granicy polsko-sowieckiej. Te zdarzenia nie są przypadkiem” – snuje swoje wizje na YouTube Roman Giertych.

Reklama
Reklama