Julia Liegmann miała 20 lat. Rozwijała własną firmę, planowała ślub i wspólną przyszłość z partnerem. Na początku lutego trafiła do szpitala św. Wojciecha w Gdańsku na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego. Dziesięć dni później nie żyła.

- Julia Liegmann trafiła do szpitala na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego, a kilka godzin później rozwinęła się u niej ciężka urosepsa.
- Już rano 10 lutego lekarze wskazywali na konieczność leczenia na oddziale intensywnej terapii, jednak transport nastąpił dopiero po ponad ośmiu godzinach.
- Dokumentacja medyczna wskazuje, że powodem przekazania pacjentki do innej placówki był brak miejsc na oddziale intensywnej terapii w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku.
- Rodzina zmarłej domaga się wyjaśnienia okoliczności sprawy, a prokuratura prowadzi postępowanie.
Pod koniec kwietnia na łamach Zero.pl opisaliśmy przebieg ostatnich dni życia 20-letniej kobiety, opierając się na dokumentacji medycznej, relacjach rodziny oraz odpowiedziach placówki medycznej. W centrum sprawy znajduje się ponad ośmiogodzinne oczekiwanie na leczenie na oddziale intensywnej terapii w sytuacji, gdy stan pacjentki gwałtownie się pogarszał.
Śmierć Julii Liegmann. Kluczowe godziny
Problemy zdrowotne Julii zaczęły się znacznie wcześniej. Po miesiącach wizyt w kolejnych placówkach pod koniec 2025 r. lekarze rozpoznali u niej zakażenie układu moczowego, podejrzenie urosepsy oraz kamicę układu moczowego. W lutym została przyjęta na zaplanowany zabieg kruszenia złogu w nerce.
Jak wynika z opisywanych przez nas dokumentów, jeszcze przed operacją dostępne były wyniki badań wskazujące na obecność bakterii E. coli. Sam zabieg przeprowadzono 9 lutego i początkowo nic nie zapowiadało tragedii. Kilka godzin później pojawiły się jednak pierwsze niepokojące objawy: krwiste wymioty, krwawienie oraz pogarszające się parametry życiowe. W kolejnych godzinach stan pacjentki stał się ciężki, a badania zaczęły dowodzić rozwoju poważnej infekcji i niewydolności narządów.
10 lutego rano lekarze rozpoznali urosepsę. O godzinie 10:11 w dokumentacji pojawiła się prośba o konsultację i kwalifikację do leczenia na oddziale intensywnej terapii. Późniejsze wpisy wskazywały między innymi na anurię, czyli brak wydalania moczu, oraz potrzebę dializy ciągłej, możliwej do przeprowadzenia wyłącznie na OIT. Mimo to transport na oddział intensywnej terapii nastąpił dopiero wieczorem.
Z przywołanej w artykule dokumentacji wynika, że przyczyną skierowania Julii do innej placówki był brak miejsc na OIT w szpitalu św. Wojciecha. Ostatecznie pacjentka trafiła do szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku ponad osiem godzin po pierwszym wpisie o konieczności leczenia na oddziale intensywnej terapii.
To właśnie ten okres budzi dziś najwięcej pytań. Bliscy Julii są przekonani, że czas oczekiwania mógł mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu choroby. W ich ocenie zawiodły nie tylko pojedyncze decyzje, lecz także organizacja systemu ochrony zdrowia, który pacjentce w stanie bezpośredniego zagrożenia życia nie zapewnił natychmiastowego dostępu do specjalistycznego leczenia.
Urosepsa przyczyną zgonu
Mimo podjętej terapii stan 20-latki nadal się pogarszał. 16 lutego doszło do obrzęku mózgu, a dzień później lekarz stwierdził zgon. Sekcja zwłok wskazała urosepsę jako przyczynę śmierci.
Sprawa trafiła do prokuratury, rzecznika praw pacjenta oraz Okręgowej Izby Lekarskiej. Spółka Copernicus – która zarządza oboma gdańskimi szpitalami zaangażowanymi w leczenie 20-latki – poinformowała, że prowadzi postępowanie wyjaśniające dotyczące przebiegu hospitalizacji. Rodzina Julii podkreśla, że dziś najważniejsze jest uzyskanie odpowiedzi na pytanie: czy tej tragedii można było uniknąć.
Dziś o 17:30 na naszym portalu opublikujemy rozmowę z Kacprem Kenskim, partnerem 20-latki.
