Miejskie mikrotężnie, uznawane dotąd za miejsca relaksu i zdrowotnych inhalacji, mogą stanowić poważne zagrożenie. Wyniki badań naukowych ujawniają obecność groźnych bakterii kałowych w solance i mgiełce wokół instalacji. Prof. Katarzyna Wolny-Koładka w rozmowie z Onetem mówi o stopniowym wygaszaniu tych obiektów.

- W solance krakowskich tężni wykryto stężenie bakterii Escherichia coli wyższe niż w lokalnych rzekach i zbiornikach wodnych, a w inhalacyjnej mgiełce – więcej bakterii kałowych niż w oborze.
- Zgodnie z wytycznymi GIS miejskie tężnie są traktowane jedynie jako obiekty małej architektury, co zwalnia zarządców z obowiązku regularnych kontroli sanitarnych i monitorowania obecności drobnoustrojów.
- Standardowe czyszczenie i sporadyczna wymiana solanki nie eliminują skażenia. Naukowcy zalecają powstrzymanie budowy nowych obiektów oraz stopniowe wygaszanie istniejących.
Z najnowszych analiz wynika, że miejskie tężnie zmagają się z olbrzymim problemem skażenia mikrobiologicznego, a ich użytkowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Profesor Katarzyna Wolny-Koładka od miesięcy prowadzi szczegółowe badania parametrów sanitarnych krakowskich obiektów. O swoich wnioskach rozmawiała z Onetem.
Wyniki ostatnich analiz są wręcz alarmujące. W badanych próbach solanki stężenie bakterii Escherichia coli okazało się wyższe niż w wodach pobliskiego Zalewu Nowohuckiego czy rzeki Dłubni. Co więcej, w rozpylanej mgiełce, którą wdychają odpoczywający na ławkach mieszkańcy, odnotowano większe stężenie bakterii kałowych niż w powietrzu pobranym z obór.
Tężnie. Solanka gorsza niż woda w rzece. Skąd bierze się skażenie?
Problem narasta z miesiąca na miesiąc, a standardowe zabiegi pielęgnacyjne nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Konstrukcje tężni są stale narażone na czynniki środowiskowe, a w szczególności na obecność ptaków, które zanieczyszczają tarninę swoimi odchodami. Mycie instalacji czy sprzątanie liści usuwa jedynie widoczne zabrudzenia, nie eliminując jednak mikrobiologicznego zagrożenia.
Nawet pełna wymiana solanki, przeprowadzana zazwyczaj zaledwie raz w sezonie, nie rozwiązuje problemu. Badania wykazują, że bezpośrednio po czyszczeniu i zalaniu nowej wody parametry biologiczne nie ulegają zauważalnej poprawie. Mikrobiom osadzony na tarninie i elementach konstrukcyjnych natychmiast infekuje nowe podłoże, sprawiając, że wymiana płynu staje się jedynie zabiegiem kosmetycznym.
Prawna próżnia i brak nadzoru sanitarnego
Mimo niepokojących danych, zarządcy obiektów nie są formalnie zmuszeni do interwencji. Stanowisko Głównego Inspektoratu Sanitarnego kwalifikuje miejskie mikrotężnie jako elementy małej architektury. Oznacza to, że nie traktuje się ich jak obiektów leczniczych czy uzdrowiskowych i nie nakłada obowiązku prowadzenia stałego nadzoru sanitarnego.
W praktyce brak jest przepisów, które nakazywałyby kontrolę jakości chemicznej i biologicznej mgiełki oraz reakcję w przypadku wykrycia niebezpiecznych drobnoustrojów. Taka klasyfikacja prawna jest dogodna dla samorządów, jednak uniemożliwia skuteczną ochronę zdrowia publicznego.
Co dalej z miejskimi tężniami?
W reakcji na publikowane dane niektóre samorządy zaczynają zmieniać swoją politykę. W Krakowie Zarząd Zieleni Miejskiej zapowiedział odstąpienie od budowy nowych obiektów i zaapelował do mieszkańców, by nie zgłaszali podobnych projektów w ramach budżetu obywatelskiego. Informacje o ryzyku docierają też do samych mieszkańców, którzy coraz rzadziej korzystają z lokalnych instalacji.
Zdaniem ekspertów istniejące tężnie powinny być stopniowo wygaszane, jeśli zarządcy nie są w stanie zapewnić ich pełnego bezpieczeństwa mikrobiologicznego. Z popularnych inhalacji najczęściej korzystają seniorzy, dzieci oraz osoby z obniżoną odpornością lub chorobami układu oddechowego – czyli grupy najbardziej narażone na powikłania. Osoby poszukujące prawdziwych właściwości leczniczych powinny wybierać sprawdzone miejsca, takie jak uzdrowiska, obiekty nadmorskie czy podziemne trasy w kopalniach soli.