Julia miała dopiero 20 lat i bardzo konkretne plany na przyszłość. Zaczęła rozkręcać firmę, planowała ślub. Osiem godzin oczekiwania na łóżko na oddziale intensywnej terapii przekreśliło to wszystko. Jej bliskim pozostały wspomnienia, zdjęcia i wiadomości głosowe, do których wracają, gdy cisza staje się nie do zniesienia.

- 20-letnia Julia przyszła na planowy zabieg. Kilka godzin później rozwinęła się u niej urosepsa i ciężki stan wymagający leczenia na oddziale intensywnej terapii (OIT).
- Transport tam odbył się dopiero po ponad ośmiu godzinach od pierwszej wzmianki o potrzebie kwalifikacji do leczenia na OIT.
- W dokumentacji zapisano: brak miejsc na OIT w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku i konieczność przewiezienia pacjentki do innej placówki.
- Julia zmarła 17 lutego. Rodzina wskazuje na kluczowe godziny opóźnienia. Sprawa trafiła do prokuratury i instytucji nadzorczych.
Julia Liegmann ma dwadzieścia lat, kiedy 7 lutego 2026 r. zgłasza się do szpitala św. Wojciecha w Gdańsku na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego.
Wysyła mamie zdjęcie z placówki. – Jaki piękny, nowoczesny szpital – pisze.
Dziesięć dni później już nie będzie żyła.
Przeczytaj pozostałe teksty ze specjalnego bloku Zero.pl poświęconego zapaści w ochronie zdrowia:
- Przegrany wyścig o życie. Karetki w Polsce nie dojeżdżają na czas
- Dziś oszczędzamy, jutro będziemy wyć
- Zawisza: Gdybym badała się według wytycznych rządzących, najpewniej bym już nie żyła
- Państwo skapitulowało. Prywatyzacja ruszyła, łomot dostają pacjenci
- Wystarczyło USG, ale był weekend. 15-latka zwijała się z bólu, kazano czekać
- „Zamykacie szpital? Świetnie!”. Jak rząd Tuska prywatyzuje ochronę zdrowia
- Państwo oszukało młodych lekarzy. „Uczymy się bezsilności”
- Lista hańby publicznego systemu ochrony zdrowia. 10 krytycznych obszarów
„Jestem zdrowa jak ryba”
Problemy zdrowotne zaczęły się dużo wcześniej. Na przełomie 2023 i 2024 r. Julia trafia do kolejnych szpitali z gorączką i bardzo złym samopoczuciem.
Kacper Kenski, jej chłopak, wozi ją od placówki do placówki.
Dopiero pod koniec listopada 2025 r. w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku pada konkretna diagnoza: zakażenie układu moczowego i podejrzenie urosepsy. Lekarze rozpoznają też kamicę układu moczowego. Zakładają cewnik i na 9 lutego 2026 r. wyznaczają termin zabiegu kruszenia złogu w prawej nerce.
2 lutego Julia przechodzi konsultację anestezjologiczną. Zostaje zakwalifikowana do znieczulenia ogólnego. – Jestem zdrowa jak ryba. Tak stwierdził lekarz – mówi do Kacpra.
7 lutego trafia na oddział urologii w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku. Personel jest świadomy, że Julia była niedawno leczona z powodu urosepsy. Informacja o tym powtarza się w dokumentacji medycznej. Poniżej jeden z fragmentów.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
Jej obecny stan jest dobry, bez gorączki, bez bólu. 8 lutego odwiedza ją mama, Magdalena Rusinek. Rozmawiają, żartują.

Julia Liegmann miała 20 lat. (fot. Archiwum prywatne)
Córce oznajmia, że przez dwa kolejne dni nie przyjedzie – musi zostać z synem, siedmioletnim Alankiem.
Nie wie, że to ich ostatnia beztroska rozmowa.
Wszyscy są spokojni. Mimo alarmującego sygnału: wyników badania moczu, które Julia wykonała 4 lutego, jeszcze przed przyjęciem do szpitala wykazują obecność bakterii E. coli. Lekarze nie uznają ich jako przeciwskazanie do zabiegu. Przystępują do niego 9 lutego.
Trwa on około 25 minut. Kacpra nie ma. Jest w trasie we Francji. Wszyscy radzą: „Jedź, to prosta operacja”. 20-latka też go uspokaja.
Pogarszający się stan i urosepsa
Kilka godzin później zaczyna się koszmar, którego nikt jeszcze nie nazywa po imieniu.
16:09 – krwiste wymioty, krwawienie z nosa i gardła.
16:38 – kolejny epizod. Julia zostaje przewieziona na konsultację laryngologiczną. Lekarze nie znajdują aktywnego źródła krwawienia.
Problem zostaje uznany za miejscowy.
– Uspokajano nas, nie mówiąc prawdy. Julce nie tłumaczono, co się z nią dzieje – wyjaśnia Kacper Kenski.
Rozmawia ze swoją dziewczyną. W słuchawce słyszy, jak 20-latka wymiotuje. Mężczyzna przerywa trasę i rusza do Polski.
– Musiała dzwonić do mnie, żebym interweniował u lekarzy. Prosiłem, żeby ktoś do niej podszedł, ale nikt tego nie zrobił, mimo że wcześniej sama wielokrotnie o to błagała.
Tymczasem stan 20-latki się pogarsza.
18:50 – spadki ciśnienia, leukopenia (drastyczny spadek liczby białych krwinek we krwi), podwyższona prokalcytonina (oznaczenie jej poziomu umożliwia wykrycie stanu zapalnego lub infekcji na bardzo wczesnym stadium).
Lekarze włączają antybiotyk.
19:46 – hipoglikemia, czyli znaczący spadek poziomu glukozy we krwi.
21:34 – pacjentka zgłasza obecność krwi, ale lekarz nie stwierdza aktywnego krwawienia.
22:37 – kolejne wymioty.
To już nie są pojedyncze objawy. W nocy wszystko przyspiesza.
1:03 – wyniki badań wskazują na początki niewydolności narządów.
5:30 – stan ciężki.
Około 6:00 – spadki ciśnienia wymagają podania noradrenaliny.
Młody organizm przestaje sobie radzić. Rano 10 lutego w dokumentacji pojawia się rozpoznanie: urosepsa.
Kolejne konsultacje wskazują już bezpośrednio na niewydolność narządów.
10:11 – „Proszę o konsultację i kwalifikację do leczenia na oddziale intensywnej terapii” – pisze lekarz.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
O 12:22 zapis: „stan ciężki, anuria”. Julia przestaje oddawać mocz.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
Dziewczyna dzwoni do mamy. – Mamo, ja nie mogę się wysikać. Boję się.
Magdalena wsiada w pociąg. Do tej pory myślała, że córka ma przejściowe problemy po zabiegu. Dopiero w drodze dowiaduje się, że chodzi o sepsę.
O 14:09 w dokumentacji pojawia się zapis: „najlepsza dla pacjentki byłaby dializa ciągła w warunkach OIT”.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
O 15:50 zapada decyzja o przekazaniu Julii na oddział intensywnej terapii. „Organizacja transportu asekuracyjnego” – czytamy w dokumentacji.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
Planowany transport, w asyście anestezjologa – około godziny 18. Ostatecznie o 18:30 Julia zostaje przyjęta na OIT Szpitala im. M. Kopernika w Gdańsku.
W dokumentacji medycznej z tamtej placówki czytamy: „wobec braku miejsc w OIT Szpitala św. Wojciecha pacjentkę transportem asekuracyjnym przekazano do tutejszego OIT”.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
Kluczowe godziny
Między pierwszą konsultacją z prośbą lekarza o kwalifikację do leczenia na OIT (10 lutego, 10:11) a transportem tam mija ponad osiem godzin w stanie ciężkiej sepsy. Ponad osiem godzin bez dostępu do pełnego leczenia intensywnej terapii. Ponad osiem godzin bez dializy ciągłej, którą lekarze wskazali jako optymalną.
W przypadku sepsy to czas, którego po prostu nie ma. Każda godzina opóźnienia zwiększa ryzyko zgonu. To jeden z najlepiej udokumentowanych faktów w medycynie.
Z dokumentacji nie wynika wprost, dlaczego Julia nie trafiła na OIT wcześniej, mimo wskazań do takiego leczenia.
Magdalena dociera do szpitala. – Córka była opuchnięta, żółta, z rurką w buzi. Nie wiedziałam, że to już tak wygląda.
Lekarz informuje ją, że Julia jest w stanie krytycznym i czekała na transport z powodu – jak relacjonuje Magdalena – braku miejsc na oddziale intensywnej terapii w szpitalu św. Wojciecha. – Nikt wcześniej do mnie nie zadzwonił.
Na oddziale intensywnej terapii lekarze nie mają wątpliwości. – Ta dziewczyna jest tak zainfekowana, że „to leci górą i dołem” – słyszy rodzina.
Przez kolejne dni Julia walczy o życie. Magdalena i Kacper siedzą przy niej. – Mieliśmy wrażenie, że 12 lutego rano jeszcze nas słyszy, że mruga. Po południu była już nieprzytomna – mówi chłopak.
16 lutego dochodzi do obrzęku mózgu.
17 lutego o godzinie 14:08 lekarz stwierdza zgon.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)
Przyczyną wskazaną w sekcji zwłok jest urosepsa.
„Gdyby wcześniej trafiła na OIT…”
Jeszcze 9 lutego rano Julia była w dobrym stanie. W nocy rozwinęła się ciężka sepsa.
Rano 10 lutego – ciężka sepsa i niewydolność narządów. W południe było już jasne, że potrzebuje OIT. Tam trafiła dopiero wieczorem.
– W innych szpitalach w Gdańsku – między innymi w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym – były w tym czasie, czyli 10 lutego, miejsca na OIT. Wiem, bo dowiadywałem się tam bezpośrednio – zaznacza Kacper. – Jak wygląda komunikacja między placówkami? Pytam się, jak? To duże, rozwinięte miasto – dodaje.
– Zawiniło wiele: lekarze, ale też system. To, że na oddziale intensywnej terapii brakowało miejsc, w moim odczuciu doprowadziło Julkę do śmierci. Przecież w takim stanie liczy się każda godzina. Gdyby ona wcześniej trafiła na OIT, myślę, że by z tego wyszła – podkreśla Magdalena.
Łamie jej się głos.
– Alankowi, bratu Julci, tłumaczę, że siostra już nie wróci. Co mam odpowiadać na to, że chce umrzeć i do niej dołączyć, bo tęskni?
Mama i chłopak zamierzają walczyć
Urosepsa, czyli sepsa wywołana zakażeniem układu moczowego, to stan, w którym infekcja przechodzi do krwiobiegu i wywołuje ogólnoustrojową reakcję zapalną, prowadzącą do niewydolności narządów. Czas gra tu niezwykle ważną rolę. Złota godzina w medycynie ratunkowej to pojęcie, które dotyczy właśnie takich przypadków – czas od rozpoznania do wdrożenia pełnego leczenia decyduje o życiu bądź śmierci.
Anuria – brak wydalania moczu – jest jednym z objawów wstrząsu septycznego i sygnałem, że nerki przestają pracować. Bez dializy ciągłej, możliwej tylko na oddziale intensywnej terapii, organizm nie może usunąć toksyn.
Magdalena złożyła zawiadomienie do prokuratury rejonowej w Chojnicach – sprawę przekazano do Gdańska. Skargi skierowała także do Rzecznika Praw Pacjenta i do Okręgowej Izby Lekarskiej.
– Co z tego, że podawali antybiotyki? – mówi kobieta. – Co z tego, że monitorowali ciśnienie? Ona nie była dializowana. Ona miała anurię. Nerki przestały pracować. I czekali.
Kacper Kenski podkreśla, że chciałby po prostu sprawiedliwości. – Dla Julki, dla uczczenia jej pamięci.
Redakcja Zero.pl skierowała do podmiotu leczniczego Copernicus (należą do niego m.in. dwa szpitale, o których piszemy) pytania dotyczące hospitalizacji Julii Liegmann, w tym kwestii braku miejsc na OIT i oczekiwania na transport do innego szpitala.
„Wszystkie informacje objęte są tajemnicą lekarską. Prowadzimy postępowanie wyjaśniające analogicznie, jak w przypadku każdego zgonu wewnątrzszpitalnego” – czytamy w ogólnej odpowiedzi.
Jak dodano, placówce „jest niezwykle przykro z powodu śmierci pacjentki”.
„Staramy się dogłębnie przeanalizować bieg zdarzeń, aby wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji i wykorzystać je w przyszłości” – zakończono.
Zapytaliśmy również o liczbę łóżek na OIT w szpitalach św. Wojciecha oraz Kopernika. W pierwszej placówce, w której Julia miała planowy zabieg, dostępnych jest ich 10. W szpitalu Kopernika – 10 dla dorosłych, pięć dla dzieci.
W klubie z książką
Z bólem po stracie życiowej partnerki zostaje Kacper. Julia od kilku lat była z nim w związku. Poznali się w klubie. On pojechał jako kierowca na wieczór kawalerski, na który nie miał ochoty. Ona wybrała się ze znajomymi, chociaż też nie do końca chciała. W pewnym momencie i ona, i on zostali sami. Ich towarzystwo gdzieś zniknęło.
Kacper zobaczył ją siedzącą na ławce. Ze słuchawkami na uszach. Z książką. – Wydało mi się to zabawne. Podszedłem do niej.
Wymienili się kontaktami na Facebooku. Okazało się, że mieszkają trzysta kilometrów od siebie – ona w Chojnicach, on w Mławie.

Julia z chłopakiem Kacprem. (fot. Archiwum prywatne)
Mieli dwie zasady. Pierwsza: nie miej nadziei, miej pewność. Druga: nawet jeśli cały świat będzie przeciwko tobie, ja będę z tobą przeciw całemu światu.
Planowali wesele na sierpień. Budowę domu. Firmę już mieli – zakładali ją razem, od zera, po tym, jak ktoś oszukał ich w poprzedniej pracy.
– Dochodziliśmy do wszystkiego sami – mówi Kacper. – Walczyliśmy o to szczęście bardzo długo. I właśnie zaczęło nam się wszystko układać. Zamieszkaliśmy w Bydgoszczy.
Magdalena codziennie czeka na telefon od córki o dziesiątej rano. Przyzwyczaiła się do rozmów o tej porze, gdy Julia pracowała w sklepie zoologicznym. Dzwoniła po tym, jak skończyła karmić króliki.
Teraz jest bolesna cisza.
– Włączam sobie jej głosówki, filmiki, ale to już nie pomaga. Chcę po prostu usłyszeć jej głos. Żywej.
