Reklama
Reklama

Reklama

To miał być rutynowy zabieg. Osiem godzin, które zabiły 20-letnią Julię

Reklama
TYLKO NA

Julia miała dopiero 20 lat i bardzo konkretne plany na przyszłość. Zaczęła rozkręcać firmę, planowała ślub. Osiem godzin oczekiwania na łóżko na oddziale intensywnej terapii przekreśliło to wszystko. Jej bliskim pozostały wspomnienia, zdjęcia i wiadomości głosowe, do których wracają, gdy cisza staje się nie do zniesienia.

Julia Liegmann miała 20 lat. Zmarła z powodu urosepsy.
Julia Liegmann miała 20 lat. Zmarła z powodu urosepsy. (fot. Zero.pl/ Shutterstock - Hxdbzxy, Radiological imaging)
  • 20-letnia Julia przyszła na planowy zabieg. Kilka godzin później rozwinęła się u niej urosepsa i ciężki stan wymagający leczenia na oddziale intensywnej terapii (OIT).
  • Transport tam odbył się dopiero po ponad ośmiu godzinach od pierwszej wzmianki o potrzebie kwalifikacji do leczenia na OIT.
  • W dokumentacji zapisano: brak miejsc na OIT w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku i konieczność przewiezienia pacjentki do innej placówki.
  • Julia zmarła 17 lutego. Rodzina wskazuje na kluczowe godziny opóźnienia. Sprawa trafiła do prokuratury i instytucji nadzorczych.

Reklama

Julia Liegmann ma dwadzieścia lat, kiedy 7 lutego 2026 r. zgłasza się do szpitala św. Wojciecha w Gdańsku na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego.

Wysyła mamie zdjęcie z placówki. – Jaki piękny, nowoczesny szpital – pisze.

Dziesięć dni później już nie będzie żyła.


Reklama

Przeczytaj pozostałe teksty ze specjalnego bloku Zero.pl poświęconego zapaści w ochronie zdrowia:


Reklama

„Jestem zdrowa jak ryba”

Problemy zdrowotne zaczęły się dużo wcześniej. Na przełomie 2023 i 2024 r. Julia trafia do kolejnych szpitali z gorączką i bardzo złym samopoczuciem.

Kacper Kenski, jej chłopak, wozi ją od placówki do placówki.


Reklama

Dopiero pod koniec listopada 2025 r. w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku pada konkretna diagnoza: zakażenie układu moczowego i podejrzenie urosepsy. Lekarze rozpoznają też kamicę układu moczowego. Zakładają cewnik i na 9 lutego 2026 r. wyznaczają termin zabiegu kruszenia złogu w prawej nerce.


Reklama

2 lutego Julia przechodzi konsultację anestezjologiczną. Zostaje zakwalifikowana do znieczulenia ogólnego. – Jestem zdrowa jak ryba. Tak stwierdził lekarz – mówi do Kacpra.

7 lutego trafia na oddział urologii w szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku. Personel jest świadomy, że Julia była niedawno leczona z powodu urosepsy. Informacja o tym powtarza się w dokumentacji medycznej. Poniżej jeden z fragmentów.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)


Reklama

Jej obecny stan jest dobry, bez gorączki, bez bólu. 8 lutego odwiedza ją mama, Magdalena Rusinek. Rozmawiają, żartują.


Reklama

Julia Liegmann miała 20 lat. (fot. Archiwum prywatne)

Córce oznajmia, że przez dwa kolejne dni nie przyjedzie – musi zostać z synem, siedmioletnim Alankiem.

Nie wie, że to ich ostatnia beztroska rozmowa.


Reklama

Wszyscy są spokojni. Mimo alarmującego sygnału: wyników badania moczu, które Julia wykonała 4 lutego, jeszcze przed przyjęciem do szpitala wykazują obecność bakterii E. coli. Lekarze nie uznają ich jako przeciwskazanie do zabiegu. Przystępują do niego 9 lutego.


Reklama

Trwa on około 25 minut. Kacpra nie ma. Jest w trasie we Francji. Wszyscy radzą: „Jedź, to prosta operacja”. 20-latka też go uspokaja.

Pogarszający się stan i urosepsa

Kilka godzin później zaczyna się koszmar, którego nikt jeszcze nie nazywa po imieniu.


Reklama

16:09 – krwiste wymioty, krwawienie z nosa i gardła.


Reklama

16:38 – kolejny epizod. Julia zostaje przewieziona na konsultację laryngologiczną. Lekarze nie znajdują aktywnego źródła krwawienia.

Problem zostaje uznany za miejscowy.

– Uspokajano nas, nie mówiąc prawdy. Julce nie tłumaczono, co się z nią dzieje – wyjaśnia Kacper Kenski.


Reklama

Rozmawia ze swoją dziewczyną. W słuchawce słyszy, jak 20-latka wymiotuje. Mężczyzna przerywa trasę i rusza do Polski.


Reklama

– Musiała dzwonić do mnie, żebym interweniował u lekarzy. Prosiłem, żeby ktoś do niej podszedł, ale nikt tego nie zrobił, mimo że wcześniej sama wielokrotnie o to błagała.

Tymczasem stan 20-latki się pogarsza.

18:50 – spadki ciśnienia, leukopenia (drastyczny spadek liczby białych krwinek we krwi), podwyższona prokalcytonina (oznaczenie jej poziomu umożliwia wykrycie stanu zapalnego lub infekcji na bardzo wczesnym stadium).


Reklama

Lekarze włączają antybiotyk.


Reklama

19:46 – hipoglikemia, czyli znaczący spadek poziomu glukozy we krwi.
21:34 – pacjentka zgłasza obecność krwi, ale lekarz nie stwierdza aktywnego krwawienia.
22:37 – kolejne wymioty.

To już nie są pojedyncze objawy. W nocy wszystko przyspiesza.

1:03 – wyniki badań wskazują na początki niewydolności narządów.
5:30 – stan ciężki.


Reklama

Około 6:00 – spadki ciśnienia wymagają podania noradrenaliny.


Reklama

Młody organizm przestaje sobie radzić. Rano 10 lutego w dokumentacji pojawia się rozpoznanie: urosepsa.

Kolejne konsultacje wskazują już bezpośrednio na niewydolność narządów.

10:11„Proszę o konsultację i kwalifikację do leczenia na oddziale intensywnej terapii” – pisze lekarz.


Reklama

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)


Reklama

O 12:22 zapis: „stan ciężki, anuria”. Julia przestaje oddawać mocz.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

Dziewczyna dzwoni do mamy. – Mamo, ja nie mogę się wysikać. Boję się.


Reklama

Magdalena wsiada w pociąg. Do tej pory myślała, że córka ma przejściowe problemy po zabiegu. Dopiero w drodze dowiaduje się, że chodzi o sepsę.


Reklama

O 14:09 w dokumentacji pojawia się zapis: „najlepsza dla pacjentki byłaby dializa ciągła w warunkach OIT”.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)

O 15:50 zapada decyzja o przekazaniu Julii na oddział intensywnej terapii. „Organizacja transportu asekuracyjnego” – czytamy w dokumentacji.


Reklama

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)


Reklama

Planowany transport, w asyście anestezjologa – około godziny 18. Ostatecznie o 18:30 Julia zostaje przyjęta na OIT Szpitala im. M. Kopernika w Gdańsku.

W dokumentacji medycznej z tamtej placówki czytamy: „wobec braku miejsc w OIT Szpitala św. Wojciecha pacjentkę transportem asekuracyjnym przekazano do tutejszego OIT”.

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)


Reklama

Kluczowe godziny

Między pierwszą konsultacją z prośbą lekarza o kwalifikację do leczenia na OIT (10 lutego, 10:11) a transportem tam mija ponad osiem godzin w stanie ciężkiej sepsy. Ponad osiem godzin bez dostępu do pełnego leczenia intensywnej terapii. Ponad osiem godzin bez dializy ciągłej, którą lekarze wskazali jako optymalną.


Reklama

W przypadku sepsy to czas, którego po prostu nie ma. Każda godzina opóźnienia zwiększa ryzyko zgonu. To jeden z najlepiej udokumentowanych faktów w medycynie.

Z dokumentacji nie wynika wprost, dlaczego Julia nie trafiła na OIT wcześniej, mimo wskazań do takiego leczenia.

Magdalena dociera do szpitala. – Córka była opuchnięta, żółta, z rurką w buzi. Nie wiedziałam, że to już tak wygląda.


Reklama

Lekarz informuje ją, że Julia jest w stanie krytycznym i czekała na transport z powodu – jak relacjonuje Magdalena – braku miejsc na oddziale intensywnej terapii w szpitalu św. Wojciecha. – Nikt wcześniej do mnie nie zadzwonił.


Reklama

Na oddziale intensywnej terapii lekarze nie mają wątpliwości. – Ta dziewczyna jest tak zainfekowana, że „to leci górą i dołem” – słyszy rodzina.

Przez kolejne dni Julia walczy o życie. Magdalena i Kacper siedzą przy niej. – Mieliśmy wrażenie, że 12 lutego rano jeszcze nas słyszy, że mruga. Po południu była już nieprzytomna – mówi chłopak.

16 lutego dochodzi do obrzęku mózgu.
17 lutego o godzinie 14:08 lekarz stwierdza zgon.


Reklama

Fragment dokumentacji medycznej Julii Liegmann. (fot. Zero.pl)


Reklama

Przyczyną wskazaną w sekcji zwłok jest urosepsa.

„Gdyby wcześniej trafiła na OIT…”

Jeszcze 9 lutego rano Julia była w dobrym stanie. W nocy rozwinęła się ciężka sepsa.
Rano 10 lutego – ciężka sepsa i niewydolność narządów. W południe było już jasne, że potrzebuje OIT. Tam trafiła dopiero wieczorem.

– W innych szpitalach w Gdańsku – między innymi w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym – były w tym czasie, czyli 10 lutego, miejsca na OIT. Wiem, bo dowiadywałem się tam bezpośrednio – zaznacza Kacper. – Jak wygląda komunikacja między placówkami? Pytam się, jak? To duże, rozwinięte miasto – dodaje.


Reklama

– Zawiniło wiele: lekarze, ale też system. To, że na oddziale intensywnej terapii brakowało miejsc, w moim odczuciu doprowadziło Julkę do śmierci. Przecież w takim stanie liczy się każda godzina. Gdyby ona wcześniej trafiła na OIT, myślę, że by z tego wyszła – podkreśla Magdalena.


Reklama

Łamie jej się głos.

– Alankowi, bratu Julci, tłumaczę, że siostra już nie wróci. Co mam odpowiadać na to, że chce umrzeć i do niej dołączyć, bo tęskni?

Mama i chłopak zamierzają walczyć

Urosepsa, czyli sepsa wywołana zakażeniem układu moczowego, to stan, w którym infekcja przechodzi do krwiobiegu i wywołuje ogólnoustrojową reakcję zapalną, prowadzącą do niewydolności narządów. Czas gra tu niezwykle ważną rolę. Złota godzina w medycynie ratunkowej to pojęcie, które dotyczy właśnie takich przypadków – czas od rozpoznania do wdrożenia pełnego leczenia decyduje o życiu bądź śmierci.


Reklama

Anuria – brak wydalania moczu – jest jednym z objawów wstrząsu septycznego i sygnałem, że nerki przestają pracować. Bez dializy ciągłej, możliwej tylko na oddziale intensywnej terapii, organizm nie może usunąć toksyn.


Reklama

Magdalena złożyła zawiadomienie do prokuratury rejonowej w Chojnicach – sprawę przekazano do Gdańska. Skargi skierowała także do Rzecznika Praw Pacjenta i do Okręgowej Izby Lekarskiej.

– Co z tego, że podawali antybiotyki? – mówi kobieta. – Co z tego, że monitorowali ciśnienie? Ona nie była dializowana. Ona miała anurię. Nerki przestały pracować. I czekali.

Kacper Kenski podkreśla, że chciałby po prostu sprawiedliwości. – Dla Julki, dla uczczenia jej pamięci.


Reklama

Redakcja Zero.pl skierowała do podmiotu leczniczego Copernicus (należą do niego m.in. dwa szpitale, o których piszemy) pytania dotyczące hospitalizacji Julii Liegmann, w tym kwestii braku miejsc na OIT i oczekiwania na transport do innego szpitala.


Reklama

„Wszystkie informacje objęte są tajemnicą lekarską. Prowadzimy postępowanie wyjaśniające analogicznie, jak w przypadku każdego zgonu wewnątrzszpitalnego” – czytamy w ogólnej odpowiedzi.

Jak dodano, placówce „jest niezwykle przykro z powodu śmierci pacjentki”.

„Staramy się dogłębnie przeanalizować bieg zdarzeń, aby wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji i wykorzystać je w przyszłości” – zakończono.


Reklama

Zapytaliśmy również o liczbę łóżek na OIT w szpitalach św. Wojciecha oraz Kopernika. W pierwszej placówce, w której Julia miała planowy zabieg, dostępnych jest ich 10. W szpitalu Kopernika – 10 dla dorosłych, pięć dla dzieci.


Reklama

W klubie z książką

Z bólem po stracie życiowej partnerki zostaje Kacper. Julia od kilku lat była z nim w związku. Poznali się w klubie. On pojechał jako kierowca na wieczór kawalerski, na który nie miał ochoty. Ona wybrała się ze znajomymi, chociaż też nie do końca chciała. W pewnym momencie i ona, i on zostali sami. Ich towarzystwo gdzieś zniknęło.

Kacper zobaczył ją siedzącą na ławce. Ze słuchawkami na uszach. Z książką. – Wydało mi się to zabawne. Podszedłem do niej.

Wymienili się kontaktami na Facebooku. Okazało się, że mieszkają trzysta kilometrów od siebie – ona w Chojnicach, on w Mławie.


Reklama

Julia z chłopakiem Kacprem. (fot. Archiwum prywatne)


Reklama

Mieli dwie zasady. Pierwsza: nie miej nadziei, miej pewność. Druga: nawet jeśli cały świat będzie przeciwko tobie, ja będę z tobą przeciw całemu światu.

Planowali wesele na sierpień. Budowę domu. Firmę już mieli – zakładali ją razem, od zera, po tym, jak ktoś oszukał ich w poprzedniej pracy.

– Dochodziliśmy do wszystkiego sami – mówi Kacper. – Walczyliśmy o to szczęście bardzo długo. I właśnie zaczęło nam się wszystko układać. Zamieszkaliśmy w Bydgoszczy.


Reklama

Magdalena codziennie czeka na telefon od córki o dziesiątej rano. Przyzwyczaiła się do rozmów o tej porze, gdy Julia pracowała w sklepie zoologicznym. Dzwoniła po tym, jak skończyła karmić króliki.


Reklama

Teraz jest bolesna cisza.

– Włączam sobie jej głosówki, filmiki, ale to już nie pomaga. Chcę po prostu usłyszeć jej głos. Żywej.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Aleksandra Cieślik
Aleksandra CieślikReporterka i wydawczyni

Reklama