Reklama

Szokujące słowa Sebastiana M. Przedstawia swoją wersję wypadku na A1

Reklama

Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim zeznawali strażacy, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce tragicznego wypadku na autostradzie A1. Po ich zeznaniach głos zabrał oskarżony w sprawie Sebastian M., który stwierdził, że powodem śmierci trzyosobowej rodziny nie był sam wypadek, a pożar.

img_0927
Sebastian M. podczas rozprawy (fot. Łukasz Zboralski / BRD24.pl)
  • Do tragedii doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. BMW jadące ponad 300 km/h uderzyło w znacznie wolniejszą Kię. Auto z trzyosobową rodziną wpadło w bariery i stanęło w płomieniach.
  • W wyniku pożaru zginęli rodzice oraz ich pięcioletni syn. Cała trójka poniosła śmierć na miejscu zdarzenia. Śledczy od początku uznają, że przyczyną tragedii był wypadek spowodowany przez kierowcę BMW, Sebastiana M.
  • We wtorek przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim zeznawali strażacy, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce. Zdaniem M. ich słowa o pożarze samochodu są argumentem świadczącym o jego niewinności.

Reklama

Do tragicznego zdarzenia doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Zgodnie z ustaleniami śledczych pędzące ponad 300 km/h BMW uderzyło w jadącą ze zdecydowanie niższą prędkością Kię, która zaraz po tym wpadła w ograniczające jezdnię bariery energochłonne.

Kia, którą podróżowała trzyosobowa rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn, stanęła w płomieniach. Cała trójka zginęła na miejscu.

We wtorek przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim zeznawali strażacy, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce wypadku i gasili płonący samochód. – Z tyłu pojazdu widziałem wgniecenie, tam, gdzie był zbiornik paliwa. Może to dlatego ten pożar był tak gwałtowny – mówił dowódca załogi Ochotniczej Straży Pożarnej w Srocku.


Reklama

Sebastian M. twierdzi, że powodem śmierci rodziny był pożar, a nie wypadek

Strażacy pojawili się w sądzie po wezwaniu ze strony obrony Sebastiana M., któremu prokuratura zarzuca spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyzna zabrał głos na sam koniec posiedzenia i stwierdził, że „prokuratura dąży do zatajenia jego niewinności”. Kiedy tylko zaczął mówić, salę opuściła matka jednej z ofiar.


Reklama

Jak stwierdził w swojej mowie M., powodem śmierci trzyosobowej rodziny nie był wypadek, który on miał spowodować, tylko pożar. Argumentował to faktem, że po samym zdarzeniu miało być słychać głosy z płonącego pojazdu. Wskazywał także, że ślady hamowania pojawiają się na drodze wcześniej, niż w miejscu, w którym miało dojść do kontaktu jego samochodu z samochodem ofiar.

Prokuratura zarzuciła obronie próbę stworzenia alternatywnej historii. Pełnomocnik rodzin ofiar, mec. Łukasz Kowalski, ocenił, że „poziom żenady na sali obrad osiągnął zenit”. – To taka manipulacja faktami, że aż jedna z pokrzywdzonych opuściła salę. I dobrze, że tego nie słyszała. To fakty pod z góry ustaloną tezę, które są promowane od kilku terminów na tej sali – mówił, cytowany przez Łukasza Zboralskiego z portalu BRD24.

M. przebywa w areszcie od maja 2025 r., kiedy to zakończył się proces jego ekstradycji z Dubaju. Obrona regularnie wnioskuje o zwolnienie oskarżonego. Zdaniem prokuratury istnieje jednak wysokie prawdopodobieństwo ponownej ucieczki i mataczenia.

 


Reklama