Film „Gelbe Briefe” o w reżyserii Ilkera Çataka o prześladowanych artystach wygrywa tegoroczne Berlinale. Polsko-ukraińska koprodukcja "Ślady" o ofiarach przestępstw seksualnych w trakcie rosyjskiej inwazji na Ukrainę z ważną nagrodą publiczności w sekcji Panorama.

- Turcja górą na Berlinale. Złoty Niedźwiedź dla „Gelbe Briefe”, Grand Prix dla „Kurtulus”
- Niemiecka gwiazda Sandra Hüller z kolejną ważną nagrodą w swoim dorobku.
- Polsko-ukraińska koprodukcja „Ślady” w reżyserii Alisy Kovalenko i Marysi Nikiciuk z nagrodą publiczności.
- Nie cichną kontrowersje wokół jury i stanowiska w sprawie Gazy. Jest list otwarty.
76. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie dobiegł końca. Jury pod przewodnictwem reżysera Wima Wendersa uhonorowało Złotym Niedźwiedziem niemiecko-turecką koprodukcję „Gelbe Briefe” („Żółte listy”) w reżyserii Ilkera Çataka.
To opowieść o parze artystów z Ankary - aktorce teatralnej oraz wykładowcy i dramaturgu - którzy tracą pracę, dom i godność z powodu swoich progresywnych poglądów oraz krytycznej postawy wobec władzy.
Turcja rządzi na Berlinale, gwiazda niemieckiego kina z nagrodą aktorską
Triumf „Gelbe Briefe” to nie jedyny sukces Turcji w Berlinie. Grand Prix otrzymał weteran europejskich festiwali Elmin Alper za film „Kurtulus” („Zbawienie”). Film opowiada historię wieloletniego konfliktu pomiędzy wygnanym z górzystych regionów Turcji klanem a ludnością, która osiedliła się na jego dawnych ziemiach.
Najlepszym reżyserem festiwalu został Grant Gee. Brytyjski operator i specjalista od dokumentów muzycznych pokazał w Berlinie „Everybody Digs Bill Evans” - zamaszyste formalnie kino faktu o legendarnym pianiście jazzowym.
Sandra Hüller może się dziś poszczycić renomą najważniejszej niemieckiej aktorki na arenie międzynarodowej. Widzieliśmy ją w niespodziewanym canneńskim hicie „Toni Erdmann” w reżyserii Maren Ade. Za swój występ w „Anatomii upadku” Justine Triet zdobyła nominacje do Oscara i Złotego Globa. Z kolei w „Strefie interesów” Jonathana Glazera wcieliła się w postać żony nazistowskiego zbrodniarza Rudolfa Hessa.
Swoją pozycję potwierdziła wczoraj nagrodą aktorską na Berlinale - drugą w swojej karierze. W „Rose” Markusa Schleinzera, filmie rozgrywającym się w trakcie wojny trzydziestoletniej, wciela się w tytułową postać o niejasnej tożsamości. Rose zjawia się w XVII-wiecznej protestanckiej osadzie i rości sobie prawa do górującego nad wioską opuszczonego dworu.
Polsko-ukraińska koprodukcja z ważną nagrodą
Na kilka godzin przed sobotnią ceremonią polsko-ukraiński dokument „Ślady” w reżyserii Alisy Kowalenko i Marysi Nikiciuk otrzymał nagrodę publiczności w sekcji Panorama.
To opowieść o Irynie Dovhan, szefowej organizacji pozarządowej SEMA Ukraine, zajmującej się dokumentowaniem aktów przemocy seksualnej popełnianych przez rosyjskich żołnierzy w trakcie inwazji na Ukrainę.
Bohaterka filmu, naznaczona własnymi traumatyzującymi wspomnieniami z czasów aneksji Krymu, pomaga ofiarom konfliktu, zapewnia im pomoc psychologiczną, wspiera ich w procesach prawnych, walczy o uznanie rosyjskich zbrodni na arenie międzynarodowej.
Film został dofinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Jego oficjalna polska premiera odbędzie się 5 maja w trakcie festiwalu kina dokumentalnego Docs Against Gravity.
Kontrowersje na Berlinale. Filmowcy nie wsparli Palestyńczyków?
Tematyka zwycięskiego filmu stanowi ironiczną kodę historii o kontrowersjach wokół tegorocznego Berlinale. W trakcie otwierającej festiwal konferencji składu jurorskiego przewodniczący Wim Wenders został spytany o polityczny wymiar imprezy i o głos wsparcia dla Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Wcześniej takich wyrazów wsparcia doczekali się mieszkańcy Ukrainy oraz Iranu.
Na zarzut o wybiórczość w respektowaniu praw człowieka odpowiedział: – Musimy trzymać się z dala od polityki, kręcić filmy w imieniu ludzi, a nie polityków. Polska producentka Ewa Puszczyńska („Ida”, „Zimna wojna”) dodała, że pytanie jest niesprawiedliwe.
– Rozmawiamy z widzami i prowokujemy ich do myślenia. Ale nie jesteśmy odpowiedzialni za ich wybory, za to, czy poprą Izrael czy Palestynę. Na świecie trwa wiele wojen i aktów ludobójstwa, o których nie mówimy.
Medialne oburzenie poskutkowało oficjalnym oświadczeniem festiwalu, w którym dyrektorka Tricia Tuttle broniła składu jurorskiego (o sprawie piszemy tutaj). W końcu zaś niezadowolone z obrotu spraw środowisko filmowe napisało list otwarty. Podpisały je i hollywoodzkie gwiazdy, jak Javier Bardem, Adam KcKay czy Tilda Swinton, i twórcy związani z Berlinale, jak Miguel Gomes czy Mike Leigh.
„Wzywamy Berlinale do wyrażenia jasnego i klarownego sprzeciwu wobec ludobójstwa w Strefie Gazy; do nazwania go zbrodnią przeciw ludzkości i zbrodnią wojenną przeciw Palestyńczykom; do jednogłośnego zaprzestania obrony Izraela przed krytyką oraz wezwaniami do odpowiedzialności” - czytamy w liście.
Festiwal nie wystosował na razie oficjalnej odpowiedzi.
