Dyrekcja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie broni szefa jury Wima Wendersa oraz członków kapituły po ich słowach dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego oraz zaangażowania filmowców w sprawy polityczne.

- Kontrowersje na festiwalu filmowym w Berlinie.
- Powodem wymijające odpowiedzi ws. konfliktu palestyńsko-izraelskiego.
- W stolicy Niemiec do 22 lutego trwa Berlinale.
„Artyści mają prawo do wolności słowa i mogą je egzekwować tak, jak uznają za słuszne” – stwierdziła w oficjalnym oświadczeniu szefowa festiwalu w Berlinie Tricia Tuttle. To reakcja na kontrowersyjną konferencję prasową z jury imprezy, w trakcie której padły wymijające odpowiedzi na pytania o konflikt izraelsko-palestyński.
Jury 76. Berlinale o Gazie i polityce
„Musimy trzymać się z dala od polityki i kręcić filmy w imieniu ludzi, a nie polityków (…) Kręcąc filmy w otwarty sposób zaangażowane politycznie, wkraczamy natomiast w strefę polityki. Nie zmienimy poglądów polityków, ale możemy zmienić życie ludzi” – powiedział legendarny niemiecki reżyser w trakcie otwierającej festiwal konferencji prasowej z całym siedmioosobowym składem jurorskim.
Pytanie, na które padła rzeczona odpowiedź, dotyczyło wybiórczości w respektowaniu praw człowieka w kontekście symbolicznego wsparcia oraz wyrazów solidarności dla mieszkańców Ukrainy i Iranu, przy jednoczesnym braku takiegoż wsparcia dla Palestyńczyków. Dziennikarz wprost zarzucił niemieckiemu rządowi, iż ten wspiera Izrael w konflikcie w Gazie, na co dyrekcja festiwalu miałaby przymykać oko.

Przewodniczący jury tegorocznego Berlinale, reżyser Wim Wenders, Berlin, 2025, fot. EUS-Nachrichten / Shutterstock
Członkini jury, polska producentka Ewa Puszczyńska („Ida”, „Strefa interesów”, „Zimna wojna”) odparła, iż pytanie jest „odrobinę nie w porządku”. „Rozmawiamy z widzami i staramy się sprowokować ich do myślenia. Ale nie możemy być odpowiedzialni za ich wybory, za to, czy poprą Izrael czy Palestynę. Na świecie trwają też inne wojny, są inne akty ludobójstwa, o których nie mówimy” – przekonywała.
Berlinale kontra media
Odpowiedzi jurorów nie pozostały bez echa. Zwłaszcza, że festiwal w Berlinie – w przeciwieństwie do innych imprez klasy A w Cannes czy Wenecji – uchodzi od lat za wydarzenie o najwyraźniejszym politycznym charakterze. Nagradzane tam filmy, znacznie częściej niż w przypadku konkurencyjnych festiwali, tematyzują aktualne społeczne i polityczne problemy.
W internecie zawrzało, media branżowe zażądały oficjalnego stanowiska od organizatora imprezy. Indyjska pisarka Arundhati Roy odwołała z kolei swój przyjazd na festiwal. Nazwała komentarze jurorów „niezrozumiałymi” i wyraziła żal, że trafiły one do milionów ludzi na całym świecie.
„To stanowisko powoduje u mnie opad szczęki. Właśnie w ten sposób, w czasie rzeczywistym, ucisza się dyskusję o zbrodniach przeciwko ludzkości. Zaś artyści, pisarze, scenarzyści i filmowcy powinni robić wszystko by przeciwdziałać tym zbrodniom” – skomentowała sprawę Roy.
Jak odpowiedział festiwal?
W swojej oficjalnej odpowiedzi Tuttle stanęła w obronie twórców i składu jurorskiego:
„Ludzie wzywają do wolności słowa na Berlinale. Wolność słowa na Berlinale istnieje. Od twórców filmowych oczekuje się jednak, że odpowiedzą na każde zadane im pytanie. Są krytykowani, jeśli nie odpowiadają. Są krytykowani, jeśli odpowiadają, a my nie zgadzamy się z tym, co mówią. Są krytykowani, jeśli nie potrafią streścić głębokich i złożonych kwestii w krótkiej wypowiedzi (…)
W tegorocznym programie znajduje się 278 filmów. Są tu filmy o ludobójstwie, o przemocy seksualnej w czasie wojny, o korupcji, o patriarchacie, o kolonializmie czy o nadużyciach władzy. Mamy twórców, którzy w swoim życiu doświadczyli przemocy i ludobójstwa, którzy za swoją twórczość lub zajmowane stanowisko trafiali do więzienia, byli uwięzieni, straszono ich wygnaniem, a nawet śmiercią. Przyjeżdżają do Berlina i odważnie dzielą się swoją pracą. To dzieje się teraz. Czy wystarczająco dużo mówimy o tych głosach i ludziach? (…)
Nie należy również oczekiwać, że artyści będą zabierać głos w sprawie wcześniejszych lub aktualnych praktyk na festiwalu. Nie mają na nie wpływu. Nie muszą też wypowiadać się na każdy polityczny temat, jaki ktoś chce poruszyć. Chyba że taka będzie ich wola”
Festiwal w Berlinie potrwa do 22 lutego. W międzynarodowym składzie jurorskim dowodzonym przez Wima Wendersa zasiadają reżyserzy i scenarzyści Min Bahadur Bham, Reinaldo Marcus Green, Hikari Miyazaki Mitsuyo, Shivendra Singh Dungarpur, aktorka Bae Doona oraz producentka Ewa Puszczyńska.
