Reklama
Kraj

Ukrywałeś etat pod śmieciówką? Inspekcja pracy może zapukać do firmy

Polski cud gospodarczy miał często swoją ciemną stronę: etaty ukryte pod zleceniami i fikcyjnym samozatrudnieniem. Jedni na tym zarabiali miliardy, inni tracili prawa, które powinny być oczywistością. Wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy jest próbą przywrócenia na rynku pracy elementarnej równowagi.

Piotr Ikonowicz
Opinia autorstwa: Piotr Ikonowicz
Dzisiaj 11:40
6 min
Niebieska tabliczka z logo i nazwą Państwowej Inspekcji Pracy przed siedzibą instytucji
Państwowa Inspekcja Pracy zyskała nowe uprawnienia, dzięki którym może samodzielnie przekształcać fikcyjne umowy cywilnoprawne w stosunek pracy. (fot. PAP)
TYLKO NA

Umowa śmieciowa to umowa zlecenia albo o dzieło. Nie daje ona prawa do urlopu, płatnego zwolnienia lekarskiego ani ochrony przed zwolnieniem. Brak jest przepisów określających okres wypowiedzenia, co oznacza, że umowa może zostać zakończona niemal natychmiast, a w przypadku umowy o dzieło nawet w dowolnym momencie.

Przy umowie o dzieło nie ma również gwarancji minimalnej stawki godzinowej, a także dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych czy nocnych. Brak jest także szczególnej ochrony dla kobiet w ciąży oraz gwarancji utrzymania stanowiska. W przypadku braku dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego nie ma prawa do płatnego zasiłku chorobowego czy macierzyńskiego.

Bez sądu

Nie godzisz się, nie pracujesz. Oczywiście pracownik może zwrócić się do sądu pracy celem ustalenia, że taka umowa jest umową pozorną, a w rzeczywistości mamy do czynienia ze stosunkiem pracy, który powinien znaleźć wyraz w umowie o pracę.

Niestety dostęp do sądu pracy jest coraz trudniejszy, bo niezależnie od tego, kto rządzi, liczba wydziałów pracy w sądach systematycznie maleje. Oznacza to, że do sądu pracy jest coraz dalej, a na rozprawę czeka się coraz dłużej. Na przestrzeni ostatnich 25 lat w polskim sądownictwie zlikwidowano łącznie ponad 100 wydziałów pracy i ubezpieczeń społecznych w sądach rejonowych.

Reklama
Reklama

Inną formą unikania uczciwego zatrudniania na umowę o pracę jest zmuszanie pracowników do zakładania firm. A przecież wiadomo, że firma nie idzie na urlop i nie choruje, bo nie jest człowiekiem.

Zobacz również: Państwowa Inspekcja Pracy skontroluje Szpital Południowy. To pokłosie ustaleń Zero.pl

Tym patologiom rynku pracy ma zapobiec, przeforsowana z niemałym trudem przez ministrę pracy Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, reforma ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Nadaje ona Inspekcji prawo do przekształcania stosunków cywilnoprawnych i fikcyjnych umów z firmami w stosunek pracy.

Tak więc, bez długotrwałego, często trwającego latami postępowania sądowego, pracownicy mogą uzyskać zmianę swojej pozycji wobec firmy, która ich zatrudnia. Uzyskują pełną ochronę prawa pracy.

Reklama
Reklama

Pracodawcy mają prawo odwołać się od tych decyzji do sądu. Ich bardziej stać na czekanie, aż sądy coś wreszcie orzekną, niż pracowników, którzy, zanim doczekaliby się uznania, że pracują w oparciu o umowę o pracę, zostaliby już dawno zwolnieni.

Kontrole mają być przez Inspekcję prowadzone albo na wniosek (skargę) pracowników, albo z inicjatywy samej Inspekcji, gdy ta zauważy na rynku pracy anomalie wskazujące na fikcyjne zatrudnianie na umowy cywilnoprawne. W ramach reformy liczba inspektorów ma wzrosnąć o 300 osób, co niewiele poprawi sytuację, w której miliony firm ma kontrolować w sumie niewiele ponad 2000 inspektorów. Prawdopodobieństwo rutynowej kontroli wynosi statystycznie 1–2 proc. w skali roku.

Silny opór

Na spotkaniach w ramach konsultacji projektu ustawy związki pracodawców stawiały silny opór wobec nowelizacji, broniąc swojego prawa do oszukiwania państwa. Ustawę poparł za to minister finansów, który widział w niej uszczelnienie systemu.

Reklama
Reklama

Jak szacowano, ma ono przynieść budżetowi państwa oraz ZUS-owi wielomiliardowe wpływy. Szacunki wskazują, że uszczelnienie systemu i likwidacja tzw. ukrytych etatów mogą przynieść nawet do 11 mld zł dodatkowych składek i podatków. Mniej więcej tyle zyskują pracodawcy na nieuczciwych formach zatrudnienia.

Fakt, że 8 lipca 2026 r. ustawa weszła w życie, jest więc wielkim sukcesem wobec skali oporu przeciwko jej uchwaleniu. Nie jest bowiem tajemnicą, że lobby biznesu jest w Polsce przepotężne. Wydaje się niebywałe, że ten prawicowy, neoliberalny rząd przyczynił się do ucywilizowania naszego rynku pracy.

A jeszcze większym sukcesem jest podpis prezydenta pod ustawą. Okazuje się, że Karol Nawrocki też źle wspomina zatrudnienie śmieciowe, na które był w młodości skazany.

Pod rządami zmienionej ustawy do sądu będą częściej chodzić biznesmeni. To może wydatnie przyczynić się do zwiększenia liczby wydziałów pracy i ubezpieczeń społecznych, co reforma zakłada.

Reklama
Reklama

W Polsce na umowach B2B (samozatrudnienie) pracuje obecnie ok. 2–2,25 mln osób, co stanowi około 13 proc. wszystkich pracujących w kraju. Liczba ta obejmuje zarówno osoby rzeczywiście prowadzące działalność dla wielu klientów, jak i te pracujące w formule tzw. fikcyjnego samozatrudnienia.

Do tego dochodzi 1,5 mln osób pracujących na umowach zlecenia i 200 tys. na umowach o dzieło. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba osób objętych niestandardowymi formami zatrudnienia stale rośnie.

Czy nowelizacja prawa o Inspekcji Pracy odwróci ten trend, tego nie sposób przewidzieć. Powstało jednak ku temu potężne narzędzie prawne.

Większość pracodawców w Polsce jest uczciwa i zatrudnia ludzi na podstawie umów o pracę. Ci, którzy unikają kosztów związanych z legalnym zatrudnieniem, stanowią dla uczciwych przedsiębiorców nieuczciwą konkurencję.

Reklama
Reklama

Żeby nowe prawo działało, potrzebna jest wola polityczna. Ważnym elementem jego wdrażania i uszczelniania systemu jest wprowadzona przez nowelizację współpraca między urzędami skarbowymi, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Inspekcją Pracy.

Prosty przykład: jeżeli np. ZUS zauważy, że jakaś firma nie odprowadza składek od liczby zatrudnionych przez siebie pracowników, wystarczy, by dał sygnał do Inspekcji Pracy, która przeprowadzi kontrolę legalności zatrudnienia. Dość powiedzieć, że te trzy instytucje już teraz, zaledwie kilka dni po wejściu w życie ustawy, podjęły energiczną współpracę.

Duch Marszałka

Poprzedni Główny Inspektor Pracy, Marcin Stanecki, został decyzją Marszałka Sejmu odwołany ze stanowiska. Narzekał, że niewiele może zdziałać wobec szczupłych środków finansowych i braku wystarczającej liczby pracowników. Ta postawa bardzo odpowiadała pracodawcom, którzy nie mogli się go nachwalić, a teraz biadolą, że został odwołany.

Przeczytaj także: Szykuje się głośne odwołanie. Szef Państwowej Inspekcji Pracy ma stracić stanowisko

Reklama
Reklama

Nowego inspektora zaś dość się obawiają. Nowy inspektor, Janusz Krasoń, jest według ministry Dziemianowicz-Bąk twardzielem, więc jest nadzieja, że będzie korzystał z uprawnień, które jego urząd uzyskał dzięki ustawie.

Umocowanie Inspekcji Pracy pod nadzorem Marszałka Sejmu to pokłosie ustawy z międzywojnia, autorstwa Marszałka Józefa Piłsudskiego. Niechaj więc liczba inspektorów rośnie, a duch Marszałka czuwa nad nimi!

Tylko w Zero.pl: Kacprzyk kontra Jędrzejewski. Prokurator potwierdza: sprawa o pobicie umorzona

Źródło: Zero.pl
Piotr Ikonowicz
Piotr IkonowiczDziałacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji, przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, socjalista - autor zewnętrzny