– Jeśli minister to publicznie ogłosił, to znaczy, że eksperci, generałowie i instytucje wojskowe obu państw już na ten temat rozmawiały, a rozmowy są zaawansowane dużo poważniej niż tylko technicznie – mówi dla Zero.pl gen. Stanisław Koziej. Jak dodaje były szef BBN, na ogłoszenie przez stronę polską złożenia propozycji utworzenia stałej bazy wojsk USA nad Wisłą „musimy patrzeć jako na początek procesu”.

- – Stała obecność żołnierzy ma ogromną przewagę z naszego punktu widzenia nad obecnością rotacyjną – zauważa w rozmowie z Zero.pl gen. Stanisław Koziej.
- Potencjalne utworzenie stałej amerykańskiej bazy byłoby według niego dla NATO „pozytywnym sygnałem, że jednak Amerykanie tak łatwo nas nie porzucą”.
- Były szef BBN uważa także, że to ostrzeżenie dla Władimira Putina.
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Ostateczne decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły.
Czytaj więcej: Nowa baza wojsk USA w Polsce? Szef MON złożył oficjalną propozycję
W internetowym wpisie na portalu X minister obrony zaznaczył, że „zaangażowanie USA w bezpieczeństwo Polski nie maleje – przeciwnie, może być jeszcze większe”.
„Musimy na to patrzeć jako na początek procesu”
Sprawę w rozmowie z Zero.pl komentuje gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Naukowiec stwierdza, że „jeśli minister to publicznie ogłosił, to znaczy, że eksperci, generałowie i instytucje wojskowe obu państw już na ten temat rozmawiały, a te rozmowy są zaawansowane dużo poważniej niż tylko technicznie”.
Zastrzegł jednak, że „wciąż musimy na to patrzeć jako na początek procesu, który ewentualnie będzie sfinalizowany rzeczywistym rozmieszczeniem na stałe wojsk amerykańskich”.
Fałszywy alarm w jednostce wojskowej. Zatrzymano podejrzanego
– Nawet jeśliby negocjacje na ten temat toczyły się pomyślnie, jeśli byłaby taka wola Amerykanów, a nasza oferta była dla Amerykanów wystarczająco atrakcyjna i doszło do takiej decyzji, no to i tak byśmy musieli poczekać pewnie ładnych parę lat na przybycie Amerykańskich żołnierzy – dodał.
– Trzeba przecież przygotować całą infrastrukturę tej bazy. Ci żołnierze muszą gdzieś być rozmieszczeni razem ze swoim rodzinami – kontynuuje.
Ekspert o różnicach w stałej i rotacyjnej obecności
Jak ocenił gen. Koziej, „stała obecność żołnierzy ma ogromną przewagę z naszego punktu widzenia nad obecnością rotacyjną, w jakiej ramach do tej pory funkcjonują u nas Amerykanie”.
– Widzieliśmy to chociażby na przykładzie ostatnich wydarzeń, jak łatwo jest zmienić status wojsk rotacyjnych, kiedy zapadła taka decyzja – później odwołana – wstrzymania rotacji do Polski. Raptem w krótkim czasie od razu o cztery tysiące, o prawie połowę, było ich by w Polsce mniej – kontynuuje.
Anglia po zabójstwie Henry'ego Nowaka. Ekspertka: to jakiś obłęd
Jak dodaje, „trudno jest podjąć taką decyzję w stosunku do wojsk stacjonujących na stałe”.
– To jest dużo trudniejszy, większy problem, bo on dotyczy nie tylko samych żołnierzy ze sprzętem, ale dotyczy także całych rodzin i ich zakorzenienia w lokalnym środowisku zawodowym, edukacyjnym, wszelakim – mówi.
– To wiązałoby mocniej, silniej Amerykanów na naszym terytorium – zaznacza gen. Koziej.
Ekspert o „łyku optymizmu”
– Drugi ważny aspekt, to aspekt natowski – mówi dla Zero.pl ekspert. Przypomina, że stosunek USA do NATO w ostatnim czasie przyniósł „wiele niepewności i różnorakich ryzyk, wątpliwości, czy Amerykanie w ogóle są zainteresowani Europą i czy nas nie porzucą”.
– Więc jeśli Amerykanie chcą jednak utrzymywać stałą obecność na wschodniej flance NATO, to i dla Sojuszu jest pozytywny sygnał, że jednak Amerykanie tak łatwo nas nie porzucą, jak się tego obawialiśmy, że jednak dla Amerykanów Europa stanowi jakąś wartość strategiczną, z której oni chcą dalej jakoś korzystać, czerpać – dodaje.
USA unieruchomiły tankowiec w Zatoce Perskiej. Trwa blokada irańskich portów
– Powiązałbym ten pewien łyk optymizmu, bo tego bardzo potrzebujemy, na tle tych ostatnich różnych zawirowań i kłopotów w relacjach transatlantyckich, z informacją – co prawda nieoficjalną – ale która w „Financial Times” się ukazała, mówiącą również o rozpatrywaniu przez Amerykanów rozszerzenia programu nuclear sharing – stwierdza generał.
Obecnie w ramach programu „nuclear sharing” w Europie uczestniczy sześć państw: Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia, Turcja oraz Wielka Brytania. Na ich terytoriach rozmieszczone są amerykańskie pociski nuklearne pod ścisłą kontrolą Waszyngtonu, który zachowuje wyłączność w zakresie ich użycia.
– To jest ten program, który w mojej ocenie jest kluczowy dla wiarygodności NATO w kontekście rosyjskiej doktryny użycia taktycznej broni atomowej – ocenia.
– Do tej pory NATO nie zbudowało żadnej adekwatnej odpowiedzi na doktrynę rosyjską tzw. deeskalacji nuklearnej przy pomocy taktycznej broni atomowej i program poszerzenia nuclear sharing jest bardzo potrzebną, pożyteczną inicjatywą redukowania możliwości takiego szantażowania nas przez Rosjan – kontynuuje.
– Jeżeli te dwa elementy weźmiemy: jakąś gotowość do stałej dyslokacji wojsk i gotowość do rozszerzenia programu nuclear sharing, to z perspektywy NATO te dotychczas niemal czarne scenariusze zaczynają wyglądać jako… szare – ocenia.
Ekspert o „sygnale dla Putina”
Trzeci aspekt, na jaki wskazał gen. Koziej, to „sygnał idący do Putina, że Amerykanie nie tylko nie będą się za bardzo wycofywać, ale wręcz chcą utwardzić swoją obecność przy granicy z Rosją na wschodniej flance NATO”.
– To jest dla Putina pewne ostrzeżenie, żeby za bardzo nie liczył na to, że Sojusz Północnoatlantycki jest już osłabiony, że będzie słaby, że w związku z tym może go jeszcze bardziej szantażować jakimiś różnymi incydentami, czy też grożeniem uderzeniem na terytorium NATO – dodaje.
USA unieruchomiły tankowiec w Zatoce Perskiej. Trwa blokada irańskich portów
Według generała ważne jest także to, jaki rodzaj jednostek miałby pojawić się w Polsce w ramach stałej obecności.
– Czy to byłyby jakieś logistyczne, dowódcze jednostki, tak jak do tej pory, czy byłaby to baza dla jakiejś jednostki bojowej. Oczywiście byłoby super, gdyby to była jednostka bojowa pierwszego rzutu, od razu w gotowości do bezpośredniego udziału w walce, gdyby do jakiejś agresji na terytorium Polski doszło – mówi.
– Jeśli to byłaby liniowa jednostka, to byłoby super, a już „super nad superami” byłoby, gdyby udało się doprowadzić do tego, aby Amerykanie w ramach tej stałej bazy np. rozmieścili na terytorium Polski rakiety dalekiego zasięgu Tomahawk, które mieli plan rozmieścić na terytorium Niemiec – dodaje.
– Gdyby tego typu jednostka na naszym terytorium się znalazła i jednocześnie miałaby stałą bazę, no to bylibyśmy już naprawdę w dużo lepszej sytuacji strategicznej – pointuje generał.
