Reklama
Kraj

Rozwój Plus odsuwa się od PiS i puszcza oko do Konfederacji. Morawiecki gra już na własny rachunek

Rozwój Plus coraz wyraźniej odsuwa się od PiS. Najpierw poparcie dla Drewnickiego, dziś siedem postulatów, bez których tego poparcia może nie być. Do tego coraz cieplejsze gesty wobec Konfederacji. Przypadek? Raczej próba zbudowania własnego miejsca na prawicy.

Bartosz Michalski
Opinia autorstwa: Bartosz Michalski
Dzisiaj 20:22
8 min
Łukasz Kmita Michał Drewnicki (fot. Łukasz Gągulski / PAP)
TYLKO NA

Jeszcze kilka dni temu można było udawać, że rozłam między Prawem i Sprawiedliwością a Mateuszem Morawieckim to tylko rodzinny spór przy niedzielnym obiedzie. Że może ktoś powiedział o jedno słowo za dużo, ktoś inny odpowiedział zdjęciem na X, ale ostatecznie wszyscy usiądą przy jednym stole, przypomną sobie wspólne osiem lat i wrócą do rozmowy o „jedności prawicy”.

Tyle że właśnie z tego stołu coraz wyraźniej ktoś odchodzi.

Rozwój Plus robi bowiem coś więcej niż tylko krytykuje PiS. Coraz wyraźniej buduje własną pozycję na prawej stronie. W Krakowie widać to wyjątkowo dobrze. Środowisko byłego premiera nie chce już bezwarunkowo poprzeć kandydata PiS Michała Drewnickiego. Chce, żeby Drewnicki najpierw podpisał się pod siedmioma postulatami.

Bo kiedyś to PiS wskazywało kandydata, a mniejsze środowiska decydowały, czy go poprzeć. Dzisiaj Rozwój Plus mówi kandydatowi PiS: najpierw pokaż, że akceptujesz nasze warunki, a dopiero potem porozmawiamy o poparciu.

Reklama
Reklama

Zero.pl dotarł do trzech z siedmiu postulatów. Dotyczą między innymi pełnej transparentności planowania przestrzennego, integracji autobusów, tramwajów i kolei oraz ograniczenia Strefy Czystego Transportu. Cały pakiet ma zostać przedstawiony w piątek.

Czytaj również: Wybory w Krakowie. Mamy pełną listę kandydatów

Same postulaty są oczywiście rzeczą drugorzędną. Ważniejsze jest to, kto dziś rozdaje karty. A coraz wyraźniej wygląda na to, że Morawiecki chce, żeby jego środowisko miało własną talię.

Najpierw Drewnicki, potem Gibała

Jeszcze kilka tygodni temu nie było wątpliwości, po której stronie w Krakowie stoi środowisko Morawieckiego. Kiedy jego politycy byli jeszcze w PiS, popierali Michała Drewnickiego jako kandydata swojej partii. Łukasz Kmita mówił o nim jako o „człowieku rozsądnym, niekonfliktowym i wybitnym samorządowcu”, który może przełamać „dotychczasowy monopol liberalno-lewicowej koalicji” w Krakowie. Drewnickiego popierał również Ryszard Terlecki.

Po rozłamie sytuacja zmieniła się niemal z dnia na dzień. Dziś Rozwój Plus nie mówi już o poparciu dla Drewnickiego jak o czymś oczywistym. Kandydat PiS ma najpierw podpisać się pod siedmioma postulatami. A środowisko Morawieckiego nie ukrywa przy tym, że bierze pod uwagę również inne rozwiązania.

Reklama
Reklama

To dość znamienna zmiana. Ci sami ludzie, którzy jeszcze jako politycy PiS stawiali na Drewnickiego, po wyjściu z partii przestali traktować jego kandydaturę jako naturalny wybór. Drewnicki z kandydata własnego obozu stał się kandydatem, z którym trzeba najpierw negocjować.

I właśnie tutaj zaczyna się robić naprawdę interesująco. Bo równolegle Rozwój Plus coraz wyraźniej puszcza oko w stronę Łukasza Gibały. Nie chodzi już tylko o to, że środowisko Morawieckiego nie chce bezwarunkowo poprzeć Drewnickiego. Chodzi o to, że zaczyna budować sobie pozycję, z której może poprzeć jednego albo drugiego – zależnie od tego, kto da mu więcej politycznej przestrzeni.

Morawiecki mówi o współpracy. Ale z kim?

I tutaj dochodzimy do wpisu Mateusza Morawieckiego po fiasku rejestracji kandydata Konfederacji w Krakowie.

Były premier nie tylko wyraził ubolewanie, że Bartosz Bocheńczak nie będzie mógł wystartować. Napisał również do kolegów z Konfederacji, że „spokojnie” z próbami ustawiania się w roli szefa całej prawicy, ale jednocześnie podkreślił potrzebę współpracy tam, gdzie prawica ma wspólny cel.

Można to oczywiście czytać jako zwykły apel o jedność. Tylko że polityka ma tę irytującą cechę, że słowa najlepiej czyta się razem z czynami.

A czyny Rozwoju Plus zaczynają wyglądać jak bardzo czytelne mrugnięcie w stronę Konfederacji.

Reklama
Reklama

Najpierw środowisko Morawieckiego udziela wsparcia Bocheńczakowi po tym, jak Konfederacja nie zdołała zarejestrować swojego kandydata. Potem Łukasz Kmita mówi o Gibałe, że trzyma za niego kciuki w potencjalnym starciu z Piątkowską. A teraz Rozwój Plus wyciąga wobec Drewnickiego własną listę postulatów i uzależnia od nich poparcie.

Brzmi znajomo? Owszem.

Mentzen pokazał, że można

W kampanii prezydenckiej w 2025 r. Sławomir Mentzen zrobił dokładnie to, co dzisiaj w Krakowie próbuje – w swojej skali – zrobić Rozwój Plus.

Mentzen zaprosił Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego do rozmowy i zaproponował im podpisanie przygotowanej przez siebie ośmiopunktowej deklaracji. Kandydat, który chciał liczyć na przychylność wyborców Konfederacji, miał najpierw zaakceptować warunki lidera tej partii. Nawrocki deklarację podpisał. Trzaskowski zgodził się z czterema punktami, ale całego dokumentu nie podpisał.

Mentzen nie musiał wejść do drugiej tury, aby odcisnąć w niej swój ślad. I właśnie na tym polegał cały pomysł. Dzisiaj Rozwój Plus wykonuje podobny ruch, choć oczywiście w zupełnie innej skali. Mimo braku wystawienia swojego kandydata próbują w jakimś stopniu nadawać ton i pokazać, że nic na prawicy bez nich.

„Chcesz naszego poparcia? Podpisz nasze postulaty”. To nie jest już język partyjnego zaplecza. To język politycznego gracza, który uważa, że ma własny kapitał i chce go wymienić na wpływ. Można się zastanawiać, czy to świadome kopiowanie strategii Mentzena. Można też uznać, że po prostu jest to logiczny sposób działania każdego środowiska, które chce maksymalizować swoją pozycję negocjacyjną. Ale podobieństwo jest uderzające.

Reklama
Reklama

Prawica bez jednego kierownika

Najciekawsze w całej historii jest więc to, że Rozwój Plus coraz mniej przypomina polityczne zaplecze PiS, a coraz bardziej samodzielny projekt.

Jeszcze można oczywiście powtarzać, że wszystkim chodzi o odsunięcie Donalda Tuska od władzy. Morawiecki właśnie to napisał w liście do zwolenników Rozwoju Plus. I zapewne rzeczywiście jest to wspólny cel.

Czytaj również: To już nie są tylko kuksańce. PiS i Morawiecki coraz mocniej przesuwają granicę

Tylko że wspólny cel nie oznacza wspólnego kierownictwa.

Konfederacja chciała być liderem prawej strony. Mentzen pokazał, że można z pozycji trzeciego wyniku w wyborach prezydenckich wezwać kandydatów dwóch największych obozów do siebie i powiedzieć: „podpiszcie się pod moimi warunkami”.

Teraz Rozwój Plus sprawdza, czy podobną metodę można zastosować lokalnie. PiS natomiast znalazło się w sytuacji dość niezręcznej. Jego kandydat nie może po prostu liczyć na poparcie środowiska byłego premiera. Musi podpisać jego postulaty.

Reklama
Reklama

To trochę tak, jakby zawodnik przyszedł na mecz w koszulce jednej drużyny, ale przed pierwszym gwizdkiem usłyszał od kibiców z sąsiedniego sektora, że może dostać ich doping, jeśli najpierw założy ich szalik.

Niby nadal gra w swojej drużynie. Ale wszyscy widzą, kto właśnie próbuje negocjować z nim kontrakt.

„Rozwój albo krach”

Najbardziej przewrotne jest to, że Morawiecki zakończył swój wpis hasłem: „Rozwój albo krach”.

W Krakowie jego środowisko zdaje się właśnie testować pierwszą część tej alternatywy. Rozwój Plus chce rozwijać się politycznie. PiS chce zachować kontrolę nad prawicowym elektoratem. Konfederacja chce zachować swoją odrębność. Gibała może liczyć na przychylność ludzi, którzy jeszcze niedawno byli częścią PiS.

Wszyscy mówią o współpracy. Wszyscy coraz uważniej liczą, kto na tej współpracy zyska. I dlatego siedem postulatów dla Drewnickiego nie jest wcale najważniejszym wydarzeniem tej historii.

Najważniejsze jest to, że środowisko Morawieckiego zaczyna zachowywać się jak ktoś, kto nie prosi już PiS o miejsce przy stole. Zaczyna stawiać własne krzesło.

A kiedy polityk stawia własne krzesło, zwykle nie robi tego po to, żeby przez resztę wieczoru siedzieć przy cudzym stole.

Źródło: Zero.pl