Rząd przedstawił plan zmian podatkowych zakładający m.in. korektę drugiego progu PIT do 130 tys. zł. Na odpowiedź opozycji nie trzeba było długo czekać. Rozwój Plus ogłosił własne założenia reformy, proponując m.in. podniesienie progu do 200 tys. zł oraz obniżkę podatku Belki. – Nie obiecujemy „100 konkretów na 100 dni” – mówi Zero.pl poseł Robert Gontarz, którego pytamy o szczegóły propozycji.

- Rząd planuje podniesienie drugiego progu PIT do 130 tys. zł. Zmiany obejmą również wyższy podatek CIT dla dużych firm.
- Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego ma swoją propozycję – m.in. próg PIT na poziomie 200 tys. zł oraz ścięcie o połowę podatku od obligacji.
- Zero.pl zapytało posła Roberta Gontarza, jak miałoby wyglądać finansowanie opozycyjnej propozycji oraz kiedy mogłaby ona zostać wprowadzona.
Premier Donald Tusk ogłosił we wtorek propozycje zmian podatkowych. Zawierają one m.in. podniesienie drugiego progu podatkowego PIT ze 120 do 130 tys. zł oraz dodatkową stawkę 24 proc. przy zarobkach między 130 a 150 tys. zł.
Źródłem finansowania reformy mają być podwyższenie stawki CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów uzyskujących przychody ponad 50 mln euro, zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie do 5 proc. oraz powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł.
– Do 300 złotych miesięcznie skorzystają Polacy na propozycji Andrzeja Domańskiego. Dobre i to, ale góra urodziła mysz – skomentował jeszcze tego samego dnia rządowe plany poseł Janusz Cieszyński, były minister cyfryzacji, który w ostatnim czasie opuścił Prawo i Sprawiedliwość na rzecz tworzonego przez Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia Rozwój Plus.
Na szerszą odpowiedź ze strony nowo powstającej formacji nie trzeba było długo czekać. W czwartek Morawiecki wraz z posłami Robertem Gontarzem i Markiem Jakubiakiem zaprezentowali trzypunktowy plan. – Konkretne rozwiązania, dzięki którym więcej pieniędzy zostanie w waszych kieszeniach – ogłosił ekspremier.
Wśród propozycji znalazły się podniesienie drugiego progu podatkowego do 200 tys. zł, obniżka tzw. podatku Belki, w tym zmniejszenie podatku od odsetek z obligacji skarbowych o 50 proc., oraz przedłużenie o dwa lata PIT 0 proc. dla młodych rodziców poniżej 26 r.ż.
Robert Gontarz z Rozwój Plus dla Zero.pl o propozycjach zmian podatkowych
O to, jak mają wyglądać zmiany proponowane przez Rozwój Plus, zapytaliśmy posła stowarzyszenia Roberta Gontarza.
Kasjan Owsianko, Zero.pl: Podniesiecie kwotę wolną od podatku?
Robert Gontarz, Rozwój Plus: Na razie przedstawiliśmy propozycję dotyczącą drugiego progu podatkowego. Przypomnę tylko, że to rząd premiera Mateusza Morawieckiego podniósł kwotę wolną od podatku z 3091 zł do 30 tys. zł. Za pierwszych rządów Platformy Obywatelskiej podniesiono ją o całe 2 zł. My podnieśliśmy tę kwotę o niemal 27 tys. zł – czyli ponad 13 tys. razy więcej niż Donald Tusk. To, co zaprezentowaliśmy podczas naszej konferencji, to kompleksowy pakiet dla klasy średniej. Chcemy, aby w Polsce opłacało się pracować, oszczędzać, inwestować i reinwestować.
Brzmi kosztownie, a budżet nie jest bez dna.
Dlatego koniecznie trzeba uszczelnić system podatkowy. Podczas sejmowej debaty podsumowującej wykonanie budżetu za 2025 r. premier Morawiecki zwrócił uwagę, że luka VAT wyniosła wtedy 28 mld zł, luka w CIT – 7 mld zł, w PIT – 2,8 mld zł, a w akcyzie – 5,6 mld zł. Łącznie 43,4 mld zł. To są potężne pieniądze wyciekające z polskiego systemu podatkowego.
Nikt nie twierdzi, że to będzie proste – to benedyktyńska, codzienna praca: bieżące raportowanie i sprawdzanie, dlaczego w danym regionie podatki nie wpływają tak, jak powinny, czerpanie z dobrych wzorców, optymalizacja, ewaluacja, a także wykorzystanie sztucznej inteligencji i najnowocześniejszych rozwiązań do wyłapywania nieszczelności podatkowych.
Między 2008 a 2015 r., czyli za rządów Platformy Obywatelskiej, dochody z CIT spadły o 1,8 mld zł. Natomiast od 2015 do 2023 r., gdy za finanse i gospodarkę odpowiadał premier Morawiecki, dochody z CIT wzrosły z 32,9 mld zł do 94,8 mld zł. Pokazaliśmy skuteczność i to, że tę ściągalność potrafimy naprawić.
I nagle jak straciliście władzę, to ta ściągalność przestała działać?
Tak, dokładnie tak. Obecny rząd bardzo chwali się wzrostem gospodarczym, a przy wzroście PKB i inflacji nominalna ściągalność CIT powinna naturalnie rosnąć w tempie „inflacja plus wzrost PKB”. Tymczasem dochody z CIT: w 2023 r. wynosiły 94,8 mld zł, w 2024 r. spadły do 86,6 mld zł, a w 2025 r. wyniosły 91,9 mld zł. Przez dwa lata były niższe nominalnie niż w 2023 r. To kuriozalna sytuacja.
Premier Morawiecki wskazał, że ponowne uszczelnienie CIT mogłoby w przyszłości przynieść od 0,3 do 0,45 pkt proc. PKB, czyli ok. 10–15 mld zł. Podobnie z VAT-em: gdy premier obejmował stery finansów, luka VAT wynosiła 24,1 proc. – udało się ją zbić do 4,1 proc. Dalsze uszczelnienie VAT to potencjał rzędu 0,3–0,6 pkt proc. PKB, czyli 10–20 mld zł. Jeśli chodzi o akcyzę – obecny rząd zlikwidował tzw. mapę akcyzową, która gwarantowała przewidywalność stawek. Eksperci w licznych wypowiedziach i artykułach wskazują, że powrót do przewidywalności i poprawa ściągalności akcyzy mogłyby dać dodatkowo ok. 6,5–13,5 mld zł.
Rozumiem, że to się składa na całość finansowania propozycji.
Tak. Ale jest jeszcze coś, co nazywam „inżynierią mianownika”. Jeśli wydatki państwa potraktujemy jako licznik, a PKB jako mianownik, to proporcję wydatków do PKB poprawiamy nie tylko ograniczając licznik, ale i zwiększając mianownik. Chodzi o prowadzenie polityki wspierającej rozwój, np. poprzez preferowanie krajowych podmiotów w przetargach publicznych.
Sztandarowy przykład: Donald Tusk dużo mówił o patriotyzmie czy nawet nacjonalizmie gospodarczym, a gdy przyszedł największy od lat przetarg na tabor kolejowy, wygrała go spółka francuska, a warunki skonstruowano tak, że polskie firmy w zasadzie nie mogły w nim wystartować.
Wydawanie pieniędzy na zewnątrz to czysty wydatek. Wydawanie ich wewnątrz kraju – tak, by to polskie firmy tworzyły wartość i nowe, dobrze płatne miejsca pracy – to inwestycja, która wraca do budżetu, rozwija Polskę i sprawia, że pieniądz krąży, pracuje i wsiąka w naszą gospodarczą glebę.
A takie ograniczenie nie byłoby przypadkiem niezgodne z prawem?
Nie mówimy jeszcze o sztywnych ograniczeniach prawnych, ale o działaniu poważnego państwa. Niemieckie firmy wygrywają w Polsce mnóstwo przetargów – a ile polskich firm wygrywa w Niemczech? Zdecydowanie mniej. Dysproporcja jest ogromna: choć gospodarka Niemiec jest pięciokrotnie większa od naszej, to proporcja wygranych przetargów na korzyść Niemiec wynosi aż 13 do 1. Każdy poważny kraj dba o swój przemysł, o swoje firmy – my też musimy.
Można opowiadać bajki o czystym wolnym rynku i swobodnym przepływie kapitału, ale czy kogoś zdziwi, jeśli powiem, że USA chronią swoje firmy na całym świecie, a Niemcy robią wszystko, by Siemens wygrywał przetargi w kraju i za granicą?
Premier Morawiecki powtarzał: wywiad powinien działać tak, by polskie firmy zdobywały kontrakty za granicą, tworząc asymetrię przewag rynkowych, a kontrwywiad powinien pilnować, by w kraju nie dochodziło do nieuczciwej konkurencji czy nawet korupcji ze strony zagranicznych podmiotów. Nie mam na myśli oczywiście radykalnego protekcjonizmu gospodarczego – ten rozleniwia – ale jeśli polska firma oferuje produkt lub usługę na poziomie porównywalnym, a czasem nawet nieco niższym niż firma zagraniczna, to polska firma powinna wygrać.
Tyle że już raz ten system uszczelnialiście. Rozszczelnił się?
Tak, widać to po dzisiejszej sytuacji budżetowej. Pośliniony palec na wietrze jest bardziej precyzyjny niż prognozy obecnego rządu dotyczące wydatków i wpływów budżetowych.
Niemal całkowite uszczelnienie systemu podatkowego i znaczne zmiany w podejściu do rynku krajowego to dosyć sporo roboty. Warto tyle robić tylko po to, by podnieść drugi próg podatkowy?
Nasze propozycje dają silny efekt synergii. W gospodarce, która jest układem zmiennym, są dwie stałe: patriotyzm gospodarczy oraz silne i inkluzywne instytucje publiczne. Acemoğlu, Johnson i Robinson dostali w 2024 r. Nagrodę Nobla za udowodnienie, że dla rozwoju silne i inkluzywne instytucje są ważniejsze nawet niż sama wysokość podatków.
Mówiąc o uszczelnieniu systemu fiskalnego, mówimy o naprawie państwa. Jeśli Polacy płacą podatki, a potem widzą afery takie jak ta z Dawidem Kacprzykiem i Szpitalem Południowym czy „pomocą” dla powodzian, to rodzi się bunt i pytanie o sens płacenia podatków. Gdy polskie firmy uczciwie odprowadzają podatki, a zagraniczne tego unikają, pojawia się poczucie niesprawiedliwości i utrata przewag konkurencyjnych. Szczelny system i sprawne instytucje zwiększają skłonność do uczciwego płacenia danin i sprzyjają rozwojowi gospodarki.
To wszystko bez wprowadzania ani jednego nowego podatku? Albo podwyższania starego?
Nie proponujemy podwyżek ani nowych podatków.
I to się „spina”?
Tak, choć nie mówię, że to będzie bułka z masłem – wymaga to olbrzymich kompetencji wdrożeniowych i sprawczości. W opozycji łatwo obiecywać, ale Mateusz Morawiecki udowodnił, że potrafi dowozić zapowiedzi. Mamy w tym obszarze pełną wiarygodność, której innym brakuje.
Czyli jeśli tylko przejmiecie władzę, to od razu zmieniacie drugi próg i wszyscy się cieszą.
Nie obiecujemy „100 konkretów na 100 dni”. Trzeba najpierw przejrzeć księgi, rachunki i ocenić możliwości operacyjne.
Chociaż w ciągu pierwszego roku się uda?
Trudno przesądzać, czy wszystkie rozwiązania wejdą w życie od razu w pierwszym roku, choć będziemy działać naprawdę dynamicznie. Trzeba naprawić finanse publiczne, bo obecny rząd zadłuża nas w sposób katastrofalny. Drugi prezydent USA, John Adams, powiedział kiedyś, że naród można podbić i zniewolić na dwa sposoby: mieczem albo zadłużeniem. Obecny rząd odbiera Polsce suwerenność finansową.
A jak będziecie głosować nad propozycjami premiera Tuska?
To zależy, jak ten projekt będzie wyglądał ostatecznie. Jeśli będzie elementem pakietu podnoszącego inne podatki i uderzającego w polskie firmy, to ciężko być „za”. Jeśli jednak będzie to samo podniesienie kwoty wolnej, nie będziemy przeciw.
Nawet jeśli będzie to znaczne obciążenie dla budżetu?
Wierzę, że po tych złych rządach przyjdą takie, które będą rządzić dużo lepiej. Poza tym to obciążenie nie jest aż tak olbrzymie. Oni proponują podniesienie drugiego progu tylko o 10 tys. zł. To wzrost o zaledwie 8 proc. Premier Morawiecki podniósł drugi próg z 85 tys. do 120 tys. zł, czyli o 40 proc. – to była zupełnie inna skala.

