- Obywatele mają prawo do kontroli publicznych pieniędzy. Skoro znamy koszty remontów szkół czy urzędowych analiz, kontrakty medyczne w publicznych szpitalach też powinny być jawne.
- Wprowadzony 1 lipca 2026 r. Centralny Rejestr Umów to krok w stronę przejrzystości, jednak wciąż nie pokazuje on pełnego obrazu sytuacji. Narzędzie to pomija umowy o pracę, wydatki szpitali działających jako spółki oraz kontrakty zawierane przez pośredników.
- Monitoring Watchdog Polska obnażył silny opór publicznych szpitali, które masowo odmawiają ujawnienia stawek lekarzy za 2025 r. Placówki zasłaniają się RODO i prywatnością, przez co społeczna kontrola nad miliardami z naszych składek staje się iluzoryczna.
Spór o wynagrodzenia lekarzy w publicznych szpitalach nie jest sporem o zaglądanie komukolwiek do portfela. Jest pytaniem o to, czy obywatele mają prawo wiedzieć, jak wydawane są pieniądze pochodzące ze składek zdrowotnych i budżetu państwa, z naszych podatków. W Konstytucji RP z 1997 r. zapisano, że m.in. jawne są wynagrodzenia lekarzy, czyli od ponad 30 lat każdy może zapytać, ile zarabia lekarz.
Mamy 2026 r. i ogólne zdziwienie, ile to jest. To jest proste. Jeśli publiczny szpital zawiera kontrakt z lekarzem prowadzącym działalność gospodarczą, płaci za konkretną usługę publiczną. Trudno więc zrozumieć, dlaczego taka umowa miałaby być bardziej chroniona przed jawnością niż inne umowy zawierane przez instytucje publiczne.
Publiczne pieniądze, publiczna kontrola
W demokratycznym państwie obowiązuje prosta zasada: tam, gdzie wydawane są publiczne pieniądze, tam powinna być możliwa społeczna kontrola. Obywatele mogą pytać o umowy na remont szkoły, obsługę prawną urzędu, promocję miasta, zakup sprzętu komputerowego czy doradztwo dla ministerstwa. Mogą sprawdzać, komu instytucja publiczna zapłaciła, za co i ile.
Przeczytaj także: Minister zdrowia zapowiedziała reformę. Plany ocenili jej poprzednicy
Dlaczego inaczej miałoby być w przypadku kontraktów lekarskich zawieranych przez publiczne szpitale?
To pytanie jest tym bardziej uzasadnione, że część pracy w publicznej ochronie zdrowia odbywa się dziś nie na podstawie umów o pracę, ale kontraktów cywilnoprawnych. Lekarz występuje wtedy jako przedsiębiorca, a publiczny szpital jako podmiot płacący za określoną usługę. Z punktu widzenia obywatela nie ma zasadniczej różnicy między takim kontraktem a inną umową zawieraną przez instytucję publiczną. W obu przypadkach chodzi o publiczne pieniądze i realizację zadania publicznego.
Nie oznacza to, że lekarze tracą wszelkie prawo do prywatności. Oznacza natomiast, że prywatność nie może automatycznie zasłaniać informacji o tym, jak publiczny szpital wydaje środki przeznaczone na leczenie pacjentów. Dodatkowo wynagrodzenia lekarzy na umowach o pracę też są w większości jawne.
Czego nie dotyczy ta debata
Warto jasno powiedzieć, o czym nie rozmawiamy. Nie chodzi o dokumentację medyczną. Nie chodzi o dane pacjentów. Nie chodzi o prywatne życie lekarzy, ich majątek, kredyty, sytuację rodzinną ani indywidualne decyzje zawodowe.
Chodzi o umowy, faktury i wynagrodzenia wypłacane przez publiczne placówki za realizację świadczeń finansowanych ze środków publicznych. To zasadnicza różnica.
Jawność takich informacji nie służy tworzeniu rankingów ani podsycaniu społecznej zazdrości. Służy odpowiedzi na podstawowe pytania: kto wykonuje zadania publiczne, na jakich warunkach, za jakie wynagrodzenie i czy system jest zarządzany racjonalnie.
Przeczytaj także: Po serii publikacji Zero.pl. Resort: limity wynagrodzeń lekarzy, padła stawka
Bez tych danych debata o ochronie zdrowia opiera się na domysłach, przeciekach i pojedynczych historiach oraz podkręcaniu debaty przez polityków rażącymi przykładami. Raz słyszymy o lekarzach zarabiających gigantyczne kwoty, innym razem o dramatycznym przeciążeniu i niedofinansowaniu personelu. Obie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie, ale bez danych nie da się odróżnić zjawisk systemowych od wyjątków.
Lekarze nie powinni być wyjątkiem od jawności
W debacie o wynagrodzeniach lekarzy często pojawia się argument, że ujawnienie kontraktów naruszy prywatność osób wykonujących zawód medyczny. Tyle że podobny argument można by podnieść wobec każdej osoby fizycznej, która zawiera umowę z instytucją publiczną: prawnika obsługującego urząd, eksperta przygotowującego opinię, trenera prowadzącego zajęcia sportowe dla dzieci czy przedsiębiorcy realizującego usługę dla samorządu.
Jeśli uznamy, że samo prowadzenie działalności gospodarczej i zawarcie umowy z publicznym podmiotem wystarcza do ukrycia danych o wynagrodzeniu, to w praktyce podważymy dużą część społecznej kontroli nad wydatkami publicznymi.
Dlatego niezrozumiałe jest oczekiwanie, by kontrakty lekarskie były traktowane jako szczególna strefa niejawności. Ochrona zdrowia jest jednym z najważniejszych obszarów działania państwa. Tym bardziej powinniśmy wiedzieć, jak wydawane są środki przeznaczone na ten cel.
Jawność może pomóc uczciwie pokazać, ile naprawdę kosztuje zapewnienie świadczeń, gdzie brakuje specjalistów, gdzie szpitale konkurują o tych samych ludzi i jakie mechanizmy finansowe stoją za kryzysem kadrowym.
Centralny Rejestr Umów – krok do przodu, ale nie cała odpowiedź
Od 1 lipca 2026 r. działa Centralny Rejestr Umów Jednostek Sektora Finansów Publicznych. W rejestrze mają być publikowane informacje o umowach zawartych od tej daty przez jednostki sektora finansów publicznych. To ważna zmiana, również dla ochrony zdrowia. W przypadku samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej oznacza ujawnianie kontraktów zawieranych z lekarzami prowadzącymi działalność gospodarczą.
Ale rejestr nie rozwiąże całego problemu. Po pierwsze, rejestr dotyczy umów zawartych od 1 lipca 2026 r. Po drugie, nie pokaże pełnego obrazu wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Nie obejmie klasycznych wynagrodzeń z umów o pracę. Nie zawsze pozwoli też ustalić, ile realnie trafia do konkretnych osób, jeśli szpital zawiera umowę z większym podmiotem, spółką, konsorcjum czy firmą pośredniczącą. Po trzecie, problemem pozostają szpitale działające w formie spółek, ponieważ wydatki spółek nie znajdą się w rejestrze.
Dane dla państwa to nie to samo co jawność dla obywateli
Osobny wątek dotyczy zmian, które mają umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji analizowanie wynagrodzeń medyków w powiązaniu z numerem PESEL albo numerem prawa wykonywania zawodu. Celem tych rozwiązań ma być lepsze poznanie rzeczywistych kosztów pracy w ochronie zdrowia, zwłaszcza w sytuacji, gdy jedna osoba pracuje w kilku placówkach jednocześnie.
Przeczytaj także: Ultimatum, giełda nazwisk, widmo dymisji. Stara szkoła Donalda Tuska
To nie jest jednak publiczny rejestr zarobków lekarzy. Pacjent nie będzie mógł wejść do wyszukiwarki i sprawdzić wynagrodzenia konkretnej osoby. Państwo chce uzyskać dane analityczne, które pozwolą lepiej zarządzać systemem. To ważne, ale z perspektywy obywatelskiej kontroli nadal pozostaje pytanie o dostęp do umów i wydatków konkretnych publicznych placówek.
Monitoring Watchdoga
Sieć Obywatelska Watchdog Polska postanowiła sprawdzić, jak wygląda w praktyce wynagradzanie lekarzy. Za pośrednictwem platformy fedrowanie.siecobywatelska.pl skierowaliśmy wnioski do szpitali w całym kraju. Zapytaliśmy o wynagrodzenia lekarzy za 2025 rok, wskazując, że chodzi o informacje o wynagrodzeniu wraz z imieniem i nazwiskiem.
Pierwsze odpowiedzi pokazują, że opór przed udostępnianiem danych jest bardzo silny. Szpitale powołują się na prywatność lekarzy, ochronę dóbr osobistych, RODO albo twierdzą, że osoby wykonujące kontrakty nie pełnią funkcji publicznych, no i oczywiście na tajemnicę przedsiębiorcy. Część placówek udostępnia dokumenty w postaci tak dalece zanonimizowanej, że nie da się ustalić, komu i za co zapłacono.
Jeżeli publiczny szpital płaci za świadczenia zdrowotne ze środków publicznych, obywatel powinien móc sprawdzić podstawowe dane o takim wydatku. W przeciwnym razie kontrola społeczna staje się iluzoryczna, ponieważ wiemy, że pieniądze zostały wydane, ale nie wiemy, komu, na jakich zasadach i w jakiej wysokości.
Jawność może pomóc także lekarzom
Warto odwrócić perspektywę. Jawność wynagrodzeń nie musi być narzędziem przeciwko lekarzom. Może pomóc pokazać rzeczywiste koszty działania systemu, presję kadrową, różnice między specjalizacjami, skalę dyżurowania i mechanizmy, które sprawiają, że szpitale konkurują między sobą o tych samych specjalistów. Może też uporządkować debatę publiczną. Dziś często opiera się ona na skrajnościach.
Jawność pozwala też chronić uczciwych uczestników systemu. Jeśli wynagrodzenia są uzasadnione realnymi potrzebami, kwalifikacjami, dostępnością specjalistów i zakresem pracy, to dane mogą to pokazać. Jeśli natomiast gdzieś dochodzi do patologii, nieuzasadnionych różnic albo obchodzenia zasad, społeczeństwo ma prawo się o tym dowiedzieć.
Spór o jawność wynagrodzeń lekarzy nie powinien być sprowadzany do konfliktu między pacjentami a lekarzami. To wygodne, ale fałszywe ustawienie problemu. Pytanie, jakie należy postawić, to czy publiczne pieniądze wydawane przez publiczne placówki mają podlegać kontroli obywateli? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to trudno znaleźć powód, dla którego kontrakty lekarskie miałyby być wyjątkiem. Jawność nie rozwiąże wszystkich problemów ochrony zdrowia. Ale bez jawności nie da się ich nawet dobrze nazwać.
Przejrzysty system ochrony zdrowia to sprawny system, a taki jest podstawą odporności państwa w czasach zwykłych i nadzwyczajnych, bo działa i może być kontrolowany.

