Długo zbierałem się do napisania tego tekstu, aż dzięki Książulowi napatoczyła mi się wyjątkowa okazja. Przy tej okazji: nie chciałbym wyjść na bezmyślnego hejtera, w ogóle nie o to tutaj chodzi.
Ja może na co dzień twórczości Szymona Nyczke nie obserwuję, ale fakt, że youtuber może dorobić się pieniędzy, które wystarczą na Porsche 911 Turbo S, a do tego dochodzi do tego po prostu dzięki ciężkiej pracy, własnej autentyczności i bez pokazywania swoich czterech liter, przywraca mi wiarę w ludzkość.
Ale Książulo wybrał nie to Porsche, które jest naprawdę fajne
Oczywiście to moje subiektywne zdanie, zwłaszcza że ja w sumie kiedyś też myślałem, że im szybsze Porsche, tym lepiej. Kiedy kilka ładnych lat temu miałem okazję na torze wyścigowym po raz pierwszy wypróbować procedurę startu w 911 Turbo S – to było jeszcze auto poprzedniej generacji – i myślałem, że po prostu wywróci mi flaki.
Przyspieszenie do 100 km/h poniżej trzech sekund było wtedy czymś... co najmniej szokującym. Zawężające się pole widzenia, potężne kopnięcie przy ruszeniu z miejsca, niesamowity ryk silnika. To sytuacja, w której zaangażowany jest każdy zmysł człowieka.
I dzisiaj pewnie też jest to szokujące, w sensie takie przyspieszenie. Tylko że potem pojawiła się elektromobilność, a moc stała się łatwo dostępna.
Dzisiaj można sobie kupić Hyundaia Ioniqa 6N, który ma 650 KM, a do setki przyspiesza niewiele wolniej, bo w 3,2 sekundy. Sprawdzałem, robi wręcz ogłupiające wrażenie. Cena katalogowa takiego auta startuje od... 323 tys. zł. Czytaj – za jedno 911 Turbo S możesz sobie kupić cztery takie koreańskie wyścigówki – i jeszcze zostanie kilka złotych na kebaby.
Idziemy dalej. Audi RS e-tron GT performance, czyli Porsche Taycan z innym znaczkiem. 2,5 sekundy do 100 km/h (o 0,2 sekundy szybciej niż 911 Turbo S). Cena? Od powiedzmy 770 tys. zł, więc można sobie kupić za jedno 911 Turbo S takie dwa auta.
Pomijam w tym krótkim zestawieniu auta chińskie, które są często niewiele wolniejsze od Porsche Książula, ale nie podaję ich nazw, bo jeszcze nie daj Boże ktoś któreś kupi.
Oczywiście ja wiem, że porównywanie Porsche do chińskiej elektrycznej kosiarki nie ma większego sensu. Niemiecka marka daje właścicielowi takiego auta nie tylko zawistne spojrzenia kolegów i zalotne ich dziewczyn, ale też wejście do jakiegoś elitarnego klubu, jakiś udział w projekcie trwającym od pokoleń. Po angielsku to się nazywa ładnie heritage.
Chcę tylko powiedzieć, że osiągi przez auta elektryczne stały się łatwo dostępne i przez to... nudne. Nie bez powodu najbogatsi ludzie świata zaczęli kupować hypercary z manualnymi skrzyniami biegów. Tak jest po prostu fajniej za kółkiem. Zresztą pisałem o tym w Zero.pl:
Skrzynia manualna wraca do łask. Jest tylko jeden problem: musisz mieć kilka milionów
I dlatego twierdzę, że najfajniejsze Porsche 911 to najwolniejsze Porsche 911
Takie bym sobie kupił na miejscu Książula. A nawet mógłbym sobie kupić dwa, bo cennik Carrery startuje od 688 tys. zł.
Dlaczego uważam, że najwolniejsza Carrera jest najfajniejsza? Cóż, bo da się z niej skorzystać. Porsche 911 Turbo S to tak naprawdę model trochę bez zastosowania. Chyba że chcesz po prostu zamanifestować swój status, ale to chyba jedyny powód. No bo z tego ogłupiającego przyspieszenia w ruchu ulicznym nie skorzystasz. A przynajmniej nie powinnieneś / nie powinnaś.
To może na tor? No można, da się, jeździłem. Chociaż 911-tki z napędem na tył (a Turbo S ma napęd na obie osie) na torze są lepsze, bo lepiej się wgryzają w zakręty. Ale jak ktoś chce wydać 1,4 mln zł na Porsche na tor, to może sobie kupić 911 GT3. Które znowu jest tańsze, bo kosztuje 1,1 mln zł.
A takie bazowe 911 jest po prostu idealne, bo niczego nie udaje. 394 konie mechaniczne i przyspieszenie do 100 km/h w 4,1 sekundy to naprawdę – więcej niż potrzeba. Jeszcze dwie-trzy generacje wstecz to były osiągi zarezerwowane właśnie dla wersji Turbo. I nikt nie narzekał na brak mocy.
Były prezydent Andrzej Duda wcale nie kupił sobie Porsche 911. Media kłamią
To jest też moc, z której można skorzystać w jakimkolwiek stopniu. Pewnie nie raz widzieliście na Instagramie jakieś rolki, z których wynika, że lepsze jest trochę wolniejsze auto do sportowej, angażującej jazdy, bo można z niego korzystać w całym zakresie obrotów. Trochę casus Mazdy MX-5, która pomimo lichej mocy jest nieprawdopodobnie przyjemnym do jazdy autem.
Ten przykład można też przyłożyć do 911 Carrery. To samochód, z którego jeszcze da się korzystać. Bo z takiego 911 Turbo S to ja już nie jestem przekonany.
Porsche 911 Carrera: to jak się tym jeździ?
Przede wszystkim – dokładnie tak samo, jak droższymi modelami. W bazowej Carrerze nie ma tego poczucia, które może być znane z marek popularnych. Czytaj: bazowa wersja to twarde plastiki i niewiele więcej. Tutaj w środku jest tak samo, jak w Porsche Książula.
Sześciocylindrowy boxer brzmi może nie tak brutalnie, jak motor w Turbo S, ale daje wystarczająco bogate doznania, żeby nikt nie narzekał.
I powtórzę się: to samochód, z którego można korzystać. Jazda doładowanym boxerem (bo każde 911 jest już turbodoładowane, dzisiaj wersja Turbo świadczy o czymś innym) jest zaskakująco zbliżona do jazdy sportowym samochodem z wolnossącym silnikiem, a to, proszę państwa, jest absolutny peak motoryzacji, z którego sami w Europie zrezygnowaliśmy.
To jazda podobna do czegoś w stylu nieodżałowanego (przeze mnie) Audi R8, które było chyba jedynym supersamochodem w miarę dostępnym dla Kowalskiego. Może nie przez koszt zakupu, tylko późniejszego utrzymania i ubezpieczenia.
W bazowej Carrerze po prostu czujesz, że moc rośnie miarowo, wraz z obrotami. Nie ma tak brutalnego kopnięcia właściwie z marszu, jak w mocniejszych wersjach (czy elektrycznych sportowych autach). To niesamowicie satysfakcjonujące uczucie. Czy są szybsze chińskie SUV-y? No pewnie są. I kogo to obchodzi? Nikogo.
Jednocześnie jest to nieprawdopodobnie sprawne auto w zakrętach. Połączenie napędu na tył i silnika również z tyłu daje możliwości, które w samochodach z silnikiem pod maską po prostu nie są często możliwe. Dlaczego? Po pierwsze – 911 jest naturalnie cięższe z tyłu przez silnik, nie ma tutaj magicznego rozkładu masy 50:50.
Ale... podczas hamowania zaczyna działać fizyka. Masa „przenosi się” do przodu i wyrównuje. Rozkład masy jest w 911 optymalny nie kiedy stoisz w miejscu, tylko kiedy jedziesz. Dzięki temu 911 to jedno z niewielu aut, w którym można w miarę bezpiecznie hamować w zakrętach czy podczas skręcania. Po prostu samochód trzyma się zadanego toru jazdy. Jak w grze komputerowej.
A potem napęd na tył pomaga utrzymać to auto przy wierzchołku zakrętu. Czysta magia.
Dlatego ja bym postawił na takie auto. Bo znowu – Turbo S ma napęd na obie osie, a Porsche 911 z napędem AWD są jednak delikatnie podsterowne.
A co zamiast Porsche 911 Carrera?
Trudno powiedzieć. 911 z powodu swojej unikatowej konstrukcji nieszczególnie ma konkurencję. BMW M4 czy Audi RS5 mają jednak silniki z przodu. Nawet łudząco podobny do 911 – zwłaszcza z tyłu – Mercedes-AMG GT ma jednak silnik z przodu, pod długą maską.
Choć trzeba przyznać, że charakterem auta, osiągami i jednak także ceną właśnie propozycja od Mercedesa jest jakąś konkurencją dla 911. Jest tu jednak inny problem – bazowa wersja (o oznaczeniu 43) ma 421 KM, więc jest nawet trochę mocniejsza od bazowego Porsche 911 Carrera. Do tego jest nawet trochę tańsza. Ale pod maską mamy cztery cylindry i dwa litry. Auć.

Mercedes-AMG GT 43. (fot. materiały prasowe)
Niemniej jednak – gratuluję Książulowi auta i idę nagrywać rolkę pod najbliższym kebabem.




























