Reklama
Moto

Volkswagen pozbędzie się popularnej europejskiej marki. Nie płaczcie za FSO

Od lat przewidywałem uśmiercenie marki Seat. Volkswagen dał jej drugie życie w latach 80., przez chwilę miała spory potencjał – ale potem wymyślono, że można sprzedawać właściwie to samo, tyle że drożej pod marką Cupra. I tak Seat przestał być potrzebny.

Tymon Grabowski
Opinia autorstwa: Tymon Grabowski
Dzisiaj 16:45
8 min
Seat 600 – pierwszy przebój tej marki. (fot. Darin Schnabel ©2012 Courtesy of RM Auctions / Seat - materiały prasowe)
  • Marka Seat przetrwała prawie 80 lat. Założono ją w ramach kooperacji z Fiatem w celu konsolidacji bardzo rozdrobnionego hiszpańskiego przemysłu motoryzacyjnego.
  • Po Fiacie Seata przejął Volkswagen i uczynił go dość ciekawą, nowoczesną marką. Technologię identyczną jak w Skodach czy VW opakowywano tam w dynamicznie stylizowane nadwozia.
  • Sportową linią Seata była Cupra. Ktoś wymyślił, że można zrobić z niej osobną markę. To okazało się dla Seata wyrokiem śmierci. 

Było to w 2023 r. Odwiedzałem, po raz kolejny już, wolfsburski Autohaus, czyli połączenie muzeum motoryzacji z wystawą przyfabryczną zakładów Volkswagena. Ustawiono tam kilka pawilonów tematycznych dla VW, Audi, Skody i Seata. Zainteresował mnie ten ostatni, bo już od kilku lat Seat nie miał żadnej ważnej nowości. Co mogą tam pokazywać? Wszedłem do środka, gdzie stało kilka egzemplarzy Seata na tle ściany, gdzie wyświetlano statyczny obraz z rzutnika. Była też tam młoda kobieta, która najwyraźniej pracowała w tym miejscu. Jej smutna praca polegała na informowaniu odwiedzających zbolałym głosem, że to jest ekspozycja Seata, a jej motywem przewodnim jest Barcelona. To właśnie panorama tego miasta była widoczna na ścianie za autami. I to był koniec ekspozycji.

Czytaj również: 12 punktów karnych za dotknięcie telefonu, zero za dotykanie ekranu. Prawo do zmiany

Rząd hiszpański pod koniec lat 40. postanowił skonsolidować hiszpański przemysł motoryzacyjny

Powstał Narodowy Instytut Przemysłowy INI, powołany jeszcze w czasie wojny, który po jej zakończeniu rozpoczął działania zmierzające do likwidacji małych przedsiębiorstw produkujących samochody. Utrudniano funkcjonowanie marek prywatnych, nawet mających spory potencjał i niezłe produkty, jak Eucort czy Estancona. Założony w 1949 r. państwowy gigant SEAT (skrót od hiszpańskiego przedsiębiorstwa produkcji samochodów osobowych) miał stać się rynkowym monopolistą, do czego nigdy nie doszło. Ostatecznie 51 proc. udziałów Seata należało do INI, 7 proc. do Fiata, a pozostałe 42 proc. do konsorcjum sześciu banków hiszpańskich, finansujących projekt.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Przewodnik po rynku motoryzacyjnym: elektryczne auta premium, czyli przepustka do elit. Co warto kupić?

Z pewnymi perturbacjami działało to nieźle aż do roku 1979, kiedy to Fiat podjął intensywne próby przejęcia Seata, co skończyło się rozwiązaniem umowy z włoskim inwestorem. Seat przez krótką chwilę próbował działać sam (1981-83), ale szybko zainteresował się nim Volkswagen, przejmując z początku 49 proc. udziałów. Mniej więcej od 1991 r. trwała złota era Seata zapoczątkowana przez model Toledo, później było już tylko lepiej – bardzo udana Ibiza z 1993 r., później świetnie stylizowany duet Toledo II i Leon…

Leon I - najlepszy Seat w historii. (fot. Xavier Bonilla / materiały prasowe)

W 2020 r. pojawiła się oficjalnie marka Cupra

Jej pierwszym modelem – i od razu ogromnym sukcesem – był crossover Formentor. Agresywnie stylizowany, wyraźnie inny niż Seat Ateca, na którym bazował, zaczął się sprzedawać wręcz fenomenalnie. Szybko dołączyły do niego modele, które po prostu były Seatami, jak Ateca czy Leon. Zamiast Seata Leona Cupry pojawiła się Cupra Leon, średnio o ok. 8 tys. zł droższa niż Seat. Klientom się podobało, chętnie płacili, więc korporacja wyczuła, że to dobry sposób na zwiększenie marży. 

Na dalsze ruchy nie trzeba było czekać. Gdy pojawił się elektryczny Volkswagen ID.3, miał też wystąpić pod nazwą Seat. Do tego nie doszło, zamiast tego na rynek trafiła Cupra Born. Seaty wprawdzie przechodziły jeszcze jakieś drobne liftingi, ale marka zaczęła powolny proces zwijania się, co gdzieś tak właśnie w 2023 r. stało się oczywiste. Obecnie mamy w ofercie całe trzy modele Seata: Ibizę, Leona i Aronę. Trwa końcówka wyprzedaży modelu Ateca, który notabene był także w ofercie marki Cupra, i to wcale nie tylko w najmocniejszych wersjach. Nie ma już dużego SUV-a Tarraco, no i nie ma nic elektrycznego – a w Cuprze jak najbardziej, chociażby Raval albo Tavascan. Robią go w Chinach, taka to hiszpańska marka. 

Na warszawskim Bemowie stał przez lata biały Seat Fura. Tak, to prawdziwa nazwa. (fot. materiały prasowe)

Cupra zjadła Seata efektem świeżości

Przez jakiś czas Seat był dokładnie tym, czym stała się Cupra. Miał sportowe modele, świetną stylizację (np. Leon II Waltera da Silvy), często bardzo mocne układy napędowe – mało kto już pamięta, że najmocniejsza wersja diesla 1.9 TDI rozwijająca 160 KM trafiła właśnie do Seata, a konkretnie do Ibizy Cupry. Potem zgodnie z zasadą kopernikańską pieniądz gorszy wyparł lepszy, czyli auta stały się bardzo podobne do Skód i straciły swój charakter. Były może i coraz lepsze, ale też coraz nudniejsze. Zaczęły konkurować ze Skodą jako „ta inna tania marka VW”. Jedynymi Seatami budzącymi jakieś pożądanie w klientach były te ze sportowej serii Cupra, więc zamieniono całość w markę Cupra. Przy okazji udało się odnieść wielki sukces sprzedażowy, a zapewne i finansowy. Seat stał się więc kulą u nogi. 

Reklama
Reklama

Oczywiście zamknięcie nie odbędzie się z dnia na dzień. Przyjmie raczej postać powolnego wygaszania, trwającego do 2030 r. 

Kto traci na zamknięciu Seata?

No właśnie – przecież to całkiem naturalny proces. Jedne marki w koncernach znikają, inne się pojawiają. Nie ma już Simki, ale jest DS Automobiles, nie ma Oldsmobile’a, ale… nie, to może nie jest najszczęśliwszy przykład. General Motors słynie raczej z cięć w swoim portfolio niż dodawania nowych marek. W każdym razie nie zliczę, ile razy słyszałem, że „Czesi i Rumuni mają własne marki samochodów, a my nie, bo FSO…”. Ta sytuacja z Seatem bardzo wyraźnie pokazuje, że nikt w Europie nie ma własnej marki samochodów. Hiszpanie też przez wiele lat mieli markę Seat, bo przecież była ona założona w ramach państwowego partnerstwa z zagranicznym koncernem Fiat. Później jednak przejął ją Volkswagen, a gdy przestaje mu być potrzebna – wygasza ją. Dokładnie tak samo może zdarzyć się ze Skodą w Czechach i Dacią w Rumunii. Co więcej, całkiem prawdopodobna jest sytuacja, że wskutek unijnych obciążeń produkcja Dacii w Rumunii ustanie i zostanie przeniesiona w całości do Afryki i Azji. Czy wtedy Rumuni dalej będą mieli „własną markę”? 

Własna marka to iluzja. Wszystko jest w rękach koncernów

Narodowe marki na świecie? Nie ma ich zbyt wiele. Są chińskie, jak FAW – wielki państwowy koncern zajmujący się produkcją najróżniejszych typów pojazdów. Jest turecki Togg, szczodrze dotowany przez rząd Erdogana. Są marki rosyjskie (Łada, GAZ) i irańskie (Iran Khodro), które można jeszcze do pewnego stopnia nazwać „narodowymi”, ale one nie mają wpływu na europejski rynek. W Europie pozostała już tylko iluzja „narodowości” marek. Kupujemy Volvo, a ono jest wytwarzane w Chinach (EX30). Kupujemy Dacię, a ona jest wytwarzana w Chinach (Spring). Anglia, niegdyś motoryzacyjna potęga, swoje marki ma w rękach albo Stellantis (Vauxhall), albo w rękach indyjskich w postaci koncernu Tata Motors. W Europie swoje auta produkują marki z dalekiego wschodu – Toyota we Francji i w Polsce, Hyundai w Czechach, a w przygotowaniu są fabryki marek chińskich, jak BYD na Węgrzech. 

Seat Altea Freetrack, czyli nieudana próba zrobienia SUV-a z minivana. (fot. materiały prasowe)

Sam często podkreślam, że lepiej jest kupić samochód produkowany w Europie

Tyle że w pewnym momencie zacznie to oznaczać, że lepiej jest wybrać BYD-a niż Dacię. A co do Seata – nie zazdroszczę osobom, które zdecydowały się na zakup auta tej marki w ostatnim czasie. Zgadzam się, że ceny Seatów są obecnie niesamowicie atrakcyjne, ale z czasem odsprzedaż stanie się dużo trudniejsza niż innych aut z grupy VW. Marka zacznie tracić rozpoznawalność, i choć z częściami nie będzie problemu jeszcze przez dłuższy czas, to potencjalni klienci zaczną się wykruszać, ponieważ po prostu nie będą już o Seacie pamiętać. Za jakieś piętnaście lat zapomnimy o nim i my. Adiós!

Źródło: Zero.pl