Reklama
Reklama
Reklama

Stacje benzynowe będą mieć poważny problem. Chodzi o przecinek

ceny-paliw-150926
Stacje paliw muszą się przygotować na czterocyfrowe kwoty, na przykład takie jak na naszej wizualizacji (fot. Leszek SzymaĂ’ski / PAP)

Ceny paliw galopują szybciej niż konie na Wielkiej Warszawskiej. Jeśli obecny trend się utrzyma, to już za kilka tygodni zobaczymy cenę powyżej 10 zł za litr diesla premium. Ale jak ją pokazać przy obecnym systemie wyświetlaczy na pylonach stacji benzynowych?

  • Od wielu lat na polskich stacjach benzynowych ceny są pokazywane na elektronicznych wyświetlaczach. Dawny system analogowy z podmienianiem kartek z cyframi już prawie zniknął.
  • Cena wystawiona na widok publiczny to obowiązek właściciela stacji, nie można stosować znanej z internetu metody „cena na priv”. Reguluje to rozporządzenie ministra rozwoju i technologii z 2022 r.
  • Przy cenach powyżej 10 zł obecne wyświetlacze staną się bezużyteczne, ponieważ przecinek jest w złym miejscu. Powstaje pytanie, czy stacje dodadzą dodatkowy znak (jak w Czechach), czy będą pokazywać cenę z dokładnością do 10 groszy.

Nie podejmuję się powiedzieć, dlaczego ceny paliw tak szaleńczo rosną, ale mam taką teorię: bo mogą. Jesteśmy uzależnieni od paliw kopalnych, nadal opiera się na nich cały transport – więc jeśli da się na tym zarobić, to trzeba.

Kurs złotówki wobec dolara nadal jest dość korzystny, przypomnę że jeszcze w 2022 r. dobiliśmy prawie do 5 zł za jednego dolara. Cena za baryłkę ropy – bardzo wysoka, co widocznie wystarcza, żeby olej napędowy właśnie przebijał barierę 9 zł.

Ostatnie wydarzenia pokazują, że skoki cen są zupełnie niekontrolowane

W ciągu dwóch tygodni możemy dojść z 7 do 9 złotych za litr, więc cóż miałoby zatrzymać dalszy wzrost? Ropa drożeje dalej, nie ma żadnego końca podwyżek na horyzoncie. Stacje dobiją z ceną oleju napędowego do 9,99 zł być może jeszcze we wrześniu. A potem zmierzą się z kłopotem, bo przez jakiś czas będzie można sprzedawać diesel premium w cenie zwykłego, jednak kiedy ten standardowy olej napędowy B10 też przebije 10 zł za litr, pozostanie konieczność przerobienia pylonów.

Reklama
Reklama

W niektórych miejscach pylony już mają po cztery znaki

Zacząłem się ostatnio przyglądać wyświetlaczom na stacjach paliw i stwierdziłem, że na przykład niektóre Circle K albo BP są przygotowane na nową erę cen. Mogłyby nawet sprzedawać nam litr paliwa za 99,99 zł (co jest oczywiście tylko kwestią czasu). Jednak w większości wyświetlacz ma trzy znaki, a przecinek znajduje się po pierwszej cyfrze. Nawet na Allegro sprzedawane są właśnie urządzenia tego typu, to znaczy z trzema znakami – kosztują między 10 a 12 tys. zł. Obstawiam więc, że stacje z pylonami o trzech cyfrach będą musiały zainwestować ok. 25 tys. zł w wymianę oznaczeń, bo do kosztu zakupu dochodzi jeszcze konieczność montażu. 

Ale liczę na polską kreatywność i tzw. drutowanie

Przecież znak dziesiętny po pierwszym znaku można wyłączyć, w miejscu po drugim znaku zamontować diodę z zasilaniem na stałe, i gotowe. Koszt to pewnie 100-200 zł, problem rozwiązany. Jedynie z takim zastrzeżeniem, że wtedy ceny paliw będą podawane z dokładnością do 10 groszy i skończą się nędzne, pięciogroszowe podwyżki. Benzyna będzie kosztować 10,2 zł, potem 10,3 zł i tak dalej. Przy pewnym poziomie cen nie robi już większej różnicy, czy w tym tygodniu podrożało o siedem czy jedenaście groszy. Stawiam na ten scenariusz.

Nie stawiam na scenariusz, w którym paliwo potanieje

W Polsce sprzedaż samochodów elektrycznych nadal szoruje po dnie. Nawet mnie zaczęło już to dziwić, sądziłem że gdy osiągnęliśmy 10 procent rynku w czasach programu NaszEauto, to pozostaniemy na tym poziomie także po jego zakończeniu. Nic z tych rzeczy. Paliwo drogie, a samochody elektryczne to nadal mniej niż 5 proc. sprzedaży w Polsce, podczas gdy w wielu krajach europejskich ta wartość przebija 1/4, czasem nawet 1/3 całości.

Reklama
Reklama

Zawsze tu posługuję się przykładem Norwegii, gdzie sprzedają się już tylko nowe auta na prąd. Stanowią one już ponad 20 proc. wszystkich pojazdów na drogach tego kraju, a odsetek ten z każdym rokiem rośnie. Oznacza to, że stacje paliw przestają być potrzebne, a ich sieć się kurczy. Pewnego dnia w stolicy Norwegii zostaną 2-3 stacje benzynowe dla tych odklejeńców, którzy dalej spalają cuchnące płyny w swoim aucie. Cena nie będzie już grała roli, choć pewnie wzrośnie po wielokroć w stosunku do dzisiejszej sytuacji, bo koszty utrzymania infrastruktury dla tak małego popytu zmuszą do znacznych podwyżek cen. 

Tymczasem więc radzę zatankować, póki cena jest rozsądna

W końcu, skoro średnio zarabiamy 9200 zł brutto miesięcznie, to nadal możemy za to kupić ponad 1000 litrów oleju napędowego. Jeszcze 20 lat temu zarabialiśmy średnio niecałe 2500 zł miesięcznie, a olej napędowy kosztował między 4,20 a 4,40 zł za litr. Czyli jest lepiej. Trzeba tylko przełożyć diody i można pruć dalej z cenami w górę. 

Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz
Reklama
Reklama