Reklama
Reklama
Reklama

Jak stracić szybko dużo pieniędzy? Kupić jeden z tych samochodów

exlantix_et8l
Tak spadnie wartość twojego auta. Jak się przed tym uchronić? (fot. Exlantix )

Zakup nowego samochodu w leasingu może być opłacalny dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Jednak niektórzy producenci naklejają absurdalne ceny na swoje auta, co sprawia, że tracą one na wartości w tempie spadającej lawiny. Co wybrać, żeby stracić jak najmniej? Sprawdziłem to na przykładzie kilku pojazdów z dwóch krańców spektrum utraty wartości.

  • Utrata wartości jest największym kosztem, jaki ponosimy kupując nowe auto. Nie ma możliwości się przed nią obronić, można ją minimalizować – ale chińska inwazja na europejski rynek skutecznie w tym przeszkadza.
  • Niektórzy producenci oferują swoje pojazdy w cenach zakrawających o absurd. Jeśli ktoś takie auto kupi, poniesie ogromną stratę finansową, ponieważ na rynku wtórnym ceny dążą do wyrównania i nikogo nie będzie obchodzić, ile zapłaciliście w salonie.
  • Na podstawie dotychczasowych wskaźników utraty wartości zestawiłem ze sobą pięć modeli, które (zapewne) stracą najwięcej i najmniej – w różnych segmentach. 

Na pewno znacie ten dowcip: człowiek kupuje nowy samochód, przyjeżdża do domu i wstawia go do garażu. W nocy budzi go głośny huk. Wstaje, żeby sprawdzić co się stało, a to wartość spadła.

Huk może być naprawdę przeszywający w przypadku niektórych pojazdów, a jest on tym większy, im większy jest nacisk na zakup nowych aut. Im więcej klientów stać na nowe auto z salonu, tym mniej chętnie patrzą na używane, a to wpływa na szybką utratę wartości.

Dlatego rekordowy wynik sprzedaży nowych samochodów z 2025 r. napędzany przez znaczną popularność pojazdów chińskich powoduje zwiększenie utraty wartości. Powstaje paradoks: im popularniejsze są nowe samochody, tym mniej opłaca się je kupować. 

Reklama
Reklama

Ile i jak szybko średnio traci nowy samochód?

Przez pierwsze trzy lata – nawet do 50 proc., chociaż tańsze i bardziej popularne modele trzymają się lepiej. W pierwszym roku utrata to 20-30 proc., więc mając powyższe dane na uwadze, można przyjąć, że auta w wieku 4-5 lat są już po okresie największej utraty wartości, a zarazem wciąż utrzymują klimat nowego wozu. Kluczowe czynniki zmniejszające utratę wartości to: popularna marka, popularny segment (wcale nie premium, tam dopiero są straty), a przede wszystkim niska cena początkowa.

Jeśli kupisz oryginalny pojazd niszowej marki za wysoką cenę, to można tylko powiedzieć, że jesteś bohaterem/bohaterką tego dowcipu z początku wpisu. 

Oto pięć oryginalnych pomysłów na dużą utratę wartości

Ich wspólne cechy to wysoka jak na swój segment cena, przewidywane nikłe zainteresowanie przy odsprzedaży i nietypowy model jak na nasz rynek. Starałem się, żeby nie wszystkie były chińskie i elektryczne. 

Renault Rafale E-tech

Duży SUV Renault z trzycylindrowym silnikiem 1.2 i układem hybrydowym o nazwie Hyper Hybrid. Producent wycenia wersję Atelier Alpine na 250 tys. zł. Ja wiem, że duże SUV-y nie mogą kosztować pięciu groszy, ale czy wszystko tam w porządku? Bo za 250 tys. zł wyjeżdżamy z salonu Toyotą RAV4 z hybrydą plug-in i silnikiem 2,5-litrowym.

Spodziewam się, że potencjalny nabywca Renault Rafale E-tech Hyper Hybrid przez trzy lata eksploatacji straci większość ze swojego ćwierćmilionowego wkładu. 

Renault Rafale (fot. Renault - materiały prasowe)

Używany samochód elektryczny w cenie do 50 tys. zł: trudne się wylosowało

Reklama
Reklama

DS No8

Elektryczny pojazd za ponad 250 tys. zł od koncernu Stellantis. Marka słabo rozpoznawalna, trudno też powiedzieć, czy DS No8 to liftback, crossover czy jeszcze coś innego. Nie wątpię, że to bardzo bogato wyposażony pojazd, który w dodatku nie bardzo ma konkurencję.

Tyle że nie bardzo istnieje też na niego popyt na rynku pierwotnym, co przełoży się na minimalne zainteresowanie z drugiej ręki. Ludzie nawet nie wiedzą, że coś takiego istnieje, to jak mają kupić DS-a No8 jako używanego?

DS No8 (fot. DS - materiały prasowe)

Pod maską tego auta znajduje się następca „słynnego” PureTecha. Czy to w ogóle nadaje się do jazdy?

Alfa Romeo Stelvio

Może i te 240-250 tys. zł, które trzeba zapłacić za 280-konnego SUV-a od Alfy, to wcale nie jest zła cena. Cóż z tego, skoro marka nie słynie z niezawodności (to trochę stary stereotyp, ale wciąż pokutuje), a sam samochód znany jest na rynku od dziesięciu lat? Zwłaszcza ten ostatni czynnik ma tu kluczowe znaczenie – mało kto chce kupić samochód używany, który wygląda na stary, nawet jeśli to zupełnie irracjonalne przekonanie.

Spośród aut wymienionych do tej pory Stelvio będzie moim zdaniem najlepszym zakupem, dającym kierowcy najwięcej satysfakcji, ale przy odsprzedaży ten sam kierowca będzie żałował, że nie wybrał niemieckiej marki premium. 

Alfa Romeo Stelvio (fot. Alfa Romeo - materiały prasowe)

KGM Actyon (Hybrid)

Odkąd Ssangyong zmienił nazwę na KGM, nie idzie mu najlepiej. Ma dużo modeli w ofercie, głównie SUV-ów w różnych rozmiarach, a ich ceny wyglądają naprawdę atrakcyjnie – zwłaszcza tych mniejszych jak Tivoli czy Korando.

Reklama
Reklama

Niestety, rebranding w tym przypadku oznacza, że klienci muszą „uczyć się” marki od nowa, a pechowo zeszło się to z inwazją samochodów chińskich na polski rynek. Dodajmy do tego, że salony KGM sprzedają też najczęściej samochody marek chińskich, więc klienci w naturalny sposób uznają, że KGM to kolejny „chińczyk”.

A to samochody chińskie tracą właśnie na wartości najwięcej. Zatem o ile hybrydowy Actyon – duży SUV z silnikiem 1.5 – w cenie 165 tys. zł to niezła oferta, o tyle jego odsprzedaż może okazać się wielkim rozczarowaniem. 

KGM Actyon (fot. Dennis Noten - www.dennisnoten.com / KGM - Materiały prasowe)

Exlantix ET

Nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć samochodu chińskiego. Wybór nie był jednak łatwy, ponieważ decyzja o pójściu w stronę marek chińskich to ogólnie gwarancja dużej utraty wartości. Skuteczniej bronią się przed tym chińscy giganci polskiego rynku, tj. MG i BYD, ale głównie jeśli uda się nam wynegocjować naprawdę niską cenę początkową.

Reklama
Reklama

Jeśli wybierzemy markę mało znaną, jak Jetour, Forthing, JAC czy Bestune – utrata wartości będzie ogromna, ale mam tu swojego faworyta, czyli należącą do koncernu Chery markę Exlantix. Stawia ona na „chińskie premium”, co polega na tym, że swojego SUV-a o nazwie Exlantix ET wycenia na 350 tys. zł.

Ktoś, kto zdecydował się na Exlantixa ET, pewnie będzie bardzo zadowolony z jego przestronności, wyposażenia i wykończenia, ale raczej nie zadrży ze szczęścia przy odsprzedaży. Myślę, że jest to mocny kandydat do utraty wartości na poziomie 200 tys. zł w dwa lata. Mam nadzieję, że się mylę.

Exlantix ET (fot. Exlantix - materiały prasowe)

Bonus: dowolny samochód marki Seat

Grupa Volkswagena niedawno zaanonsowała to, czego spodziewaliśmy się mniej więcej od dekady: zamknięcie marki Seat.

Będzie ona powoli wygaszana i ustąpi miejsca marce Cupra, ale to oznacza, że Seaty dotknie większa utrata wartości niż inne marki z koncernu VW. Nikt poza fanami klasyków nie marzy o zakupie auta, którego marka przestała istnieć – w obawie o dostępność części. W tym przypadku akurat o zaopatrzenie martwić się nie trzeba, ale efekt psychologiczny i tak zadziała.

A co straci na wartości najmniej?

Dacia Sandero, Toyota Yaris, Skoda Fabia, Renault Clio, Volkswagen T-Cross, Kia Sportage – i wszystkie podobne im popularne auta popularnych marek, jeśli tylko uda się nam wyrwać je w dobrej cenie. Ale to i tak nie znaczy, że będzie to jakaś świetna inwestycja, po prostu minimalizujemy straty. 

Reklama
Reklama

Podsumowanie

Gdybyśmy wrócili do sytuacji jak za PRL, czyli znikomej dostępności nowych aut i ich horrendalnych cen, to utrata wartości przestałaby by być problemem.

Jednak zalanie rynku nowymi, tanimi autami z Chin tylko ją napędza. Sposoby na uniknięcie dużej straty wartości to wybór jak najpopularniejszej marki, jak najprostszego modelu i zwykła dbałość o pojazd, nawet choćby w postaci regularnego mycia. W końcu następny właściciel i tak będzie „kupował oczami”. 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama