- Przez lata opłata za korzystanie z dróg krajowych, ekspresowych i autostrad dotyczyła zarówno pojazdów powyżej 3,5 tony, jak i zestawów obejmujących auto z przyczepą, jeśli łączna dopuszczalna masa obu pojazdów przekraczała 3500 kg.
- Prowadziło to do sytuacji, w której kierowca dużego SUV-a ciągnący przyczepę kempingową musiał płacić za każdy kilometr tak samo jak kierowca ciężarówki wykonujący przewóz komercyjny.
- Wszyscy się już do tego przyzwyczaili, więc decyzja rządu o zwolnieniu z e-TOLL kierowców ciągnących przyczepę jest nieco zaskakująca.
Samochody są coraz cięższe. Gdy ważyły średnio 1000 kg, dosyć trudno było przekroczyć 3,5 tony łącznej masy zestawu ciągnąc przyczepę. Ale gdy przeciętny SUV waży obecnie 1800-2000 kg i może ciągnąć drugie tyle na haku, to z łatwością przebija się 3500 kg nawet podczas zupełnie rekreacyjnej jazdy. Jednoosiowy „kemping” ciągnięty za Volvo XC60 sprawia, że musimy mieć już kategorię prawa jazdy B+E, a do niedawna również trzeba było zarejestrować się w systemie e-TOLL i przed każdym przejazdem włączać aplikację w telefonie, pilnując by nie zabrakło środków na koncie. Taka sama sytuacja dotyczyła osób np. ciągnących lawetę z autem na zawody sportowe, łódkę itd.
W życie weszła ustawa o zmianie ustawy o drogach publicznych
Zmieniono m. in. treść artykułu 13., gdzie sprecyzowano, że konieczność wnoszenia opłaty drogowej dotyczy zestawów pojazdów tylko wtedy, gdy pojazd ciągnący ma dopuszczalną masę całkowitą powyżej 3,5 tony – a nie cały zestaw, jak do tej pory. To bardzo ważna różnica, która może zmienić branżę transportową w Polsce. Z początku zapowiadano, że zwolnienie z e-TOLL będzie dotyczyło tylko przejazdów prywatnych, a nie komercyjnych, ale ostatecznie zwolniono z tego obowiązku wszystkich. Albo stwierdzono, że i tak nie będzie możliwości odróżnić przejazdu komercyjnego od prywatnego, albo coś się komuś pomieszało.
Brazylijscy kierowcy ciężarówek mieli uratować Europę. Plan właśnie się posypał
Nie ma jednoznacznego uzasadnienia dla tej zmiany
Napisano tylko, że nowelizacja jest zgodna z dyrektywą Unii Europejskiej. Sprawdziłem tę dyrektywę i sytuacja wygląda dziwnie. W uzasadnieniu wyszczególniono, że:
Dyrektywa 2022/362 zmieniła definicję „pojazdu” ze słowniczka w art. 2 dyrektywy 1999/62, za który uważa się obecnie jedynie „przegubowy zespół pojazdów”, co może odnosić się tylko do pojazdów o masie powyżej 3,5 tony.
Ale w dyrektywie 2022/362 tak nie jest. Mamy definicję pojazdu z art. 2, która brzmi tak:
»pojazd« oznacza pojazd silnikowy, wyposażony w cztery koła lub większą ich liczbę, lub przegubowy zespół pojazdów, który jest przeznaczony lub wykorzystywany do przewozu drogowego osób lub towarów
W tej samej dyrektywie jest też definicja pojazdu ciężkiego, czyli o dopuszczalnej masie ponad 3,5 tony. Ponadto jest to dyrektywa z 2022 r., i nagle cztery lata po jej wydaniu ktoś doszukuje się niespójności w definicjach, co kończy się zwolnieniem z opłat drogowych ogromnej liczby użytkowników tych dróg.
Jakie będą konsekwencje?
Takie, że pojedziesz sobie z kempingiem nad morze za darmo, ale to tylko część tego, co obecnie się stanie. W tej chwili ogromnie atrakcyjny staje się transport z przyczepą. Możesz podpiąć wielką, trzyosiową przyczepę do 3,5-tonowego busa i jechać w trasę z towarem, podczas gdy ktoś, kto ten sam towar wiózłby ciężarówką, musi już zapłacić e-TOLL. Co więcej, istnieją pojazdy kategorii znanej jako BE-combi, czyli będące połączeniem auta dostawczego z zabudową, która prawnie stanowi naczepę, tyle że zamocowaną na stałe. Takie pojazdy również zwolniono z e-TOLL, a są to na przykład komercyjnie jeżdżące autolawety. Są nawet mało popularne (na razie) w Polsce ciągniki siodłowe o masie poniżej 3,5 tony dostosowane do ciągnięcia małej naczepy. Tylko czekać, aż wjadą na polskie drogi, legalnie wożąc towary bez opłaty drogowej.
Zawsze wydawało mi się, że rozumiem sens opłat drogowych
Jeździsz zarobkowo – płacisz. Jeździsz prywatnie – nie płacisz. Ale gdy w 2010 r. zmieniono tę zasadę, trochę zwątpiłem. Teraz, kiedy reguły zmieniają się ponownie, już nic nie rozumiem. Z jednej strony stale przykręca się śrubę firmom transportowym coraz to nowymi normami i utrudnieniami – ledwo co weszły obowiązkowe tachografy w busach do 3,5 tony – a teraz nagle rząd mówi „proszę, lećcie za darmo, nasze dochody nie ucierpią”.
Może jednak niepotrzebnie doszukuję się w tym jakiejś logiki. Jest mi teraz tylko smutno, że zainwestowałem w holownik o masie dopuszczalnej 6,5 tony.


