Od kilku lat pojawia się i znika, wywołując napięcia między Warszawą, Brukselą i Waszyngtonem. Podatek cyfrowy znów trafia na rządowy stół, a resort proponuje stawkę.

Dyskusja o podatku cyfrowym w Polsce trwa od kilku lat. Prace nad opodatkowaniem największych globalnych platform technologicznych toczą się od 2018 r., gdy Komisja Europejska przedstawiła rekomendacje dotyczące nowej daniny. Celem było wyrównanie warunków konkurencji między amerykańskimi gigantami technologicznymi a lokalnymi firmami, które płacą podatki tam, gdzie faktycznie prowadzą działalność.
Choć Bruksela zapowiadała stworzenie jednolitego, unijnego rozwiązania, do dziś taki podatek nie został wdrożony na poziomie całej UE. W efekcie część państw zdecydowała się działać samodzielnie. W różnej formie podatek cyfrowy obowiązuję m.in. we Francji, Austrii, czy Hiszpanii.
Setki milionów złotych dla budżetu
Już pod koniec 2018 r. Warsaw Enterprise Institute szacował, że wprowadzenie podatku cyfrowego w Polsce mogłoby przynieść budżetowi państwa nawet 470 mln zł rocznie. Dwa lata później Fundacja Instrat mówiła o kwotach niemal dwukrotnie wyższych.
Analitycy Instratu zaproponowali wówczas model oparty na rekomendacjach Komisji Europejskiej. Zakładał on bezpośredni podatek przychodowy od skonsolidowanych przychodów firm świadczących określone usługi cyfrowe. Stawka miała wynosić 7 proc. przychodów uzyskiwanych na terytorium Polski.
Choć w 2019 r. Ministerstwo Finansów oficjalnie potwierdzało prowadzenie prac nad wdrożeniem rekomendacji KE, projekt nigdy nie trafił do realizacji. Przełomowym momentem była wizyta ówczesnego wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a we wrześniu 2019 r.
Podczas pobytu w Polsce Pence publicznie stwierdził, że Stany Zjednoczone „z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie” przez Polskę propozycji podatku od usług cyfrowych. Prace nad projektem zostały wstrzymane, a rząd nie przedstawił jednoznacznego uzasadnienia tej decyzji.
Presja USA dotyczyła nie tylko podatku cyfrowego
To nie był jedyny przypadek, gdy amerykańska administracja reagowała na polskie próby regulowania rynku nowych technologii. W czasie prac nad przepisami dotyczącymi działalności Ubera ówczesna ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher skierowała do ministra infrastruktury list krytykujący projektowane regulacje.
Po latach temat podatku cyfrowego ponownie pojawia się w debacie publicznej i wraca do prac rządu. Ministerstwo Cyfryzacji złożyło wniosek o wpis do wykazu prac legislacyjnych projektu ustawy, która ma uregulować tę kwestię. Resort podał również proponowaną stawkę maksymalną.
Zakres usług objętych podatkiem cyfrowym obejmuje umieszczanie na platformach cyfrowych reklamy kierowanej do ich użytkowników, udostępnianie wielostronnych interfejsów cyfrowych umożliwiających interakcje między użytkownikami lub ułatwiających bezpośrednie dostawy towarów/usług między nimi oraz przekazywanie za opłatą (sprzedaż, licencja) zgromadzonych danych o użytkownikach.
Podstawą opodatkowania byłyby przychody należne lub zapłacone na terytorium Polski w danym okresie rozliczeniowym, przy proponowanej stawce maksymalnie 3 proc., z pomniejszeniem o zapłacony CIT podmiotu.
