W środę w Ostrołęce 19-letni uczeń Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 wszedł do szkoły z nożem i ładunkiem wybuchowym, raniąc dziewięć osób – uczniów, nauczycieli i przechodniów. Tego samego dnia polskie służby udaremniły inny planowany zamach – w Sierpcu zatrzymano 17-latka posiadającego dwa noże, który bezpośrednio planował atak na terenie swojej szkoły. W czwartek w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem doszło do kolejnego tragicznego zdarzenia: 15-letni absolwent zaatakował personel szkoły, mordując 37-letnią woźną oraz raniąc dyrektora i nauczycielkę.
Do podobnego incydentu omal nie doszło także tydzień wcześniej w gminie Książki. Policja zatrzymała wówczas 13-letniego ucznia, który szczegółowo planował krwawy atak na swoją szkołę. W plecaku miał spakowany bagnet, a wcześniej uśmiercił kilka kotów. O swoich zamiarach pisał podczas gry internetowej do rówieśnika ze Szwecji. Zaniepokojeni rodzice szwedzkiego chłopca zaalarmowali tamtejsze służby, które przekazały sprawę przez Interpol do Polski. 13-latek został zatrzymany w domu tuż przed wyjściem do szkoły.
Kolejne tragedie, kolejne pytania i kolejny raz ta sama reakcja: szok, konferencje prasowe, zapowiedzi działań. A potem? Zazwyczaj wracamy do codzienności, aż do następnego dramatu.
15-letni napastnik zatrzymany po ataku w szkole. Jest nagranie z interwencji policji
Dzieci się boją
Tyle że dla tysięcy uczniów ta codzienność właśnie przestała być normalna. Dzieci boją się iść do szkoły. Boją się spotkać z rówieśnikami, usiąść w ławce i po prostu przeżyć kolejny dzień. Niektórzy rozważają pozostanie w domu, bo z perspektywy ich samych i ich rodziców może się to wydawać najbezpieczniejszym wyjściem. I trudno się temu dziwić, jeśli państwo nie potrafi przekonująco zapewnić ich, że szkoła jest miejscem, w którym nic im nie grozi.
Jako założyciel organizacji „Akcja Uczniowska” w ostatnich dniach otrzymuję setki wiadomości od uczniów, nastolatków i nauczycieli z całej Polski. Wszystkie łączy jedno słowo: strach. Rozmawiałem bezpośrednio z młodymi ludźmi z województwa mazowieckiego, w którym miały miejsce te ataki, w tym z uczniami z samej Ostrołęki. Ich obawy są porażające. Zadają pytanie, którego żadne dziecko nie powinno musieć sobie stawiać: czy kolega z ławki, którego znają od lat, nadal jest ich przyjacielem, czy może stać się kimś, kto będzie chciał ich skrzywdzić lub zabić?
Przez lata powtarzano nam, że szkoła to „drugi dom”. Dziś dla wielu młodych ludzi staje się miejscem niepewności i zagrożenia. Kiedy dziecko przekracza próg szkoły z myślą, że nie jest bezpieczne, trudno oczekiwać, że skupi się na nauce, rozwoju i budowaniu relacji. Edukacja schodzi na dalszy plan. Zaczyna się walka ze strachem. Szkoła przestaje być miejscem rozwoju, a zaczyna przypominać strefę przetrwania.
I trzeba powiedzieć to wprost: świat dorosłych zawodzi młodych ludzi od lat. Dorośli nie potrafili odpowiednio wcześnie zareagować na narastające problemy, a teraz mierzą się z konsekwencjami własnych zaniedbań. Nie każda tragedia jest możliwa do przewidzenia, ale wielu zagrożeniom można przeciwdziałać. Warunkiem jest to, by nie odwracać wzroku, nie ignorować sygnałów ostrzegawczych i nie udawać, że problem nie istnieje.
Martwe zapisy
Polska szkoła opiera dziś część swojego bezpieczeństwa na niebezpiecznej fikcji. Wielostronicowe instrukcje, ministerialne wytyczne i procedury na wypadek wtargnięcia napastnika często pozostają martwymi zapisami – dokumentami, do których wraca się dopiero wtedy, gdy wydarzy się tragedia. W sytuacji kryzysowej nikt nie ma czasu wertować kolejnych rozdziałów instrukcji. Liczą się przygotowanie, przećwiczone reakcje i jasny podział odpowiedzialności. Sam dokument nie ochroni ucznia, jeśli ani on, ani nauczyciel nie wiedzą, jak zachować się w chwili zagrożenia.
Krwawe ataki w polskich szkołach. Tusk zwołał pilną naradę ministrów i służb
Jednocześnie dzieci i młodzież nie są dziś w szkołach w wystarczającym stopniu przygotowywane do reagowania na sytuacje kryzysowe – zarówno te związane z przemocą i zagrożeniem bezpieczeństwa, jak i z kryzysami psychicznymi. Nie chodzi wyłącznie o atak uzbrojonego napastnika. Chodzi także o umiejętność rozpoznawania przemocy, reagowania na groźby, szukania pomocy i zauważania, że ktoś z naszego otoczenia może potrzebować pilnego wsparcia.
Problemy z przygotowaniem placówek do sytuacji kryzysowych od lat są przedmiotem kontroli i analiz. Bezpieczeństwa nie da się jednak zadekretować. Trzeba je wypracować, przećwiczyć i regularnie sprawdzać. Jeśli uczniowie w Ostrołęce musieli zabarykadować się w salach, a pod Wyszkowem dyrektor próbował powstrzymać napastnika własnymi rękami, ich odwaga zasługuje na najwyższy szacunek. Nie możemy jednak budować systemu bezpieczeństwa na nadziei, że w chwili zagrożenia ktoś wykaże się niezwykłym bohaterstwem. Bohaterstwo jednostek nie może zastępować sprawnie działającego państwa.
Zapowiedź ataku na szkołę w filmiku AI. Policja zatrzymała 17-latka
Dobra decyzja
Dlatego pozytywnie oceniam decyzję premiera Donalda Tuska o zwiększeniu policyjnych patroli w związku z zagrożeniami dotyczącymi szkół. To potrzebny krok, ale w obecnej sytuacji nie wystarczy. Przynajmniej przez najbliższy tydzień państwo powinno wykorzystać dostępne siły i środki do maksimum. Postulujemy, aby każda szkoła miała przypisanego co najmniej jednego funkcjonariusza obecnego na miejscu przez cały dzień, z uwzględnieniem możliwości kadrowych służb i konieczności zabezpieczenia innych zadań. To rozwiązanie nadzwyczajne, ale sytuacja również jest nadzwyczajna. Nie chodzi o militaryzację szkół ani tworzenie atmosfery permanentnego zagrożenia. Chodzi o to, by uczniowie, rodzice i nauczyciele zobaczyli, że państwo nie ogranicza się do wydawania komunikatów, lecz realnie działa. Poczucie bezpieczeństwa nie jest dodatkiem do edukacji. Jest jej podstawą.
Nie możemy jednak zatrzymać się na policyjnych patrolach, bo przemoc nie zaczyna się dopiero na szkolnym korytarzu. Jej źródeł należy szukać również w środowisku, w którym młodzi ludzie spędzają ogromną część swojego życia – w internecie. Jeszcze kilka lat temu najgorszym, na co można było trafić w mediach społecznościowych, były często bezwartościowe filmiki, głupie wyzwania i treści, które po prostu marnowały czas. Dziś na każdym kroku można natknąć się na hejt, mowę nienawiści, materiały gloryfikujące przemoc, treści zachęcające do samookaleczeń czy samobójstwa, a nawet przekazy przedstawiające ataki na innych jako drogę do rozgłosu.
Minister cyfryzacji reaguje po ataku w szkole. „Koniec z patologiami”
Nie twierdzę, że każdy film w internecie jest niebezpieczny ani że media społecznościowe automatycznie prowadzą do przemocy. Problem polega na tym, że młody człowiek może trafić na destrukcyjne treści, których wcale nie szukał i których nie chciał oglądać, a potem otrzymywać ich coraz więcej. Tak działają algorytmy wielu platform: analizują zachowania użytkownika, próbują przewidzieć, co przyciągnie jego uwagę, i podpowiadają kolejne materiały. Jeśli kontrowersyjny, agresywny lub szokujący film zatrzymuje użytkownika na dłużej, system może potraktować to jako sygnał, że warto pokazać mu podobne treści. W ten sposób zwykła ciekawość może przerodzić się w ciągłe obcowanie z przemocą, poniżaniem innych czy niebezpiecznymi ideologiami.
Młody człowiek nie musi świadomie szukać takich materiałów. Wystarczy, że raz się przy nich zatrzyma. Algorytm nie rozumie w pełni jego wieku, dojrzałości ani emocji. Optymalizuje rekomendacje według własnych kryteriów, które nie zawsze pokrywają się z dobrem dziecka. A przecież mówimy o osobach, które dopiero uczą się rozpoznawać manipulację, radzić sobie z emocjami i budować własny obraz świata. Nie możemy wymagać od nich odporności, której sami nie wypracowaliśmy jako społeczeństwo.
Dlatego potrzebujemy zdecydowanych regulacji, w tym zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci poniżej 15. roku życia, połączonego z rzeczywistą weryfikacją wieku oraz odpowiedzialnością platform za przestrzeganie przepisów. Sam zakaz zapisany w ustawie nie wystarczy, jeśli będzie można go ominąć w kilka sekund. Dziś dziecko, które ma 10 lat, może w internecie podać, że ma 33 lata. W wielu przypadkach wystarczy jedno kliknięcie. System pyta o wiek, użytkownik wpisuje dowolną liczbę i przechodzi dalej. To nie jest weryfikacja wieku. To fikcja, która pozwala dorosłym udawać, że problem został rozwiązany.
Tusk o krwawych atakach w szkole. Uderza w prezydenta
Jeśli poważnie traktujemy ochronę dzieci, musimy wymagać od platform skutecznych mechanizmów sprawdzania wieku, odpowiednich zabezpieczeń i ograniczenia rekomendowania nieletnim treści szkodliwych. Rozwiązania te muszą być jednocześnie zaprojektowane tak, by nie prowadziły do nieproporcjonalnego gromadzenia danych osobowych dzieci.
Nie możemy akceptować sytuacji, w której platformy zarabiają na uwadze najmłodszych, a odpowiedzialność za skutki ich działania spada wyłącznie na rodziców i szkoły. Jest jeszcze jeden problem, o którym mówimy zdecydowanie za rzadko: radykalizacja młodych ludzi. Nastolatki szczególnie mocno poszukują akceptacji, przynależności i poczucia sprawczości. W okresie, gdy kształtują swoją tożsamość, łatwiej mogą stać się podatne na manipulację ze strony osób i grup, które oferują im proste odpowiedzi, wspólnego wroga i pozorne poczucie siły. Nie oznacza to, że młody wiek automatycznie prowadzi do radykalizacji. Oznacza jednak, że młodych ludzi trzeba przed nią skuteczniej chronić.
W sieci działają społeczności gloryfikujące przemoc, promujące skrajne ideologie i zachęcające do krzywdzenia innych. Nie można wykluczyć, że w konkretnych przypadkach wpływ na młodych ludzi mogą mieć również grupy ekstremistyczne działające poza Polską, w tym za pośrednictwem internetu. Takie możliwości należy poważnie traktować i badać.
Radykalizacja nie musi zaczynać się od jawnego wezwania do przemocy. Może rozwijać się stopniowo: od poczucia krzywdy, przez pogardę wobec innych, aż po przekonanie, że agresja jest usprawiedliwiona. Dlatego niepokojące groźby, fascynacja sprawcami masowych ataków czy próby usprawiedliwiania przemocy nie mogą być automatycznie zbywane jako „głupie żarty”. Potrzebujemy sprawnej współpracy szkół, rodziców, psychologów, policji i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Nie po to, by każdego młodego człowieka traktować jak potencjalnego sprawcę, ale po to, by odpowiednio wcześnie rozpoznawać realne zagrożenia i oferować pomoc, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.
Efekt naśladowcy
Musimy również poważnie potraktować ryzyko efektu naśladowcy. Głośno opisywane ataki mogą stać się dla niektórych podatnych osób niebezpiecznym wzorcem. Sprawca zyskuje rozgłos, jego czyn przyciąga uwagę mediów, a jego nazwisko pojawia się w kolejnych nagłówkach. Dla kogoś, kto desperacko szuka uznania lub chce zemścić się na otoczeniu, taka uwaga może zostać błędnie odczytana jako obietnica sławy. Nie każdy młody człowiek przeżywający kryzys zareaguje przemocą. Nie wolno jednak ignorować mechanizmu, w którym wcześniejszy atak staje się inspiracją dla kolejnego, zwłaszcza gdy w sieci rozpowszechniane są materiały gloryfikujące sprawców.
Atak 15-letniego nożownika. Wojewoda podjął decyzję w sprawie szkół
Odpowiedzialność spoczywa także na mediach i platformach społecznościowych. Nie należy bezrefleksyjnie powielać manifestów napastników, publikować materiałów, które mogą służyć jako instrukcja, ani budować wokół sprawców atmosfery ponurej sławy. Uwaga powinna koncentrować się na ofiarach, przyczynach, profilaktyce i sposobach zapobiegania kolejnym tragediom.
Dziś nie możemy pozwolić sobie na beztroskę. Coraz trudniej zbywać pytanie o kolejną tragedię stwierdzeniem, że to niemożliwe. Musimy poważnie przygotować się na ryzyko kolejnych ataków i zrobić wszystko, by im zapobiec. Nie dlatego, że przyszłość jest przesądzona, ale właśnie dlatego, że nie jest. Nie wolno nam uznać przemocy za nową normalność. Musimy działać, zanim kolejna osoba uzna, że atak jest sposobem na zwrócenie na siebie uwagi.
Lata zaniedbań
Od lat kolejne ekipy rządzące nie potrafiły stworzyć systemu, który w wystarczającym stopniu łączyłby profilaktykę, wsparcie psychologiczne, przygotowanie kryzysowe i odpowiedzialność platform internetowych. Bezpieczeństwo dzieci zbyt często sprowadzano do dokumentów, formalności i deklaracji. Szczególnie trudno zrozumieć skalę tych zaniedbań w sytuacji, gdy od kilku lat trwa pełnoskalowa wojna Rosji przeciwko Ukrainie, a Polska mierzy się z rosnącymi wyzwaniami w obszarze bezpieczeństwa.
Krwawy atak w szkole w Ostrołęce. Wiadomo, kim jest napastnik
Alarmy, ostrzeżenia i informacje o zagrożeniach coraz częściej docierają również do naszych obywateli. Powinniśmy więc już dawno potraktować odporność społeczeństwa i przygotowanie na sytuacje kryzysowe jako priorytet. Nie oznacza to, że wojna za naszą granicą jest bezpośrednią przyczyną ataków w szkołach. Oznacza natomiast, że państwo powinno lepiej rozumieć, jak ważne są gotowość, sprawna komunikacja i umiejętność reagowania na zagrożenia, zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne.
Gdzie były systemowe działania, które pozwoliłyby przygotować szkoły na sytuacje kryzysowe? Gdzie powszechne, praktyczne szkolenia? Gdzie realnie dostępna pomoc psychologiczna i skuteczna profilaktyka przemocy? Dlaczego tak wiele rozwiązań zaczyna być omawianych dopiero wtedy, gdy giną ludzie? Za ten stan odpowiadają kolejne ekipy rządzące, a obecne władze nie mogą zasłaniać się zaniedbaniami poprzedników. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli trwa niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę.
Kolejne zatrzymanie nastolatka. Komunikat warszawskiej policji
Dotkliwe konsekwencje
Ataki w szkołach pozostawią ślad nie tylko w życiu bezpośrednich ofiar. Ich konsekwencje psychiczne mogą dotknąć również świadków, przyjaciół poszkodowanych, nauczycieli i uczniów, którzy znają te miejsca lub po prostu identyfikują się z osobami w swoim wieku. Po kolejnych dramatycznych doniesieniach młodzi ludzie mogą odczuwać większy lęk, mieć trudności z koncentracją, snem i powrotem do codziennych obowiązków.
Niektórzy będą bali się wejść do klasy, inni zaczną podejrzliwie patrzeć na rówieśników. U części osób wcześniejsze problemy psychiczne mogą się pogłębić. Skala tych konsekwencji będzie zależała od indywidualnych doświadczeń, dlatego nie wolno zakładać, że wszyscy zareagują tak samo. Musimy jednak liczyć się z tym, że bez odpowiedniego wsparcia obecne wydarzenia mogą doprowadzić do poważnego pogorszenia samopoczucia psychicznego wielu młodych ludzi, którzy już wcześniej zmagali się z kryzysami. Wsparcie psychologiczne musi być dostępne natychmiast, nie tylko w szkołach, w których doszło do ataków, ale w całym kraju.
Policja w szkołach. Wiceszef MSWiA apeluje do rodziców i uczniów po atakach
Trzeba rozmawiać
Postulujemy, aby w najbliższym tygodniu szkoły zorganizowały otwarte rozmowy z uczniami, prowadzone przez psychologów lub innych odpowiednio przygotowanych specjalistów. Dzieci muszą mieć przestrzeń, by mówić o strachu, zadawać pytania i dowiedzieć się, gdzie szukać pomocy. Nie może to być jedynie odczytanie procedur ani kolejny apel dyrekcji. Potrzebna jest prawdziwa rozmowa, dostosowana do wieku i potrzeb uczniów. Nie możemy również zapominać o nauczycielach i rodzicach. Oni także mierzą się z lękiem i odpowiedzialnością, często bez wystarczających narzędzi, by wesprzeć młodych ludzi. Państwo ma obowiązek zapewniać bezpieczeństwo, ale nie oznacza to, że możemy zrzucić całą odpowiedzialność na instytucje. Ważną rolę odgrywają także rodzice, nauczyciele i sami rówieśnicy.
Apeluję do rodziców: rozmawiajcie z dziećmi. Pytajcie nie tylko o oceny, zadania domowe i sprawdziany, ale również o to, co dzieje się w ich życiu, z kim rozmawiają w internecie i czy coś ich niepokoi. Nie bagatelizujcie gróźb, uporczywej fascynacji przemocą ani sygnałów świadczących o poważnym kryzysie. Nie każdy niepokojący sygnał oznacza bezpośrednie zagrożenie, ale każdy zasługuje na uważną i odpowiedzialną reakcję.
Apeluję również do młodych ludzi: jeśli widzicie, że ktoś jest nękany, otrzymuje groźby, mówi o skrzywdzeniu siebie lub innych albo publikuje niepokojące zapowiedzi, nie udawajcie, że nic się nie dzieje. Nie musicie samodzielnie rozstrzygać, czy ktoś naprawdę zamierza zrobić krzywdę. Zgłoście swoje obawy zaufanemu dorosłemu, pedagogowi, psychologowi lub odpowiednim służbom, jeśli istnieje bezpośrednie zagrożenie. Nie chodzi o donoszenie na kolegów ani piętnowanie osób przeżywających kryzys. Chodzi o to, by nie zostawiać nikogo samego z problemem, który może wymagać pomocy. Obojętność nie chroni przyjaźni. Czasem to właśnie reakcja może komuś uratować życie.
Test dla państwa
Mamy do czynienia z poważnym testem sprawności państwa. Jeśli system edukacji, służby i mechanizmy profilaktyczne nie potrafią odpowiednio przygotować szkół do reagowania na zagrożenia, musimy zadać sobie pytanie o odporność całego kraju. Jak państwo, które nie zapewnia uczniom poczucia bezpieczeństwa we własnej klasie, ma skutecznie chronić obywateli w obliczu wojny, ataku hybrydowego czy kryzysu o zasięgu ogólnokrajowym?
Szczytno: 16-latek zatrzymany po groźbach wobec uczniów i nauczycieli
Odporność państwa nie zaczyna się na granicy ani w gabinetach ministrów. Zaczyna się w szkole, lokalnej społeczności i codziennych relacjach między ludźmi. Budują ją regularne ćwiczenia, sprawna komunikacja, dostępna pomoc psychologiczna, odpowiedzialność za przestrzeń cyfrową i zaufanie do instytucji. Nie chodzi o zamienianie szkół w więzienia ani tworzenie atmosfery permanentnego zagrożenia. Chodzi o profesjonalną ochronę, skuteczną profilaktykę i system, który potrafi reagować, zanim dojdzie do tragedii. Szkolny korytarz nie może stać się miejscem, w którym państwo po raz kolejny przekonuje się o własnej bezradności.
Nie możemy co kilka dni przeżywać kolejnego szoku, publikować kondolencji i obiecywać, że tym razem wyciągniemy wnioski. Musimy wreszcie przerwać cykl reagowania dopiero po tragedii. Potrzebujemy bezpiecznych szkół, dostępnych psychologów, praktycznych ćwiczeń, skutecznej ochrony dzieci w internecie i zdecydowanej reakcji na radykalizację. Potrzebujemy także dorosłych, którzy słuchają, oraz instytucji, które nie czekają, aż będzie za późno. Państwo, które nie potrafi ochronić dzieci w szkole, nie może uznać swojego zadania za wykonane. A dorośli, którzy od lat ignorują ostrzeżenia młodych ludzi, nie mogą dłużej udawać, że nie ponoszą odpowiedzialności za to, do jakiego świata ich doprowadzili.


