Reklama

Pociąg rozbił mu samochód w drobny mak. Inny pociąg uznał, że trzeba jeszcze poprawić

Reklama

Ostatnio doszło do kilku niecodziennych zdarzeń na przejazdach kolejowych, ale wypadek z Błonia wygrywa w kategorii "ten zbieg okoliczności nie miał prawa się wydarzyć". Obyło się bez ofiar, jedynymi poszkodowanymi były lokomotywy i samochód.

Screenshot
Wypadek na przejeździe w Błoniu. Zrzut ekranu z filmu z kamery monitoringu. (fot. PKP Bezpieczny Przejazd / PKP)
  • Ford Focus zepsuł się w najbardziej pechowym miejscu, czyli na przejeździe kolejowym.
  • Nikt go nie zepchnął ani nie ściągnął, mimo obecności policji.
  • Doszło do zadziwiającego wypadku z udziałem dwóch pociągów. Nikt nie ucierpiał.

Reklama

W ciągu ostatnich paru miesięcy widziałem co najmniej trzy filmy z Polski, gdzie samochód osobowy psuł się idealnie podczas pokonywania przejazdu kolejowego. We wszystkich przypadkach chodziło o usterkę zawieszenia, która powodowała poluzowanie się przedniego koła razem ze zwrotnicą, co uniemożliwiało jazdę. Raz udało się samochód zepchnąć w ostatniej chwili, raz mężczyzna przejeżdżający autem terenowym ściągnął go linką w bezpieczne miejsce, przy okazji potrącając jego właścicieli. Tym razem pojazd pozostał na torach, a to, co zdarzyło się później, wyglądało jak z filmu fabularnego. 

Ford został uderzony przez dwa pociągi, jeden po drugim

Najpierw rozpędzony skład Intercity jadący ze Szczecina do Rzeszowa uderzył w jego bok, przepychając go idealnie pod jadący z drugiej strony pociąg, a później lokomotywa składu Warszawa-Berlin dobiła go z drugiej strony. Na filmie widać nawet małą eksplozję po drugim uderzeniu, zapewne wskutek wybuchu oparów paliwa z rozszczelnionego zbiornika. Z samochodu nie zostało zupełnie nic, jednak pociągi nie wykoleiły się i lokomotywy raczej nie uległy poważniejszym uszkodzeniom. Na pierwszy rzut oka to niewiarygodny zbieg okoliczności, ale mnie w tym wszystkim zastanowiły inne detale. 


Reklama

Na miejscu była policja

Samochód zepsuł się na dość uczęszczanym przejeździe kolejowym. Kierujący zdążył go opuścić i wezwać na miejsce radiowóz. Widać dokładnie policjantów uciekających przed pociągiem, który za sekundę uderzy w unieruchomionego Focusa. Jeśli na miejscu była policja, to znaczy, że operator numeru alarmowego 112 wiedział o sprawie. Czemu w takim razie nie unieruchomiono pociągów?


Reklama

Można bezpiecznie założyć, że od powiadomienia policji do jej przyjazdu minęło kilkanaście minut. To absolutnie wystarczający czas, żeby poinformować dyspozytora ruchu kolejowego o zagrożeniu na przejeździe i nakazać zatrzymanie składów. Pociąg nie potrzebuje piętnastu minut na hamowanie, nie potrzeba też tak długiego czasu, żeby przekazać kluczowe informacje o zablokowanych torach. Coś tu się nie skleiło. 

Dlaczego samochody psują się na przejazdach kolejowych?

Częstym przypadkiem jest uszkodzenie zawieszenia z powodu ogromnych wyrw między szynami a płytami betonowymi wyrównującymi przejazd. Wystarczy mieć luz na sworzniu wahacza. Jeśli ta część już błaga o wymianę, to najechanie na tory kolejowe może oznaczać jej kres, a przy braku sworznia zwrotnica z kolumną odczepią się od wahacza i auto przestanie jechać.

Kolejnym zadziwiającym detalem w tym przypadku jest obecność minimum trzech policjantów i dwóch osób jadących Fordem – tylu ludzi bez problemu zepchnęłaby ten samochód poza tory w kilkanaście sekund, nawet z uszkodzonym sworzniem. 


Reklama

Na koniec przypomnę o jednej rzeczy

Jeśli pojazd jest dalej sprawny, ale utknęliśmy między zaporami, to najeżdżamy powoli na szlaban, wyłamujemy go i odjeżdżamy z torów. Można też poprosić inną osobę o uniesienie zapory ręcznie. Naraża nas to na mandat w wysokości 2000 zł, ale po pierwsze – przeżywamy, a po drugie – nie doprowadzamy do katastrofy kolejowej. 


Reklama