Na waszyngtońskim Kapitolu doszło do dantejskich scen podczas posiedzenia senackiej podkomisji ds. sił zbrojnych. Brian McGinnis, weteran amerykańskiej marynarki, protestujący przeciwko wojnie w Iranie, zakłócił obrady. Doszło do szarpaniny i próby wyprowadzenia McGinnisa. Mężczyzna stawiał opór. A w jego obezwładnieniu pomógł republikański senator z Montany, Tim Sheehy.

- Na Kapitolu doszło do szarpaniny podczas posiedzenia podkomisji Senatu ds. sił zbrojnych.
- Protestujący przeciwko wojnie w Iranie weteran marynarki Brian McGinnis został zatrzymany po interwencji policji Kapitolu.
- W obezwładnieniu mężczyzny pomógł republikański senator z Montany Tim Sheehy. W wyniku incydentu rannych zostało trzech policjantów.
Do zdarzenia doszło w środę po południu w budynku Hart Senate Office Building, gdzie odbywało się posiedzenie podkomisji Senatu zajmującej się siłami zbrojnymi. W trakcie obrad jeden z uczestników zaczął głośno protestować przeciwko amerykańskiej polityce wobec Iranu.
Według relacji senatora Sheehy’ego funkcjonariusze zabezpieczający senat próbowali wyprowadzić mężczyznę z sali, jednak ten miał stawiać opór.
„Policja Kapitolu próbowała usunąć z przesłuchania niezrównoważonego protestującego. Stawiał opór, więc postanowiłem pomóc i spróbować uspokoić sytuację” – napisał senator na platformie X.
Kim jest Brian McGinnis?
Zatrzymano Briana McGinnisa, 44-letniego mieszkańca Karoliny Północnej. Mężczyzna został oskarżony o napaść na funkcjonariusza, stawianie oporu przy zatrzymaniu oraz zakłócanie porządku podczas nielegalnej demonstracji.
McGinnis ubiega się o mandat senatora z ramienia Green Party (Partia Zielonych – red.) w Karolinie Północnej. Ponadto mężczyzna jest weteranem amerykańskiej marynarki.
Jak relacjonowali funkcjonariusze, podczas próby wyprowadzenia protestujący miał chwycić drzwi wyjściowe, aby utrudnić interwencję. W wyniku incydentu ucierpiało trzech policjantów, natomiast McGinnis wyszedł ze starcia ze złamaną ręką.
„Podejrzany włożył rękę w drzwi, aby powstrzymać funkcjonariuszy i siłą wrócić do sali przesłuchań. On również wymagał pomocy medycznej” – poinformowała policja w oświadczeniu.
Jeszcze w środę rano McGinnis opublikował na platformie X nagranie, w którym tłumaczył powody swojej obecności w Waszyngtonie.
Twierdził, że przyjechał, aby zapytać senatorów, dlaczego rozważają wysyłanie amerykańskich żołnierzy w strefę konfliktu, skoro wcześniej zapewniano, że nie dojdzie do interwencji na lądzie.
„Jeśli czujecie się rozczarowani i zdradzeni przez nasz rząd, nie jesteście sami. Dołączcie do nas i domagajcie się odpowiedzialności za tę zdradę” – mówił w nagraniu.
Spór w USA o wojnę z Iranem i uprawnienia prezydenta
W Stanach Zjednoczonych narasta spór polityczny dotyczący uprawnień prezydenta do prowadzenia działań militarnych. Demokraci w Kongresie zarzucają Donaldowi Trumpowi, że rozpoczął operację wojskową przeciwko Iranowi bez wymaganej konsultacji z parlamentem.
Amerykańska konstytucja zakłada wyraźny podział kompetencji: prezydent dowodzi armią i prowadzi działania wojenne, natomiast formalne prawo do wypowiedzenia wojny należy do Kongresu. Ojcowie założyciele USA obawiali się, że władza wykonawcza, z natury bardziej skłonna do podejmowania działań militarnych, powinna być równoważona przez władzę ustawodawczą.
Zdaniem demokratów ta równowaga została naruszona, gdy administracja Trumpa rozpoczęła operację „Epicka furia” w Iranie bez uzyskania wcześniejszej zgody Kongresu.
Jeszcze w styczniu, przed wybuchem konfliktu, politycy Partii Demokratycznej złożyli projekt ustawy ograniczającej możliwość prowadzenia działań wojennych przez prezydenta bez zgody parlamentu. Jednak w środę wieczorem Senat odrzucił tę rezolucję stosunkiem głosów 52 do 47 dzięki większości republikańskiej. Podobny projekt ma zostać poddany pod głosowanie w Izbie Reprezentantów w czwartek. Jego celem jest wstrzymanie amerykańskich nalotów na Iran.
Poza konstytucją zakres uprawnień prezydenta w kwestiach militarnych reguluje również tzw. War Powers Resolution (Rezolucja o wojennych uprawnienia – red.) z 1973 r. Zgodnie z tym aktem prawnym prezydent jako naczelny dowódca sił zbrojnych może rozpocząć działania militarne bez zgody Kongresu, jeśli:
- nie są one formalnie uznawane za wojnę;
- są uzasadnione koniecznością obrony amerykańskiego terytorium.
W takim przypadku prezydent musi jednak poinformować Kongres w ciągu 48 godzin, a operacja nie może trwać dłużej niż 60 dni bez zgody parlamentu.
Od końca XX wieku zarówno prezydenci demokratyczni, jak i republikańscy korzystali z tej interpretacji, prowadząc ograniczone kampanie bombardowań, unikając jednocześnie formalnego określenia „wojna”.
Taką argumentację przedstawił również spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson.
– Nie jesteśmy obecnie w stanie wojny. Od czterech dni realizujemy bardzo konkretną i jasno określoną misję – operację „Epicka furia”.
Demokraci podważają jednak argumenty administracji dotyczące zagrożenia ze strony Iranu oraz celów samej operacji. Lider demokratycznej mniejszości w Senacie Chuck Schumer stwierdził, że uzasadnienie interwencji zmienia się niemal z godziny na godzinę.
– Raz słyszymy o zmianie reżimu, potem o broni nuklearnej, następnie o rakietach, obronie czy prewencyjnym uderzeniu. Co tak naprawdę jest celem tej operacji? – pytał Demokrata.
Spór wokół operacji „Epicka furia” pokazuje rosnące napięcia między Białym Domem a Kongresem i ponownie otwiera w USA debatę o tym, kto tak naprawdę powinien decydować o rozpoczęciu działań zbrojnych.