Reklama
Reklama

Reklama

Spowiedź Kałuży. Bohater słynnej politycznej zdrady: Ja tego wszystkiego nie przepracowałem

Reklama
TYLKO NA

– Nigdy o tym nie rozmawiałem z mediami, nikomu nie dałem się na taką rozmowę namówić. Pan jesteś pierwszy. I dopiero teraz widzę, jakie to są emocje, jak trzęsą mi się ręce. Pan mi tu zadaje pytania i pewne blokady puszczają – mówi w rozmowie z portalem Zero.pl Wojciech Kałuża, były wicemarszałek Sejmiku Śląskiego.

artykul_glowne-foto
Wojciech Kałuża (fot. PAP/Hanna Bardo)

„Oddaj mandat!” – krzyczeli mieszkańcy Śląska, gdy w 2018 r. nowo wybrany do Sejmiku Śląskiego działacz Nowoczesnej postanowił zmienić barwy. Wojciech Kałuża przeszedł do Prawa i Sprawiedliwość dając tym samym partii Jarosława Kaczyńskiego władzę w woj. śląskim. Sam został wicemarszałkiem, a po latach wiceprezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Przez lata milczał, teraz otwiera się w rozmowie z portalem Zero.pl.


Reklama

Paweł Figurski: Słowo „kałuża” stało się symbolem zdrady politycznej. Łatwo żyje się z takim nazwiskiem?

Wojciech Kałuża, radny Sejmiku Województwa Śląskiego, wicemarszałek województwa śląskiego w latach 2018-2022, wiceprezes JSW w latach 2022-2024: Niełatwo. Wiem, jak mnie nazywano, wiem, z czym mnie łączono. Z synka, który od lat robił w polityce i podjął polityczną decyzję, zrobiono łapówkarza, złodzieja i cholera wie kogo jeszcze.

Czytałem, że wziąłem trzy mln zł łapówki. Gdzie są te 3 mln zł? Że mam CBA na karku. Jakieś zarzuty, cokolwiek?


Reklama

 Moja rodzina też to bardzo mocno odczuła. Oberwał syn, który według jednej z teorii miał dostać robotę w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Tylko on miał wtedy pół roku!


Reklama

Dzieci nie były wtedy świadome tego, co się wokół mnie dzieje. Ale teraz dorastają i niedługo przeczytają w książkach lub w internecie o swoim tacie.

„Tato, na historii było o tym, jak PiS przejęło władzę na Śląsku. W książce jest o tobie”.

No, fajny rozdział. 


Reklama

Powie pan: „Synu, bądź dumny z ojca”?


Reklama

Spróbuję mu to jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Jak próbuję sobie odtworzyć ten czas, to takim wyjaśnieniem tego wszystkiego jest praca, którą wykonałem dla województwa. Przecież nagły skręt z lewej na prawo jest trudny do wytłumaczenia, a ja taką decyzję podjąłem. A za każdą decyzję płaci się cenę.

 I jaką pan zapłacił?

 Wysoką.


Reklama

Polska dowiedziała się o panu w listopadzie 2018 r., gdy ogłoszono, że zmienia pan barwy polityczne. W ten sposób władzę na Śląsku obejmuje PiS, choć wybory partia Jarosława Kaczyńskiego przegrała. Kilka miesięcy wcześniej występuje pan na kongresie PO i Nowoczesnej jako kandydat na prezydenta Żor. Mówi pan do, jak sam pan wówczas stwierdza, przyjaciół. I zapewnia, że nie boi się PiS.


Reklama

Wszystko się zgadza. Pozwoli mi pan chwilę o tym opowiedzieć? Ale tak bez przerywania i złośliwości.

Spróbujmy. 

Ani w listopadzie w sejmiku, ani na tej konferencji w maju nie wziąłem się znikąd. Pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny. Mama była pielęgniarką w rybnickim szpitalu psychiatrycznym, ojciec pracował w Fabryce Domów „Fadom”, a gdy ta upadła, w prywatnych firmach jako instalator. Chciałem iść na studia – politologię na Uniwersytecie Śląskim. Pracowałem w sklepie z komputerami, żeby na studia zaoczne zarobić. Tam pracowałem z Adama Zdziebło, późniejszym wiceministrem rozwoju regionalnego. Wspólnie działaliśmy w żorskiej Platformie Obywatelskiej. Wcześniej byłem związany z Forum Młodzieży Konserwatywnej.


Reklama

W Żorach od 28 lat rządzi prezydent Waldemar Socha związany z lokalnym komitetem. Przez sześć lat byłem jego zastępcą z ramienia PO. Platforma była przyzwyczajona do przyjętego w Żorach modelu, nie było chęci walki. W 2014 r. spytałem jednak, czy chcemy wygrać wybory, czy będziemy dalej udawać, że rywalizujemy z Sochą, ale tak naprawdę oddajemy walkowera. W efekcie wystartowałem i przegrałem minimalnie w II turze.


Reklama

Potem pan dołączył do Nowoczesnej.

Zgłosił się do mnie kolega i powiedział, że tworzona jest nowa partia. Dałem się namówić, w 2015 r. dostałem „jedynkę” w wyborach do Sejmu. Zostałem posłem. Na jeden dzień, a właściwie jedną noc. Kładłem się spać jako zwycięzca, a rano okazało się, że mandat przypadł PiS-owi, a nie mnie. W Nowoczesnej działało się dobrze, ale potem Rysiek Petru odwalił numer z Maderą i wszystko się rozleciało.

Wojciech Kałuża jako kandydat na prezydenta Żor (fot. Materiały prasowe)


Reklama

W 2018 r. zostaje pan – też na chwilę – kandydatem na prezydenta Żor, co ogłoszono na wspomnianej majowej konferencji. Borys Budka nie umiał się pana nachwalić.


Reklama

Miałem ponownie walczyć o prezydenturę w Żorach, a kandydatem do sejmiku miał być Łukasz Kohut, wcześniej związany z Januszem Palikotem. To jednak nie pasowało naszej ekipie. Zadzwonił do mnie szef PO na Śląsku Wojciech Saługa i powiedział, że mnie znają i chcą, żebym to ja był „jedynką”.

Jak się idzie do wyborów w koalicji, to zawiera się pewne ustalenia. W ramach umowy Nowoczesna miała dostać stanowisko wicemarszałka. I tym wicemarszałkiem miałem zostać ja.

Wygraliście wybory. O jeden mandat.


Reklama

Przychodzi czas negocjacji. Wiadomo, trzeba wszystko poukładać personalnie. Spotykamy się w urzędzie marszałkowskim. Przy stole przedstawiciele PO, Nowoczesnej. Obok mnie siedzi Borys Budka i bawi się na laptopie. Pierwsze zdanie, które słyszę, jest takie, że z naszą umową będą kłopoty. Bo lewica dużo chce i trzeba będzie się inaczej poukładać.


Reklama

Czyli Nowoczesna nie dostanie wicemarszałka?

Zgadza się. To ja pytam, co to znaczy, że trzeba się inaczej poukładać. Przecież była umowa. Przecież ja zrezygnowałem z wyborów w Żorach pod pewnymi warunkami, a teraz te ustalenia nie są dotrzymywane. Negocjacje nie szły, nie było możliwości, żeby ktoś zrobił krok w tył. Sytuacja jest taka, że jak jeden z nas się ruszy i przejdzie do PiS, to nie będzie wspólnych rządów.

PiS cały czas wydzwaniał. Zgłosił się do mnie Grzegorz Tobiszowski, wtedy wiceminister energii. Fajnie sobie pogadaliśmy. Z tej rozmowy wynikały konkrety. Nie było mowy tylko o stanowiskach, była mowa o działaniu. Wie pan, okazało się, że ci pisowcy to nie są troglodyci. Pokazano mi „Program dla Śląska”, inwestycje na 60 mld zł. Fakt, potem się okazało, że część tych projektów nie została zrealizowana, ale sporo udało się zrobić. 


Reklama

Dobrze się pana słucha, ale coś tu się nie zgadza. Zrywa pan negocjacje ze swoimi przyjaciółmi, bo nie dostaje pan stołka, a potem pertraktuje z PiS i niby wcale o stołki nie chodzi, a ostatecznie dostaje pan dzięki PiS-owi wymarzone stanowisko wicemarszałka.


Reklama

Polityka. Jedni postanowili mnie oszukać, nie chcieli poważnie rozmawiać, a drudzy pokazali plan i przedstawili konkretną propozycję.

Przecież pan nie odbierał telefonów. Maciej Kolon, sekretarz śląskiej PO, koczował pod pana domem. Miał nawet panu powiedzieć: „Wojtek, co ty odpierd…?!”. Twierdzili, że dadzą panu wszystko, czego chce. Za późno?

No za późno. Oszukali mnie najpierw. Trochę nie fair, prawda?


Reklama

Pan był fair? Podczas wspólnej konferencji z Borysem Budką przekonywał pan, że do przyjaciół mówi się tylko prawdę, zaręczał pan o braku strachu w walce z PiS. A potem pan tych przyjaciół wystawił do wiatru i poszedł do władzy wspólnie z wrogami.


Reklama

Można powiedzieć, że zmieniłem barwy z lewej na prawą. Zgodzę się. Ale wie pan, cały ten spór PiS z Platformą… przecież ja robiłem kampanię kandydatom na listę POPiS-u.

Pan wspomina o 2005 r. A my mówimy o roku 2018, trzech latach rządów PiS, o którym pana partia mówiła, że wprowadza rządy autorytarne. Kaczyński z mównicy sejmowej oskarżał pana kolegów o zamordowanie brata w Smoleńsku. Twarda wojna między dwiema stronami, a pan udaje, że one niczym się nie różnią.

Dla mnie najważniejsza w polityce jest sprawczość. Poza tym nie może być tak, że pan siada do stołu i słyszy, że warunki gry się zmieniły.


Reklama

I nie można było dogadać się z przyjaciółmi, trzeba było iść do wrogów? Poszedł pan dla stołka.


Reklama

Jest w tym trochę racji. Ale to nie tak, że tylko dla stołka. Poszedłem z PiS, żeby realizować to, co obiecałem wyborcom, bo uznałem, że z Platformą nie będę mógł tego zrobić. Stołek, o którym pan mówi, pomaga robić dobre rzeczy dla ludzi.

Przecież pańskie rozmowy z PiS dotyczyły tak naprawdę stanowiska, a nie programu.

Mówimy o politycznej kuchni. Teraz wiem, że z Platformą nie zrobiłbym tyle, ile z PiS.


Reklama

Wojciech Kałuża nie jest jednak symbolem politycznej sprawczości, lecz politycznej zdrady. Niewielu będzie pamiętać, że przecinał pan wstęgi na nowej drodze, a na zawsze zapisał się pan w historii jako ten, który zdradził swoją partię i wyborców. Żałuje pan?


Reklama

Na pewno nie spodziewałem się takiej jazdy. To, ile hejtu się wylało, łącznie z groźbami utraty zdrowia i życia, było nie do pomyślenia. Dostałem srogi wpierdziel. Chyba żadnemu politykowi nie zrobiono demonstracji w rodzinnym mieście.

Żory, 24.11.2018. Protest przeciwko radnemu do sejmiku woj. śląskiego Wojciechowi Kałuży, 24 bm. w Żorach. Dzięki zawarciu porozumienia programowego z wybranym z listy Koalicji Obywatelskiej radnym Wojciechem Kałużą Prawo i Sprawiedliwość zdobyło w Sejmiku Woj. Śląskiego większość 23 głosów. Kałuża został jednym z wicemarszałków regionu. (hb/pkus) PAP/Hanna Bardo (fot. Hanna Bardo / PAP)

Największa demonstracja w Żorach po 1989 r.


Reklama

Było grubo.


Reklama

Powtórzę pytanie: żałuje pan?

Widzę, jak dużo rzeczy udało się zrobić i jestem z tego dumny. To nie tylko moje zdanie. Proszę popytać wójtów, burmistrzów, prezydentów miast.

Mam wrażenie, że pan sobie próbuje to wszystko racjonalizować. Jest pan świadomy, z czym został, jak jest nazywany, ale wmawia pan sobie, że to było dla dobra wspólnego.


Reklama

Z pewnością mózg szuka mechanizmów obronnych. Może wówczas zabrakło mi odwagi, żeby ludziom to racjonalnie tłumaczyć. Przecież rozmawiamy o ruchu, który przede mną i po mnie wykonało wielu polityków. Cztery lata później, w 2022 r., polityk PiS Jakub Chełstowski odszedł z partii i dał na Śląsku władzę Platformie. Jemu i innym politykom nie przyklejono łatki zdrajcy. Nikt im nie robił demonstracji w mieście.


Reklama

Zresztą, będąc w Platformie, też się wiele naoglądałem i miałem po prostu dość.

I dlatego przeszedł pan do PiS.

Kurde, my traktujemy ten PiS tylko jako zło.


Reklama

A to samo dobro?


Reklama

Uważam, że to lepsze ugrupowanie. Cztery lata w sejmiku pozwoliły mi poznać tych ludzi. I z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to dużo bardziej sprawcza partia. Taka dla ludzi, a nie dla samej siebie.

Miałem okazję poznać Jarosława Kaczyńskiego. Mówią o nim, że jest taki i owaki, a to porządny gość.

Gdyby dostał pan stołek wicemarszałka, nie poznałby pan ani Kaczyńskiego, ani nie dowiedział się, jaką PiS jest wspaniałą partią, prawda?


Reklama

Pyta pan, co by się stało, gdyby moi dawni koledzy wypełnili to, na co się umawialiśmy? No to pewnie tak, wtedy bym nie poznał PiS-u. Ale ile razy możesz słyszeć, że ustalenia się zmieniają? Raz? Dobrze. Drugi? Wystarczy, dziękuję. Chcieli mnie zatrzymać jeszcze, dając mi stanowisko przewodniczącego sejmiku. Ale po co mi to? Ja chciałem realnie pracować, realizować program, a nie prowadzić obrady.


Reklama

Pan mówi o politykach. Zapomina o 25 tys. wyborców, którzy panu zaufali. Również w pana zapowiedzi walki z PiS.

To możemy się zastanowić nad funkcjonowaniem mandatu: czy on jest dla partii, czy dla zrobienia czegoś w polityce? Michał Kamiński był w PiS, PO, teraz jest w PSL. Zaufani niegdyś ludzie Jarosława Kaczyńskiego są teraz z Donaldem Tuskiem. Są też przykłady w drugą stronę.

Mówimy o polityce, o zdolności do zdobycia władzy i jej utrzymania, ale także o służbie dla ludzi. To musi się wszystko zazębiać.


Reklama

Chce pan powiedzieć, że zrobił to wszystko dla dobra ogółu, a nie dobra Wojciecha Kałuży?


Reklama

Tak.

Nic dla siebie?

Niech mi pan powie, co w tym wszystkim mogłem zrobić dla siebie?


Reklama

Pierwsze teksty prasowe o pana decyzji wskazywały na pana trudną sytuację finansową. Nieudane biznesy, kredyt we frankach, niewykończony dom.


Reklama

Z czego to się bierze, niech mi pan powie?! Kredyt to normalne zobowiązanie, regularnie spłacane. Nie mam bogatych rodziców, którzy dali mi mieszkanie. Niewykończony dom? Bo nie miał tynku na elewacji? Nie żartujmy, dom był oddany do użytku, a tynk nie jest najważniejszym elementem. Pisano, że mieszkam w nieogrzewanym domu. No k… mać, w domu małe dzieci i w listopadzie ma być dom nieogrzewany?

Media opisywały moje biznesy, cytując sprawozdania finansowe z pierwszego roku działalności. Przyczepili się do mojej firmy Rolka, produkującej maszyny do robienia lodów tajskich. Tak, prowadziłem tę firmę, bo prezydent Żor wypieprzył mnie z urzędu i musiałem z czegoś żyć. 

Nikt panu nie zarzucał, że prowadził pan przedsiębiorstwo. Po prostu ładnie się złożyło, bo wiemy, co w polityce oznacza kręcenie lodów.


Reklama

No właśnie, robiłem normalny biznes, a pojawiały się takie złośliwości. Za pożyczone pieniądze stworzyliśmy prototyp maszyny, a w kolejnym roku sprzedaliśmy towar za 1,8 mln zł. Ktoś o tym napisał?


Reklama

Pisano za to o tym, że został pan wiceprezesem JSW. To nie było kręcenie lodów?

Dlaczego?

Przestaje pan być wicemarszałkiem i miesiąc później partyjni koledzy wprowadzają pana do JSW z ogromną pensją.


Reklama

Bzdura. Wynagrodzenia w spółce były mniejsze niż za Platformy.


Reklama

I zaraz się dowiemy, że do JSW nie poszedł pan dla siebie, a dla dobra górnictwa.

Byłem wiceprezesem od rozwoju. Projekty były realizowane. Był temat kupna terminala portowego w Gdańsku. Dlaczego nowa władza tego nie dokończyła?

Za naszych czasów była dobra koniunktura, dobra cena węgla i goście w firmie, którzy potrafili to wykorzystać. Zostawiliśmy w spółce 6,4 mld zł na trudne czasy.


Reklama

Zgodzę się, że zarobiłem. W urzędzie marszałkowskim zajmowałem się rozwojem, programami za 3,5 mld zł z Regionalnego Programu Operacyjnego, 5 tys. projektów, 3,5 tys. beneficjentów. Pensja na początku to było 7 tys. zł netto, czyli na poziomie wójtów gmin. Potem trochę wzrosła.


Reklama

W JSW to było oczywiście dużo więcej, ile to można sobie sprawdzić bez problemu w internecie (ok. 35 tys. zł na rękę – red.). Wiązało się to jednak z dużą odpowiedzialnością. I było powiązane z wynikami spółki, o których mówiłem przed chwilą. Do tego dochodziła duża odpowiedzialność polityczna. Na mnie były doniesienia do prokuratury dotyczące korupcji politycznej. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Ale wie pan, gdzie jest teraz Jakub Chełstowski?

Nie ma już go w polityce.

Jest w spółce Skarbu Państwa – w Towarzystwie Finansowym „Silesia” (w marcu Minister Aktywów Państwowych zawiesił Jakuba Chełstowskiego w funkcji prezesa – red.). Myśli pan, że za mniej niż ja w JSW? No nie, za więcej. I tu nie ma politycznej korupcji, a Chełstowski nie kojarzy się ze zdradą?


Reklama

Ale pan się uwziął na swojego dawnego kolegę. Właściwie, na co pan liczył? Że przejdzie z PO do PiS, dawni partyjni koledzy się wkurzą, ale szybko im przejdzie i życie potoczy się dalej?


Reklama

Jakub Chełstowski po pewnym czasie powiedział mi, że nikt z nas, czyli z ekipy zgromadzonej wokół PiS-u, nie miał świadomości, co Platforma traci, a co PiS zyskuje. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z ogromu struktury, która przez długie lata była w rękach PO. Budżet, spółki, moc długopisu. Oni nagle to wszystko stracili. Stąd reakcja, na którą nie byłem gotowy.

Mówi pan, że poznał porządnych ludzi w PiS, ale przecież stracił przyjaciół z drugiej strony.

 I tak, i nie. Rozmawiamy ze sobą. Choć teraz nie wiem, czy można mieć w polityce przyjaciół, mimo że tak do tych ludzi się zwracałem. Bądź co bądź to oni nastawiali ludzi przeciwko mnie.


Reklama

Znajomi twierdzą, że nie mam ciała migdałowatego, które odpowiada za emocje. Nie wierzę w to. Przecież każdy na moim miejscu by się przestraszył. Na rynku zbierali się ludzie, żeby protestować przeciwko mnie. Miała przyjechać Antifa. Dostałem sygnały, że zbierają się górnicy, którzy mieliby stanąć w mojej obronie, gdyby coś się wydarzyło. Przecież tam było o krok od rozlewu krwi.


Reklama

Człowiek podejmuje decyzję polityczną, a tu taka burza. Do tego strach o małe dzieci. Przecież wariatów nie brakuje, a tu przed chałupą ludzie godzinami stali.

Prawdę mówiąc, to ja tego wszystkiego nie przepracowałem.

Siedzi to w panu?


Reklama

Jak widać. Nigdy o tym nie rozmawiałem z mediami, nikomu nie dałem się na taką rozmowę namówić. Pan jesteś pierwszy. I dopiero teraz widzę, jakie to są emocje, jak trzęsą mi się ręce. Pan mi tu zadaje pytania i pewne blokady puszczają.


Reklama

Wtedy człowiek zakopał się w pracy, nie przejmował się tym wszystkim, tylko parł do przodu.

Moja decyzja była trudna. Wynikała z ambicji i chęci realizacji programu, do którego się zobowiązałem.

Umówiliśmy się, że wejdę do władzy wykonawczej, czyli dostanę fotel wicemarszałka i mnie oszukano. Nie wiem, może w przypływie nerwów, ambicji, presji otoczenia człowiek podjął taką, a nie inną decyzję. Jeśli pyta mnie pan, czy żałuję, odpowiadam - nie. Jeśli spyta mnie pan, czy podjąłbym taką samą decyzję, odpowiadam - nie wiem.


Reklama

Nie wie pan, bo?


Reklama

Nie wiem, bo nie spodziewałem się tego gówna, tego wiadra pomyj, które się na mnie wylało. Wynająłem firmę, która liczyła negatywne wpisy na mój temat. 8 mln wątków, z czego ogrom to życzenia śmierci.

Żałuję, że sobie tego wcześniej nie przepracowałem. Słyszę teraz wielu polityków, że po nich to hejt spływa. Prezydent Nawrocki nawet tak mówi. No to powiem tak: dzisiaj spływa, bo jest w robocie, ale prędzej czy później to do niego wróci.

Tak po ludzku, chciał pan zagrać na nosie kolegom z Platformy? Przepraszam za język, ale jak w „Chłopaki nie płaczą”: „Chcieliście wydymać Freda? To teraz Fred wydyma was”.


Reklama

Może też trochę.


Reklama

Sekretarz PO na Śląsku opowiadał, że ma wrażenie, iż podejmując decyzję, był pan wystraszony. „Nie tyle przekonany do PiS, co kupiony”.

Mówimy ciągle o subiektywnych odczuciach. „Wystraszony”, „kupiony”, „CBA mu siedziała na głowie”. O czym my gadamy?

Na salę obrad w Sejmiku Śląskim nie wchodził pan pewny siebie.


Reklama

W takich okolicznościach trudno o dużą pewność siebie. Mogę najlepiej swoją robotę robić, ale przecież okoliczności nie były fajne.


Reklama

Różnie pan też tłumaczył swoją decyzję. W jednym z nielicznych wywiadów, dla „Niezależnej”, twierdził pan, że nie chciał się zgodzić na rządy z Sojuszem Lewicy Demokratycznej.

Bo o tym też nie było wcześniej mowy, a tu nagle wychodzi dzielenie się stanowiskami z lewicą.

Ale to już naprawdę jest dorobienie sobie jakiegoś wytłumaczenia.


Reklama

Dobra, zgoda. Przyznaję się, że pasowało do kontekstu. Rzeczywiście potem usiadłem i uznałem, że to był argument z dupy.


Reklama

Spała, 01.07.2023. Europosłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Zalewska (2L), wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Wojciech Kałuża (2P) i członek zarządu PKP S.A. Andrzej Antoni Olszewski (P) na panelu "Dokąd nas zaprowadzi zielona transformacja? Patriotyzm gospodarczy" w drugim dniu XVIII Zjazdu Klubów Gazety Polskiej, 1 bm. w Centralnym Ośrodku Sportu - Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale. (aldg) PAP/Marian Zubrzycki (fot. Marian Zubrzycki / PAP)

Mówił pan, że wyborcy zrozumieją i będą z pana dumni. Są?

Trzeba ich spytać. Ja uważam, że zrobiłem dla nich kupę roboty. Można mówić, że wyborcy wyrazili swój pogląd na mój temat podczas demonstracji na żorskim rynku. Ale też można powiedzieć, że mieszkańcy wyrazili swój pogląd podczas kolejnych wyborów, gdy dostałem już prawie 30 tys., a nie 25 tys. głosów.


Reklama

To chyba nie ci sami wyborcy.


Reklama

Ale ci, którzy na mnie głosowali, też mają swój rozum i mogli powiedzieć, że nie będą głosować na „przeszczepa”. Zagłosowali na skutecznego polityka.

Chodzi pan po Żorach ze spokojem?

Tak. Ale zamieszanie w mieście trwało naprawdę długo. Czasem czytam, że politycy mówią, że w internecie są hejtowani, ale na żywo wszyscy są dla nich mili. No, to dla mnie niektórzy ludzie mili nie byli. Nasłuchałem się w sklepach. I bywało gorzej niż „ty ciulu”, które wykrzyczała w moją stronę Monika Rosa z Nowoczesnej. Swoją drogą, ktoś, kto walczy z mową nienawiści, mówi potem takie słowa? Ja bym tak nie potrafił powiedzieć. A może to świadczy o tej Platformie. Gęby pełne frazesów, fajnie pindolić o mowie nienawiści, ale potem trudniej się przyzwoicie zachować.


Reklama

Ta historia pokazała, jak spolaryzowanym społeczeństwem się staliśmy, jak daliśmy się wkopać. Jest to naprawdę męczące i wk....ające. Chyba nikt nie wie, jak to zakończyć.


Reklama

I pan w tym uczestniczył. To pan mówił po śląsku, że nie ma „piski na galotach” i nie boi się PiS-u.

I chyba człowiek z czasem dojrzewa. Orientuje się, że w przypływie emocji pewnych rzeczy nie zgłębiał. Wie pan, że też stałem przed sądem i paliłem znicze? Dziś oceniam, że to była nierozważność. Daliśmy się wtrąbić, że to był zamach na sądy, jacyś neosędziowie, paleosędziowie. Co za bzdura. System daje możliwość zmiany ustaw, większość przegłosowuje, prezydent podpisuje. Tyle.

Rzeczywiście zmieniła się panu optyka i zapomniał pan o okolicznościach tych zmian, o skróceniu kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa. Czy z platformersa stał się pan pisowcem?


Reklama

Do PiS się nie zapisałem. Nie czułem potrzeby i nikt tego ode mnie nie wymagał. Byłem platformersem, ale tego konserwatywnego skrzydła.


Reklama

Pan do złej partii się zapisał.

A widzi pan! Zawsze myślałem, że PO to taka chadecja. A teraz to poglądy takie, jak akurat wychodzi z badań.

Pan poglądy chyba też musiał zmienić. Polubił pan postulaty PiS, często odległe od tych z Platformy?


Reklama

Trudno mi odpowiedzieć, bo będę nieobiektywny. We mnie jest wewnętrzna zadra do PO.


Reklama

Zadra zadrą, ale pozostaje pan politykiem. Wyobraża pan sobie koalicję PiS z Grzegorzem Braunem.

Przede wszystkim wyjście z Unii Europejskiej byłoby katastrofą dla Polski. Jestem z pokolenia, które trochę pożyło w Polsce poza UE i wiem, o czym mówię. Ten, kto dziś mówi o eurokołchozie, to ze mną długo nie pogada.

Jest pan Ślązakiem. Zakamuflowaną opcją niemiecką, jak mówił Jarosław Kaczyński?


Reklama

Prezes mówił też, że Śląsk ma być drugą Bawarią.


Reklama

Sprytna odpowiedź. Ale wie pan, że pytam, czy jakieś poglądy występujące w PiS nie gryzą się z pana światopoglądem. Niemcy dla wielu pana kolegów to wróg nr 1.

Prezes raz palnął i poszło w świat. Nie we wszystkim musimy się zgadzać. Musimy mieć świadomość, że Niemcy są naszym głównym partnerem handlowym. Na Śląsku szczególnie to odczuwamy.

No ale pan chcesz mnie z PiS-em poróżnić. No to mówię panu szczerze, że nie jest mi niewygodnie z tym PiS-em.


Reklama

A liczył pan na większą karierę w PiS? Jest pan dziś tylko radnym wojewódzkim. Jak na takie poświęcenie dla partii to mało. Nie chciał pan iść do Sejmu?


Reklama

Nie. Moja praca w urzędzie marszałkowskim była ciężka. To samozaparcie, by pokazać, że potrafię, również przed samym sobą, naprawdę sporo mnie kosztowało. Straciłem dużo życia rodzinnego. Nie wiem, czy to można w jakikolwiek sposób wycenić. Nawet za wypłatę w JSW.

W biznesie idzie mi dobrze. Ostatnio ze wspólnikiem kupiliśmy spółkę i handlujemy oknami.

To po co panu ta polityka?

W polityce są emocje. Myślę, że większość polityków to ludzie uzależnieni przede wszystkim właśnie od emocji. Ciągle jest we mnie chęć pracy, zmiany. Ktoś to musi robić. Mam gigantyczne doświadczenie, żal go nie wykorzystać.


Reklama