Brak miejsc postojowych w centrach miast nie przekonał Polaków do stref płatnego parkowania. Jak pokazuje sondaż SW Research wykonany dla portalu Zero.pl, aż 41,8 proc. badanych nie chce ponosić dodatkowych kosztów za postój aut.

- Strefy płatnego parkowania zostały wprowadzone w ok. 200 polskich miastach i gminach, a dołączają do nich kolejne. Za rozszerzaniem tych obszarów jest tylko 35,2 proc. respondentów sondażu wykonanego dla Zero.pl.
- Największymi przeciwnikami rozszerzania stref są osoby po pięćdziesiątce.
- Nasze strefy płatnego parkowania w ogóle nie działają i to z bardzo prostego powodu: abonamentów. Płacimy za coś, co nie daje nam żadnych korzyści – mówi w rozmowie z Zero.pl Szymon Nieradka, aktywista prowadzący akcję Miejska Agenda Parkingowa.
Sondaż SW Research dla Zero.pl pokazuje, że wśród badanych dominuje opór przeciwko rozszerzaniu stref płatnego parkowania. Takich zmian nie chce 41,8 proc. respondentów, podczas gdy za powiększaniem obszarów, w których trzeba zapłacić za miejsce postojowe, opowiada się 35,2 proc. respondentów. Prawie co czwarty badany Polak (23 proc.) nie ma w tej sprawie zdania.
Największymi przeciwnikami powiększania stref są osoby w wieku 50–59 lat. Za takimi zmianami opowiada się 33,1 proc. badanych w tym przedziale, a aż 51,8 proc. jest na „nie”. Niezdecydowani to zaledwie 15,1 proc. badanych.
Co ciekawe, nawet w największych miastach (powyżej 500 tys. mieszkańców), które mają duże problemy z miejscami do parkowania, utrzymuje się opór przeciwko powiększaniu stref. 41,1 proc. osób mieszkańców metropolii nie chce dodatkowo płacić za postój, a 39,5 proc. badanych wyraża taką gotowość.

Strefy płatnego parkowania. Rozszerzać czy likwidować?
Poparcie dla powiększania stref płatnego parkowania rośnie w grupach osób, które zarabiają powyżej średniej krajowej (ponad 7 tys. zł), albo gdy badany jest jeszcze na utrzymaniu rodziców lub studiuje (grupa 18–29 lat). Młodzi to jedyna grupa wiekowa w całym zestawieniu, w której zwolennicy rozszerzania stref przeważają nad przeciwnikami. Tylko 30,9 proc. osób w wieku 18-29 lat jest przeciw powiększaniu płatnych obszarów, a za opowiada się 38,3 proc. badanych.
Największy odsetek osób, które nie chcą powiększania stref, jest wśród badanych zarabiających powyżej średniej: od 5001 do 7000 zł. Za takim rozwiązaniem jest 30,6 proc. respondentów z tej grupy zarobkowej, a przeciwko prawie połowa z nich: 45,6 proc.
O przyczynę niskiego poparcia dla stref płatnego parkowania wśród mieszkańców dużych miast zapytaliśmy Szymona Nieradkę, aktywistę, który apeluje o zmiany w sposobie organizacji tych obszarów.
– Problem jest o tyle uciążliwy, że nasze strefy w ogóle nie działają i to z bardzo prostego powodu: abonamentów. Ustawa o drogach publicznych mówi, że strefy powołuje się tylko i wyłącznie w jednym celu i ten cel brzmi: zwiększenie rotacji pojazdów. W jaki sposób miasto Warszawa zwiększa rotację pojazdów, mając w strefie płatnego parkowania 60 tysięcy miejsc postojowych i sprzedając 64 tys. tysięcy abonamentów dla mieszkańców po 30 zł? Płacimy za coś, co nie daje nam żadnych praw. Ponosimy opłatę za abonament, ale fizycznie brakuje miejsc postojowych – mówi w rozmowie z Zero.pl Szymon Nieradka.
Aktywista proponuje zmianę systemu naliczania opłat za parkowanie
Nieradka podkreśla, że według niego rozwiązaniem problemu braku miejsc parkingowych jest zmiana systemu pobierania opłat.
– Przez to, że miasta sprzedają więcej abonamentów niż miejsc parkingowych, to problem z ze znalezieniem postoju wciąż się utrzymuje. Główny problem polega na tym, że to niweczy cel powstania tej strefy. W Warszawie abonament to kwota pomijalna, w Szczecinie już nie jest pomijalna, w Krakowie jest jeszcze mniej pomijalna – podkreślił i podał swoją propozycję.
– Parking, parkowanie mogłoby być tańsze, ale powinni płacić wszyscy i powinni płacić co godzinę. Być może mieszkańcy mogliby płacić od doby, ale wszelkie formy abonamentów zabijają intencję powstania strefy. I o tym mówią akurat wszystkie miasta, które wprowadziły śródmiejską strefę płatnego parkowania i musiały wykonać badania terenowe. Wyłania się z nich spójny wniosek. Auta na miejscu się nie rotują, a strefa jest tak naprawdę narzędziem do zarabiania pieniędzy – podkreślił.
Drugą kwestią, którą według eksperta trzeba zmienić, by strefy płatnego parkowania spełniały swoją funkcję, jest wysokość mandatów. – Nie może być tak, że spóźnienie się z opłatą na obszarze płatnym kosztuje 300 zł albo 400 zł, a nielegalne zaparkowanie tylko 100 zł. To jest absurd, który powoduje, że ludzie, którzy myślą rozsądniej, jeżdżą między tymi słupkami i parkują gdzie popadnie, bo jest taniej niż w strefie. Dwa elementy i mamy strefy płatnego parkowania, które, uwaga, są tańsze niż obecnie, a do tego bardziej sprawiedliwe – podsumował Nieradka.
Badanie zostało zrealizowane w dniach 12.05–13.05.2026 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on‑line (CAWI – Computer‑Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 801 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych. Zastosowano dobór kwotowy – próba była reprezentatywna ze względu na łączny rozkład płci, wieku i klasy wielkości miejscowości zamieszkania.
Prezydencie Trump, proszę śmiało przywracać cła na auta z UE. Prawie nikt nie ucierpi
