Ceny ropy naftowej zaczęły bardzo mocno spadać po tym, jak na światowe rynki napłynęły informacje, że Donald Trump zgodził się na zawieszenie broni w wojnie z Iranem. Dla kierowcy w Polsce najważniejsze pytanie brzmi jednak: kiedy spadki te przełożą się na niższe koszty tankowania? – Jeśli wszystko dobrze się ułoży, to szybki spadek cen na stacjach powinniśmy zobaczyć w ciągu tygodnia – mówi w rozmowie z Zero.pl ekspert rynku paliw.

- Ropa naftowa w środę mocno tanieje. To efekt zawieszenia broni między USA a Iranem.
- Jak szybko spadki notowań surowca znajdą swoje odzwierciedlenie na stacjach benzynowych? W rozmowie z Zero.pl ekspert rynku paliw, Dawid Czopek, wskazuje możliwy termin.
- Według eksperta, powrót do normalności na rynku ropy trochę potrwa. Wskazuje na kilka czynników.
Informacje o zawieszeniu broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem wywołały bardzo duże spadki cen ropy naftowej na światowych rynkach. Wczesnym popołudniem w środę ropa Brent staniała o ponad 8,8 proc., do 94,13 dol. za baryłkę, a ropa WTI aż o ponad 15,8 proc., do 95,08 dol. za baryłkę.
To, oczywiście, wciąż dużo więcej niż przed wojną. Jeśli porównać cenę ropy Brent (która jest głównym punktem odniesienia dla międzynarodowych transakcji ropą) z 27 lutego, a więc sprzed wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie, z ceną z 8 kwietnia, to ta druga jest wyższa o blisko 29 proc.
Ruszają negocjacje z Iranem. Ekspert o kluczowej kwestii
Ropa tanieje, a kiedy będzie taniej na stacjach?
Tendencja spadkowa jest jednak faktem – rynki wyceniają już w ten sposób początek powolnego „powrotu do normalności”, jeśli chodzi o dostawy ropy naftowej na globalne rynki. Przed wojną przez Cieśninę Ormuz (zablokowaną przez Iran po atakach izraelsko-amerykańskich) przepływało ok. 20 proc. światowego zaopatrzenia w „czarne złoto”. Ropa ta została następnie „uwięziona” w tym wąskim gardle. Po ogłoszeniu zawieszenia broni już poranne środowe dane z systemu Automatycznej Identyfikacji Statków (AIS) pozwalały stwierdzić, że ruch w cieśninie jest stopniowo wznawiany. Obawy o niedobory ropy na świecie maleją.
Kierowca tankujący paliwo na dowolnej stacji benzynowej w Polsce – dla którego hasło „spadki na rynkach” brzmi nieco zagadkowo – chce jednak przede wszystkim wiedzieć, kiedy zacznie tankować taniej.
Minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański, zapewnił w środę rano na antenie Polsat News, że „spadki, które widzimy na rynkach, znajdą przełożenie na ceny na stacjach paliw”. Dodał od razu, że zajmie to „kilka dni”. – Najpierw spada cena ropy, potem cena w hurcie, a potem ceny na stacjach paliw – tłumaczył minister.
Kierowcy muszą uzbroić się w cierpliwość
Czy taka perspektywa czasowa jest realna? – Zwykle to jest około kilku dni – potwierdza w rozmowie z Zero.pl Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, ekspert rynku paliw, pytany o to, kiedy niższe ceny ropy znajdą odzwierciedlenie w cennikach hurtowych i detalicznych.
Cena hurtowa to cena, po której koncerny paliwowe – takie jak Orlen – sprzedają benzynę czy olej napędowy m.in. właśnie stacjom benzynowym. Spadki notowań ropy przełożą się na spadek cen paliw w hurcie, a następnie to tańsze paliwo musi, mówiąc kolokwialnie, dojechać na stacje.
– Ponieważ teraz ceny są do pewnego stopnia regulowane, to być może będzie pewien nacisk, żeby te spadki były widoczne szybciej – dodaje nasz rozmówca.
Chodzi o ustalanie maksymalnych cen paliw przez ministra energii na mocy rządowego pakietu CPN, czyli „Ceny Paliwa Niżej”. W ramach tego pakietu rząd obniżył stawkę VAT na paliwa z 23 proc. do 8 proc., a także akcyzę. Wprowadził też mechanizm określania pułapu cenowego dla benzyny i diesla na stacjach.
Minister energii wyznacza ten pułap na podstawie średniej ceny hurtowej powiększonej o VAT, akcyzę, opłatę paliwową i marżę sprzedażową w wysokości 30 gr za litr.
– Pamiętajmy jednak, że musi to być robione rynkowo – importerzy muszą być w stanie kupować paliwo po tej cenie, która teraz obowiązuje na rynkach – zastrzega Dawid Czopek.
Importerzy, a więc np. kontrolowany przez Skarb Państwa Orlen, muszą myśleć kategoriami biznesowymi. W związku z tym nie opłaca się im kupować produktów ropopochodnych drożej, niż są w stanie je później spieniężyć. W tym miejscu warto zaznaczyć, że Orlen kupuje za granicą także właśnie gotowe paliwa, bo produkcja własna nie jest w stanie w pełni zaspokoić popytu w kraju.
Powrót do normalności trochę potrwa
Cennik hurtowy reaguje z opóźnieniem na sytuację na rynkach – w środę, choć od rana obserwowaliśmy spadki notowań ropy, Orlen podniósł np. cenę metra sześc. benzyny bezołowiowej Eurosuper 95 o 55 zł w porównaniu z ceną z 3 kwietnia (we wtorek 7 kwietnia rynek dopiero wracał do normalnego handlu po Wielkanocy i cennik nie był uaktualniany). O 55 zł podrożał też metr sześc. benzyny bezołowiowej Super Plus 98. Ta zmiana jest odbiciem wcześniejszych wzrostów cen ropy, z ostatnich kilku dni, kiedy notowania rosły w obawie o eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Teraz z kolei trzeba będzie poczekać, aż cenniki zaczną odzwierciedlać spadki notowań surowca. Dodatkowo spadki te muszą być trwałe – to oznacza, że w Zatoce Perskiej nie może dojść do żadnego negatywnego zwrotu akcji i np. zerwania rozejmu.
– Te kilka dni, w ciągu których powinniśmy zobaczyć spadki, to, oczywiście, scenariusz, który jest realny, jeśli dzisiejsze status quo się utrzyma – mówi Dawid Czopek. – Gdyby potwierdziły się warunki rozejmu USA-Iran, to czeka nas powolne opadanie cen ropy. Moim zdaniem w takim scenariuszu nie będzie powodów, by kosztowała ona więcej niż 60 dol. za baryłkę. Ten poziom osiągniemy jednak w okresie wakacyjnym, może po wakacjach, ponieważ wszystko musi się unormować – przy czym mówię tutaj o poziomie normalności w rozumieniu, jaki znaliśmy w lutym – dodaje.
– Statki z Bliskiego Wschodu, płynące do Europy czy to przez Suez, czy wokół Afryki, potrzebują na to kilku tygodni – dodaje ekspert. – W krajach Bliskiego Wschodu trzeba też będzie sprawdzić stopień uszkodzenia instalacji naftowych i odpalić na nowo złoża, które musiały wstrzymać produkcję, bo w czasie konfliktu nie było co zrobić z wydobywaną ropą – mówi.
Czy można udzielić precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, kiedy zatankujemy taniej?
– Jeśli wszystko dobrze się ułoży, to szybki spadek cen na stacjach powinniśmy zobaczyć w ciągu tygodnia, szczególnie w przypadku diesla, bo on mocno ucierpiał na ostatnim kryzysie. Ceny mogą spaść nawet o 1 zł na litrze; trochę mniejsza skala spadków będzie miała miejsce w przypadku benzyny – wskazuje Dawid Czopek.
Rząd będzie dmuchał na zimne
Powściągliwość zachowuje też ministerstwo energii. – Spadek cen ropy naftowej powinien w najbliższych dniach przełożyć się na spadek cen hurtowych, a więc także spadek cen na stacjach benzynowych. Ale tylko pod warunkiem, że aktualny trend się utrzyma i znów nie dojdzie do eskalacji konfliktu – przekazał nam rzecznik resortu, Grzegorz Łaguna.
Reklama hazardu za publiczne pieniądze. Jak państwo będzie uzależniać dzieci
Zapytaliśmy też przedstawiciela ME, czy – gdyby spadki cen ropy i paliw okazały się trwałe – rząd może skrócić czas obowiązywania pakietu CPN, co byłoby z korzyścią dla budżetu państwa, bo miesięczne łączne koszty obniżki VAT i akcyzy na paliwa to, według wyliczeń Ministerstwa Finansów, ok. 1,6 mld zł.
Obecne uprawnienie ministra finansów do obniżania VAT i akcyzy na paliwa obowiązuje do 30 czerwca 2026 r.
– Polski rząd będzie utrzymywał mechanizmy ochronne tak długo, jak to będzie potrzebne. Jeśli sytuacja na rynkach uspokoi się na stałe, a ceny paliw będą spadać – będziemy mogli mówić o niższych cenach na stacjach paliwowych bez pakietu CPN. Ale dziś jest jeszcze na to za wcześnie – przekazał nam rzecznik resortu energii.
Stanowisko rządu wybrzmiało też wyraźnie z ust premiera Donalda Tuska. – Nie zamierzamy rezygnować z tego mechanizmu, który wprowadziliśmy, bo będziemy dmuchać na zimne. Tym bardziej, że to zimne jest ciągle bardzo gorące, szczerze powiedziawszy – stwierdził szef rządu w środę przed posiedzeniem Rady Ministrów.
Premier dodał, że jego zdaniem pozytywny skutek rozejmu na Bliskim Wschodzie będzie odczuwalny na polskich stacjach paliw od piątku.
