Choć wielu producentów elektroniki korzysta z własnych rozwiązań dotyczących ładowania urządzeń, na rynku istnieją standardy, dzięki którym ładowanie jest bardziej pewne i bezpieczne. Takim jest Qi2, który obowiązuje od 2023 r. Technologia idzie naprzód i producenci zastanawiają się nad wprowadzeniem zmian, które przyśpieszą ładowanie bezprzewodowe.

- Standard Qi2 został wydany w 2023 r. i modyfikowany dwa lata później. Określa on sposób bezprzewodowego ładowania urządzeń z wykorzystaniem magnetycznych cewek, z maksymalną mocą 25 W.
- Z inicjatywy Xiaomi zostało zorganizowane spotkanie Wireless Power Consortium, podczas którego uczestnicy pracowali nad modyfikacją standardu Qi2 i podniesieniem mocy ładowania do 50 W.
- Lista uczestników spotkania daje nadzieję na to, że w przyszłości bezprzewodowe ładowarki magnetyczne będą standardem w smartfonach z Androidem.
Standard Qi2, konkretnie 2.0, został wydany w 2023 r. i jest to ładowanie bezprzewodowe z mocą 15 W z wykorzystaniem złącza magnetycznego. Najpopularniejszym wariantem ładowania korzystającym z Qi2 jest MagSafe, ale istnieje też profil, w którym magnesy nie występują (EPP – Extended Power Profile). Niemniej, to właśnie złącze magnetyczne na tyle obudowy smartfonów i moc 15 W to podstawowy standard Qi2.
W 2025 r. przeprowadzono jego rewizję (Qi 2.2), co podniosło moc ładowania do 25 W. To jednak nadal nie jest ostatnie słowo i producenci elektroniki chcą tę wartość podwoić.
Vivo X Fold6 to lekki powiew świeżości wśród składanych smartfonów
Qi2 z ładowaniem 50 W, ale bez wprowadzania nowego standardu
Podniesienie mocy ładowania bezprzewodowego w ramach standardu Qi2 jest obecnie w fazie rozwoju, a niezbędne parametry sprzętowe są już praktycznie gotowe.
Pod koniec czerwca zostało zorganizowane spotkanie w ramach Wireless Power Consortium zorganizowane przez Xiaomi. Spotkanie można uznać za te z gatunku ponad podziałami, bo brały w nim udział m.in. Apple, Google, Honor, Huawei, Oppo, Philips czy vivo. Podczas spotkania firmy dyskutowały nad szczegółami odświeżonego standardu i testowały prototypy.
Xiaomi byłby zapewne jednym z pierwszych beneficjentów nowego standardu, ale niemal na pewno dołączyłyby do niego Apple i Google.
Odświeżenie standardu Qi2 mogłoby szerzej wprowadzić go do smartfonów z Androidem
Standardy są po to, aby z nich... nie korzystać? Trochę tak to obecnie wygląda, bo Qi2 mamy w urządzeniach Apple czy Google, ale ze świecą go szukać wśród urządzeń z Androidem. Większość producentów smartfonów praktycznie zignorowało standard Qi2, choć został on masowo przyjęty przez producentów akcesoriów.

W najlepszym wypadku mamy dostęp do Qi2 Ready, czyli aby móc korzystać z magnetycznej ładowarki bezprzewodowej, musimy mieć specjalne etui z magnesami. Jak ma to miejsce np. w serii Galaxy S25 czy Galaxy S26 Samsunga. Dlatego też zainicjowanie spotkania nad nowymi przez Xiaomi daje nadzieję na to, że w końcu coś się zmieni, ale nie nastąpi to zbyt szybko. Qi2 z mocą ładowania podniesioną do 50 W może zadebiutować dopiero w 2028 r.
Ze standardami ładowania w smartfonach bywa różnie. Głównie ze względu na to, że różni producenci w różnym tempie rozwijają własne rozwiązania i stosują, nazwijmy to „nakładki”. W przypadku ładowania przewodowego najpopularniejszym otwartym standardem jest USB Power Delivery (PD), którego moc może sięgać 240 W.
Zbadali, jak Polacy korzystają z internetu. Liczby potwierdzają wiele teorii
W praktyce PD w smartfonach Apple jest okrojone do ok 40 W w iPhone'ach 17 Pro. W Samsungu Galaxy S26 Ultra producent w końcu poprawił moc ładowania do 60 W i też jest to realizowane w ramach Power Delivery.
Chińscy producenci zaczęli tworzyć własne rozwiązania szybkiego ładowania, jak VOOC w Oppo czy Xiaomi HyperCharge, zanim standardy Power Delivery stały się dojrzałe i masowo dostępne. Dlatego też dzisiaj korzystają z nich jako pewnego rodzaju modyfikację PD.
Qi2 dawał nadzieję, że przynajmniej w ładowaniu bezprzewodowym uda się utrzymać jeden standard, ale wyszło jak zwykle. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych latach to się zmieni, przede wszystkim ze względu na kompatybilność akcesoriów. Byłoby to bardzo wygodne rozwiązanie i przede wszystkim ekologiczne. W końcu producenci smartfonów lubią chwalić się ekologicznymi rozwiązaniami.
