Reklama
Reklama
Reklama

Miłość na rynku uwagi. Co aplikacje randkowe zrobiły z naszymi relacjami?

Wieczorem można przejrzeć kilkadziesiąt twarzy, nie wstając z kanapy. Jednym ruchem odrzucić człowieka, drugim dopuścić go do rozmowy. Czy można bez konsekwencji zamienić poszukiwanie partnera w przesuwanie katalogu?

Woman,,Sad,And,Smartphone,In,Home,For,Reading,,Chat,And
Przesuwamy ludzi jak produkty. Tak aplikacje randkowe zmieniły miłość. (fot. PeopleImages / Shutterstock)

Dopasowanie pojawia się jak mała nagroda: ktoś nas zauważył i uznał za atrakcyjnych. Chwilę później rozmowa może się urwać, a miejsce tej osoby zajmie następna. Aplikacje randkowe rzeczywiście usunęły wiele przeszkód. Stworzyły jednak środowisko, w którym pragnienie bliskości spotyka się z niekończącym wyborem, konkurencją o uwagę i systemem zachęcającym do powrotów. 

Tinder nie wynalazł samotności

Gest przesunięcia palcem wydaje się naturalny, chociaż jest jednym z najbardziej niezwykłych obyczajów, jakie upowszechnił smartfon. W ciągu sekundy podejmujemy decyzję na podstawie kilku fotografii, imienia, wieku i paru zdań. Z ubrania, wnętrza mieszkania, miejsca wakacji albo obecności psa próbujemy odczytać styl życia, temperament i oczekiwania. Profil ma przekonać obcą osobę, że warto zatrzymać na nim wzrok.

Nie jest to wynalazek Tindera. Przed aplikacjami były portale, biura matrymonialne i prasowe anonse. Jak pokazuje Krzysztof Utkin w opracowaniu o ogłoszeniach w warszawskiej prasie, ich autorzy również przedstawiali siebie w korzystnej formie: podawali wiek, wygląd, zawód i majątek, wyliczali zalety oraz przemilczali niewygodne szczegóły.
Technologia nie stworzyła rynku matrymonialnego, ale go przyspieszyła. Dawny anons wymagał odpowiedzi i czekania. Smartfon przeniósł poszukiwanie partnera do autobusu, kolejki i łóżka tuż przed snem. Nie trzeba formułować odmowy. Wystarczy przesunąć zdjęcie w lewo.

Reklama
Reklama

Ta zmiana ma znaczenie, ponieważ interfejs nie jest neutralny. Najpierw widzimy zdjęcie, dopiero później czytamy opis. Aplikacja podpowiada tempo decyzji i zachęca, by nie zatrzymywać się na jednym profilu zbyt długo. To nie użytkownicy nagle stali się powierzchowni. Dostali narzędzie, w którym powierzchowna ocena jest najłatwiejszą czynnością.

Sophie Gilbert w książce „Girl on Girl” pokazuje, że narzędzie to trafiło na przygotowany grunt. Telewizyjne metamorfozy, tabloidy, reklama, a później Instagram uczyły zwłaszcza kobiety oglądania siebie z zewnątrz. Ciało stało się projektem, który należy poprawiać i wystawiać na ocenę. Aplikacja skupia ten proces w jednym miejscu. Zdjęcie ma pokazać nie tylko twarz, lecz także dobry gust, interesujące życie i pracę włożoną we własny wygląd.
Profil jest zarazem obietnicą i reklamą. Zapewnia, że człowiek spotkany poza ekranem nie będzie zbyt mocno odbiegał od cyfrowej wersji. Gilbert zauważa, że kultura autoprezentacji uczy kobiety porównywać się z wyobrażonymi konkurentkami i samodzielnie pilnować norm. Na aplikacji użytkownik ocenia innych, ale próbuje też odgadnąć, jak sam jest oceniany. Pierwsza randka staje się spotkaniem i kontrolą zgodności.

Reklama
Reklama

Miłość na rynku uwagi

Aplikacje poszerzyły krąg ludzi, których możemy poznać. To realna korzyść dla osób mieszkających poza dużymi miastami, nieśmiałych albo należących do mniejszości seksualnych. Zmniejszają też koszt niezręcznej inicjatywy: dopasowanie oznacza, że zainteresowanie przynajmniej na początku jest wzajemne. Wiele trwałych związków nie powstałoby bez cyfrowego pośrednika.

Większy wybór nie musi jednak ułatwiać decyzji. Kiedy za każdą twarzą czeka następna, rośnie obawa, że podejmiemy ją zbyt wcześnie. Człowiek poznany na randce konkuruje w wyobraźni z dziesiątkami profili. Nawet udane spotkanie nie zamyka dostępu do katalogu.
Użytkownicy nie przestali marzyć o stałych relacjach. Badanie Michała Pojnara i Renaty Rosmus pokazało, że wśród analizowanych przez nich samotnych osób najczęstszą motywacją było znalezienie trwałego związku. Narzędzie służące do poszukiwania może jednak wydłużać sam proces. Obietnica lepszego dopasowania utrudnia uznanie konkretnej relacji za wystarczająco dobrą.

Jest przy tym szczególnym rodzajem platformy. Jej wartość rośnie wraz z liczbą użytkowników. Operator porządkuje ten tłum, ustala zasady widoczności i sprzedaje dodatkowe możliwości: większy zasięg, cofnięcie decyzji albo sprawdzenie, kto już wyraził zainteresowanie.

Reklama
Reklama

Powstaje napięcie. Sukcesem użytkownika jest znalezienie osoby, z którą opuści aplikację. Sukces firmy mierzy się aktywnością, powrotami i subskrypcjami. Nie oznacza to, że platformy potajemnie uniemożliwiają tworzenie związków. Człowiek chce jednak zakończyć poszukiwanie, aplikacja została zaś zbudowana jako środowisko ciągłego wyboru.

Kluczowy jest powrót do aplikacji

Jakub Jakubowski, pisząc o współczesnych mediach, zwraca uwagę na retencję, czyli powracanie użytkownika do programu. Louise Perry w „Rozprawie przeciwko rewolucji seksualnej” przywołuje natomiast pojęcie „kapitalizmu limbicznego”: biznesu, który zarabia na pobudzaniu podstawowych pragnień i dostarczaniu nieprzewidywalnych nagród. Perry odnosi je przede wszystkim do pornografii, ale mechanizm pomaga także zrozumieć część atrakcyjności aplikacji randkowych. Nagrodą nie jest tu punkt ani rabat, lecz sygnał zainteresowania drugiego człowieka. Ponieważ nie wiadomo, kiedy się pojawi, łatwo ponownie otworzyć aplikację i sprawdzić reakcje. Nadzieja zostaje wpisana w nawyk.
Dopasowanie może więc przestać być początkiem znajomości, a stać się miernikiem wartości. Duża liczba reakcji poprawia nastrój, ich brak bywa odbierany jak werdykt dotyczący atrakcyjności. Tymczasem wynik zależy także od proporcji kobiet i mężczyzn, lokalizacji, zdjęć, filtrów oraz zasad widoczności profilu. Użytkownik nie zna tych czynników. Widzi jedynie ciszę.

Reklama
Reklama

Badanie Danijela Števicia i jego współpracowników pokazuje, że ważna jest motywacja. Osoby korzystające z aplikacji głównie po społeczne potwierdzenie z czasem czuły się bardziej samotne. Takiej zależności nie stwierdzono u ludzi nastawionych na poszukiwanie relacji. Aplikacja najbardziej obciąża nie wtedy, gdy prowadzi do spotkania, lecz gdy zmienia się w codzienny test: czy nadal zasługuję na zainteresowanie?

Czytaj także: Jak uruchomić Netflixa w 4K na komputerze? W tym rytuale brakuje tylko złożenia ofiary
 

Odrzucenie w wersji mobilnej

Cyfrowe odrzucenie ma osobliwą formę. Często nie pada żadne „nie”. Wiadomość pozostaje bez odpowiedzi, rozmowa zamiera, dopasowanie znika. Ghosting bywa przedstawiany jako dowód upadku obyczajów, ale ktoś może stracić zainteresowanie, bać się konfrontacji albo usunąć kontakt, który zaczął budzić niepokój. Dla kobiet oraz osób LGBT przerwanie rozmowy bywa ochroną przed nachalnością lub agresją. Nie każda cisza jest więc okrucieństwem.

Osoba pozostawiona bez wyjaśnienia musi sama dopisać zakończenie. Eksperymenty Svenji Lutz i Christopha Büttnera pokazały, że usunięcie dopasowania zagraża poczuciu przynależności, samoocenie i kontroli. Badani odczuwali więcej negatywnych emocji i częściej wybierali wycofanie.

Reklama
Reklama

Pojedyncze zniknięcie może wydawać się drobiazgiem. Problemem jest powtarzalność: brak dopasowania, urwana rozmowa, odwołane spotkanie. Razem tworzą zmęczenie randkowaniem. W polskim badaniu młodych użytkowników 74,1 procent odpowiadających deklarowało silne rozczarowanie, a blisko połowa podobnie oceniała frustrację. Próba była celowa i zdominowana przez osoby w wieku od 18 do 24 lat, dlatego wyników nie można przenosić na całe społeczeństwo. Oddają jednak zmianę widoczną także w innych badaniach: nadzieja ustępuje miejsca znużeniu.

Doświadczenie nie rozkłada się równo. W badaniu Pojnara i Rosmus heteroseksualni mężczyźni wykazywali najwyższy poziom samotności. Autorzy opisują też błędne koło: otrzymując niewiele reakcji, mężczyźni wysyłają polubienia coraz mniej wybiórczo. Kobiety, zalewane większą liczbą sygnałów, stają się ostrożniejsze. Obie strategie pogłębiają nierównowagę.

Nie wystarczy jednak powiedzieć, że kobiety mają za dużo wyboru, a mężczyźni za mało. Wiele wiadomości nie oznacza wielu bezpiecznych możliwości. Kobiety częściej odsiewają treści seksualne, agresję i próby nacisku. Mężczyzna może doświadczać braku zainteresowania, kobieta zaś nadmiaru uwagi, której nie chce. Jedno i drugie rodzi frustrację, ale z innych powodów.

Reklama
Reklama

Czytaj także: Wystarczy, że otworzysz e-maila od hakerów. Wywiad ostrzega przed cyberatakiem

Wolny rynek to iluzja 

W „Rozprawie przeciwko rewolucji seksualnej” Perry przekonuje, że wolny rynek seksualny nie jest neutralnym polem, ponieważ uczestnicy różnią się pragnieniami, pozycją i ponoszonym ryzykiem. Jej biologiczne wyjaśnienia różnic między kobietami i mężczyznami mogą budzić spór. Trafne pozostaje jednak pytanie: komu służy norma szybkiego zbliżenia bez zobowiązań, a kto musi się do niej dostosować, żeby nie wypaść z obiegu? Prawo do seksu bez miłości nie powinno zmieniać się w obowiązek udowadniania nowoczesności przez gotowość na każdą propozycję.

Aplikacja nie wymyśliła takiej presji, lecz może ją przyspieszać. Usuwa część społecznego kontekstu, w którym wcześniej znajomi, wspólne środowisko i reputacja dostarczały informacji o potencjalnym partnerze. Zgoda pozostaje warunkiem koniecznym, ale - jak podkreśla Perry - sama nie wyrównuje siły, nie usuwa lęku ani nie gwarantuje wspólnych oczekiwań. Łatwość nawiązania kontaktu nie jest tym samym co bezpieczeństwo i odpowiedzialność.

Osobną rolę aplikacje odgrywają w życiu osób LGBT. Pozwalają znaleźć partnera poza niewielkim kręgiem znajomych i zachować dyskrecję tam, gdzie otwarte poszukiwanie relacji byłoby trudne. Zarazem nasilają ocenę wyglądu i dyskryminację. Metaanaliza Heralda Celi i Guilherme’a Wooda wskazuje, że problemy z obrazem ciała są szczególnie widoczne między innymi wśród kobiet oraz mężczyzn należących do mniejszości seksualnych. Ta sama technologia może otwierać drzwi i zwiększać koszt przejścia przez nie.

Reklama
Reklama

Jak wyjść z aplikacji

Łatwo uczynić Tindera głównym winowajcą kryzysu relacji. Badania nie pozwalają jednak na tak prosty wyrok. Metaanaliza Celi i Wooda z 2026 roku wykazała małe lub umiarkowane związki między używaniem aplikacji a kompulsywnym korzystaniem, lękiem o wygląd i kontrolowaniem ciała. Słabsze były zależności z lękiem, objawami depresyjnymi i wrażliwością na odrzucenie. Nie stwierdzono jednolitego związku z ogólną satysfakcją z życia.

Aplikacja może wywoływać przykre emocje, a mimo to nie obniżać trwale całościowej oceny życia. Wiele badań pokazuje korelacje, nie dowodzi jednak, że technologia jest jedyną przyczyną problemu. Osoby samotne albo niezadowolone z wyglądu mogą intensywniej szukać potwierdzenia w aplikacjach. Platforma spotyka wcześniejszą podatność, a następnie potrafi ją wzmocnić.

Obraz komplikuje analiza Berkerena Büyükeren, Alexeya Makarina i Heyu Xionga dotycząca amerykańskich studentów. Pojawienie się Tindera zwiększyło aktywność seksualną i nierówność rezultatów, ale przeciętnie nie pogorszyło zdrowia psychicznego badanej grupy. Wzrosły natomiast zgłoszenia przemocy seksualnej i diagnozy chorób przenoszonych drogą płciową. Wyników z kampusów nie można przenieść na wszystkich, lecz podważają tezę, że jedna technologia wywołuje jeden skutek.

Dopasowanie nie jest więzią

Aplikacje randkowe nie są ani lekarstwem na samotność, ani trucizną działającą na każdego. Są środowiskiem, które premiuje atrakcyjne zdjęcie, szybką decyzję, częste powroty i odporność na serię porażek. Gilbert pomaga zobaczyć, dlaczego ciężar nie kończy się na znalezieniu odpowiedniego kadru: użytkownik może przejąć spojrzenie rynku i zacząć traktować siebie jak produkt wymagający ciągłej poprawy. Perry przypomina natomiast, że większa swoboda nie usuwa różnic w pragnieniach i ryzyku. Wolność wyboru ma wartość dopiero wtedy, gdy obejmuje także prawo do wolniejszego tempa, ostrożności i odmowy.

Reklama
Reklama

Nie trzeba zatem wzywać do usunięcia konta. Ważniejsza jest świadomość, że interfejs proponuje sposób patrzenia, ale nie musi decydować za użytkownika. Profil nie jest człowiekiem, dopasowanie nie jest więzią, a brak odpowiedzi nie stanowi obiektywnej oceny wartości. Aplikacja spełnia swoją funkcję, gdy prowadzi poza siebie: do spotkania i ryzyka poznania osoby, której nie można już przesunąć jednym ruchem.

Największą obietnicą aplikacji randkowych było skrócenie drogi do drugiego człowieka. Największym paradoksem okazało się to, że można spędzić na tej drodze całe lata. Miłość nie stała się przez technologię niemożliwa. Musi jednak powstać w środowisku, które znacznie lepiej radzi sobie z podtrzymywaniem poszukiwania niż z rozpoznaniem chwili, w której warto je zakończyć.

Źródło: Zero.pl
Michał Chudoliński
Michał ChudolińskiKrytyk filmowy i komiksowy, autor książki „Mroczny Rycerz Gotham – szkice z kultury popularnej”, wykładowca Uniwersytetu Civitas, twórca podcastu „Gotham w deszczu”, Laureat Nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama