Propozycje rządu dotyczące zmian w CIT i ryczałcie wywołały poruszenie w środowisku przedsiębiorców. W tle są pytania o to, czy reforma podatkowa nie podkopie konkurencyjności polskiej gospodarki. – W pewnym sensie taka podwyżka CIT „karze za wzrost” – mówi Zero.pl ekonomista Piotr Bartkiewicz.

- Zmiany w podatkach, które proponuje rząd, uderzą w polskie firmy i ich konkurencyjność – mówi część ekspertów. Chodzi o wyższy CIT i zmianę limitu ryczałtu.
- Podnoszone są argumenty, że może ucierpieć na tym cała gospodarka.
- – W Polsce generalnie mamy problem z tym, że mamy za mało szybko rosnących firm i liczne bariery dla rozwoju przedsiębiorstw. W tym sensie można powiedzieć, że taka podwyżka CIT „karze za wzrost” – mówi Zero.pl dr Piotr Bartkiewicz, ekonomista Banku Pekao.
Aby indywidualni podatnicy mogli skorzystać na zmianach w PIT, a budżet państwa na tym nie ucierpiał, rząd chce zwiększyć obciążenia dla firm – to część reformy zaprezentowanej w środę. Premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański położyli na stole propozycję podwyżki CIT dla największych firm i ograniczenia możliwości rozliczania się ryczałtem na działalności gospodarczej.
Podniesienie progu podatkowego ze 120 tys. zł do 130 tys. zł rocznego dochodu ze stawką PIT na poziomie 24 proc. i wprowadzenie kolejnego progu w wysokości 150 tys. zł, powyżej którego stawka rośnie do 32 proc. – to plan rządu na ulgę dla części tzw. klasy średniej. Zdaniem ekonomistów Erste Banku Polska, takie zmiany oznaczają dla budżetu koszt ok. 10 mld zł.
Premier zapowiada zmiany podatkowe. Padła deklaracja ws. drugiego progu
Kto „zapłaci” za wyższy próg i nową stawkę PIT?
Na taki ubytek w państwowej kasie rząd nie może sobie pozwolić, wobec czego zostanie on zrekompensowany wzrostem innych danin. Większy CIT zapłacą firmy z przychodami powyżej 50 mln euro rocznie – stawka rośnie do 22 proc. Znacząco obniżony zostanie próg przychodów, do którego można rozliczać się ryczałtem: do 250 tys. euro rocznie z obecnych 2 mln euro rocznie. Rząd chce też, aby danina solidarnościowa płacona przez najbogatszych podatników wzrosła z 4 proc. do 5 proc. dla nadwyżki ponad ustawowy próg 1 mln zł.
Zdaniem ministra finansów, ulgi w PIT dla klasy średniej i wyższe podatki dla najbogatszych „mniej więcej się bilansują” – dzięki temu rynek i agencje ratingowe mają odebrać zamiary rządu jako neutralne dla budżetu. Chodzi o to, by oceny wiarygodności kredytowej Polski nie pogorszyły się, a rentowności naszych obligacji nie wzrosły.
Ale to bilansowanie, jak przekonują eksperci, to miecz obosieczny.
Firmy zniechęcane do wzrostu?
– Największy problem polega tutaj na tym, że firma dochodzi do pewnego poziomu przychodów i płaci większą stawkę podatku od wszystkich zysków – mówi Zero.pl dr Piotr Bartkiewicz, ekonomista Banku Pekao. – Stwarza to wyraźne bodźce do różnych rodzajów optymalizacji, zabaw z formą prawną, wydzielaniem części działalności itp. W tym sensie taka podwyżka podatku to bodziec do tego, żeby nie rosnąć, żeby się nie rozwijać, żeby „kombinować” z poziomem przychodów.
– W Polsce generalnie mamy problem z tym, że mamy za mało szybko rosnących firm i liczne bariery dla rozwoju przedsiębiorstw. W tym sensie można powiedzieć, że taka podwyżka CIT „karze za wzrost”.
Piotr Bartkiewicz, ekonomista Banku Pekao
Optykę tę podziela Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
– Jeśli chodzi o CIT, to proponowane zmiany niosą ze sobą istotne ryzyka – wskazuje. – Będziemy mieli teraz co do zasady trzy główne stawki tego podatku: 9 proc., 19 proc. i 22 proc. dla dużych spółek. Przy czym pamiętajmy, że tu nie ma mowy o progresji – jeśli się przekroczy dany próg, to płaci się wyższy podatek od całości dochodów, a nie od nadwyżki.
– Już teraz mniejsze firmy pilnują, żeby nie wejść w stawkę 19 proc. – zauważa. – Tworzy to tendencję do podziału spółek. Po reformie to samo może dotyczyć większych firm. Tymczasem powinniśmy tworzyć warunki do tego, by większe firmy mogły się w Polsce rozwijać, bo to właśnie one mają zdolność do ekspansji międzynarodowej, do inwestowania, do wprowadzania innowacji. Wreszcie – to one najlepiej wynagradzają swoich pracowników.
– Podatkowe dyskryminowanie dużych firm tylko dlatego, że są duże, będzie osłabiał ich potencjał do tego, by rosły.
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Zdaniem głównego ekonomisty FPP, takim posunięciem rząd może osłabić zdolność polskiego biznesu do skutecznej rywalizacji na arenie globalnej. – Jeśli chcemy konkurować z innymi państwami, które opierają swój rozwój na silnych, międzynarodowych korporacjach, nie możemy stawiać tylko na firmy mikro i średnie – podkreśla nasz rozmówca.
Doradca podatkowy Radosław Żuk, partner w Kancelarii Żuk Pośpiech, przypomina, że swego czasu w Polsce obniżono stawkę CIT z 27 proc. na 19 proc. (Sejm uchwalił tę obniżkę jesienią 2003 r., a zmiana weszła w życie 1 stycznia 2004 r.). – I to było super posunięcie, które ożywiło polską gospodarkę i pobudziło napływ inwestycji zagranicznych – mówi. – Dziś robimy coś odwrotnego – a to nie jest dobry pomysł, jeśli chcemy zachować konkurencyjność naszej gospodarki.
Łukasz Kozłowski z FPP zaznacza, że propozycje zmian w opodatkowaniu firm nie były dotychczas konsultowane ze środowiskami przedsiębiorców. – Oczywiście, formalne konsultacje zaczną się, kiedy pojawi się konkretny projekt ustawy – zaznacza. – Na pewno ze strony biznesu będą wówczas podnoszone argumenty, że dużym firmom nie powinno się podcinać skrzydeł, bo będzie to miało wpływ na całą gospodarkę.
Zmiany w ryczałcie dobre dla budżetu, dla mikrofirm niekoniecznie
Jeśli chodzi o zmiany w ryczałcie, to Łukasz Kozłowski ocenia je jako korzystne dla państwowej kasy, bo – jak mówi – ta forma opodatkowania rozrosła się znacznie w ostatnich latach.
– Poluzowano kryteria wejścia do tej formy rozliczeń, co nie jest dobre z punktu widzenia systemu podatkowego – tłumaczy. – Przedsiębiorcy rozliczającemu się na ryczałcie nie zależy na tym, żeby dokumentować wszelkie koszty w postaci faktur, bo i tak nie obniża mu to podatku. W takiej sytuacji szara strefa ma większe pole do rozrostu. Generalnie ryczałt powinien być przede wszystkim adresowany do drobnej działalności gospodarczej, gdzie już samo prowadzenie księgi przychodów i rozchodów jest obciążeniem – aczkolwiek warto zauważyć, że w dobie, kiedy księgowość coraz częściej przejmują systemy IT, ten argument traci na znaczeniu.
Agnieszka Zamaro-Wiśniewska, biegła rewidentka i ekspertka Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, zwraca tymczasem uwagę na negatywne skutki ograniczenia dostępu do możliwości rozliczania się ryczałtem. „Najbardziej odczują to mikrofirmy świadczące usługi profesjonalne, m.in. informatyczne, medyczne, inżynierskie czy doradcze. Utrata ryczałtu może oznaczać istotny wzrost obciążeń podatkowych, zmianę zasad naliczania składki zdrowotnej, a przy odpowiednio wysokich dochodach również objęcie daniną solidarnościową, której stawka ma wzrosnąć do 5 proc.” – mówi ekspertka, cytowana w komunikacie prasowym izby.
„Przedsiębiorcy najbardziej krytykują fakt, że rządzący nie pracują np. nad uszczelnieniem ściągalności podatków od wielkich koncernów płacących podatki za granicą, a sięgają do kieszeni rodzimych firm przez zwiększenie CIT” – to z kolei głos eksperta gospodarczego i ubezpieczeniowego Pawła Skotnickiego, również cytowanego we wspomnianym komunikacie.
Czy konsumenci odczują podwyżkę CIT dla firm?
W debacie publicznej wokół podniesienia podatków dla największych firm pojawił się jeszcze jeden argument „przeciw” – dotyczący tego, że firmy będą „odbijać” sobie wyższe obciążenia poprzez podnoszenie cen usług i towarów. Użył go Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, w programie „Tłit” WP.
Piotr Bartkiewicz, ekonomista Banku Pekao, kontruje: – Tego, czy firmy będą przerzucać skutki wyższego obciążenia CIT-em na końcowych odbiorców, nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć. To coś, co jest bardzo mocno zależne od konkretnej branży i jej kondycji, a także od samego przedsiębiorstwa, struktury popytu i poziomu marż.
Politycy podzieleni po decyzji prezydenta. „Nie zrozumiał tej ustawy”
Rząd chce wprowadzić proponowane zmiany w systemie podatkowym za pomocą jednej ustawy. Prace nad nią toczyć się będą na tle „składania w całość” budżetu państwa na 2027 r. Robocze posiedzenie Rady Ministrów związane z pracami nad ustawą budżetową zaplanowano na piątek 21 sierpnia.

