Reklama

Dwa tygodnie i „epickie fiasko”? Oto najważniejsze wnioski z wojny przeciw Iranowi

Reklama

– Nie mamy wyraźnych znaków, żeby instytucje w Iranie miały nie przetrwać. Reżim okazał się odporny nawet na eliminację najważniejszych polityków i dowódców wojskowych – mówi w rozmowie z Zero.pl dr Joanna Piechowiak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i punktuje, kto zyskał, a kto stracił po dwóch tygodniach wojny.

13 marca 2026 r. Mieszkańcy Teheranu przed billboardem przedstawiającym irańskiego Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneiego i irańskich dowódców wojskowych podczas wiecu z okazji dnia Al-Kuds.
13 marca 2026 r. Mieszkańcy Teheranu przed billboardem przedstawiającym irańskiego Najwyższego Przywódcę Modżtabę Chameneiego i irańskich dowódców wojskowych podczas wiecu z okazji dnia Al-Kuds. (fot. Abedin Taherkenareh / PAP / EPA)
  • Po dwóch tygodniach wojny koalicja Izraela i Stanów Zjednoczonych nie doprowadziła do ustąpienia reżimu ajatollahów – zauważa ekspertka spraw międzynarodowych dr Joanna Piechowiak w rozmowie z Zero.pl.
  • Zdaniem Piechowiak największym wygranym wojny jest na razie Izrael. Dorobek Stanów Zjednoczonych jest niejednoznaczny.
  • Główni aktorzy konfliktu ostentacyjnie ignorują prawo międzynarodowe, a swoich decyzji nie uzasadniają w kategoriach moralnych.
  • W cieniu konfrontacji wielkich trwa gehenna mniejszych społeczności. Jak zauważa dr Piechowiak, wojna w Iranie odwraca uwagę opinii publicznej od tragedii Libańczyków zaatakowanych przez Izrael.

Reklama

Krzysztof Jabłonowski, Zero.pl: Wojna trwa już dwa tygodnie. Czy Stany Zjednoczone i Izrael osiągają swoje cele?

Dr Joanna Piechowiak, Instytut Stosunków Międzynarodowych, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu: W odniesieniu do Stanów Zjednoczonych odpowiedź będzie brzmiała: to zależy. Donald Trump wielokrotnie zmieniał deklarowane cele, których od kilku tygodni przedstawiał cały wachlarz – od likwidacji programu nuklearnego, likwidacji programu rakiet balistycznych, likwidacji reżimu ajatollahów, po tak szeroki cel, jak redefinicja systemu bezpieczeństwa w rejonie Bliskiego Wschodu.

Nie wiemy, które z celów amerykańska administracja uważa za najważniejsze. Jeśli wśród nich była likwidacja zdolności militarnych Iranu, to nie do końca udało się ten cel zrealizować. Iran utrzymał zdolność odwetu, a instytucje władzy przetrwały śmierć najwyższego przywódcy.


Reklama

Czy zabójstwo Alego Chameneiego i natychmiastowa sukcesja jego syna Modżtaby Chameneiego ujawniły słabość USA i Izraela?


Reklama

Jeżeli chodzi o Izrael, to celem tego państwa od początku rewolucji islamskiej było obalenie reżimu ajatollahów. Na dobrą sprawę reżim nie tylko się nie zachwiał, ale nawet wstępnie zacementował. Nie mamy wyraźnych znaków, żeby instytucje w Iranie miały nie przetrwać. Reżim okazał się odporny nawet na eliminację najważniejszych polityków i dowódców wojskowych.

Jeśli mówimy o sukcesji w Iranie, to ta awaryjna zmiana przywództwa, czyli wyniesienie Modżtaby Chameneiego, de facto wskazuje na pewien kryzys w sukcesji. Mamy ciągłość, ale władza jest zamknięta w wąskim, rodzinnym i wojskowym kręgu. Ciężkie uderzenie nie spowodowało jego upadku, a wręcz wzmocniło rolę Korpusu Strażników Rewolucji.

Nie ma informacji odnoszących się do wyraźnych pęknięć na szczytach władzy i o znaczących protestach społecznych. Wojna nie tylko nie obaliła reżimu, lecz uczyniła go jednocześnie bardziej brutalnym i bardziej kruchym. Przetrwanie systemu dziś zależy w mniejszym stopniu od społecznej legitymacji, a bardziej od zdolności konsolidacji służb i zdolności do przeciągania konfliktu.


Reklama

Rozstrzygnijmy jednoznacznie: dla Stanów Zjednoczonych to sukces czy porażka?


Reklama

Nie oceniłabym tego jednoznacznie jako sukcesu czy porażki. Wewnętrznie w USA wojna nie jest źródłem narodowej mobilizacji. Obywatele nie zaangażowali się w poparcie ataku na Iran i nie ma efektu rally around the flag. Wojna oraz jej gospodarcze i społeczne skutki postrzegane są raczej jako polityczne obciążenie. Tylko frakcja jastrzębi w Partii Republikańskiej popiera uderzenie na Iran. Republikanie skupieni wokół MAGA obawiają się ofiar wśród amerykańskich żołnierzy i wzrostu kosztów życia, w tym cen paliwa i żywności.

W listopadzie w USA odbędą się wybory połówkowe do Kongresu i konflikt może stanowić bardzo poważne zagrożenie dla Partii Republikańskiej. Jeżeli wojna pozostanie krótka i nie przyniesie większych strat, szkody będą ograniczone. Ale jeżeli będą rosły ceny i koszty operacji oraz poczucie, że to jest „forever war”, to Iran może stać się jednym z głównych obciążeń. Proszę jednak zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone po raz kolejny udowodniły, że są w stanie prowadzić dość skuteczną interwencję na Bliskim Wschodzie i to też ma znaczenie. Dopóki jednak Iran będzie odpowiadał asymetrycznie, czyli nie tylko za pomocą rakiet i dronów, ale też uderzając w państwa Zatoki Perskiej i blokując Cieśninę Ormuz, to koszt wojny będzie rósł.

Pora na największego wygranego.


Reklama

To bez wątpienia Izrael, który osiągnął wyjątkowy sukces strategiczny, również dzięki wciągnięciu Stanów Zjednoczonych w wojnę. Z perspektywy izraelskiej głębokie uderzenie wywiadowczo-wojskowe w infrastrukturę Iranu do tej pory nie przyniosło jednak estymowanego celu, jakim był upadek reżimu ajatollahów, ewentualnie jego trwałe osłabienie. Iran był infiltrowany przez Izrael przez wiele lat, a operacja była możliwa właśnie dzięki informacjom wywiadowczym Izraela, który rozszerzył ją również na Liban i prowadzi operację militarną przeciwko Hezbollahowi.


Reklama

Ze względu na mobilizację Izraelczyków wokół idei egzystencjalnej wojny z Iranem czasowo wzmocniła się pozycja rządu Binjamina Netanjahu. Nie oznacza to jednak stałego wzrostu poparcia politycznego. Społeczeństwo w większości popiera operację, ale im wyższe będą koszty społeczne, gospodarcze i militarne, tym szybciej wróci pytanie, czy sukces taktyczny rzeczywiście daje strategiczne bezpieczeństwo.

Co oznaczają działania na Bliskim Wschodzie dla takich rywali USA jak Chiny i Rosja?

Na pewno możemy powiedzieć o załamaniu osi Moskwa-Teheran-Pekin. Ani Rosja, ani Chiny w jakiś znaczący sposób nie wsparły zaatakowanego Iranu. Okazało się, że sojusz, którego mocno się obawialiśmy, nie zadziałał


Reklama

Krótkoterminowo na tym konflikcie, przede wszystkim ze względu na blokadę Ormuzu, będzie zyskiwała Federacja Rosyjska. Są prowadzone rozmowy, których przebiegu nie znamy, bardziej się domyślamy. Prawdopodobnie dotyczą kwestii gospodarczych, energetycznych i możliwości ograniczenia embarga na rosyjskie surowce.


Reklama

Jeśli chodzi o pozycję Chin, to ta sytuacja nie jest jeszcze jasna. Chiny bardzo mocno współpracowały energetycznie z Iranem i pomimo sankcji przetwarzały irańską ropę. Prawdopodobnie starają się tę lukę zapełnić surowcami z Rosji. Logika wskazywałaby, że USA będzie zależało na udrożnieniu Cieśniny Ormuz i przywróceniu obiegu surowców.

Warto podkreślić jeszcze szerszy regionalny kontekst. Ta wojna przestała być konfliktem punktowym i stała się kryzysem regionalnym: objęła Irak, Liban i przestrzeń Zatoki, są ofiary wśród ludności cywilnej i największy od lat wstrząs energetyczno-handlowy. Innymi słowy, po dwóch tygodniach nie widać krótkiej kampanii, lecz początek dłuższego konfliktu, którego skutki rozleją się daleko poza Iran i Izrael.


Reklama