Reklama
Reklama
Reklama

Ustawa o dwukadencyjności jak gilotyna. W 2029 r. samorządy czeka prawdziwa czystka

Przepisy o dwukadencyjności, wprowadzone w 2018 r. przez Prawo i Sprawiedliwość, już za trzy lata wywołają kadrową rewolucję w polskich samorządach. Jeśli prawo nie zostanie zmienione, w 2029 r. fotel wójta, burmistrza lub prezydenta będzie musiała opuścić ponad połowa dotychczasowych włodarzy. Samorządowcy alarmują: te przepisy uderzają w bezpieczeństwo lokalnych społeczności i paraliżują rozwój gospodarczy gmin.

Rafał Trzaskowski, Hanna Zdanowska, Jacek Sutryk, Jacek Jaśkowiak.
Rafał Trzaskowski, Hanna Zdanowska, Jacek Sutryk, Jacek Jaśkowiak. (fot. newspix.pl, YouTube, uml.lodz.pl, bip.brpo.gov.pl)
  • Przepisy o dwukadencyjności dotkną aż 65 proc. gmin wiejskich oraz 56 proc. gmin miejskich i miejsko-wiejskich, co oznacza, że mieszkańcy ponad 1500 miejsc w Polsce będą zmuszeni wybrać zupełnie nowych włodarzy.
  • Z fotelami pożegnają się prezydenci największych miast w Polsce.
  • Eksperci ostrzegają, że przymusowa rotacja zablokuje długoterminowe inwestycje, a brak doświadczenia nowych samorządowców w zarządzaniu kryzysowym (szczególnie w obliczu wojny za wschodnią granicą) niesie ze sobą ogromne ryzyko.

Śledź z nami DZIEŃ NA ŻYWO

Obchodzony w środę Dzień Samorządu Terytorialnego upamiętnia pierwsze wybory samorządowe w III RP z 1990 r. Dziewięć lat później reforma Jerzego Buzka wywróciła do góry nogami funkcjonowanie samorządu terytorialnego. Samorząd stał się trójszczeblowy, 49 województw zastąpiono 16 i pojawiły się powiaty.

Kolejną reformą, która wywołała burzę w przestrzeni publicznej, było wprowadzenie przepisów o dwukadencyjności. W 2018 r. sejmowa większość Prawa i Sprawiedliwości podjęła decyzję, że nie można pełnić funkcji wójta, burmistrza czy prezydenta dłużej niż dwie kadencje, liczone od wyborów samorządowych z 2018 r. Kolejne wybory po przedłużonej kadencji odbyły się w 2024 r., co dla wielu samorządowców oznacza, że ich kariera skończy się za trzy lata – w 2029 r.

Reklama
Reklama

Dwukadencyjność w samorządzie. Marek Wójcik: nie do zaakceptowania

Zwolennicy limitu dwóch kadencji uważają, że przepisy zapobiegają tworzeniu się lokalnych układów polityczno-biznesowych. Przeciwnicy argumentują, że ustawa zmusza dobrze radzących sobie samorządowców do odejścia, a wyborcom odbiera prawo głosu.

Te przepisy są nie do zaakceptowania – powiedział w rozmowie z Zero.pl Marek Wójcik, zastępca dyrektora Biura Związku Miast Polskich i sekretarz Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego (KWRiST).

Jeżeli przepisy nie zostaną zmienione, to rok 2029 będzie rokiem czystki w polskich samorządach – w wielu gminach konieczna będzie zmiana włodarza.

W debacie publicznej pojawiały się głosy, że wprowadzenie przepisów o dwukadencyjności to próba Prawa i Sprawiedliwości odebrania dużych miast Koalicji Obywatelskiej (wtedy Platformie). Zero.pl przyjrzało się prezydentom i burmistrzom miast na prawach powiatu. Dwie trzecie z nich pełni swoją funkcję co najmniej drugą kadencję i w 2029 r. pożegna się ze stanowiskiem. Największą grupę – ponad połowę – wśród nich rzeczywiście stanowią politycy związani z Koalicją Obywatelską.

Reklama
Reklama

W 2029 r. na kolejną kadencję nie będą mogli kandydować wspierani przez KO prezydenci największych miast: Warszawy Rafał Trzaskowski, Łodzi Hanna Zdanowska, Poznania Jacek Jaśkowiak czy Wrocławia Jacek Sutryk. Na liście znajdują się również rządzący Lublinem od 2010 r. Krzysztof Żuk, Płockiem od 2010 r. Andrzej Nowakowski czy od 2002 r. Krosnem Piotr Przytocki.

Krajobraz Warszawy. (fot. Patryk Kosmider / Shutterstock)

Dużą grupę stanowią samorządowcy niezależni – stanowisko będzie musiało opuścić kilkunastu z nich.

Prawa strona sceny politycznej jest tutaj w zdecydowanej mniejszości: w 2029 r. pracę stracą Jakub Banaszek z Chełma, Paweł Silbert z Jaworzna czy Krystian Kinastowski z Kalisza.

Reklama
Reklama

Raport Unii Metropolii Polskich: czystka w 1 519 gminach

Przepisy o dwukadencyjności nie dotkną jednak tylko dużych miast. Unia Metropolii Polskich przeanalizowała dane Państwowej Komisji Wyborczej, z których wynika, że wprowadzona przez Prawo i Sprawiedliwość ustawa dotknie w 2029 r. 65 proc. gmin wiejskich i 56 proc. gmin miejskich oraz miejsko-wiejskich. Nowych włodarzy wybrać będą musieli mieszkańcy 1 519 gmin.

– Zgadzam się z prawnikami o uznanym dorobku, to rozwiązanie jest niekonstytucyjne. Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy pozbawiać mieszkańców czynnego prawa wyborczego, prawa wybierania osoby, która dobrze rządzi gminą? Dlaczego pozbawiamy obywateli biernego prawa wyborczego, czyli startowania w wyborach do organu wykonawczego gminy więcej niż dwa razy? – powiedział Marek Wójcik dla Zero.pl

Ekspert zwrócił uwagę na inne zagrożenia dla gmin.

Reklama
Reklama

– Te przepisy są nie do zaakceptowania z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Wielokrotnie rozmawiałem z przedstawicielami służb, inspekcji i straży. Podkreślają oni, że w sytuacjach kryzysowych najwięcej kłopotów mieli we współpracy z włodarzami, którzy rządzą gminą pierwszą kadencję. Twierdzą, że potrzeba nawet 2-3 lat, aby nauczyć się kierowania gminą w obliczu różnych zagrożeń i nauczyć się współpracować z Policją, wojskiem, Państwową Strażą Pożarną, itd. W sytuacji wojny za naszą wschodnią granicą nie powinniśmy rezygnować z osób, które wiedzę tę i umiejętności już posiadły i sprawdziły się w sytuacjach kryzysowych – dodał Wójcik.

Wskazał także na zagrożenia w zakresie gospodarki i kampanii wyborczej w najbliższych wyborach samorządowych.

– Kolejny wątek dotyczy gospodarki. Moim zdaniem zachowanie dwukadencyjności nie sprzyja procesom rozwojowym. Z jednej strony odchodzący decydenci nie będą podejmować potrzebnych, choć niepopularnych decyzji, a nowi kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast populistycznie obiecywać będą realizację projektów niepotrzebnych, nieefektywnych, byleby tylko wygrać wybory.

Przedstawiciel strony samorządowej w KWRiST zaapelował o likwidację przepisu o limicie dwóch kadencji.

Reklama
Reklama

Postulujemy likwidację tego przepisu. Wystarczy popatrzeć na wyniki wyborów. Mamy takie województwa, w których w ostatnich wyborach samorządowych wymieniono połowę wójtów czy burmistrzów. Pozwólmy ludziom decydować o swoich losach, nie ograniczajmy im prawa decydowania o swojej przyszłości – powiedział Wójcik.

– Warto zwrócić uwagę, że ludzie nie pchają się do pracy w samorządzie. Niestety, coraz więcej jest gmin, w których kandyduje tylko jedna osoba, chcąca być wójtem lub burmistrzem. Zarządzanie miastem to nie jest eldorado, a wynagrodzenia samorządowych decydentów znacząco odbiegają od tych, które mogliby otrzymywać pracując w biznesie. Chcielibyśmy w samorządach mieć młodych i przedsiębiorczych ludzi. Kto przejdzie z biznesu do samorządu, wiedząc, że po 10 latach straci pracę i będzie musiał wrócić do innego świata, zaczynać życie zawodowe niemal od zera? – podsumował członek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Janusz Cieszyński: to bardzo dobre rozwiązanie

Odmiennego zdania jest poseł Prawa i Sprawiedliwości i były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński.

– Uważam, że dwukadencyjność w samorządzie to bardzo dobre rozwiązanie. Pozwala na zapewnienie rozsądnej wymiany kadr na czele samorządu. Wójt, burmistrz czy prezydent ma bardzo duża władzę i szereg narzędzi, aby zapewnić sobie reelekcję. W bardzo wielu przypadkach włodarz pogrążał się w marazmie, ponieważ miał narzędzia, aby wyeliminować swoją konkurencję. Rozwiązanie o dwukadencyjności mocno temu zapobiega – powiedział w rozmowie z Zero.pl.

Reklama
Reklama

Moim zdaniem powinno być jednak jakieś rozwiązanie, które samorządowcom daje dodatkowy przywilej za pracę z limitem dwóch kadencji. Może to być np. jakiś przywilej emerytalny w postaci podwójnej wysługi lat liczonej do emerytury. Warto ten temat przedyskutować – dodał.

Jego partyjny kolega, poseł i były minister edukacji i nauki Krzysztof Szczucki, przepis o dwukadencyjności ocenia niejednoznacznie.

Mam do tej zmiany stosunek mieszany. Akceptuję potrzebę ograniczenia liczby kadencji, aby ograniczyć potencjał do tworzenia się lokalnych układów – zaczął dla Zero.pl.

– Mam jednak wątpliwość, czy jest to metoda skuteczna, ponieważ odchodzący wójt, dotyczy to zwłaszcza mniejszych gmin, będzie starał się namaścić następcę, który będzie kontynuował pewne lokalne układy – dodał poseł.

Reklama
Reklama

Krzysztof Szczucki zwrócił uwagę na sytuację byłych samorządowców na rynku pracy.

– Dwukadencyjność może też prowadzić do selekcji negatywnej kandydatów – część zrezygnuje, wiedząc, że po 10 latach będzie musiała wrócić na rynek pracy, z którego na 10 lat właśnie wypadła – powiedział, nazywając zjawisko „ryzykiem demokracji”.

– Poza tym druga kadencja dla takiego wójta czy burmistrza może być okresem, kiedy nie trzeba się już starać, ponieważ i tak nie będzie miał szans na reelekcję – dodał.

– Mimo wszystko taka dynamika zmiany może być prorozwojowa. Nawet, jeżeli następca jest namaszczony przez poprzednika, to stanowi nową krew, a więc szansę na zmianę – podsumował były minister.

Reklama
Reklama