Reklama
Reklama

„Możemy stracić niepodległość i suwerenność”. Nowy prezes SN ostrzega

Zbigniew Kapiński, nowy Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, jest gościem Roberta Mazurka w Kanale Zero. Zapraszamy do śledzenia transmisji na żywo na portalu Zero.pl.

zrzut-ekranu_26-5-2026_201534_www-youtube-com
Zbigniew Kapiński w Kanale Zero. (fot. Kanał Zero)
Kapiński: Dzisiaj mamy sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy jeszcze miesiąc czy dwa miesiące wcześniej byli aktywnymi politykami albo posłami określonych ugrupowań. Sam tryb wyboru do Trybunału uważam zresztą za wadliwy i szkodliwy dla państwa, ale taka rzeczywistość obecnie istnieje.

Pytania od widzów
Pytanie od widza: Chciałem zapytać o uchwałę sędziów Sądu Najwyższego z 2020 roku dotyczącą statusu sędziów powołanych przy udziale obecnej KRS. Jak dziś odnosi się pan do tej uchwały?

Kapiński: Mam bardzo krytyczny stosunek do treści tej uchwały. I to nie tylko dlatego, że została później uchylona przez Trybunał Konstytucyjny, ale przede wszystkim z uwagi na jej wewnętrzne sprzeczności.

Przecież procedura wyboru sędziów i postępowanie przed Krajową Radą Sądownictwa w zakresie opiniowania kandydatów były identyczne. Nie widzę więc żadnych podstaw do różnicowania statusu sędziów.

Problem polega również na tym, że nawet część tzw. starych sędziów nie stosuje konsekwentnie tez wynikających z tej uchwały. Dochodziło do sytuacji, w których uchylano wyroki wyłącznie z powodu składu sądu, bez jakiejkolwiek merytorycznej oceny orzeczenia.

W mojej Izbie przez cztery lata było ponad 300 takich przypadków. To pokazuje skalę problemu. Chodzi o powrót do przestrzegania prawa i do sytuacji, w której ocenia się przede wszystkim treść wyroku – to, czy jest zgodny z prawem i oparty na prawidłowych ustaleniach faktycznych.

Nie może być tak, że wyrok jest uchylany wyłącznie dlatego, że wydał go sędzia powołany po 2018 roku przy udziale obecnej KRS. To prowadzi do ogromnych perturbacji w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości.

Kapiński: Postępowanie przez lata było zawieszone z uwagi na rzekomo bardzo zły stan zdrowia generała Kiszczaka. Tymczasem on normalnie funkcjonował – pisał książki, udzielał wywiadów, pracował wokół domu. Pod opiniami o jego ciężkim stanie zdrowia podpisywali się znani lekarze i profesorowie.

To właśnie na mnie spoczęła odpowiedzialność za podjęcie zawieszonego postępowania. I uważam, że najważniejsze było doprowadzenie do prawomocnego zakończenia tej sprawy.

Dziś możemy powiedzieć, że generał Kiszczak został prawomocnie skazany za wprowadzenie stanu wojennego. I uważam, że sąd apelacyjny wykazał się w tej sprawie dużą determinacją – oczywiście działając w granicach prawa.
Wyrok wobec Kiszczaka
Mazurek: Utrzymał pan w apelacji wyrok wobec generała Czesław Kiszczak – dwa lata więzienia w zawieszeniu za wprowadzenie stanu wojennego. Wielu ludzi uważało ten wyrok za absurdalnie łagodny.

Kapiński: Panie redaktorze, z punktu widzenia społecznego zgadzam się z taką oceną. To był bardzo łagodny wyrok w zakresie kary. Trzeba jednak pamiętać, w jakiej sytuacji znajdował się sąd apelacyjny.

Sąd rozpoznawał sprawę wyłącznie w granicach apelacji wniesionej na korzyść oskarżonego. Zgodnie z procedurą karną nie mogliśmy zaostrzyć kary, nawet gdybyśmy uważali, że powinna być surowsza. Mieliśmy ograniczone możliwości: utrzymać wyrok, uchylić go albo uniewinnić.
Kara śmierci
W jakich sytuacjach zgodziłby się pan na karę śmierci?

Kapiński: Uważam, że jako sędzia muszę przede wszystkim kierować się odpowiedzialnością i oceną konkretnego czynu. Oczywiście mam świadomość, że kara śmierci obecnie nie funkcjonuje w polskim systemie prawnym, natomiast odpowiadając czysto hipotetycznie – są sytuacje i zbrodnie tak drastyczne, że byłbym w stanie orzec taką karę.
Kapiński: Przyznaję, że osobiście nie analizowałem materiałów odnalezionych w 2016 roku. Wiem jednak, że odnaleziono teczkę personalną i teczkę pracy. Z mojego doświadczenia orzeczniczego w sądzie lustracyjnym wiem, jakie znaczenie mają tego rodzaju dokumenty.

Z doniesień publicznych wynikało również, że dokumenty zostały poddane badaniom grafologicznym i że eksperci potwierdzili ich autentyczność. W materiałach miało znajdować się m.in. zobowiązanie do współpracy, a teczka pracy zawierała efekty działalności tajnego współpracownika.

Mogę więc powiedzieć tyle: gdybym jako sędzia miał do dyspozycji teczkę personalną i teczkę pracy, a biegli potwierdziliby autentyczność tych dokumentów, to orzeczenie – przy takim materiale dowodowym – mogłoby być tylko jedno: że dana osoba współpracowała z organami bezpieczeństwa państwa.

Pytania o Lecha Wałęsę
Czy Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”?

Kapiński: Panie redaktorze, szanowni państwo – w tej sprawie mamy do czynienia z dwiema rzeczywistościami. Z jednej strony z rzeczywistością faktyczną i prawną, jaka istniała w chwili wydawania orzeczenia, a z drugiej z wiedzą, która pojawiła się później.

Przez prawie 36 lat orzekania prowadziłem bardzo wiele spraw, ale to jest jedyny przypadek takiego kalibru, w którym po 16 latach od wydania orzeczenia odnaleziono – w tzw. szafie czy sejfie Kiszczaka – dokumenty o fundamentalnym znaczeniu dla sprawy, których sąd wcześniej nie miał do dyspozycji.

Kapiński: To nie do zaakceptowania
Kapiński: Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której Polska będzie traktowana gorzej niż inne państwa Unii Europejskiej. A mam poczucie, że w pewnych obszarach tak właśnie jest. Jako Polak, sędzia, patriota, a od jutra także Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, uważam to za nie do zaakceptowania.

W innych krajach, gdy pojawiają się orzeczenia ingerujące w kompetencje państwa, tamtejsze trybunały konstytucyjne reagują natychmiast i jasno wskazują granice wynikające z traktatów. Państwa te nie godzą się na rozwiązania, które ograniczają ich suwerenność poza zakresem wcześniej przekazanych kompetencji.

Kapiński: Oczywiście część kompetencji przekazaliśmy Unii Europejskiej, ale tylko w takim zakresie, jaki wynika z traktatów europejskich. I chcę podkreślić, że jasno wynika to również z orzecznictwa trybunałów konstytucyjnych innych państw – niemieckiego, włoskiego, francuskiego czy rumuńskiego.

W wielu orzeczeniach sądy te wskazywały, że jeśli instytucje europejskie wykraczają poza kompetencje przyznane im traktatami, to takie działania mają charakter ultra vires, czyli wykraczający poza uprawnienia, i nie powinny być respektowane.
Kapiński: W ogóle niepokoi mnie sytuacja, w której polscy prawnicy, sędziowie czy przedstawiciele państwa – wbrew zapisom traktatowym – godzą się na ograniczanie polskiej suwerenności.

W pewnym zakresie rozumiem, że może to wynikać z braku odpowiedzialności albo z przekonania: „my nie wiemy, jak rozwiązać problem, więc niech zrobią to za nas instytucje europejskie”. Ale przecież nie na tym polega istota suwerennego państwa. Państwo ma prawo samodzielnie kształtować własny porządek prawny.
Kapiński: To będzie sytuacja niezwykle niebezpieczna
Kapiński: Znajdujemy się obecnie w bardzo poważnej sytuacji. Oczywiście, że możemy wiele stracić – możemy stracić niepodległość i suwerenność. Suwerenność państwa składa się przecież z konkretnych elementów, w tym także z suwerenności prawnej.

Jeżeli polskie prawo nie będzie stanowione przez polski Sejm i Senat przy udziale prezydenta, lecz de facto narzucane przez instytucje europejskie, to będziemy tracili suwerenność. To jeden z jej najważniejszych elementów.

Jeżeli pozbawimy się możliwości samodzielnego stanowienia prawa, a organy europejskie – wbrew traktatom i wbrew polskiej konstytucji – będą decydowały o tym, jak mamy interpretować własną konstytucję, to będzie to sytuacja niezwykle niebezpieczna. Tym bardziej, że w innych państwach Unii Europejskiej takie rozwiązania nie funkcjonują.
Giertych napisał, że choć nie popiera nominacji Kapińskiego bez zgody obecnej KRS, to ma nadzieję, że będzie zdolny do kompromisu z „prawidłowo powołaną” Krajową Radą Sądownictwa, który miałby uzdrowić sytuację w Sądzie Najwyższym. – To nie jest żadne odkrycie. Ja od dawna jestem gotowy do kompromisu. Już wtedy, gdy kandydowałem na stanowisko prezesa kierującego Izbą Karną, wielokrotnie podkreślałem potrzebę porozumienia i szukania rozwiązań, które pozwolą uspokoić sytuację w wymiarze sprawiedliwości – odparł gość Roberta Mazurka. 
Kapiński o sprawie Romana Giertycha: Rzeczywiście orzekałem w sprawie Romana Giertycha, ale takich spraw miałem bardzo wiele.

To był okres, kiedy w sądzie funkcjonował system losowego przydziału spraw i przez ponad dwa lata miałem chyba największą liczbę losowań. Na jednym posiedzeniu potrafiłem mieć po 18–20 spraw tego rodzaju. Dlatego nie pamiętam dziś wszystkich szczegółów tej konkretnej sprawy.

Natomiast jedno mogę powiedzieć z całą pewnością – orzekałem zgodnie z prawem i zgodnie z materiałem dowodowym.
Kapiński: Jestem gotów poświęcić swoją dalszą karierę
Kapiński o potrzebie reformy sądownictwa: Dla dobra Polski jestem gotowy zrezygnować ze swojego stanowiska. Jestem patriotą i dobro ojczyzny, a także dobro wymiaru sprawiedliwości, są dla mnie wartościami najważniejszymi.

Bardzo poważnie traktuję rotę sędziowskiego ślubowania. To przede wszystkim kwestia odpowiedzialności. Jeżeli taki „reset” – mówię tutaj na przykład o Sądzie Najwyższym – miałby pomóc w uzdrowieniu sytuacji, to jestem gotów ponieść osobistą konsekwencję takiego rozwiązania.

Nie chcę wypowiadać się za innych, mogę mówić wyłącznie za siebie. Ale jeśli uznano by, że potrzebne jest wybranie nowego Sądu Najwyższego i udałoby się wypracować w tej sprawie porozumienie, to jestem gotów poświęcić swoją dalszą, sześcioletnią kadencję prezesa i złożyć ją na ołtarzu ojczyzny dla dobra państwa. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Kapiński: Moim zdaniem po 1989 r. należało otworzyć nowy etap i oczyścić wymiar sprawiedliwości z tych sędziów, którzy sprzeniewierzyli się zasadzie niezawisłości i służyli ówczesnej władzy komunistycznej.
Pierwszy Prezes SN: Niedawno odbyła się bardzo interesująca konferencja zorganizowana przez Krajową Radę Sądownictwa, podczas której prezentowano materiały archiwalne dotyczące części sędziów Sądu Najwyższego z dawnej Izby Wojskowej. Z dokumentów wynikało, że niektórzy z tych sędziów aktywnie uczestniczyli w działaniach władz stanu wojennego.

Chodziło między innymi o podpowiadanie, jak formułować zarzuty i akty oskarżenia, aby jak najwięcej osób prowadzących działalność opozycyjną zostało skazanych. To sytuacja całkowicie niedopuszczalna. Co więcej, żaden z tych sędziów nie został do dziś ani wydalony ze służby, ani nawet ukarany dyscyplinarnie. To jest absolutnie niedopuszczalne.
Kapiński: Ja doskonale rozumiem tę sytuację i właśnie na tym, moim zdaniem, polega szkodliwość tego rodzaju działań – na dzieleniu sędziów na „neo”, „paleo” i używaniu wobec nich innych pejoratywnych określeń. Nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych ani faktycznych.

To całkowicie wykreowany problem, który prowadzi do destrukcji wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji także do destrukcji państwa.
Kapiński: Nie ma podstaw do dzielenia sędziów
Kapiński: Chcę powiedzieć, że kierując pracą Izby Karnej przez ostatnie trzy lata, starałem się działać w bardzo trudnych warunkach, związanych z podziałami, o których pan redaktor wspomniał, używając określeń „neo” i „paleo”. Ja nie lubię tych pojęć, ponieważ uważam, że nie ma żadnych podstaw – ani prawnych, ani faktycznych – do dzielenia sędziów. Określenie „neo” uważam wręcz za obraźliwe. Dlatego go nie używam. Są po prostu sędziowie Rzeczypospolitej.
Kapiński: Powiedziałem wczoraj panu prezydentowi, że z jednej strony jest to ogromny zaszczyt, bo mam świadomość, że to ukoronowanie sędziowskiej kariery. Z drugiej jednak strony, patrząc przez pryzmat mojego doświadczenia i spraw, które prowadziłem, jest to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność.

To odpowiedzialność za około 500 osób pracujących w Sądzie Najwyższym, w tym niespełna 100 sędziów. Pozostali to pracownicy, którzy rzetelnie wykonują swoje obowiązki w poszczególnych izbach i wydziałach, a także pracownicy obsługi. Pierwszy Prezes odpowiada za stworzenie warunków do prawidłowego funkcjonowania Sądu Najwyższego.

Kapiński: Mógłbym o takich rzeczach myśleć, natomiast do swoich obowiązków jako sędzia podchodzę bardzo poważnie. Jeszcze poważniej traktuję obowiązki prezesa – najpierw kierującego Izbą Karną, a teraz Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

Kapiński do wiceministra Mazura: Ja uważam, że przyjdzie taki czas, kiedy pan sędzia będzie się tego wstydził i powinien się wstydzić, gdyby rzetelnie zbadał moje sprawy, w których orzekałem. Pan sędzia Mazur nawet nie dotknął 10 proc. tego rodzaju poważnych spraw, z którymi ja miałem do czynienia chociażby w sądzie apelacyjnym w Wydziale lustracyjnym, ale także w wydziale karnym, gdzie to były sprawy, można powiedzieć, najcięższej wagi. 

Wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur napisał, że Kapiński w warunkach uczciwego i rzetelnego konkursu nie dostałby się do Sądu Najwyższego ze względu na bardzo niską stabilność orzecznictwa. – Nie wiem, skąd pan sędzia, minister Mazur, ma takie dane, ale one są całkowicie nieprawdziwe. Wszystkie opinie na mój temat, jakie trafiły do KRS-u, były bardzo pozytywne. Mówię o tych i sprzed wielu lat i o tej ostatniej do Sądu Najwyższego – odpowiedział Mazur. 

Kapiński: Ci, którzy opowiadają takie niestworzone rzeczy, bajki, to są osoby oderwane od rzeczywistości, które traktuje z przymrużeniem oka. Niektóre wypowiedzi nie mają żadnego odzwierciedlenia ani w obowiązujących przepisach prawa, ani w rzeczywistości funkcjonującej w Sądzie Najwyższym, w sądach powszechnych.

Mazurek do Kapińskiego: Jest pan funkcjonalny PiS-iorem, bo od PiS-u przyjmuje pan stanowiska.

Kapiński: Idąc tym tokiem rozumowania, to ja mając cztery nominacje, jedną przyjąłem od pana prezydenta Wałęsy, dwie od pana prezydenta Kwaśniewskiego, który chyba był, jak mi się wydaje, z Lewicy i jedną od pana prezydenta Dudy do Sądu Najwyższego.

Kapiński: 12 listopada tego roku minie dokładnie 36 lat od momentu, kiedy po raz pierwszy wyszedłem na salę sądową jako młody asesor w Sądzie Rejonowym w Siedlcach.

Mazurek zwrócił uwagę, że Ministerstwo Sprawiedliwości uważa Kapińskiego za „pełniącego obowiązki” pierwszego prezesa SN. - Ja już słyszałem różne wypowiedzi, różne opinie. Oczywiście one nie mają żadnego odzwierciedlenia w przepisach prawa i rzeczywistości – odparł pierwszy prezes SN. 

Kapiński: Ja swoje zrobiłem zgłaszając moją osobę na stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego i te procedury zostały dopełnione. Wiedziałem, że wybór jest w rękach pana prezydenta i to jest jego suwerenna decyzja. A ja nie mam żadnego wpływu na to, co się wydarzy, czyli którą z tych osób wybierze prezydent. 

Kapiński: Gdybym kandydował na drugą kadencję prezesa Izby Karnej, bo prawo na to pozwala, to ja nie mógłbym przewodniczyć temu zgromadzeniu i trzeba by było uruchomić procedurę; wystąpić do pana prezydenta i z kontrasygnatą pana premiera.
Kapiński: Wiem, że pan minister Bogucki, szef kancelarii, przekazał komunikat do Polskiej Agencji Prasowej, że prezydent zmieści się w ustawowym terminie (powołania pierwszego prezesa SN). Ja spodziewałem się, że decyzja będzie albo w poniedziałek, albo we wtorek. W związku z tym, że to się zbiegało z końcem kadencji mojej jako prezesa kierującego Izbą Karną, więc też zaplanowałem, że będę w Warszawie od poniedziałku.
Kiedy pan się dowiedział, że zostanie pierwszym prezesem SN? – pytał Mazurek. – Wczoraj – odpowiedział Kapiński.

Prezydent Karol Nawrocki powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na nowego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Prezydent wybrał Kapińskiego spośród pięciu kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego. Sędzia uzyskał największe poparcie spośród kandydatów – otrzymał 18 głosów.

Zbigniew Kapiński jest specjalistą od prawa karnego, wcześniej orzekał m.in. w sądach w Siedlcach i w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, a do Izby Karnej SN trafił w 2022 r. W ostatnich latach był zaangażowany w głośne sprawy dotyczące m.in. mandatów poselskich Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika oraz statusu Dariusza Barskiego.

Wokół kandydatury Kapińskiego pojawiały się kontrowersje związane z jego udziałem w składzie sądu, który w 2000 r. uznał, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Krytycznie o możliwym wyborze sędziego wypowiadali się wcześniej m.in. Jarosław Kaczyński oraz Sławomir Cenckiewicz.

Źródło: Zero.pl
Filip Baczkura
Filip BaczkuraDziennikarz
Reklama
Reklama