Do mieszkania dziennikarki Aleksandry Fedorskiej przyszło czterech policjantów w cywilu, choć wcześniej nie dostała żadnego wezwania. W piątek została przesłuchana jako świadek. Jej pełnomocnik mówi o „miękkich szykanach” i sile niewspółmiernej do sprawy. Policja nie ujawniła, czego dotyczy postępowanie, ale pojawiły się nieoficjalne informacje.

- W środę wieczorem pod drzwiami poznańskiego mieszkania Aleksandry Fedorskiej pojawiło się czterech policjantów w cywilu, a dwa dni później dziennikarka została przesłuchana jako świadek w Komendzie Miejskiej Policji w Poznaniu.
- Fedorska nie otrzymała wcześniej wezwania i nie ma w sprawie statusu strony ani zarzutów, a jej pełnomocnik Mikołaj Drozdowicz wskazuje na brak wezwania w trybie art. 129 Kpk i mówi o „miękkich szykanach”.
- Policja i prokuratura nie ujawniły, czego dotyczy postępowanie, a według nieoficjalnych ustaleń Tysol.pl miałoby ono wiązać się z inną sprawą, dotyczącą ukraińskiej firmy wynajmującej pomieszczenia od poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego.
W środę wieczorem, jak podaje pełnomocnik dziennikarki, pod drzwiami poznańskiego mieszkania Aleksandry Fedorskiej pojawiło się czterech funkcjonariuszy w cywilu, trzech mężczyzn i kobieta. Dziennikarki nie było wtedy w domu, przebywała na wyjeździe służbowym w Gdańsku.
Wizytę zarejestrował monitoring w budynku. Do przesłuchania Fedorskiej w charakterze świadka doszło ostatecznie w piątek w Komendzie Miejskiej Policji w Poznaniu.
Jak przekazała sama Fedorska, o wizycie dowiedziała się telefonicznie: dzwoniący przedstawił się jako policjant i poinformował, że ma zeznawać w ważnej sprawie. Dziennikarka podkreśliła, że nie miała wcześniej wiedzy o takim wezwaniu, a sytuacja ją zaniepokoiła.
„Biorąc pod uwagę sposób, w jaki traktuje się teraz dziennikarzy, to jeśli ktoś chciał mnie przestraszyć, to przestraszył. Szczególnie jako matkę” – stwierdziła.
Stanowisko pełnomocnika
Obszerne stanowisko w sprawie wydał pełnomocnik dziennikarki, radca Mikołaj Drozdowicz, który towarzyszył jej podczas przesłuchania. Zastrzegł, że nie może ujawnić przebiegu czynności procesowej, w tym zadawanych pytań i udzielonych odpowiedzi. Jak zaznaczył, sama sprawa „mogłaby mieć charakter absurdalny, gdyby nie okoliczności towarzyszące tej nieoczekiwanej wizycie”, które, w jego ocenie, „wzbudzają bardzo głęboki niepokój”.
Pełnomocnik zwrócił uwagę, że Fedorska nie jest stroną żadnego postępowania, nie usłyszała zarzutów i nie otrzymała wezwania do stawiennictwa w trybie art. 129 par. 1 Kodeksu postępowania karnego. Za nieuzasadnioną uznał skalę reakcji. „Nic nie tłumaczy tego rodzaju najścia aż czterech funkcjonariuszy, zwłaszcza gdy kontakt z panią redaktor nie jest w żaden sposób utrudniony” – napisał, dodając, że gdyby chodziło o wezwanie w pilnej sprawie, wystarczyłby telefon.
Drozdowicz posunął się dalej w interpretacji intencji policji. Jego zdaniem to nieobecność dziennikarki w domu „uchroniła ją od poważnych konsekwencji, w tym być może próby wtargnięcia do jej mieszkania oraz przeszukania z pogwałceniem zasad ochrony tajemnicy dziennikarskiej”. Zastrzegł zarazem, że są to przypuszczenia. Sugerował też, że obecność monitoringu w budynku mogła podziałać na funkcjonariuszy „tonizująco”.
Pełnomocnik opisał również przebieg kontaktu z policją, wskazując na jego wewnętrzną sprzeczność. Według niego w czwartek jeden z funkcjonariuszy tłumaczył wizytę „sprawą niecierpiącą zwłoki”, ale na propozycję, by dziennikarka sama stawiła się na komisariacie, miał odpowiedzieć, że „postępowanie jest dynamiczne i nie jest jasne, czy i kiedy taka czynność będzie konieczna”.
„W środę po południu policja w sprawie niecierpiącej zwłoki w sile czterech funkcjonariuszy nachodzi dziennikarkę, a w czwartek rano okazuje się, że sprawa już pilna nie jest” – podsumował. Zaznaczył, że do przesłuchania doszło ostatecznie z jego inicjatywy, między innymi po to, by odebrać funkcjonariuszom „choćby pozorny powód” do ponownej wizyty w mieszkaniu.
Pełnomocnik dra Jędrzejewskiego o przesłuchaniu: Do tego nie powinno dojść
Samo przesłuchanie pełnomocnik ocenił jako czynność „jedynie pro forma”, przeprowadzoną, jak twierdzi, „aby zachować pozory legalności całej akcji”. Całość skwitował mocno: „Nigdy nie uczestniczyłem w bardziej absurdalnej czynności”.
W konkluzji Drozdowicz sformułował dwie możliwe interpretacje. „Nie mam wątpliwości, iż chodzi o działanie na polityczne zamówienie lub wyjątkową dezynwolturę organów ścigania, które w relatywnie drobnej sprawie wystąpiły z całą swoją mocą, strzelając z armaty do wróbla” – napisał.
Sytuację nazwał „klasycznym przykładem tzw. miękkich szykan”, mających zastraszyć dziennikarkę i wywołać u niej poczucie niepewności. Zapewnił przy tym, że zadbano o to, by tajemnica dziennikarska „nie została w jakikolwiek sposób naruszona”, oraz odwołał się do wolności słowa, wskazując, że najście na dziennikarkę podejmującą trudne dla władzy tematy powinno budzić czujność „każdego miłującego wolność obywatela”, niezależnie od poglądów.
Oficjalnie nie podano, jakiego postępowania dotyczyły czynności. Według nieoficjalnych ustaleń Tysol.pl wizyta miała mieć związek z głośną medialnie sprawą, dotyczącą dwóch mężczyzn, którzy 3 lipca w Poznaniu chcieli wejść do siedziby ukraińskiej firmy pod pozorem sprawdzenia, czy właścicielka „wspiera Stepana Banderę”. Firma znajduje się na terenie Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu
Ani policja, ani prokuratura nie potwierdziły tego związku. Nie wiadomo także, dlaczego funkcjonariusze udali się pod mieszkanie dziennikarki, zamiast skorzystać ze standardowego wezwania.
Aleksandra Fedorska jest dziennikarką Tysol.pl i szefową Radia Debata. W ostatnich latach publikowała materiały dotyczące relacji polsko-niemieckich oraz kwestii migracyjnych. Pracowała dla niemieckich mediów i przedstawiana jest jako ekspertka do spraw polsko-niemieckich.