Reklama
Reklama

Dzień Matki oczami córki. Co naprawdę dziedziczymy po mamie?

TYLKO NA

Między matką a córką zostaje coś, czego nie da się spakować przy wyprowadzce z domu. Ten niewidzialny bagaż potrafi towarzyszyć przez całe życie – w decyzjach, relacjach i sposobie patrzenia na siebie.

Dzień Matki
Matki, które miały problem z fizyczną i emocjonalną bliskością, miały córki, u których ten sam problem wracał w dorosłych związkach. Inne pokolenie, inne życie, a wzorzec ten sam. (fot. BAIMIRO / Shutterstock)

Trzydziestoletnia kobieta dzwoni do matki przed każdą ważną decyzją zawodową. Czterdziestoletnia czuje ucisk w żołądku, kiedy ma jej powiedzieć, że nie przyjedzie na święta. Pięćdziesięcioletnia stoi przed lustrem i słyszy w głowie zdanie, które matka powiedziała jej, gdy miała dwanaście lat. Relacja matki z córką nie kończy się bowiem w momencie wyprowadzki z domu, ale przechodzi w inny tryb i działa dalej, często do końca życia.

Badacze diagnozowali tę relację przez wiele lat. Lista rzeczy, które córka po matce przejmuje, okazała się zaskakująco długa.

Znacznie więcej niż geny

Biologia przekazuje kolor oczu, grupę krwi i niektóre podatności zdrowotne. Resztę przekazuje coś innego, w tym między innymi modelowanie matki. Lista jest długa:

• sposób, w jaki córka będzie radziła sobie ze stresem i napięciem
• komfort lub dyskomfort wobec fizycznej i emocjonalnej bliskości w dorosłych związkach
• stosunek do własnego ciała i nawyki żywieniowe
• poziom samooceny
• nawyk mówienia o emocjach albo tłumienia ich w sobie
• umiejętność postawienia granicy w bliskich relacjach
• styl, w jakim córka rozwiązuje konflikty
• przekonania o tym, co kobiecie wypada, a czego nie
• podatność na depresję i zaburzenia lękowe
• gotowość do okazywania czułości własnym dzieciom

Reklama
Reklama

Każde z tych zjawisk wynika z konkretnych przyczyn, ale trzy mechanizmy stoją za większością z nich.

Czytaj także: Pogoda na spacer: co zrobić z pustą butelką?

Sposób, w jaki matka radzi sobie z emocjami

Zanim dziecko nauczy się mówić, ma już „wgrany” wzór tego, jak reaguje się na trudności. Wzór pochodzi od osoby, która się nim opiekuje. Kiedy matka zamyka się w sobie pod presją, córka uczy się zamykać. Kiedy matka milczy w gniewie, milknie tak samo.

Z badań nad tym, jak styl przywiązania przechodzi z pokolenia na pokolenie, wynika, że jeden wzorzec przejmuje się szczególnie skutecznie — dyskomfort z bliskością. Matki, które miały problem z fizyczną i emocjonalną bliskością, miały córki, u których ten sam problem wracał w dorosłych związkach. Inne pokolenie, inne życie, a wzorzec ten sam.

Reklama
Reklama

Emocjonalna edukacja dziecka nie odbywa się w szkole. Odbywa się przy kuchennym stole, w samochodzie i w drobnych chwilach, w których matka coś robi z własnym napięciem. Matka, która w stresie zamyka się w sobie, daje córce instrukcję obsługi stresu na resztę życia.

Stosunek matki do własnego ciała

Dziewczynka patrzy, jak matka stoi przed lustrem i komentuje swoje uda. Uczy się przy tym dwóch rzeczy naraz: że ciało jest czymś, co się ocenia, i że jej własne za chwilę też będzie oceniane.

Z badań nad rozmowami o ciele w domach z dorastającymi córkami wynika jasna zależność. Im więcej matki narzekają na własną wagę, tym więcej zachowań typowych dla zaburzeń odżywiania pojawia się u ich córek. Konkretne diety przychodzą i odchodzą. Przekonanie, że ciało stale wymaga poprawiania, zostaje.

Reklama
Reklama

Mechanizm działa też w drugą stronę. Córki matek, które o swoim ciele mówiły spokojnie i bez wojny, mają zdrowszy stosunek do siebie przez całe dorosłe życie.

Bliskość z matką to coś innego niż zależność od niej

W badaniu na ponad czterystu młodych kobietach wynik był jednoznaczny. Im bliżej dorosła córka czuje się z matką, tym wyższa jest jej samoocena. Im bardziej jest od matki zależna w codziennych decyzjach, tym niższa.

To są dwa różne mechanizmy, które łatwo pomylić. Bliskość wzmacnia, a zależność osłabia – nawet jeśli z zewnątrz wygląda jak głęboka więź. Trzydziestoletnia kobieta, która dzwoni do matki przed każdą decyzją, nie jest z matką blisko. Zatrzymała się w połowie procesu oddzielania.

Czytaj też: Symulator Jezusa od polskiego studia – hit czy kontrowersja?

Reklama
Reklama

Pięć zasad, które porządkują dorosłą relację córki z matką

Bliskość różni się od symbiozy. Jedna szczera rozmowa raz w tygodniu robi więcej niż codzienny telefon podyktowany poczuciem winy.
Granica nie jest aktem agresji. Powiedzenie matce „nie” w jednej sprawie nie unieważnia więzi. Brak granic ją psuje, bo zamienia relację w rolę.
Komentarze o ciele powinny zostać poza rozmową. Matki, które przestają komentować wagę córki i swoją własną, dość szybko zauważają, że córka zaczyna z nimi rozmawiać o sprawach, o których wcześniej milczała.
Historia matki nie jest wyrokiem dla córki. Dorosła córka, która rozumie, dlaczego matka zachowywała się tak, a nie inaczej, ma większą szansę nie powtórzyć tego samego ze swoim dzieckiem.
Wdzięczność i krytyka mogą istnieć równocześnie. Dorosła córka może cenić matkę za to, co dostała, i jednocześnie nazywać po imieniu to, co ją zraniło. Jedno nie unieważnia drugiego.
W Dniu Matki łatwo zatrzymać się na kwiatach i czekoladkach. Dużo trudniej zatrzymać się przy pytaniu, co z tej relacji warto wziąć ze sobą dalej, a czego nie chce się już powtarzać. Pierwsze załatwia się w kwiaciarni. Drugie zostaje na lata.

Źródło: Zero.pl
Mateusz Grzesiak
Mateusz GrzesiakPsycholog, wykładowca akademicki, doradca strategiczny - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama