Reklama
Kultura

Siedem punktów. Jakub Żulczyk radzi, jak pisać (i przepisywać)

Jakub Żulczyk bez taryfy ulgowej rozlicza współczesny rynek wydawniczy i zdradza 7 brutalnych zasad literackiego rzemiosła. Po dziesiątkach tysięcy d***godzin spędzonych przy klawiaturze wykłada kawę na ławę: sukces bywa fartem, fabuła jest drugorzędna, a pisanie to przede wszystkim bezwzględne przepisywanie. Masz w sobie dość odwagi, by poznać prawdę o tym fachu?

Jakub Żulczyk
Opinia autorstwa: Jakub Żulczyk
Dzisiaj 05:59
13 min
Jakub Żulczyk na łamach Magazynu Zero bez taryfy ulgowej rozlicza mity wokół zawodu pisarza. (fot. NurPhoto / Getty Images)
TYLKO NA

Tekst ukazał się w Magazynie Zero#2.

  • Żaden tekst nie powstaje od razu w ostatecznej formie. Kluczem do dobrej książki nie jest bezbłędny pierwszy szkic, ale bezwzględna redakcja, pokora wobec uwag redaktora i ciągłe czytanie własnych zdań na głos.
  • Dobra proza działa jak muzyka – ma swój swing i wewnętrzny rytm, na który czytelnik podświadomie się nakręca. Same kunsztowne opisy i skomplikowane światy są tylko nudną dekoracją, jeśli tekst nie ma w sobie życia.
  • Literatura young adult i wattpadowa bije rekordy popularności, ale autorzy często dostają książki wydrukowane „prosto z Worda”, tracąc szansę na warsztatowy szlif. W tym zawodzie sukces finansowy bywa ślepym fartem, a podstawą są tysiące przepracowanych przy klawiaturze „d***godzin”.

Opublikowałem jakiś czas temu krótki post na Threads o pisaniu. Nie lubię uczyć pisać, dawać rad à propos pisania – nie sądzę, abym był w tym jakiś świetny. To, co wiem o pisaniu, jest w dużej mierze intuicyjne. Technikę pisarską mam pod palcami, tworzenie nie jest dla mnie procesem intelektualnym. Tekst to moja muzyka, gram ją uparcie, długo fałszując, aż w końcu wyciągnę z trudem ten właściwy ton. Zdarza się to dopiero w procesie redakcji.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Żulczyk: Nie róbcie z nas nierobów. Dlaczego Stanowski nie ma racji

Mimo to wyrzuciłem z siebie post, który brzmiał mniej więcej tak:

1. Pisanie to przepisywanie.

2. To, co piszesz, musi być dla ciebie rzeczywiście pasjonujące.

3. To, co jest rzeczywiście wciągające w prozie to nie fabuła, nie postaci tylko fraza i wewnętrzny rytm tekstu. Fabuła i postaci są drugie w kolejności.

4. Każde pieniądze, jakie zarobisz na pisaniu, to fart.

5. Musisz czytać nie tylko rzeczy, które cię interesują.

6. Musisz czytać stare książki z dziwnymi okładkami, znalezione w antykwariatach, o których nie masz pojęcia.

7. Nie myśl o gatunkach, myśl o opowieści.

Środowisko meneli

Napisałem te siedem punktów, dyktowany dość egzotyczną dla mnie emocją – troską o obcych ludzi. Na Threads ma się świetnie mocna społeczność młodych pisarek i pisarzy, wymieniających się pomysłami, dopingujących się nawzajem i dzielących się pierwszymi obtarciami w boksie z wieloramiennym monstrum o nazwie Rynek Wydawniczy.

Reklama
Reklama

Gdy po raz pierwszy złapałem kontakt z tymi ludźmi, nabrałem pewnego poczucia zazdrości. Owszem, ja jako młody, debiutujący autor dwadzieścia lat temu również funkcjonowałem w jakiejś tam społeczności osób piszących, ale trzeba napisać to wprost – byliśmy menelami, siedzieliśmy w Pięknym Psie, ktoś tam pisał wiersze, ktoś bardziej płakał, komuś odklejała się już tapeta, pozdrawiam wszystkich.

Przeczytaj także: Ty portfel we mnie masz. „Toy Story 5” rozbija bank, ale czy podbija serce?

Wspieranie się w tym niewątpliwie trudnym i średnio sensownym fachu, jakim jest pisanie, jawiło nam się jakąś abstrakcją, o ile w ogóle przychodziło nam do głowy. Pozazdrościłem małolatom z Threads tej rzeczywistej sympatii, wspólnotowości i wzajemnej serdeczności, kompletnie odwrotnej do emocji, które sam pamiętam z tzw. środowiska literackiego. W nim największym grzechem jest odnieść sukces i nie mieć z jego powodów wyrzutów sumienia.

Miałem jednak i mam nieodparte wrażenie, że ci autorzy, wywodzący się ze społeczności wattpadowych i zajmujący się szeroko pojętą literaturą young adult, zostali wrzuceni na głęboką wodę rynku bez odpowiedniej opieki i jakiegokolwiek wytłumaczenia, na czym polega tak naprawdę praca pisarska.

Reklama
Reklama

Z postów tych dzielnych osób piszących wynikało często, że nie mają oni zielonego pojęcia, na czym polega np. praca redaktora czy też elementarna praca konstrukcyjna nad tekstem. Miałem i mam nieodparte wrażenie, że literatura young adult (przypis dla zgredów: to te wszystkie książki o angielskich tytułach, które czytają wasze nastoletnie córy) sprzedaje się w tak zatrważających nakładach, bo wydawca kompletnie nie ma czasu ani potrzeby szlifowania, wygładzania i obrabiania tekstu, wrzucając ich książki po prostu na matrycę drukarską niemal prosto z Worda autorów.

Te przypuszczenia potwierdza moje kartkowanie w sklepach książek tych autorów.

Uwaga: nie jestem człowiekiem, który uważa, że literatura dla młodzieży, literatura użytkowa, romans, young adult jako gatunki to coś z gruntu złego.

Mam wrażenie po prostu, że te książki są niedorobione, niekompletne, a najbardziej tracą na tym niedorobieniu sami autorzy, gdyż potem piszą dalej, myśląc, że to dobre, że tak trzeba.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Arleta Bojke redaktor naczelną Zero TV. W planach nowe formaty

Książki prosto z Worda, grzechy literatury YA

O ile nie miałem w swoich trudnych i gniewnych początkach dostępu do prawdziwego „pisarskiego community", bo „prawdziwi" „pisarze" siedzieli wtedy przy stoliku dla dorosłych, to miałem z kolei coś, czego nie mają oni – mojego pierwszego wydawcę Pawła Dunina-Wąsowicza.

Paweł miał jakąś swoją własną wizję książki jako całości, drogi literackiej, umiał zredagować mój tekst, doradzić mi, pokazać, co w tym co robię, jest cenne i fajne i szczerze obsztorcować za skręcanie w ślepe uliczki.

We wrześniu 2025 roku minęło 20 lat od czasu, gdy Paweł opublikował w magazynie „Lampa" moje opowiadanie „Gamecube girl", nazywając je rewelacyjnym debiutem. I to Paweł naprowadził mnie na moją pierwszą powieść „Zrób mi jakąś krzywdę", którą później wydał, mówiąc: – Te moje pozostałe prozy nie są dobre, Kuba; ja po prostu chcę wiedzieć, co się dalej stało z dziewczyną i chłopakiem z tego opowiadania.

Reklama
Reklama

Paweł, wiem, że bywałem okropny, obrażałem się jak ostatni srajtuch, ale zawsze będę twoim dłużnikiem.

Może te siedem punktów to taka nieporadna próba spłacenia dalej tego długu. Zatem korzystając z zaproszenia Przemka Rudzkiego i uprzejmości łamów Magazynu Zero, postaram się te siedem punktów jako tako rozwinąć.

Pisanie to przepisywanie

No tak, żaden tekst nie powstaje w swojej ostatecznej formie. Nawet jeśli świetnie przygotujesz się do napisania swojej opowieści, zrobisz sobie drabinkę fabularną, drzewa genealogiczne bohaterów, jeśli doskonale będziesz wiedział, co właściwie chcesz napisać – ja nigdy tak nie robię, bo zanudziłbym się na śmierć – to i tak będziesz przepisywał.

Reklama
Reklama

Każdego dnia będziesz przepisywał to, co napisałeś wczoraj. Jak skończysz pisać pierwszą wersję tekstu, zrobisz z niej drugą. Z drugiej zrobisz trzecią. Będziesz wywalał i dopisywał. Będziesz wątpił. Za każdym razem, gdy będzie ci się wydawać, że napisałeś coś świetnego, wątp w to. Z trzeciej zrobisz czwartą.

Nie bój się rozwalać tekstu u podstaw. Dario przyszedł mi do głowy w połowie pisania książki. Co się zdarzyło z Piotrkiem w „Informacji zwrotnej" – przyszło jeszcze później.

Uwaga – nie jesteś w szkole i nie piszesz wypracowania z polskiego. Na to pobojowisko potem wejdzie redaktor. Redaktor musi znaleźć słabości tekstu, te mikro (w obrębie zdania, akapitu) i te makro. Słuchaj się redaktora. Redaktor to nie jest pani w szkole, nie wystawia ci oceny. Nie obrażaj się. Macie zrobić jak najlepszą książkę.

Przeczytaj także: Popkulturowa Republika Ludowa

Reklama
Reklama

Nie zrobisz tego sam. Intuicja jest krótka, człowiek jest ślepy na własny tekst. Potrzebujesz pary zewnętrznych oczu, oczu zawodowca, a nie oczu mamy, która powie ci zawsze, że jesteś wspaniała/wspaniały.

To, co piszesz, musi być dla ciebie rzeczywiście pasjonujące

Tak, musisz interesować się własnym tekstem, bo inaczej wyjdzie ci bubel. Pisząc, przekazujesz emocje czytelnikowi. Jeśli twoje emocje podczas pisania to zmęczenie i irytacja, czytelnik również je dostanie i poczuje je podczas czytania. Nie idź za trendami. Nie kombinuj. Jaka jest najciekawsza historia, którą usłyszałaś/eś w tym roku? Jaki był twój najbardziej wyraźny sen? Jaki jest twój największy lęk? Idź za tym.

Tym, co rzeczywiście wciąga w prozie, nie jest fabuła ani postaci, tylko fraza i wewnętrzny rytm tekstu

Fabuła i postaci są drugie w kolejności. Owszem, fabuła i postaci są ważne, ale nie powiem ci o nich niczego superciekawego, najlepiej nauczysz się dramaturgii, oglądając filmy i czytając książki – o tym zaraz.

Natomiast mogę powiedzieć ci coś o frazie tekstu. Jak napisałem wcześniej, tekst jest jak muzyka. Kropki to akcenty. Zdania układają się w pewien rytm. Czytelnik słyszy ten rytm. Nakręca się na niego. Idzie po jego sznurku w labirynt tego, co napisałeś.

Reklama
Reklama

Wielu początkowych autorów próbuje pisać „ładnie", tworzyć bogate opisy, kunsztowne zdania. To dekoracja, każda dekoracja musi być przytwierdzona do sztywnego rusztowania. Tekst musi żreć. Teksty są na cztery, na trzy, swingują, dokładnie tak jak muzyka.

Przeczytaj także: Geralt z Polski. Kręty szlak „Wiedźmina"

Chcesz się tego nauczyć? Czytaj na głos to, co napisałeś, każdego dnia, gdy skończysz pisanie. Uwierz, że gdy to zrobisz, usiądziesz i zaczniesz znowu przepisywać. Słuchaj audiobooków, czytanych przez dobrych lektorów.

Każde pieniądze, jakie zarobisz na pisaniu, to fart

No niestety, ale tak jest. Nie masz pojęcia, czy będziesz z tego żył. Nie po to to robisz. Opowiedz swoją historię. Bądź szczery. Pracuj nad warsztatem. Może się uda.

Reklama
Reklama

Nikt nie wie, jak napisać bestseller. Moim pierwszym bestsellerem była moja szósta powieść. „Ślepnąc od świateł".

Pisałem ją w desperacji, byłem wściekły, chciałem żyć z pisania. Miała być ostatnią, jeśli się nie uda. Udało się. Dlaczego akurat z tą – wiem dopiero teraz. Gdy ją pisałem, nie miałem o tym zielonego pojęcia.

Musisz czytać nie tylko rzeczy, które cię interesują

Masz swoich ulubionych autorów, gatunki. Olej to. Zacznij czytać inne rzeczy. Idź do biblioteki. Idź do sklepu. Szukaj, pytaj. Przeczytaj do końca książkę, która cię nudzi. Książkę w gatunku, którego nie lubisz. Książkę, która wydaje ci się dziwna i trudna. Dowiedz się, czy twój ulubiony film jest na podstawie książki i przeczytaj ją.

Reklama
Reklama

Musisz czytać stare książki z dziwnymi okładkami znalezione w antykwariatach, o których nie masz pojęcia

Za komuny wydawano mnóstwo wspaniałej literatury zagranicznej, w świetnych tłumaczeniach. Książki z PIW-u, z serii Nike kupisz u bukinistów za grosze. Jest mnóstwo świetnych polskich pisarzy, o których nie masz pojęcia.

Przeczytaj także: James Bond to 10/10. A jak wypada sama gra? Recenzujemy „007 First Light”

Słyszałeś kiedyś o Leopoldzie Buczkowskim? Nie? To przeczytaj „Czarny potok" i zobacz, że mieliśmy swojego Cormaca McCarthy'ego. Słyszałeś o Sergiuszu Piaseckim? Nie? Przeczytaj „Kochanka wielkiej niedźwiedzicy", nasz prawdziwy polski western. Widziałeś „Znachora" na Netfliksie? Dołęga-Mostowicz był przed wojną tym, który miał najbliżej do amerykańskiego autora bestsellerów. Masz przerąbane, bo jeśli zacząłeś pisać, książki to już nie jest twój relaks, książki to twoja robota.

Nie myśl o gatunkach, myśl o opowieści

Nie piszesz horroru, nie piszesz kryminału, nie piszesz książki young adult. Piszesz historię o ludziach, którzy mają być dla ciebie bardziej żywi niż twoi domownicy, a ich sprawy bardziej przejmujące niż twoje własne. Wymyślasz bohaterów i zaczynasz zastanawiać się, jak by się zachowali i w jakiej sytuacji. Jaki konflikt byłby dla nich najciekawszy. Jeśli twój bohater najciekawszych decyzji dokonuje, skonfrontowany ze statkiem kosmicznym – ok, zacząłeś pisać książkę science-fiction.

Reklama
Reklama

Fantastyka to ciekawy przypadek, bo wiele osób zaczyna pracę nad powieściami od budowania wielkich, alternatywnych światów i rządzących nimi zasad. Jasne, to potrafi być fascynujące. Ale każdy, najpiękniejszy świat bez ludzi i konfliktów jest diablo nudny. Temeria i Redania to ciekawe miejsca, ale co one by nas obchodziły, gdyby nie szwendający się po nich pewien ponury kowboj, ubijający zmory za kasę.

Myśl o opowieści. Myśl o bohaterach. Myśl o tym, co sam myślisz o ludziach i świecie. Myśl o tym, czego się boisz. Myśl o wartościach. A to, czy lubisz Dziki Zachód – to bardzo ważne, ale nie ograniczaj się własnymi pomysłami.

Może się też okazać, że po prostu to nie jest twoja droga. Nie czujesz tego. Nie masz do tego drygu. Nie napiszesz nigdy dobrej książki, tak jak ja nie rozegram nigdy zawodowego meczu w piłkę nożną nawet na poziomie ligi okręgowej, bo zwyczajnie nie mam takich umiejętności.

Reklama
Reklama

Nie załamuj się, tylko się ciesz. To niewdzięczna robota. Naprawdę dobrze żyje z niej garstka, której udało się fartem, ale ta garstka miała też prawdziwy talent i umiała znaleźć swój głos. Nie przejmuj się, bo życie jest za krótkie, aby zajmować się czymś, do czego zwyczajnie się nie urodziliśmy.

Gdy piszę ten tekst, przychodzi mi do głowy kolejne siedem, a nawet 14, a nawet 140 punktów dla początkujących pisarzy. Może jednak nie jest tak źle z moim altruizmem i troską o innych. Może mam do powiedzenia o pisaniu coś, co nie jest czystą intuicją, ale coś, co mam przeżyte i wyrobione.

Możesz nie lubić moich książek, uważać mnie za grafomana, ale spędziłem przy klawiaturze dziesiątki tysięcy d***godzin i zarobiłem na tym tyle, że wybudowałem dom za gotówkę. To chyba wystarczające kompetencje, aby trochę się pomądrzyć. Być może z tymi mądrościami zobaczymy się jeszcze na łamach Magazynu Zero.

Reklama
Reklama

Pisz zdrów.

Źródło: Magazyn Zero
Jakub Żulczyk
Jakub ŻulczykPisarz, scenarzysta i dziennikarz, autor bestsellerów. Twórca powieści „Ślepnąc od świateł”, „Wzgórze psów”, „Czarne Słońce”, „Informacja zwrotna” i „Kandydat” - autor zewnętrzny