Reklama
Reklama
Reklama

Ludzie namieszali w epoce lodowcowej. Nowa faza ruszyła dwa tys. lat temu

Telephoto,Of,A,Giant,Chunk,Of,Ice,Calving,Off,An
Działalność człowieka zatrzymała kolejne zlodowacenie (fot. Shutterstock / Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Dwa tysiące lat temu naturalny cykl klimatyczny Ziemi zaczął zmierzać w stronę kolejnego zlodowacenia. Arktyczne pozostałości potężnego niegdyś lądolodu weszły w fazę ponownego wzrostu, wyznaczając początek nowej ery glacjalnej. Proces ten został jednak gwałtownie przerwany przez ludzką działalność i rosnące temperatury.

  • Naturalny cykl klimatyczny zmierzał do kolejnego zlodowacenia, co potwierdziły badania reliktu lądolodu laurentyjskiego na Wyspie Baffina.
  • Rosnące temperatury spowodowane działalnością człowieka doprowadziły jednak w latach 60. XX wieku do ponownego topnienia lądolodu.
  • Zdaniem naukowców świadek dawnego klimatu – czapa lodowa Barnes – stopi się całkowicie w ciągu najbliższych kilku stuleci.

Pingwiny a globalne ocieplenie. Badacze wskazali nieznane źródło metanu

Przełomowe badania opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym Science rzucają nowe światło na przeszłość i przyszłość globalnego klimatu. Zespół naukowców pod kierownictwem geochemików Nicolása Younga oraz Joerga Schaefera z Lamont-Doherty Earth Observatory wykazał, że nasza planeta weszła już w początkową fazę kolejnego okresu lodowcowego. Proces ten został jednak zatrzymany w latach 60. XX wieku z powodu antropogenicznego ocieplenia klimatu.

– Wszystko przebiegało zgodnie z naturalnym rytmem, kolejne zlodowacenie właśnie się rozpoczynało – i nagle się zatrzymało – wyjaśnia dr Nicolás Young. – To niezwykle dobitny przykład tego, jak głęboko i gwałtownie potrafimy wstrząsnąć całym systemem klimatycznym planety.

Reklama
Reklama

Ukryta kapsuła czasu na kanadyjskiej północy

Przedmiotem analiz naukowców stał się lądolód laurentyjski, który w okresie od około 95 tys. do 20 tys. lat temu pokrywał przeważającą część dzisiejszej Kanady oraz północne rejony Stanów Zjednoczonych. W momencie swojego maksymalnego zasięgu ta gigantyczna czapa lodowa rozciągała się od rejonów koła podbiegunowego aż po obecny stan Illinois, a jej grubość w niektórych miejscach przekraczała 3,2 kilometra.

Naukowcy przypominają, że wbrew powszechnym przekonaniom lądolód ten nie zniknął całkowicie wraz z końcem ostatniej epoki lodowej. Jego ostatnim reliktem jest czapa lodowa Barnes, zlokalizowana w centralnej części Wyspy Baffina w kanadyjskim terytorium Nunavut.

W materiale prasowym na temat nowych badań uczeni porządkują także pojęcia terminologiczne. Przypominają, że z naukowego punktu widzenia Ziemia wciąż znajduje się w epoce lodowcowej. W jej ramach naprzemiennie występują chłodniejsze okresy glacjalne (zlodowacenia) oraz cieplejsze okresy interglacjalne (międzyzlodowacenia). Ostatni wielki okres glacjalny zakończył się około 11 700 lat temu.

Reklama
Reklama

Odtworzenie historii lodowców – szczególnie w fazach ich maksymalnego skurczenia i ponownego wzrostu – stanowi jedno z największych wyzwań współczesnej geologii i klimatologii.

Czapa lodowa Barnes stanowi jednak absolutny wyjątek w skali globalnej. W przeciwieństwie do większości tradycyjnych lodowców, nie przesuwa się ona po podłożu, lecz jest do niego przymarznięta na stałe. Dzięki temu lód działa jak gigantyczna kapsuła czasu: po prostu przykrywa i idealnie konserwuje roślinność, która rosła na danym terenie w okresach, gdy zasięg lodowca był znacznie mniejszy.

Ludzie namieszali w epoce lodowcowej 

Stopniowe topnienie czapy lodowej, obserwowane od drugiej połowy XX wieku, odsłoniło zamrożone przed wiekami szczątki roślinne. Badacze pobrali próbki tej dawnej flory i poddali je precyzyjnemu datowaniu metodą radiowęglową.

Łącząc wyniki analizy roślinności spod czapy Barnes z badaniami mniejszych lodowców w tym regionie, zespół naukowców zrekonstruował szczegółową historię klimatyczną ostatnich tysiącleci. Badania wykazały, że lądolód laurentyjski osiągnął swoje minimalne rozmiary około 3000 lat temu. Jednak już około 2000 lat temu klimat ochłodził się na tyle, że opady śniegu i lodu zaczęły przeważać nad topnieniem, powodując ponowny rozwój czapy lodowej.

Wniosek naukowców jest jednoznaczny: moment ten należy uznać za formalny początek kolejnego okresu glacjalnego na Ziemi. Pogląd ten rzuca wyzwanie dotychczasowym teoriom i modelom komputerowym. We wcześniejszych publikacjach sugerowano bowiem, że kolejna epoka lodowcowa nie nadejdzie przez najbliższe kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy lat. Zespół Younga stoi jednak na stanowisku, że o rozpoczęciu zlodowacenia decyduje sam fakt ponownego narastania lądolodu, a nie moment, w którym lód pokryje już całe kontynenty.

Reklama
Reklama

Ostateczny koniec wielkiego lądolodu

Jak podają naukowcy, naturalny bieg wydarzeń został gwałtownie zakłócony w XX wieku. Przed połową lat 60. temperatura na Ziemi wzrosła w stopniu wystarczającym, by czapa lodowa Barnes zaczęła tracić w okresie letnim więcej lodu, niż była w stanie odbudować zimą. W efekcie nadchodzące zlodowacenie zostało zdławione w zarodku.

Zgodnie z aktualnymi prognozami i modelami numerycznymi, czapa lodowa Barnes stopi się całkowicie w ciągu najbliższych kilku stuleci. Będzie to ostateczny koniec lądolodu laurentyjskiego – struktury, która kształtowała krajobraz i klimat półkuli północnej przez miliony lat.

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama