Szanowny Panie Ministrze,
I znowu szykuje się afera w polskiej nauce. Tym razem afera związana z pomysłem ograniczenia liczby grantów, które może przyznać Narodowe Centrum Nauki, do dwóch na naukowca. Przez całe życie. Trzeba naprawdę niezrównanego talentu, żeby z najbardziej nudnego, najmniejszego i nikogo nieinteresującego ministerstwa generować Tuskowi afery z regularnością metronomu. Zwłaszcza w roku wyborczym.
Ale ja Panu, Panie Ministrze, to wszystko spokojnie wytłumaczę. A ponieważ dydaktykiem byłem podobno nienajgorszym, wierzę, że wytłumaczę to dobrze.
Problem pierwszy: skąd się w ogóle wzięła ta plotka, że chcecie, Pan i Pani wiceminister Zioło-Pużuk, ograniczyć liczbę grantów, jakie z NCN może uzyskać naukowiec, do dwóch w czasie całej naukowej kariery? Skąd wzięła się pogłoska, która doprowadziła na skraj wrzenia najlepszą część polskiego środowiska naukowego? Źródła tej plotki są dwa.
Resort nauki ostrzega przed bałaganem, którego sam nie potrafi posprzątać
Pierwsze, to Wasza absolutna swoboda w niszczeniu tego, co w polskiej nauce jest lub mogłoby być dobre. Środowisko naukowe, które w znacznej części uważało poprzedzającego Was ministra Czarnka za dopust boży zesłany przez katolickich fundamentalistów na niewiernych naukowców, szybko zrozumiało, że w zakresie upolityczniania nauki Czarnek był zaledwie nieśmiałym amatorem w czasach wielkiego Dariusza Wieczorka. Czarnek, jak to nudny konserwatysta, żonami na stanowiskach w instytucjach naukowych się nie wymieniał, najlepszych polskich specjalistów od AI z pracy nie wyrzucał, politycznym kumplom paliwa z instytutów naukowych kraść nie pozwalał. No dobra, czasem wciągnął na listę czasopism punktowanych i zrównał z „Nature” jakieś „Wapno i Beton”. Albo dał parę milionów uczelni badającej wysokość drabiny, która przyśniła się patriarsze Jakubowi. Prawdziwi naukowcy się wściekali, bluzgali go za plecami równie mocno, jak uśmiechali się do niego, prosząc o przychylność, ale żyli i cierpliwie czekali na zmianę.
No i się doczekali… Panie Ministrze, to, co jako Nowa Lewica zrobiliście w nauce i z nauką, sprawia, że nie ma już takiego absurdu, takiej bredni, takiego przewału i takiego świństwa, o które naukowcy na pewno by Was nie posądzili. Więc kiedy niesie się plotka o ograniczeniu liczby grantów, które może dostać naukowiec, to naukowcy uważają, że po prostu jesteście do tego zdolni. I się boją.
Drugie źródło tej plotki to Wasze gmeranie przy zbliżających się wyborach Rady Narodowego Centrum Nauki. Skoro do gremium wyłaniającego Radę powsadzaliście politycznych kumpli powiązanych z dwójką Pana wiceministrów, to naukowcy przewidują, co to oznacza. Ja Panu, Panie Ministrze, coś o naukowcach powiem. Ale niech Pan nie rozpowiada, bo się wkurzą. Otóż naukowcy wcale nie są mądrzy. To znaczy niektórzy są, ale większość nie. Są dość odklejeni od realiów i życia nie znają. Natomiast, Panie Ministrze, niemal wszyscy naukowcy są bardzo, naprawdę bardzo inteligentni. Niektórzy diabelnie. I łączą kropki. I wiedzą, że jak z wyprzedzeniem gmeracie na wiele miesięcy naprzód przy wyborach do Rady NCN, to nie robicie tego z nudów, tylko macie plan. Plan na zawłaszczenie kolejnej instytucji.
Ja im już zresztą wytłumaczyłem, że robicie to bardzo mądrze. Gdy nowa Rada NCN wprowadzi szlaban na więcej niż dwa granty z NCN na naukowca i rozpęta się afera, to Pan powie tak: po pierwsze, to nie ja, tylko Rada NCN. Po drugie, ja wam tej Rady nie wybierałem, sami ją sobie wybraliście. A po trzecie, ja na instytucje naukowe wpływu wywierać nie będę i decyzje niezależnej Rady NCN szanuję. A co!
Państwo z kartonu, wymagania z kosmosu. Polska nauka ma dość prowizorki
To jest postęp. Naprawdę. Taki na przykład Darek zrobiłby to inaczej. Odpaliłby w dwa dni połowę Rady NCN, powsadzał tam swoich kumpli od paliwa i rachu-ciachu, sprawa załatwiona – przegłosują, co zechce. Tusk pewnie znowu dostałby furii i poleciałyby z rządu kolejne lewicowe półgłowy. A Pan, Panie Ministrze – tak inteligentnie. W białych rękawiczkach. Powolutku i pośrednio. To nie ja, to wy sami. Ja nie ingeruję. Żeby Donek się nie wściekł, że on z Jędrkiem 400 milionów na NCN wyskrobali, a Marcin z Karolcią znowu naukowcom prętem po klatce… No i ci naukowcy to wszystko widzą. Dlatego są przerażeni.
Dobrze, źródło plotki mamy zatem wyjaśnione. W dobrym wykładzie powinien być teraz rozluźniający żarcik ze szczyptą intelektu, więc proszę bardzo: Słyszał Pan, Panie Ministrze, o takim jednym profesorze, który postanowił się schłodzić do absolutnego zera? Spróbował i teraz czuje się OK.
Koniec przerwy – zaczynamy problem drugi.
Świetne wyniki, trudne pytania. Co naprawdę przynosi ewaluacja nauki?
Czy ograniczenie liczby grantów NCN do dwóch na naukowca, przez całą karierę, to pomysł dobry czy zły?
Panie Ministrze, nie mam najmniejszych wątpliwości: jest to pomysł absolutnie doskonały. Ma prawie same zalety i tylko jedną wadę. O wadzie na końcu, najpierw chciałbym się tego pomysłu wystarczająco nachwalić.
Po pierwsze, taki pomysł pozwoli każdemu naukowcowi (i naukowczyni) w Polsce mieć w życiu grant NCN, bez względu na to, czy jego (lub jej) badania są dobre, czy złe, czy rozwijają naukę, czy są wtórne, czy warto za nie płacić, czy nie. Skończymy z tym dyskryminującym podejściem, że publiczne pieniądze na badania dajemy tylko najlepszym. Skończymy z deprecjonowaniem ciężkiego nieróbstwa wszystkich uczelnianych Tomków, o których kiedyś pisałem. Skończymy z dyskryminacją ludzi ze względu na brak talentu. „Od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb!”. Panie Ministrze, brzmi znajomo? Tak, tak, autor to swój człowiek. Karol Marks. „Krytyka programu gotajskiego”, 1875 rok... Kto ma o to walczyć, jak nie Pan i Nowa Lewica?
Nauka bez nauki? Trzy błędy polskich naukowców
Po drugie, rozwiążemy problem nierównego transferu środków na badania. Wszyscy wiedzą, że gros środków z NCN zasysają w Polsce naukowcy (i naukowczynie) z dwóch uczelni: Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego. A taki na przykład Uniwersytet Zielonogórski? Ma już swojego wiceministra, Marię Mrówczyńską, ma już swoich ludzi wskazujących członków Rady NCN, ale grantów im od tego nie przybyło… W Łomży tak samo, choć oni to nawet wiceministra nie mają… O Słupsku nawet nie wspomnę, choć tam podobno biotechnologia tak się rozwija, że niektóre instytuty w Warszawie aż skręca z zazdrości.
I gdy wprowadzimy już te dwa granty na naukowca przez całe życie, to lud badający miast i wsi doczeka się sprawiedliwości! Nie będą tłuste warszawskie i krakowskie psory na swoich pańskich stołach mieć po 5 Opusów w życiu. Nie będą śmiać się ze skamlących o subwencję naukowców (i naukowczyń) z Grudziądza! Co, w Grudziądzu nie mają Opusów? To niech się chamy o Maestro starają! Albo o ERC, he, he, he…
Mówię Panu, tym limitem dwóch grantów na łebka rozwiąże Pan problem niedofinansowania lokalnych uczelni, o których świat krzywdząco mówi, że są naukowo bardzo słabe. Pieniądze pójdą tam, gdzie są potrzebne, a nie tam, gdzie robi się wartościowe badania, i sprawiedliwość zatriumfuje!
Po trzecie, administracyjnie ograniczając dostępność grantów, stworzy Pan doskonałe podstawy do zwalczania biurokracji w nauce. Wie Pan, ile administracyjnej roboty wymaga przyznanie jednego grantu? Napisać i złożyć wniosek… przydzielić recenzentów… napisać recenzje… stworzyć listę rankingową… rozpatrzyć odwołania… podpisać umowę… rozliczyć grant… Mnie skóra cierpnie już, jak to piszę. Raz grant dostałem, a kilka razy przyznawałem. Nigdy więcej! Masakra.
To wszystko będzie można teraz z ulgą wyrzucić do kosza. Po co nam recenzje, skoro i tak każdy dostanie dwa granty? Zrobi się normalnie listę, kolejkę taką, jak za czasów Pana politycznych patronów robiło się listę na pralkę albo na telefon. Przyjdzie kolej na danego naukowca (lub naukowczynię), to normalnie grant naukowiec (lub naukowczyni) dostanie. Z przydziału.
Wiceminister nauki: osoby działające w układach często nie zdają sobie z tego sprawy
Ja to bym w ogóle, Panie Ministrze, wprowadził taki system kartkowy na granty. Można by zrobić takie papierowe bloczki, jak kiedyś były – ja pamiętam. Każdy bloczek na przykład po 100 tysięcy złotych. Wiemy, że NCN ma półtora miliarda złotych na dany rok. Czyli mamy 15 tysięcy takich bloczków. I naukowcy dostają takie bloczki i normalnie robią naukę:
– Dzień dobry, przyjechałam z Warszawy, chciałam prosić o grant z biotechnologii, odłożyłam tu sobie 20 bloczków, dostanę 2 miliony?
– Nie mamy teraz takich grantów, skończyły się. Zostały tylko bez kości, po milion osiemset.
– Wezmę, a dorzuci mi Pani jeszcze Miniaturę za pięćdziesiąt tysięcy? Wzięłabym dla mojego asystenta…
– Nie ma mowy, on już miał w życiu dwa granty.
– Ale on właśnie wrócił z Oksfordu! Ma taki doskonały pomysł, chce robić innowacyjne szczepionki dla niemowlaków przeciw koronawirusom…
– Mówiłam przecież, że już nie dostanie grantu! Mogę najwyżej zamienić na bony na dożywianie, ale musi być z PAN. Następny proszę!
Tanie państwo, droga przyszłość. Dlaczego nauka przegrywa?
Po czwarte, takim limitowaniem grantów nauczy Pan naukowców pokory, Panie Ministrze. Oni są nie tylko bardzo inteligentni, ale też często aroganccy intelektualnie. A znaczna część to narcyzi – ja nawet stworzyłem całą typologię narcyzów w nauce. I powiem Panu szczerze, że tej pokory to by im się trochę przydało. Wymyśli taki jeden z drugim coś fajnego i potem dalej chce wymyślać, wyobraża Pan sobie? Newton na przykład. Wymyślił prawo powszechnego ciążenia, spodobało mu się, więc wyskoczył z rachunkiem różniczkowym i całkowym. A jakby tego było mało, to zaraz potem zaczął badać światło. A Pasteur? Odkrył asymetrię molekularną i zamiast ustąpić pola innym, potem obalił teorię samorództwa drobnoustrojów. I myśli Pan, że przestał? Ależ skąd! Arogant wymyślił szczepionkę przeciw wściekliźnie. Jego samego powinni zaszczepić. Przeciw talentowi i pracowitości. A o tej babie z Warszawy to nawet nie wspomnę, wstyd na cały świat…
Po piąte i ostatnie, ograniczenie liczby grantów do maksymalnie dwóch w ciągu życia wywrze doskonałe wrażenie na tych polskich naukowcach przebywających za granicą, którzy jeszcze z jakichś niewiadomych powodów myślą o powrocie do Polski. Nie tylko utrudnimy im pozyskiwanie pieniędzy na badania w Polsce, ale osiągniemy nawet więcej: wyślemy jasny, niebudzący wątpliwości sygnał, jaką politykę naukową prowadzi Polska. Jak traktuje talent, jak traktuje obiektywną weryfikację naukową, jak traktuje ludzi zdolnych do prowadzenia najbardziej wartościowych badań, jak kształtuje ścieżkę kariery naukowej i jak buduje system, który ma służyć rozwojowi doskonałej nauki. Niech ci Polacy, którzy o powrocie do kraju jeszcze myśleli, porzucą złudzenia. Niech zostaną na obczyźnie i obciążają budżety innych państw, innych ministerstw, innych NCN-ów, a nie nasz! A nad tym, żeby z Polski wyjeżdżali kolejni i sławili mądrość naszego kraju odkryciami robionymi na obcych uczelniach, ciężko i z mozołem na Hożej pracujemy. Miałeś pan już dwa granty? No to wypad z kraju!
Zna Pan Jacka Kaczmarskiego „Opowieść pewnego emigranta”?
Za tę hańbę zasługi - Warszawa czy Kraków
Gomułka nam powiedział - Polska dla Polaków
Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz
Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz
I szli profesorowie, uczeni, pisarze
Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze
To ja specjalnie dla Pana Ministra parafrazuję, znaczy zmienię trochę:
Za tę hańbę grantową naukowca zdolnego
Kulasek nam powiedział – granty dla każdego
Już nie dla najlepszych NCN-u rzecz
Marcin, jak Faraon, popędził nas precz
I szli profesorowie, uczeni wzgardzeni
Robić naukę, jak zawsze – gdzieś na obcej ziemi
Protest naukowców. Dlaczego polska nauka protestuje i co musi się zmienić?
Panie Ministrze, pomysł, by wprowadzić owo administracyjne ograniczenie najbardziej wartościowych badań, ma tylko jedną wadę. Wadę, która z perspektywy rządzących polską nauką może wydawać się nieistotna, ale o której z publicystycznej rzetelności napisać trzeba. Ten pomysł zabije resztkę tego, co w polskiej nauce jeszcze żyje. Ten pomysł zabije naukę.
Być może, Panie Ministrze, nie ma to dla Pana i Pańskich wiceministrów większego znaczenia, ale mimo wszystko spróbuję to Wam wytłumaczyć.
Otóż, Panie Ministrze, z największym szacunkiem dla Waszych lewicowych poglądów, nauka nie jest lewicowa. Nauka nie jest demokratyczna, nauka nie jest równa i nauka nie jest sprawiedliwa. Nauka jest albo dobra, albo zła. Tylko tyle i aż tyle. Naukę dobrą warto wspierać zawsze i bez względu na wszystko, a nauki złej wspierać nie warto. Wspieranie nauki złej to marnowanie publicznych pieniędzy, degradowanie systemu nauki i cofanie kraju w jego cywilizacyjnej pogoni za najlepszymi. Doskonałą naukę robią doskonali naukowcy. Mają doskonałe pomysły i prowadzą doskonałe badania. Nie dwa razy w życiu. Częściej. A słabi naukowcy prowadzą słabe badania. Mają słabe pomysły i nie zdobywają grantów. To nie ich wina, ale taki jest chleb, który wybrali. Więc lewicowe ideały równości i sprawiedliwości mogą naukę jedynie zabić.
Narcyzm w nauce: Typy osobowości naukowców i ich wpływ na środowisko akademickie
Jest w tym zresztą pewien paradoks, chyba sympatyczny dla Pana. Otóż zdecydowana większość naukowców ma poglądy lewicowe. To dlatego z taką nadzieją czekali na Was, gdy przychodziliście do ministerstwa po rządach prawicy, oczekując zmiany na lepsze. I dlatego ich żal i rozczarowanie są znacznie większe, niż były żal i rozczarowanie Czarnkiem. Zawiedliście nadzieje tych, którzy przede wszystkim właśnie na Was głosowali i na Was czekali.
Wiem, jest to pewna sprzeczność: nielewicowa nauka robiona przez ludzi o lewicowych w większości poglądach? Ano tak. Mam na ten temat swoją własną teorię.
AI przejmuje władzę: Campus Polska i rewolucja w zarządzaniu państwem
Widzi Pan, dobra nauka to wątpienie. To krytyka. To podważanie status quo, to kwestionowanie zastanego porządku, to stawianie nowych pytań i szukanie coraz lepszych odpowiedzi. Dobra nauka to kwestionowanie autorytetów i niewiara w prawdy objawione. To właśnie te cechy, te mechanizmy zapewniają rozwój nauki.
Czasem żartuję, że naukowiec nie może być konserwatystą, bo wówczas po prostu niczego nowego by nie wymyślił. Od początku przyjmowałby, że Ziemia jest płaska, przecież każdy normalny człowiek widzi to gołym okiem. Wiedziałby, że nasz świat powstał w ciągu sześciu dni, bo tak jest napisane w pierwszej książce, którą wziął do ręki lub o której mu opowiadano. Wiedziałby, że kobieta jest głupsza od mężczyzny, bo ma przecież mniejszy mózg, więc nad czym tu się zastanawiać? Jako liberalny konserwatysta piszę to z żalem, ale szczerze: naukowiec musi być z duszy i intelektualnej natury lewicowcem, bo ma zmieniać świat, a nie go konserwować.
Ale czasem piękna, czasem naiwna, a czasem szkodliwa (Klaus Fuchs) lewicowość naukowców nie oznacza lewicowości nauki. Nie oznacza idei równości, sprawiedliwej redystrybucji, wyrównywania szans i uprzywilejowywania słabszych. Pierwszy dzień, w którym o uzyskaniu badawczego grantu decydować będzie płeć, kolor skóry, pochodzenie czy za duża liczba grantów zdobytych dotychczas, będzie ostatnim dniem prawdziwej nauki.
Panie Ministrze, naprawdę chce Pan budować państwo, które uznaje wcześniejszy sukces naukowca za przeszkodę w finansowaniu jego następnego pomysłu? Niech Pan temu jak najszybciej, zdecydowanie i jednoznacznie zaprzeczy. A jeśli za tym kretyńskim pomysłem stoi ktokolwiek z Pańskiego otoczenia, to mam, Panie Ministrze, prośbę. Przed budynkiem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na Hożej jest taki nieduży parking. Zawsze stoi na nim sporo samochodów. Niech idiota, który to wymyślił, podejdzie do dowolnego z nich, odkręci koło i puknie się w czoło.


