
– To towarzystwo 60 plus bardzo nie lubi zmian i dopuszczania młodszego pokolenia do podziału – mówi Łukasz Pawłowski, szef Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. W rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim tłumaczy, dlaczego w 2027 r. znów może wygrać spór dwóch dziaderskich partii, co napędza Brauna i czego Nawrocki nie załatwił prawicy.
Grzegorz Sroczyński, Zero.pl: „Różnice w poglądach młodych i starych są monstrualne. Niemal dwa różne światy. Pytanie, kto kogo wykoleguje w 2027 roku” – napisałeś. Co to dokładnie znaczy?
Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB): Chodzi o najmłodszych, czyli tych do czterdziestki. Łatwiej zrozumiesz Polskę, jak ją podzielisz na trzy kohorty: 18–39, czyli najmłodsi, 40–59, czyli średni wiek, ale jeszcze przed emeryturą, i 60 plus, czyli tacy na emeryturze. Mniej więcej każda z tych kohort jest równa: jedna trzecia Polaków.
No i?
Jak popatrzysz na tę pierwszą i trzecią, to masz dwa różne światy. W tej pierwszej poparcie w okolicach 10 proc. ma aż pięć partii, w tej trzeciej tylko dwie. Tam jest PiS i KO, nikogo innego nie ma. I ci starsi trzymają polaryzację w ryzach.
Najstarsza jedna trzecia Polaków trzyma w szachu resztę?
Nie rozdrabniają głosów, a u młodych się kotłuje. Każda nowa partia, która powstaje – Braun, Konfederacja, Polska 2050, Razem – ma tam jakieś branie. Te dwie grupy – młodzi i starzy – są zupełnie inne politycznie.
Jak bardzo inne?
Zapytaliśmy o jedenastu liderów partii. Zupełnie inaczej wygląda ranking wśród wyborców 60 plus, zupełnie inaczej wśród tych 18–39. Jedyną styczną jest Krzysztof Bosak, który pojawia się i u jednych, i u drugich, jeśli chodzi o pierwszą piątkę. Tak samo, kiedy pytamy, czy Polska zmierza w dobrym kierunku. Dla starych jest okej: „O co w ogóle wam chodzi?”. A młodzi mówią: „Nie, no, bez jaj”. Tych różnic jest bardzo dużo i moim zdaniem one się nawarstwiają. Są coraz bardziej widoczne i prędzej czy później do przełamania dojdzie. Prędzej czy później ktoś musi zwyciężyć, bo to są dwa różne światy.
Polityk KO zapytany o liberalizację prawa aborcyjnego. „Nie rezygnujemy”
Umiesz jeszcze trochę opisać te światy? Czym one się różnią? Że starym jest dobrze, a młodym nie za bardzo?
Generalnie młodzi na większość pytań politycznych odpowiadają negatywnie. To im najbardziej nie podoba się rząd, sytuacja finansowa, najbardziej są niezadowoleni z tego, jak idą sprawy. Bardzo podobnie wygląda to w miastach. Jesteśmy po wyborach uzupełniających w Krakowie, wcześniej było referendum w Zabrzu, teraz prawdopodobnie czeka nas referendum w Poznaniu. Grupa młodszych najgorzej ocenia urzędującego prezydenta miasta, najbardziej chce jego zmiany, a z kolei największą ostoją dla prezydentów są starsi wyborcy 60 plus. Starsi konserwują system – ogólnopolski i lokalny, a młodzi chcą ruchu i wymiany.
Chcą końca duopolu?
Ale nie dlatego, że odrzucają polaryzację, tylko dlatego, że odrzucają te dwie partie jako anachroniczne, będące symbolem systemu i tego, jak Polska funkcjonuje.
Czyli to nie jest emocja: „Ach, nie kłóćcie się”.
W ogóle. Młodzi chcą się naparzać, tylko widzą te spory w innych miejscach niż te dziaderskie.
Jakie są te nowe spory?
Na przykład elity kontra zwykli ludzie. Jak popatrzysz na poziom powiatu, miasta, Polski, to dyrektorzy, prezesi są w tej starszej grupie.
Radny Lwowa chciał uczczenia UPA i Szuchewycza. MSZ: osoba niepożądana
Dyrektor jest albo z Platformy, albo z PiS-u?
Nawet nie chodzi o to, że jest z partii, choć często jest. Po prostu dyrektor szpitala albo mojej firmy jest po sześćdziesiątce. Świat się zmienia, wprowadzamy AI, wszystko się zmienia, a możliwości wymiany i awansu są ograniczone. To towarzystwo 60 plus bardzo nie lubi zmian i dopuszczania młodszego pokolenia do podziału. A symbolem tego towarzystwa są PO i PiS. Nie chcą zmiany, wymiany, bardziej sprawiedliwych zasad. Wszyscy już są poukładani, a dla młodych nie ma miejsca. Młodzi uważają, że polityka Platformy i PiS-u ten system konserwuje.
A nawalanka między tymi partiami ma odwracać naszą uwagę, żeby nic się nie zmieniło?
Tak. Dalej się naparzamy, my, sześćdziesięciolatki, żeby było tak, jak było pod względem politycznym. Platforma była w opozycji, teraz PiS jest w opozycji, ale czy ktoś proponuje: zmieńmy zasady wyboru prezesów spółek na przejrzyste, dajmy innym szansę? Nikt tego nie chce. Zamienimy jedną grupę na drugą. Zasady mają być te same, tylko zamiast tamtych będziemy my. Dlatego Braun, Konfederacja czy Zandberg to dla młodych szansa, że może jednak zmienią się zasady gry.
To też jest ciekawe: kiedyś ta grupa – nazwijmy ją rewolucyjną – była w kohorcie 18–29. Konfederacja tam górowała, wśród trzydziestolatków już tego nie było. Stąd te opowieści, że „z Korwina się wyrasta”. Dzisiaj Konfederacja już tam jest, wszystko powoli się przesuwa. Tak jak przesuwa się elektorat PiS i KO. Kiedyś dominowali w grupie 40–59, szczególnie KO, teraz obie te partie dominują w 60 plus.
Ale czy twoim zdaniem jest w tym wszystkim coś nowego?
Tak. Jeżeli kiedyś rewolucyjna była kohorta 18–29, można było ją zignorować. Natomiast jedną trzecią społeczeństwa trudniej ignorować. A kiedy ta emocja będzie mocniej rezonować w grupie 40–59, zrobi się z tego większość. To powolne, nierewolucyjne zmiany, które jednak zmieniają polską scenę polityczną bardziej, niż nam się wydawało. Tylko te zmiany jeszcze nie prowadzą do tego, że Tusk albo Kaczyński nie może rządzić z pozycji dominującej.
W 2027 roku będzie przełamanie?
Moim zdaniem też nie będzie przełamania, bo arytmetyka polityczna zachęca do wspólnego startu. Jeżeli coś konserwuje polski system, to nie tylko wyborcy 60 plus, ale też d’Hondt. Dzisiaj najbardziej prawdopodobny jest wspólny start KO, PSL-u, Lewicy i Polski 2050. Wyborca nieprawicowy dostanie wybór: albo będzie rządzić Kaczyński, albo idziemy wszyscy razem z Tuskiem. Najsilniejszą emocją w polskiej polityce jest niechęć do Tuska i Kaczyńskiego. Możemy mówić o elitach, blokowaniu szans, nowych trendach, ale na końcu zawsze chodzi o to, żeby nie rządził Kaczyński albo Tusk.
Ale co jest silniejsze? To, że młodzi mają dosyć starych dziadów, którzy obsiedli kanały awansu, czy jednak emocja „byle nie Kaczyński”, „byle nie Tusk”?
To jest właśnie trudna konstrukcja. Młodsi nie przeważą szali, bo – jak mówiłem – dzielą się na wiele partii. Gdyby mieli jedną, na którą głosują kobiety i mężczyźni, lewicowi i prawicowi, to taka partia miałaby 30 proc. i narzucała warunki. A tych partii jest pięć.
A dziadersi mają partie dwie i wygrywają?
Tak.
Młode kobiety głosują inaczej, młodzi mężczyźni inaczej. Nie dogadają się: „Idźmy przeciwko starym”. Jedni chcą Razem, inni Konfederacji. W emocjach, w odpowiedziach na pytania widać siłę pokoleniową. Ale politycznie podział nadal przebiega między „zwariowaną prawicą” a „strasznymi liberałami”.
„Krzyczał, pracownicy od niego uciekali”. Tak Kołodziejczak zachowywał się w ministerstwie
Czyli co będzie w 2027 roku?
Jedna lista Tuska z ogromną szansą na drugą kadencję. Uważam, że w 2027 roku łączne poparcie dla partii prawicowych będzie wynosić 52-53 proc. Ten trend widzimy. Tuskowi już teraz została mniejszość, ale dzięki d’Hondtowi może wycisnąć z niej większość mandatów albo prawie większość. Jeżeli będzie miał 228, to dobierze sobie trzech posłów. Dlatego jego determinacja jest tak duża. On do wspólnej listy doprowadzi, jestem o tym przekonany. KO, PSL, Nowa Lewica i Polska 2050, czyli cały rząd, pójdą razem. A partię Razem wrzuci się do worka: niepewny element, mogą zrobić rząd z Kaczyńskim. Chodźcie z nami, bo inaczej będzie faszyzm.
Partia Razem uważa, że wtedy zbierze śmietankę. „Jak Tusk zrobi listę z Czarzastym, to zostaniemy jedyną prawilną lewicą”.
Nie zostaną. W naszym rankingu polityków wśród wyborców o poglądach lewicowych Kosiniak-Kamysz wypadł dwa razy lepiej niż Zandberg.
Dlaczego?
Bo dla większości wyborców lewicowość to antykaczyzm. To jest taka melodia: my, demokraci, musimy zablokować drogę Braunowi i Czarnkowi, a Zandberg jest po drugiej stronie barykady, bo krytykuje, nie popiera. W lewicowym elektoracie dominuje Tusk, potem na liście ulubionych polityków jest Czarzasty, na trzecim miejscu Kosiniak-Kamysz. Zandberg dużo niżej. Nie jest z nami, nie jest nasz. To dla mnie absolutny hit tego badania.
I nie ma lewicowych wyborców, którym nie podoba się Tusk i którzy – jeśli Czarzasty zrobi z KO jedną listę – zagłosują na Zandberga?
Są, tylko w całym kraju to jest jakieś 3 proc. Razem może wygrywać z Lewicą w Krakowie, mieć dobry wynik w Poznaniu czy Gdańsku, ale na wsi i w małych miastach prawie nie istnieje. W młodszym elektoracie Razem i Lewica mają porównywalne wyniki, ale wśród wyborców 60 plus Razem ma poniżej 1 proc., a Lewica pięć czy sześć. Młodych z dużych miast jest po prostu za mało. Te kalkulacje, że Razem w tym układzie dostaje 6 proc. i zostaje języczkiem u wagi, są naiwne.
Tusk z mównicy o Kanale Zero. Zaraz potem ogłosił decyzję
Nie wejdą?
Do wyborów został rok, nie mówię, że nic się nie zmieni. Ale dzisiaj Razem ma 2,5–3 proc., również w badaniu ze wspólną listą. Sprawdzaliśmy kolejny raz i nadal nie ma tego przepływu, na który oni liczą.
A wspólna lista partii rządowych ma w ogóle dla Tuska jakieś minusy?
Nie ma. Przepływy i ucieczki są minimalne. Jakaś mała część wyborców Polski 2050 czy PSL-u odchodzi, ale korzyść w mandatach jest nieporównywalnie większa. W naszym najnowszym sondażu 45 proc. dla wspólnej listy daje 231 mandatów. Nawet jak będzie 43-44 proc. to wyjdzie 228. No to wtedy – jak mówiłem – Tusk sobie trzech posłów dokupi.
Czyli polaryzacja trzyma się świetnie? Branie się za łby pod Trybunałem i podgrzewanie atmosfery znowu się sprawdzi, PiS i KO dopną swego raz jeszcze?
No ale co byś chciał? Polska polityka jest podzielona pół na pół. W 2023 roku strona liberalna miała około 54 proc., teraz przewagę ma prawica. To przesunięcie zaledwie kilku procent. Jeżeli każdy wystartuje osobno, przy dzisiejszych nastrojach rządzi prawica. Bez dwóch zdań. A jeśli da się z mniejszości wycisnąć większość mandatów, Tusk będzie próbował to zrobić i zrobi, bo potrafi. Do tego potrzebuje polaryzacji, żeby postawić sprawę tak: „albo my, albo faszyzm”, wtedy łatwiej zrobić jedną listę pod hasłem ratowania kraju przed kaczoro-braunem.
W twoich sondażach od jakiegoś czasu szykuje się mijanka. Tylko nie między PiS-em a Konfą, lecz między konfederacjami.
Żadna prawicowa partia nie może zrobić mijanki z PiS-em bez przejęcia starszych wyborców 60 plus. To po prostu niemożliwe, a Konfederacja ma tam 3 proc. O czym w ogóle mówimy? Natomiast, owszem, Korona Brauna dogania Konfederację Mentzena i Bosaka. Zbliżają się, oddalają. Braunowi wystarczy urosnąć o punkt albo dwa, mogą się zamienić miejscami w okolicach 12 proc. Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby w 2027 roku trzeci był Braun.
Sędzia Iwaniec stracił immunitet. SN zdecydował też o zawieszeniu
Dlaczego Konfederacja osłabła?
Bo Mentzen mówi do swoich 7 procent. To też bardzo ciekawy wniosek z naszego rankingu poparcia dla polityków: wśród wyborców prawicowych poparcie dla Bosaka jest dwukrotnie wyższe niż dla Mentzena. Mentzen w pewnym sensie nie jest politykiem prawicowym, zajmuje tam piąte miejsce w rankingu, za Braunem. Im więcej Mentzena, który jeszcze wyskakuje z różnymi pomysłami, tym bardziej Konfederacja spada.
A Braunowi dlaczego tak dobrze idzie?
Sukces Brauna polega na tym, że jest. Jako totalny antysystemowiec. Im więcej nawalanki KO-PiS pod Trybunałem, sporów o to, kto jest sędzią, a kto neosędzią, im więcej zmęczenia klasą polityczną, tym bardziej Braunowi wystarczy, że istnieje. Nie musi dużo mówić, a nawet im mniej mówi, tym lepiej.
Co to znaczy: wystarczy Braunowi że jest?
Każdy ma w głowie jakąś idealną partię, tylko te partie nie powstają. A Braun wystartował, ma partię, struktury, zbiera podpisy. To nie jest wydmuszka. W Krakowie on nie miał problemu z podpisami, a Konfederacja miała. Na liście widzisz partie systemowe, których masz dość. Chcesz dać im czerwoną kartkę – głosujesz na Brauna. Trochę jak z Samoobroną. Z jednej strony Unia Wolności, ojcowie demokracji, a z drugiej Lepper. I nagle szok: jak on może mieć więcej niż prof. Geremek?
W naszym rankingu prawie 17 proc. Polaków wypowiada się o Braunie pozytywnie. To nie połowa Polski, ale wystarczy do zbudowania partii powyżej 10 proc.
Konfederacja nie nadaje się już do pokazania systemowi środkowego palca?
Funkcjonuje w tym systemie dosyć długo. Mają wicemarszałka, powoli są częścią systemu. Gdybyś chciał wybrać partię absolutnego sprzeciwu, to kto oprócz Brauna jest wiarygodny? Gdyby pojawiła się radykalna lewica odrzucająca cały system, może część tych głosów poszłaby tam. Dzisiaj nie ma takiej konkurencji.
Mówisz, że projekt Morawieckiego właściwie już się skończył. Dlaczego?
Najważniejsze są trendy. W czwartym kolejnym badaniu Morawieckiemu spada. Zaczynasz z 6 proc., po kilku miesiącach masz 3,5. Dlaczego nagle miałoby się zrobić dziesięć?
Ale co się stało z tymi sześcioma procentami, które miał?
Wyborcy po chwili namysłu wracają do PiS-u. Szczególnie prawicowi i starsi. Nie widzę powodu, dla którego Rozwój Plus miałby nagle wystrzelić. Trochę się poplątało w PiS po rozłamie, zaliczyli zjazd w sondażach, a teraz w dużej części wyborcy wrócili. Teoretycznie rozłam był dlatego, że zwolennicy Morawieckiego nie chcieli kierunku Czarnka. Tymczasem wśród wyborców Rozwoju Plus aż 40 proc. ocenia Czarnka pozytywnie. Czyli tak bardzo im nie przeszkadzał. Moim zdaniem projekt skończył się w momencie, kiedy wyborca uznał, że Morawiecki może z Tuskiem. Że razem głosują, mają tego wicemarszałka.
Ta zadyma o Horałę była aż tak ważna?
Bardzo. Odwróć sytuację: jest 2022 rok, Hołownia zabiera posłów Platformie i jednocześnie zaczyna głosować z Kaczyńskim, żeby KO nie miała wicemarszałka, tylko ktoś od nich. Przecież tej partii już by nie było w tym elektoracie. Najważniejszy był antykaczyzm. Tutaj zadziałało to samo. Wicemarszałek niewiele Rozwojowi Plus daje, za to uwiarygodnił przekaz: będą chcieli z Tuskiem.
Teraz posłowie Rozwoju Plus zaczną przebierać nogami, żeby wrócić na listy PiS-u?
Absolutnie. Na początku duża grupa posłów była atutem Morawieckiego, pokazywała siłę rozłamu: patrzcie, ilu przeszło. Dzisiaj to obciążenie. Każdy liczy, czy wejdzie do Sejmu. PiS będzie ich moim zdaniem wyciągał po kolei, nie wszystkich naraz. Co tydzień historia: kolejny wraca. Na zewnątrz będą mówić: „Dopiero zaczynamy, jeszcze urośniemy”. A między sobą: „Co ja zrobiłem? Może prezes mi wybaczy”.
Czyli Kaczyński to wygrał?
Moim zdaniem tak. Kolejny raz jak Logan Roy z „Sukcesji”: kłóci się ze swoimi dziećmi, a potem wychodzi na plus. Bo najważniejsze jest „byle nie Tusk”. To jest też przewaga PiS-u nad innymi partiami prawicy: największy może skuteczniej rywalizować z Tuskiem, więc jeszcze raz zacisnę zęby i zagłosuję.
A dlaczego było 54 proc. dla liberałów, a teraz – jak mówisz – jest 52 proc. dla prawicy?
Dla prawicy w 2027 roku może być nawet 54 proc. Kiedy rządzisz, ponosisz konsekwencje. Ludzie patrzą na ceny, sytuację gospodarczą, paliwa. Jest też rozczarowanie. Część wyborców rozczarowanych Trzecią Drogą przeszła do Konfederacji, na drugą stronę. Miała być trzecia droga, a w końcu jej nie było. To się przesuwało stopniowo: wybory samorządowe, europejskie, prezydenckie. Nie było nagłego tąpnięcia o dziesięć punktów. Dzisiaj poparcie dla rządu Tuska jest zdecydowanie na minus. Głosy odpływają, ale dalej nie są to radykalne zmiany.
Kierwiński idzie do prokuratury z TV Republika. Na celowniku także Sakiewicz
Kiedy oglądam kolejne sceny pod Trybunałem – teraz tamci stoją po drugiej stronie, zamienili się rolami – mam jednak poczucie schyłku. Znowu te same wykwity skretyniałej polaryzacji. Ty nie?
Tylko że tego schyłku nie widać blisko. Nadal wyborcy 60 plus głosują na PO i PiS. Moim zdaniem do radykalnej zmiany nie dojdzie, jeżeli nie pojawi się ktoś zupełnie z zewnątrz, wiarygodny dla tego wyborcy, kto w jakiś sposób zmieni układ. Powie: a teraz młodzi kontra starzy – nie ma w ogóle takiego przekazu.
No zaraz, Konfederacja jest o tym: młodzi kontra starzy. Nie?
Czy to jest jej główny przekaz? Mentzen mówi, że kobiety nie nadają się do policji, że młodzi do wojska. Skupia się na tym, że zakaz alkoholu jest w Polsce zły. Mam wrażenie, że Konfederacja skupia się na wyborcach, których miała wcześniej, czyli właśnie tych 7 proc. Wolnościowy wyborca: grill, dwa samochody. Nie zauważają po drodze, że dzisiaj mają dwa razy więcej wyborców i są to zupełnie inni ludzie, skupieni na innych tematach. Nie słyszę, żeby głównym tematem było blokowanie szans, różnica pokoleniowa, „teraz my”. A do starszych w ogóle nie potrafią dotrzeć, a to moim zdaniem kluczowe.
Starszych trzeba przekonać do rozwalenia układu, który jest dla nich wygodny?
A dlaczego nie? Starszy wyborca niekoniecznie musi tego układu bronić i obstawać przy nierówności sił. Tylko ktoś musi mu powiedzieć: jesteście nam potrzebni do zmiany. Idealnym przykładem jest to, jak starsi głosowali w referendum akcesyjnym do Unii Europejskiej. Zrobiono badanie, dlaczego głosowali za Unią – obawiano się, że posłuchają ojca Rydzyka i Giertycha. A starsi mówili: „Ja może na tym nie skorzystam, ale moje dzieci tak”. Troska o dzieci i wnuki to jest bardzo silna emocja. A my traktujemy tych ludzi jak wyborców wyłącznie transakcyjnych: trzeba im coś dać, emeryturę bez podatku. Wszyscy im coś obiecują, aż ktoś w końcu powie: „Może nie wy bezpośrednio skorzystacie, ale wasze dzieci i wnuki. Rozbetonujemy system, będą równe szanse, równy dostęp do stanowisk”. Nie ma tego przekazu. Mentzen i Bosak tego nie mówią.
„Pokój na prawicy”, czy „tama przeciw Braunowi”? Podejść wiele, matematyka jednoznaczna
Ostatnio oglądałem Kaczyńskiego pod Trybunałem, odzyskał wigor, zwołuje ludzi na barykady, bo „kończy się demokracja” i „ten rząd chce wprowadzić totalitaryzm”. Wydawało się, że prezydent Nawrocki mu palmę pierwszeństwa na prawicy zabrał, a tu nagle starszy pan zyskał nowe życie. Barykada pod TK Kaczyńskiego odmładza?
Nie zgodziłbym się z tym, że Nawrocki wszystko zabrał Kaczyńskiemu. Jaki ma wpływ na politykę? Moim zdaniem żaden. Uważam, że oprócz tego, że jest, niewiele prawicy pomaga. Na razie to prawica pomogła Nawrockiemu: został prezydentem.
Jak to? Na prawicy od jakiegoś czasu to Nawrocki jest królem, punktem odniesienia, już nie Kaczyński.
Powtórzę: on dużo zawdzięcza prawicy, nie odwrotnie. I niczego jej nie załatwił. Moim zdaniem nie rozwiązał żadnego istotnego problemu.
Czyli jakiego?
Prawica jest uwsteczniona światopoglądowo, tkwi w blokadzie. Dobry przykład to ustawa o osobie najbliższej, czyli proteza związków partnerskich. Przyjęcie tej ustawy wyeliminowałoby temat z dyskursu politycznego na długie lata. A w tym dyskursie prawica przegrywa. Związki partnerskie popiera 65 proc. Polaków. Przez takie rzeczy prawicowiec kojarzy się z wujkiem z wesela, który opowiada teorie spiskowe przeciwko gejom, lesbijkom, cyklistom i wiatrakom. Mamy w urzędach transkrypcję, czyli zmianę dużo dalej posuniętą, niż proponowała ustawa. I co? Starsze panie z kościoła stoją pod urzędem stanu cywilnego, śpiewają „Boże, coś Polskę”? Nie, nikogo ten temat nie interesuje. Nie ma w nim emocji. Prawica absolutnie ten temat przegrała. Nawrocki mógł rozbroić prawicy choć tę jedną minę. Przecież za każdym razem, jak temat wraca, liberałowie dostają argument: oto dziady ze średniowiecza.
Co jeszcze Nawrocki prawicy zawalił?
Zmianę podziału mandatów między okręgi. Nawrocki to odrzucił, chociaż według analiz prawica mogła zyskać trzy–cztery mandaty.
Przez dodanie mandatów Warszawie i dużym miastom? Raczej Tusk by zyskał.
Prawica. Bo większy okręg jest bardziej proporcjonalny. Na większej proporcjonalności korzysta ten, kto ma mniejsze poparcie, a nie większe. Przy układzie pół na pół te kilka mandatów może być kluczowe. A do tego Nawrocki wpisuje się w przekaz przeciwników: miasta są sztucznie zaniżane, prawica chce nas oszukać, chcą ukraść wybory, no to tym bardziej trzeba iść. Przecież to weto mobilizuje drugą stronę. Kompletnie bez sensu.
Świat się zmienił, a wizerunek prawicy dalej jest siermiężny. W sprawach aborcji, związków partnerskich czy in vitro dawno przegrała. Trzyma ją to, że trafia do wyborców w sprawie Zielonego Ładu, imigracji i granicy.
Chcą odwołać Andrzeja „Dziurę” Domańskiego. „Ubierzcie długie spodnie"
To co mówisz jest całkowicie wbrew głosom, które słyszę na prawicy: oto Nawrocki niesamowicie ogarnia, świetnie rozgrywa, stał się na prawicy centralną postacią, dzięki niemu prawica się nie posypała, a do tego Tusk się go boi, skoro ciągle w niego gromami ciska.
Tusk robi to dla siebie, bo jak się nawala z młodszym Nawrockim, to też trochę młodnieje. Natomiast z fascynacją prawicy Nawrockim jest trochę jak z wiarą w Boga. Nawet jeśli w głębi duszy uważam, że Bóg nie istnieje, to a nuż coś na wierze skorzystam, może dzięki niej trafię do nieba. Tak samo z Nawrockim. Przy tym totalnym rozkurzu na prawicy – gdzie ciągle powstają nowe partie, jak nie Morawiecki, to Zajączkowska-Hernik – nikt nie wie, co z tego wyniknie i co się stanie zaraz. Za to Nawrocki jest i będzie. Ma kancelarię, prerogatywy, popularność i jeszcze cztery lata prezydentury.
W nim nadzieja.
Nadzieja albo nie. Najwyżej zbawienia z tego nie będzie, ale wierzyć trzeba. Gdybyś miał postawić na jakiegoś konia, to gdzie znajdziesz najbardziej stabilny element po prawej stronie? Stawianie na niego nic nie kosztuje, a nuż się uda. To jeszcze nie znaczy, że wszyscy widzą w nim geniusza polityki, mesjasza.
Najlepiej zapytać kogoś z kancelarii o sukcesy prezydenta. Niech powie coś konkretnego. Blokowanie ustaw to nie jest sukces. Jak Polak skorzystał? Co z tego ma prawica? „Załatwiliśmy stałą bazę amerykańską, bezpieczeństwo”. Na razie tej bazy nie ma. Gdzie są te sukcesy prezydenta?
***
Łukasz Pawłowski (ur. 1983) kieruje Ogólnopolską Grupą Badawczą (OGB). Przygotował najtrafniejszy sondaż poprzedzający pierwszą i drugą turę wyborów prezydenckich w 2025 roku. OGB od kilku lat prowadzi badania exit poll; ostatnio podczas wyborów uzupełniających w Krakowie.

