
Mąż dziennikarki Telewizji Republika Danuty Holeckiej został w niedzielę zatrzymany przez policję na parkingu w pobliżu cmentarza przy ul. Fosa w Warszawie. Stacja opublikowała nagranie, na którym widać mężczyznę w kajdankach. Policja i przedstawicielka MSWiA przedstawiły na platformie X swoje stanowiska dotyczące interwencji.
- Według Telewizji Republika policjanci zażądali od męża Danuty Holeckiej wylegitymowania się, a po jego odmowie założyli mu kajdanki.
- MSWiA oraz policja przekazały, że interwencja miała związek z naruszeniem przepisów ruchu drogowego i odmową podania danych osobowych przez kierowcę.
- Prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz przedstawił inną wersję wydarzeń.
O zdarzeniu poinformowała Telewizja Republika oraz dziennikarze stacji na platformie X. Według ich relacji w niedzielę na parkingu w pobliżu cmentarza policjanci podeszli do samochodu, którym podróżowali Danuta Holecka i jej mąż. Funkcjonariusze mieli zażądać od mężczyzny wylegitymowania się.
Jak relacjonowała dziennikarka, małżeństwo zaparkowało w miejscu, w którym – jak twierdzi – zatrzymuje się regularnie. Po odmowie okazania dokumentów przez jej męża policjanci założyli mu kajdanki. Na nagraniu udostępnionym przez stację widać funkcjonariuszy prowadzących mężczyznę w kajdankach założonych do tyłu.
MSWiA przedstawia stanowisko
Do sprawy odniosła się Karolina Gałecka, rzeczniczka prasowa i dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej MSWiA. Na platformie X napisała, że powodem interwencji policji nie było samo zaparkowanie przy cmentarzu, lecz pozostawienie samochodu przez męża Danuty Holeckiej w miejscu niedozwolonym.
Gałecka przekazała, że kiedy funkcjonariusze próbowali go pouczyć, mężczyzna nie reagował na ich polecenia. W związku z tym został zabrany do radiowozu w celu ustalenia jego tożsamości.
„Przedstawianie tej interwencji jako ataku na rodzinę, pomija jej istotne okoliczności i jest manipulacją” – napisała rzeczniczka.
Policja wyjaśnia, dlaczego użyła kajdanek
Swoje stanowisko opublikowała również Komenda Rejonowa Policji w Warszawie. Według funkcjonariuszy przyczyną interwencji było naruszenie przepisów ruchu drogowego. Kierujący samochodem miał wjechać na obszar objęty znakiem B-1, oznaczającym zakaz ruchu w obu kierunkach. Ograniczenie miało obowiązywać w związku z czasową zmianą organizacji ruchu w pobliżu cmentarza.
Policja poinformowała, że podczas interwencji mężczyzna nie wykonywał poleceń funkcjonariuszy i odmówił podania swoich danych osobowych.
„W związku z jego zachowaniem policjanci zastosowali kajdanki, aby zapobiec samowolnemu oddaleniu się. W trakcie czynności mężczyzna zgłosił złe samopoczucie. Policjanci wezwali na miejsce zespół ratownictwa medycznego” – przekazano we wpisie.
Komenda zaznaczyła, że interwencja nie miała żadnego związku z tożsamością pasażerów samochodu ani wykonywaną przez nich pracą. Dodała również, że przedstawianie działań funkcjonariuszy jako nieuzasadnionych nie odpowiada ustalonemu przebiegowi zdarzenia.
Tomasz Sakiewicz przedstawia inną wersję
Do sprawy odniósł się także prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz. W swoim wpisie na platformie X zakwestionował przedstawione przez policję okoliczności dotyczące miejsca, w którym zaparkowali Holeccy.
Sakiewicz twierdzi, że parking, z którego korzystają od dwóch lat, należy do parafii i nigdy nie obowiązywał tam zakaz ruchu. Według niego w chwili interwencji w tym samym miejscu stało kilkanaście innych samochodów, których kierowców policjanci nie kontrolowali.
Prezes stacji zarzucił funkcjonariuszom, że po skuciu i poturbowaniu męża dziennikarki odjechali, nie podejmując działań wobec pozostałych zaparkowanych pojazdów.

