Reklama
Świat

To mogą być najważniejsze wybory w życiu Netanjahu. Stawką nie jest tylko władza

Pod koniec października Państwo Izrael stanie przed wyborem, od którego może zależeć, jaki kierunek obierze „jedyna demokracja” na Bliskim Wschodzie. Czy skłoni się ku nowemu rządowi, czy raczej pozostawi u steru obecnego premiera Binjamina Netanjahu?

Wojciech J. Kittel
Opinia autorstwa: Wojciech J. Kittel
Dzisiaj 10:01
10 min
Dla Binjamina Netanjahu październikowe wybory to walka nie tylko o kolejną kadencję, lecz także o warunki zakończenia jego procesu korupcyjnego (fot. Getty Images)
TYLKO NA

Od maja izraelska polityka wewnętrzna funkcjonuje w przedwyborczej gorączce. Wszystko za sprawą narastającego sporu wewnątrz rządzącej koalicji, której przewodzi premier Binjamin Netanjahu. W maju spór miał znaleźć ujście w jednomyślnym przegłosowaniu projektu ustawy zakładającego rozwiązanie izraelskiego parlamentu przed końcem jego kadencji.

„Miał”, ponieważ ostatecznie do skrócenia kadencji nie doszło. W czerwcu Kneset zdążył przeprowadzić jedynie pierwsze czytanie projektu ustawy. Do kolejnych dwóch etapów procesu legislacyjnego nie doszło. Nie dlatego, że spór wewnątrzkoalicyjny został zażegnany, lecz dlatego, że w lipcu izraelski parlament rozpoczął przerwę w obradach związaną z ustawowym końcem trwającej od listopada 2022 r. kadencji izraelskich deputowanych.

Turcja ściga Binjamina Netanjahu. Wystawiono wniosek o aresztowanie

Sytuacja Netanjahu

Choć urzędujący premier „Bibi” ma za sobą niezwykle bujną karierę polityczną, pełną wzlotów i upadków, obecne wybory są dla niego, można powiedzieć, politycznym „być albo nie być”. Stawką pozostaje nie tylko dalsza obecność na szczytach izraelskiej polityki, lecz także warunki, na jakich Netanjahu mógłby kiedyś przejść na polityczną emeryturę. W najbardziej niekorzystnym dla niego scenariuszu zakończenie kariery politycznej równa się jego skazaniu w jednym z najważniejszych procesów korupcyjnych w historii Izraela.

Reklama
Reklama

Na samym „Bibim” ciąży łącznie siedem zarzutów związanych z trzema sprawami korupcyjnymi. Obejmują one oszustwo, naruszenie zaufania publicznego oraz klasyczne przyjęcie łapówki. W szerszym ujęciu prokuratura zarzuca „Bibiemu” wykorzystywanie sprawowanej funkcji do budowania relacji, które miały przynieść korzyści zarówno jemu, jak i powiązanym z nim biznesmenom. Sam premier konsekwentnie odrzuca oskarżenia, przedstawiając cały proces jako motywowaną politycznie próbę odsunięcia go od władzy.

Operacja, która odmieniła Bliski Wschód. Jak Izrael zastawił pułapkę na Hezbollah?

Na to nakładają się zarzuty na forum międzynarodowym. W listopadzie 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) wydał nakaz aresztowania „Bibiego” w związku z zarzutami dotyczącymi zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych podczas wojny w Gazie.

Z całym szacunkiem dla Trybunału w Hadze, nie jest to dla Netanjahu największe zmartwienie. Izrael, podobnie jak Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja czy Indie, nie jest stroną Statutu Rzymskiego, wobec czego nie uznaje MTK.

Pozycja polityczna

Wyzwanie, z którym Netanjahu będzie musiał zmierzyć się w ciągu niespełna trzech kolejnych tygodni kampanii wyborczej, należy jednak rozpatrywać przez pryzmat jego pozycji politycznej. Ta jest konsekwencją zgromadzonego kapitału politycznego, budowanego przez ponad 44 lata aktywności publicznej, w tym przez blisko 19 lat sprawowania, z przerwami, urzędu premiera Izraela.

Reklama
Reklama

To właśnie znaczenie Netanjahu dla izraelskiego systemu politycznego sprawia, że jego sytuacja prawna nie jest traktowana wyłącznie jako sprawa dotycząca jednego polityka.

Za takim podejściem przemawia inicjatywa podjęta przez prezydenta Isaaca Herzoga, który podjął próbę mediacji między Netanjahu a prokuraturą. Nie zmierza ona do natychmiastowego ułaskawienia premiera w związku z ciążącymi na nim zarzutami. Jej celem było rozpoczęcie mediacji, która miałaby doprowadzić do wypracowania ugody w formule „plea deal”, a więc porozumienia pozwalającego zakończyć sprawę bez konieczności dalszego prowadzenia procesu.

Celem jest znalezienie rozwiązania, które pozwoliłoby zakończyć spór prawny bez dalszego pogłębiania kryzysu polityczno-instytucjonalnego. Taki scenariusz wymagałby jednak ustępstw z obu stron. Prokuratura zapewne mogłaby wnioskować o minimalny wymiar kary, jednak Netanjahu musiałby najprawdopodobniej przyznać się przynajmniej do części zarzutów albo przynajmniej zaakceptować odpowiedzialność prawną. W zamian mógłby uniknąć kary pozbawienia wolności.

Ambasada Izraela wydała komunikat. Zabójstwo Polaka „nie nosiło oznak przestępstwa”

Należy zaznaczyć, że szczegóły negocjowanej ugody nie są znane na poziomie technicznym. Pewne jest jednak, że jednym z jej kluczowych elementów pozostaje kwestia dalszej obecności Netanjahu w życiu publicznym. Potencjalne pójście na ugodę przez „Bibiego” mogłoby doprowadzić do bezpośredniego zakończenia jego problemów prawnych, ale pośrednim skutkiem byłoby jego polityczne wygnanie z izraelskiej sceny politycznej.

Reklama
Reklama

Właśnie dlatego wynik wyborów dla Netanjahu ma znacznie większe znaczenie niż zwykła walka o kolejną kadencję. Dopóki pozostaje premierem i liderem jednego z najważniejszych obozów politycznych w kraju, może argumentować, że rozwiązanie jego sprawy leży w interesie stabilności państwa.

Nie będzie raportu o przemocy Izraela w Palestynie. Sprzeciw Republikanów

Sondaże

Aby utworzyć większość parlamentarną w izraelskim Knesecie, liczącym 120 deputowanych, potrzeba 61 mandatów. Na niespełna trzy tygodnie przed wyborami żadna z głównych sił politycznych nie osiąga w sondażach wyniku pozwalającego na samodzielne stworzenie większości. Oznacza to, że rzeczywista walka nie toczy się wyłącznie o zwycięstwo wyborcze, lecz o to, kto po głosowaniu będzie w stanie zgromadzić wokół siebie wystarczającą liczbę politycznych „szabel”.

W centrum tego wyścigu znajdują się obecnie dwa największe ugrupowania. Pierwszym jest „Likud” Binjamina Netanjahu, drugim jest „Yashar”, kierowany przez byłego szefa sztabu IDF Gadiego Eisenkota. Najnowszy sondaż izraelskiego „Channel 12” daje „Yashar” 23 mandaty, a „Likud” zdobyłby 21. To właśnie od wyniku rywalizacji tych dwóch ugrupowań będzie zależał kształt przyszłego bloku rządzącego. Jednak nawet partie pozostające w ich politycznych orbitach nie zapewniają stabilnej większości. Dzisiejsza opozycja może liczyć na 54 miejsca, podczas gdy ugrupowania tworzące blok Netanjahu – na 49.

Politycznym języczkiem u wagi okazują się partie reprezentujące arabską część izraelskiego społeczeństwa. W obecnym układzie sondażowym to właśnie mandaty „Ra’am” oraz „Wspólnej Listy” mogą mieć kluczowe znaczenie dla powyborczej arytmetyki parlamentarnej. We wspomnianym sondażu ugrupowania mogą wspólnie liczyć na 13 mandatów.

Reklama
Reklama

Arabski pocałunek

Nie skupiając się na moralnym osądzie izraelskiej polityki ostatnich lat, która jest kształtowana przez decyzje rządu Netanjahu, trzeba cofnąć się do wydarzeń sprzed trzech lat. 7 października 2023 r. Hamas przeprowadził atak terrorystyczny na południowy Izrael. Łącznie podczas ataku na Izrael zginęło około 1200 osób, a 251 zostało wziętych jako zakładnicy.

To właśnie 7 października stał się punktem odniesienia dla izraelskiej polityki bezpieczeństwa na kolejne trzy lata. Zarazem najważniejszym wydarzeniem definiującym kończącą się kadencję „Bibiego”.

Pasażerowie uratowali samolot flydubai. Władze Izraela ich odznaczą

Atak Hamasu stał się uzasadnieniem zasadniczej zmiany izraelskiej polityki bezpieczeństwa. Skala konsekwencji tej polityki jest ogromna. Jej bilans obejmuje m.in. ponad 70 tys. palestyńskich ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy oraz bezpośrednie ataki na 12 państw w ciągu ostatnich trzech lat.

Jednak miesiąc przed trzecią rocznicą ataku z 7 października temat powrócił do izraelskiej polityki w zupełnie innym charakterze.

Według doniesień opublikowanych przez izraelski „Haaretz”, które szeroko podchwyciły media na całym świecie, około półtora tygodnia przed atakiem do izraelskiego premiera miał zadzwonić prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohamed bin Zayed. Ten osobiście miał ostrzec Netanjahu przed planowanym atakiem Hamasu.

Reklama
Reklama

Prezydent Emiratów nie był jednak jedynym, który zadzwonił z ostrzeżeniem do Netanjahu. Dwa dni przed atakiem Hamasu podobny telefon wykonał szef egipskiego wywiadu Abbas Kamel. Wątek egipski, o którym poinformował „Wall Street Journal”, jest o tyle szczególny, że miał to być już trzeci alert płynący od izraelskiego sąsiada.

Dramat na pokładzie flydubai. Prokuratura mówi o „ataku terrorystycznym”

Oczywiście premier Izraela zaprzecza tym doniesieniom i podtrzymuje dotychczasowe stanowisko dotyczące tego, dlaczego Izrael nie rozpoznał zagrożenia przed atakiem. Przez trzy lata Netanjahu konsekwentnie przerzucał odpowiedzialność za największą katastrofę bezpieczeństwa w historii państwa na wojsko oraz służby specjalne – w szczególności na izraelski kontrwywiad „Shin Bet”.

Sprawa może przypominać polską sytuację z 2023 r., kiedy ówczesny minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak zrzucił odpowiedzialność na dowódcę operacyjnego gen. Tomasza Piotrowskiego w związku ze sprawą rosyjskiego pocisku, który w grudniu 2022 r. naruszył polską przestrzeń powietrzną, a jego szczątki odnaleziono kilka miesięcy później pod Bydgoszczą. Były szef MON zarzucił wówczas gen. Piotrowskiemu niedopełnienie procedur. Podobieństwo obu sytuacji nie wynika z charakteru samego zjawiska, lecz z reakcji polityka, który, próbując uniknąć odpowiedzialności politycznej, zdecydował się na dość małostkowy manewr schowania się za swoim podwładnym – żołnierzem.

Reklama
Reklama

Analogia między obiema sytuacjami polega również na tym, że podobnie jak gen. Piotrowski, były szef „Shin Bet” Ronen Bar zapowiedział pozew przeciwko swojemu przełożonemu. W uzasadnieniu Bar oskarża „Bibiego” o rozpowszechnianie nieprawdziwej wersji wydarzeń i twierdzi, że to on ostrzegał Netanjahu przed pogarszającą się sytuacją bezpieczeństwa. Co jeszcze ważniejsze, zapowiedział, że w postępowaniu sądowym będzie domagał się ujawnienia dokumentów, kalendarzy spotkań oraz zeznań osób z otoczenia premiera.

Duda w Jerozolimie wystąpi obok Smotricza. „Skandal”

Państwa, z których pochodzą te informacje, nie zamierzają pomagać „Bibiemu” w ich dementowaniu. Kair nie zdecydował się publicznie podważyć tych doniesień. Ciekawa jest jednak reakcja Abu Zabi, które konsekwentnie unika publikowania dementi, ograniczając się do stwierdzenia, że „nie komentuje poufnych treści rozmów między przywódcami”.

Co więcej, do zmiany tego stanowiska nie doprowadziła nawet osobista, choć owiana tajemnicą, wizyta premiera Izraela w stolicy Emiratów, która miała miejsce pod koniec ubiegłego miesiąca. Choć oficjalnie wizyta dotyczyła omówienia sytuacji bezpieczeństwa w regionie, jej rzeczywisty cel miał być inny. Netanjahu miał bezskutecznie zabiegać u prezydenta Zayeda o publiczne zdementowanie informacji o tym, że ten uprzedzał go telefonicznie o zbliżającym się ataku Hamasu.

Reklama
Reklama

Pojawienie się tych informacji na finiszu izraelskiej kampanii wyborczej nie może być przypadkowe. Jasne jest, że większość stolic regionu nie widzi korzyści ze współpracy z Netanjahu. Jego polityka jest niemal toksycznym dotykiem w świecie muzułmańskim. Współpraca mogłaby wyglądać jednak inaczej, gdyby doszło do zmiany na szczytach izraelskiej władzy.

Izrael rozmywa sprawę śmierci Damiana Sobóla. Zychowicz: Polski MSZ jest za miękki

Jak informuje „Jerusalem Post”, państwa arabskie już przygotowują się na taką zmianę, nawiązując kontakty z głównym oponentem Netanjahu, Gadim Eisenkotem, a także z Naftalim Bennettem i Yairem Lapidem, którzy mogliby wejść w skład przyszłej koalicji przeciwko Netanjahu.

I właśnie tutaj pojawia się coś, co można nazwać arabskim pocałunkiem politycznej śmierci dla Netanjahu. Nie chodzi o otwartą deklarację wrogości, lecz o powściągliwą pomoc w tym, by tych wyborów nie wygrał.

Źródło: Zero.pl
Wojciech J. Kittel
Wojciech J. KittelAnalityk think tanku Strategy and Future oraz współpracownik magazynu „Układ Sił”. Zajmuje się strategią oraz analizą zmian na współczesnym polu walki - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama