Reklama
Reklama
Reklama

Operacja, która odmieniła Bliski Wschód. Jak Izrael zastawił pułapkę na Hezbollah?

TYLKO NA
The M270 Multiple Launch Rocket System (MLRS).
Od eksplodujących pagerów po uderzenia na bunkier Nasrallaha – działania te należą do najbardziej precyzyjnych kampanii wojskowo-wywiadowczych XXI wieku. Zdjęcie ilustracyjne. (fot. Ofer Zidon/Stocktrek Images / Getty Images)

Najpierw eksplodowały pagery. Potem krótkofalówki. W kolejnych dniach ginęli najważniejsi dowódcy Hezbollahu, aż wreszcie izraelskie lotnictwo dosięgło samego Hassana Nasrallaha. Seria pozornie odrębnych operacji ułożyła się w jedną z najbardziej śmiałych i skutecznych kampanii wywiadowczo-wojskowych XXI wieku. Publikujemy fragment książki „Gaza 2023: wojna totalna Netanyahu'” autorstwa Marcina Lupy.

Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że 17 września 2024 roku był rzeczywistym punktem zwrotnym tej wojny. Nie był to pojedynczy incydent, lecz moment inicjujący sekwencję działań, które w ciągu kolejnych tygodni całkowicie przestawiły regionalną szachownicę.

17 września 2024 roku, około godziny 15:30, doszło do jednego z najbardziej bezprecedensowych uderzeń technologicznych w tej wojnie. W szyickiej dzielnicy al-Dahiya al-Janubiya w Bejrucie, a także w innych rejonach południowego Libanu i Doliny Bekaa, niemal jednocześnie eksplodowały tysiące pagerów używanych przez aktywistów Hezbollahu.

Czytaj również: Wymiana ognia między Iranem i USA. „Nasiliły się wzajemne ataki”

Nagrania i zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych dokumentowały chaos pierwszych chwil: pożary, eksplozje oraz rannych, u których obrażenia koncentrowały się przede wszystkim na dłoniach, okolicach miednicy i oczach – co jednoznacznie wskazywało na charakter użytego środka rażenia. Równolegle napływały informacje o analogicznych detonacjach wśród struktur Hezbollahu w Syrii, m.in. na północnym zachodzie kraju oraz w rejonie Damaszku. Libański minister zdrowia Firas al-Abyad poinformował o 12 ofiarach śmiertelnych, w tym dwojgu dzieci, oraz o około 2300 rannych, z czego blisko 300 w stanie ciężkim. Część poszkodowanych ewakuowano z Doliny Bekaa do Syrii, a następnie na leczenie do Iranu.

Reklama
Reklama

Dzień później, 18 września 2024 roku około godziny 17:00, nastąpiła druga fala uderzeń: tym razem eksplodowały setki urządzeń łączności krótkofalowej znajdujących się w rękach aktywistów i dowódców Hezbollahu w Bejrucie, na południu Libanu i w Dolinie Bekaa. Część detonacji miała miejsce podczas pogrzebów ofiar poprzedniego dnia, co spotęgowało dezorganizację i chaos; w sieci pojawiły się nagrania płonących mieszkań i samochodów. Według danych libańskiego ministerstwa zdrowia w wyniku tej drugiej fali zginęło co najmniej 25 osób, a ponad 600 zostało rannych.

Sprawdź także: Amerykanie zniszczyli trzy irańskie tankowce. „Poniesiecie większe koszty”

Przy tej okazji warto zauważyć, że zdecydowana większość rannych członków „Partii Boga" została w praktyce trwale wyłączona z walki, a często również z dalszej działalności politycznej. Pagery eksplodowały najczęściej w rękach użytkowników, ale nierzadko także w bezpośredniej bliskości twarzy – przy uchu lub oczach. „Nie ma ani jednego przypadku, który widziałem, żeby ktoś nie miał obrażeń obu rąk. Ani jednego. Zdecydowana większość miała pourywane palce w obu dłoniach" – relacjonował szef okulistyki w American University of Beirut Medical Center w Bejrucie, Bahaa Noureddine.

Reklama
Reklama

Zgodnie z dostępnymi relacjami urządzenia zostały zaprogramowane w taki sposób, by najpierw emitować sygnał przywoławczy, a po kilku sekundach – w momencie, gdy adresat zbliżał je do twarzy, aby odczytać wiadomość lub wyciszyć alarm – niewielki ładunek detonował, powodując maksymalnie wyniszczające obrażenia.

W momencie samego uderzenia dominująca narracja medialna była wyraźnie krytyczna wobec rządu. Przeważało przekonanie, że choć operacja była spektakularna, to bez natychmiastowej, szeroko zakrojonej ofensywy wojskowej stawała się zmarnowanym atutem strategicznym. Komentatorzy, byli dowódcy i analitycy niemal chórem powtarzali, że Izrael „nie poszedł za ciosem", że zabrakło odwagi lub wizji, by przekuć sukces taktyczny w rozstrzygnięcie strategiczne. Była to wygodna, szybka i – jak się później okazało – całkowicie błędna interpretacja.

Po raz kolejny pomylili się generałowie. Już kilka godzin po operacji gen. rez. Israel Ziv publicznie oceniał, że działania te nie przybliżają ani uwolnienia zakładników, ani osiągnięcia porozumienia, a w razie eskalacji jedynym beneficjentem będzie Yahya Sinwar. Cztery tygodnie później Sinwar nie żył, a teza o „strategicznej pustce" operacji pagerów rozsypała się całkowicie.

Reklama
Reklama

Dzień przed samym uderzeniem gabinet bezpieczeństwa formalnie wpisał do celów wojny bezpieczny powrót mieszkańców północy do domów – co wyraźnie pokazuje, że operacja była elementem znacznie szerszego, zaplanowanego ciągu działań, a nie improwizacją ani „samodzielnym fajerwerkiem". Warto odnotować, że nawet część najbardziej krytycznych komentatorów potrafiła później przyznać się do błędu. Sam Israel Ziv półtora miesiąca później publicznie uznał, że całkowicie nie docenił zarówno skali przygotowań, jak i sensu izraelskiej sekwencji uderzeń.

Na pagerach i krótkofalówkach się nie skończyło. 20 września 2024 roku w izraelskim nalocie na południowe przedmieścia Bejrutu zginął Ibrahim Aqil, jeden z najwyższych rangą dowódców wojskowych Hezbollahu. Aqil pełnił funkcję p.o. dowódcy elitarnej jednostki Radwan i zasiadał w najwyższej radzie wojskowej organizacji; według izraelskiej armii od 2004 roku odpowiadał za operacje wojskowe Hezbollahu oraz planowanie ataków na północ Izraela.

Może Cię zainteresować: Trump ostrzegał, Iran zignorował. Bazy USA w Kuwejcie zaatakowane

Nalot został przeprowadzony przy użyciu kilku pocisków, które trafiły w budynek, gdzie Aqil spotykał się z innymi dowódcami; uderzenie nastąpiło przez wjazd do garażu i spowodowało poważne zniszczenia dolnych kondygnacji. Libańskie ministerstwo zdrowia podało, że w ataku zginęło co najmniej 14 osób, a co najmniej 66 zostało rannych, w tym dziewięć było w stanie krytycznym. Był to kolejny namacalny dowód na bezprecedensową infiltrację struktur Hezbollahu przez Mossad.

Reklama
Reklama

23 września IDF oficjalnie zainaugurowały operację Arrows of the North. W jej ramach izraelskie lotnictwo przeprowadziło skoordynowaną falę uderzeń na około 1600 celów Hezbollahu na terytorium całego Libanu, zarówno na południu kraju, jak i w głębi zaplecza organizacji. Była to najbardziej intensywna doba nalotów od początku wojny, zdecydowanie przewyższająca skalą wcześniejsze działania.

24 września, we wtorek, izraelskie siły zbrojne poinformowały, że Ibrahim Qubaisi został zabity wraz z innymi kluczowymi dowódcami struktur rakietowych Hezbollahu podczas nalotu na Bejrut. Qubaisi dołączył do organizacji w latach 80. i przez dekady pełnił szereg istotnych funkcji wojskowych; uchodził za jednego z głównych specjalistów Hezbollahu w dziedzinie uzbrojenia rakietowego oraz odpowiadał za planowanie i realizację licznych ataków wymierzonych w izraelskich cywilów i żołnierzy.

Warto przeczytać: Amerykańskie wojska zbombardowały dom weselny w Iranie. Są ofiary i wielu rannych

Według libańskich źródeł bezpieczeństwa nalot na dzielnicę Ghobeiry pochłonął łącznie sześć ofiar śmiertelnych i przyniósł co najmniej piętnaście rannych. Uderzenie trafiło w budynek mieszkalny, powodując poważne zniszczenia jego górnych kondygnacji.

Reklama
Reklama

26 września 2024 roku izraelskie siły zbrojne przeprowadziły skuteczny nalot na południowe przedmieścia Bejrutu, którego celem był Mohamed Hussein Sarour, znany również jako Abu Saleh, dowódca jednostki lotniczej Hezbollahu. Sarour odpowiadał za rozwój i produkcję bezzałogowych statków powietrznych w południowym Libanie, uczestniczył w działaniach wywiadowczych oraz pełnił funkcję łącznika z Jemenem. Przypisywano mu także kierowanie i koordynację licznych ataków powietrznych wymierzonych w terytorium Izraela, w tym z użyciem dronów i pocisków manewrujących.

Następnego dnia Hezbollah znalazł się w nowej – i z pewnością nie przez siebie oczekiwanej – rzeczywistości.

Operacja Nowy Porządek

„Państwo Izrael zlikwidowało arcymordercę Hassana Nasrallaha".

Benjamin Netanyahu, 28 września 2024

27 września, w piątkowe popołudnie, w „bunkrze" sił powietrznych w kompleksie Kirya zebrało się kierownictwo wojskowe Izraela: szef sztabu gen. Herzi Halevi, dowódca sił powietrznych Tomer Bar oraz najwyżsi przedstawiciele wywiadu. Trwała końcowa faza przygotowań do operacji ukierunkowanej eliminacji, prowadzonej w absolutnej ciszy operacyjnej. W tym samym czasie Benjamin Netanyahu stał na mównicy Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, skupiając na sobie uwagę światowych mediów. To właśnie jego wystąpienie, a przede wszystkim moment jego zakończenia, stało się polityczną osłoną dla rozpoczęcia operacji. Zaledwie dwie minuty po zejściu premiera z trybuny zapadła ostateczna zgoda. Z bazy Hatzerim wystartowały dziesiątki ciężko uzbrojonych myśliwców F-15 z 69. Eskadry „Hammers", kierując się nad Morze Śródziemne w stronę Bejrutu.

Reklama
Reklama

Operacja Nowy Porządek, zakończona eliminacją Hassana Nasrallaha, została poprzedzona kilkudniowymi, intensywnymi przygotowaniami izraelskich sił powietrznych. Kluczowe znaczenie miało pozyskanie precyzyjnych danych wywiadowczych dotyczących podziemnej kwatery głównej Hezbollahu w dzielnicy Dahiyeh w Bejrucie oraz zapewnienie, że cel pozostanie w jednym miejscu aż do momentu uderzenia.

Polecamy także: USA atakują Iran. Eksplozje w regionie cieśniny Ormuz

Piloci zostali poinformowani o faktycznym celu operacji dopiero po uzyskaniu ostatecznej zgody polityczno-wojskowej, na kilka godzin przed rozpoczęciem misji. Atak przeprowadzono z użyciem specjalistycznego uzbrojenia przeznaczonego do rażenia celów podziemnych, przy ścisłej synchronizacji działań lotnictwa, wywiadu wojskowego (Aman) oraz zaplecza technicznego, które przez całą dobę przygotowywało samoloty i amunicję. Operację zaplanowano jako precyzyjne, jednorazowe uderzenie w centrum dowodzenia Hezbollahu, bez fazy ostrzegawczej i bez możliwości ewakuacji celu.

Cel przebywał w dzielnicy Dahiyeh w Bejrucie. W ciągu zaledwie 12 sekund dziesiątki myśliwców zrzuciły co najmniej 83 bomby i pociski na wskazany kompleks, którego część nadziemna miała jedynie kilka metrów rozmiaru. Pod nią znajdował się rozległy, centralny obiekt podziemny, ulokowany na głębokości około 20 metrów. Część użytego uzbrojenia była przeznaczona do penetracji gruntu i rażenia struktur podziemnych, pozostałe środki bojowe miały na celu odcięcie bunkra od świata zewnętrznego poprzez zawalenie wejść, szybów i innych elementów konstrukcyjnych umożliwiających ewakuację lub łączność.

Reklama
Reklama

Jak literacko i trafnie zauważył premier Netanyahu: „Nasrallah nie był po prostu kolejnym terrorystą – on był terrorystą. Był osią osi, głównym silnikiem irańskiej osi zła".

Gen. bryg. A., dowódca komórki ukierunkowanych eliminacji izraelskich sił powietrznych, koordynującej operacje dla całych IDF, udzielił wywiadu dla „Maariv" rok po skutecznej eliminacji Nasrallaha, rzucając nieco światła na kulisy działalności wywiadu w Libanie. „W wywiadzie są ludzie, którzy znali Nasrallaha lepiej niż swoich małżonków" – mówił obrazowo anonimowy generał.

Jak podkreślił, fakt, że sekretarz generalny Hezbollahu pojawił się dokładnie w miejscu i czasie przewidywanym przez izraelskie służby, wynikał z tego, że „brakowało mu w wyobraźni możliwości, że naprawdę to zrobimy (…). Wiedzieliśmy, gdzie jest, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem. Nigdy nie ma jednak pełnej pewności". Według jego oceny eliminacja Nasrallaha, a także wcześniejsze likwidacje Ibrahima Aqila i Fouada Shukra – kluczowych dowódców wojskowych Hezbollahu – „wywołały wstrząs w organizacji; nie została ona pokonana, ale przestała być skuteczna. Myślę, że to właśnie ostatecznie doprowadziło do rozstrzygnięcia wobec Hezbollahu".

Trudno nie uznać 27 września za punkt kulminacyjny nie tylko wojny na froncie północnym, lecz całej operacji wymierzonej w irańską oś oporu. Najważniejszy sojusznik Teheranu – jego „klejnot w koronie" – został ciężko pobity i publicznie upokorzony: utracił kluczowych dowódców, a jego system dowodzenia uległ faktycznemu sparaliżowaniu.

Reklama
Reklama

Sprawdź również: Koniec względnego spokoju w cieśninie Ormuz. Natychmiast wzrosły ceny ropy

Wiele wskazuje na to, że bezpośrednia odpowiedzialność polityczna za ten atak, zakończony pełnym sukcesem, spoczywała na Benjaminie Netanyahu, który nie omieszkał zakomunikować tego wprost: „na początku tego tygodnia doszedłem do wniosku, że potężne ciosy, jakie IDF zadawały Hezbollahowi w ostatnich dniach, nie były wystarczające. Eliminacja Nasrallaha jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia celów wojny".

Jedno nie ulega wątpliwości: operacja Nowy Porządek należy do największych osiągnięć militarnych i wywiadowczych nie tylko w historii Izraela, lecz także w szerszym kontekście współczesnych działań polegających na dekapitacji przywództwa wrogich organizacji czy struktur państwowych. Był to operacyjny majstersztyk, połączony z niemal chirurgiczną precyzją izraelskiego lotnictwa.

Choć nie znamy pełnego przebiegu procesu decyzyjnego, sam fakt, że Netanyahu nie zablokował operacji, nie odłożył jej w czasie, nie uległ presji amerykańskiej i nie wycofał się w obawie przed konsekwencjami, ma znaczenie fundamentalne. To właśnie ta decyzja otworzyła Izraelowi drogę do strategicznego przełomu.

Źródło: Zero.pl
Wydawnictwo Prześwity
Wydawnictwo PrześwityUżytkownik
Reklama
Reklama