Reklama
Kultura

Stanowski i Superniania o „Lalce”. Tak pół Polski zostało ekspertami od Prusa

Pamiętacie tę scenę z „Dnia świra”? Stoją Adaś Miauczyński z Pazurą i komentują małą manifestację. Adaś mówi, że z najdurniejszymi nawet hasłami można chodzić, bo „na tym polega tolerancja”, na co Pazura odpowiada: „A pierd…isz pan tolerancja”. Na co Adaś: „Sam pan pierd...isz”. Tak właśnie wygląda dyskusja wokół netfliksowej „Lalki”.

Piotr Sarmini
Opinia autorstwa: Piotr Sarmini
Dzisiaj 15:10
6 min
Stanisław Wokulski i Izabela Łęcka w scenie balowej z netfliksowej „Lalki”, serialu, który od premiery bez przerwy oberwuje od krytyków zarzucających mu zdradę powieści Bolesława Prusa (fot. R.Palka / Netflix)
TYLKO NA

Gdyby „Lalka” podobała się wielkim ekspertom (Superniania), jaśnie objawionym autorytetom literackim (Jacek Karnowski) i większości komentujących, to bym ją miażdżył. Ale ponieważ zdaje się im nie podobać – będę jej bronić. Bo to po dżentelmeńsku. Bo tak wypada. Bo na tym właśnie polega tolerancja

Święta świętość

„Wyjątkowe bezguście” (Jacek Karnowski – publicysta), „Tania, prostacka, a nawet szkodliwa” (Baba od polskiego), „Powiem szczerze: nie” (Superniania), „Przegięliście” (Agnieszka Gozdyra), „Książka po prostu wciąga, a serial nie wciąga” (Krzysztof Stanowski).

Janusze i Grażyny, Sebastiany i Dżesiki (przepraszam posiadaczy tych imion, ale sami wiecie…), w całym kraju łapią się za głowy, klną na czym świat stoi, ostrzą widły i szykują pochodnie, by ruszyć na krwiożerczego Netflixa, który im porwał drogą Izabelę.

Reklama
Reklama

„Lalka” to nie tylko Wokulski i Łęcka. Prus napisał piękną powieść także o przyjaźni

I choć ostatni kontakt z „Lalką” mieli 20 lat temu, ledwo ją przeczytali, a najczęściej wcale nie, i mówili, że to straszne ramolstwo i nuda, i „po co oni każą to czytać” – teraz okazuje się, że bez oryginalnej powieści Prusa nie mogą oddychać. Oni po prostu codziennie rano, zaraz po modlitwie i umyciu zębów, otwierają „Lalkę”. Czytają ją pasjami, słuchają w autobusach i tramwajach całego kraju, bezustannie. A portret Wokulskiego mają na ścianie jak nastolatki plakaty z piłkarzami i koreańskimi idolami.

Zatem jakiekolwiek naruszenie ich świętości, ich drogocennej powieści wydanej 139 lat temu – musi spotkać się z linczem. I nic, że Netflix zatrudnił najlepszych aktorów. Wydał miliony na kostiumy i scenografię. Że możemy tam oglądać Warszawę sprzed 140 lat, z kultowym Powiślem jak z pędzla Antoniego Gierymskiego. Chrzanić angielski dubbing, postprodukcję, pracę setek Polaków, którzy włożyli w ten projekt całe serce. „Rzecki? Żałośnie zagrana postać”.

Według komentujących „Lalkę” Netflixa należy po prostu spalić, ubiczować, wywieźć za wioskę – jak Jagnę z „Chłopów”. Zaatakować jej bagno, wypędzić jak Shreka. Albo nie dopuszczać na salony... jak Wokulskiego.

Reklama
Reklama

Wokulski za krzakiem, Łęcka w redakcji. Recenzujemy netfliksową „Lalkę”

Ludzie zawsze boją się inności. Komentarze ludu i jego reprezentantów potwierdzają tę tezę.

Nie staję na froncie obrony „Lalki” samotnie – Tomasz Raczek, krytyk filmowy, powiedział, że gdyby Prus zmartwychwstał, to zaprosiłby scenarzystę „Lalki” na kawę, by porozmawiać.

I ja się zgadzam. Jednak nie na Raczku oprę swą obronę, a na tym, co serial mówi nam już w pierwszym odcinku: w napisach końcowych pojawia się... uwaga... napis: „na motywach powieści »Lalka« Bolesława Prusa”. Motyw to, drogie polonistki, taki powtarzający się element: zdarzenie, postać, miejsce lub idea. Twórcy nie mówią nam, że właśnie oglądamy ADAPTACJĘ, EKRANIZACJĘ, WIERNE ODWZOROWANIE powieści. Nie. Mówią: „na motywach”. Ale to jest w napisach, a wiadomo, kto by tam czytał napisy. Przecież wy jedyne, co czytacie, to „Lalkę” od świtu do zmierzchu.

A zatem według was nie mamy prawa nic z kulturą robić, ona nie może się rozwijać, tworzyć odnóg, ewoluować. Ona ma być taka sama, jak była! Albo martwa!

No, ale przecież nazwali to „Lalka” – może brzmieć argument przeciwstawny. Cóż, w kawiarni też zamawiasz swoje ulubione „mleko sojowe” albo „mleko migdałowe”, a wiesz, że tak naprawdę to wcale nie jest mleko, tylko napój? Czy wiesz, że soja i migdał to nie są ssaki i nie da się ich doić? A jednak mówisz „mleko”. A potem idziesz na swoje „roślinne mięso” z „kawą zbożową” i „białą czekoladą”. I nawet nie będę wspominać o „ptasim mleczku”. Tak, rzeczy mogą nazywać się podobnie, a jednak być czymś innym! To (jeszcze) nie jest zakazane!

Reklama
Reklama

Nie deptać Prusa! Recenzujemy kinową „Lalkę”

Nie Ronaldo

Wreszcie chciałbym powiedzieć, że kiedy cały świat z wypiekami na twarzy oglądał „365 dni” – i obecnie, w kraju tak dalekim jak Filipiny, jest to JEDYNY ZNANY przejaw polskiej kultury – nie JPII, nie RL9 i nie Chopin vel Rozbicki, tylko „365 dni” – to Polacy oczywiście musieli po tym filmie jechać i wylewać na aktorów wiadro pomyj. Teraz, kiedy mamy spektakularny, historyczny serial, z kryminałem, z zadziorem, z pomysłem, oparty na polskiej kulturze i polskim języku – dostępny na całym świecie – znów musimy go społecznie niszczyć i podpalać.

Zamiast być wdzięcznym, być zadowolonym, że w Polsce powstają takie produkcje, z takimi budżetami, że nie jesteśmy traktowani jak bananowa republika zasługująca jedynie na kolumbijskie seriale sprzed 20 lat, to my „nie”, bo przecież – „Kiedy bierze się tytuł powieści i postaci bohaterów, a potem robi z tego sieczkę, która nie ma nic wspólnego z dziełem pierwotnym, to żeruje się na oryginale”.

Każdy fan „Lalki” zadaje sobie to pytanie. Prus długo milczał

No bo przecież Amerykanie i Brazylijczycy już mieli zabierać się za czytanie „Lalki”, już zamawiali pięć milionów kopii, ale teraz to wszystko odwołane, bo Netflix na Prusie „zażerował”.

Reklama
Reklama

Zamiast być zadowolonym, że polscy producenci, aktorzy, scenarzyści, operatorzy, ekipy mają pracę – to nie. Nas stać, żeby nie mieli. My tego prądu ani lampy naftowej nie potrzebujemy.

Zatem do krytyków: oglądajcie sobie wersję Ryszarda Bera z 1977 roku, oglądajcie Wojciecha Hasa z 1968 r. i czytajcie sobie „Lalkę” do śmierci. Nikt wam nie zabrania. A tym, co mają wizję, mają rozmach i pęd działania jak Wokulski – dajcie jechać dalej. Bo ani żadna z was arystokracja, ani Iza Łęcka.

Nie pomylcie „Lalki”! Ekranizacje mogą namieszać uczniom w głowach

Źródło: Zero.pl
Piotr Sarmini
Piotr SarminiStudiował filologię polską i dziennikarstwo na UW oraz na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2018 r. ukazała się jego debiutancka powieść hip-hopowa pt. „Bez przekazu”. W tym czasie regularnie publikował wiersze, opowiadania oraz teksty branżowe i dziennikarskie. W 2023 r. wydał drugą powieść relacjonującą drogę syryjskich uchodźców w Europie – „Uchodząc”. Od 2024 r. mieszka na Filipinach, gdzie pracuje w branży IT oraz jako nauczyciel języków, literatury i czujny obserwator rzeczywistości - autor zewnętrzny.