Przedstawiciele niemieckiego biznesu w towarzystwie polityków AFD zjawili się na „rosyjskim Davos” – forum ekonomicznym w Petersburgu. To pierwszy tak widoczny powrót Niemców na wydarzenie organizowane pod patronatem Władimira Putina od początku wojny na Ukrainie. – To symptom narastającego napięcia pomiędzy polityką bezpieczeństwa a interesami gospodarczymi – mówi Zero.pl prof. Marcin Gołaszewski.

- W Rosji trwa międzynarodowe forum ekonomiczne. Władimir Putin od lat wykorzystuje je do prężenia narodowych muskułów i pokazywania, że na Rosję sankcje nie działają.
- Na wydarzeniu zjawili się niemieccy przedsiębiorcy – przedstawiciele branż rolnej, handlowej, a nawet wydawniczo-medialnej. Towarzyszą im politycy AFD.
- Tak silna reprezentacja Niemiec w Rosji budzi pytania o stosunek części niemieckich elit do Kremla i potencjał odbudowy bliskich stosunków gospodarczych. – Powszechna jest opinia, że nie ma pokoju w Europie bez Rosji, i że kiedyś trzeba będzie na nowo ułożyć wzajemne relacje – mówi mieszkająca na stałe w Berlinie publicystka i dziennikarka, Urszula Ptak.
Przez ostatnie trzy lata wydawać się mogło, że relacje gospodarcze między Niemcami a Rosją zostały trwale zerwane. Sankcje, wojna w Ukrainie, zamrożenie współpracy energetycznej i polityczna izolacja Kremla sprawiły, że jeszcze niedawno udział niemieckich polityków i przedsiębiorców w wydarzeniach organizowanych przez rosyjskie władze byłby nie do pomyślenia.
Nord Stream ruszy ponownie?
Tymczasem podczas tegorocznego Petersburskiego Międzynarodowego Forum Ekonomicznego (SPIEF), określanego niegdyś mianem „rosyjskiego Davos”, pojawili się zarówno przedstawiciele niemieckiego biznesu, jak i delegacja polityków AfD. Wśród uczestników znaleźli się m.in. Markus Frohnmaier i Steffen Kotré.
Szczególne zainteresowanie wzbudziły spotkania Frohnmaiera z prezesem Gazpromu Aleksiejem Millerem oraz Kiryłem Dmitrijewem, jednym z najbliższych współpracowników Putina odpowiedzialnym za rosyjskie inwestycje zagraniczne. Tematem miało być między innymi ponowne uruchomienie rurociągu Nord Stream.
„Własne kanały komunikacji z Rosją”
Wykładowca niemieckich uniwersytetów, prof. Marcin Gołaszewski z Instytutu Filologii Germańskiej Uniwersytetu Łódzkiego zauważa, że choć wizyta prawicowych polityków nie ma oficjalnego charakteru i nie reprezentuje stanowiska Republiki Federalnej Niemiec, to jest sygnałem, że coś w niemieckiej polityce zaczyna się zmieniać.
– Jest jednak istotnym sygnałem politycznym, ponieważ pokazuje, że część niemieckiej sceny politycznej próbuje budować własne kanały komunikacji z Rosją, pozostające poza głównym nurtem niemieckiej polityki zagranicznej – mówi Gołaszewski.
Zarówno przedstawiciele CDU, SPD, oraz Zielonych w Bundestagu skrytykowali udział polityków AfD w forum gospodarczym, określając go mianem zagrożenia dla bezpieczeństwa. Przewodniczący komisji ds. kontroli służb wywiadowczych w Bundestagu, Marc Henrichmann z CDU mówił o „politycznym ukłonie w pas przed zbrodniarzem wojennym”.
Putin zignorował list Zełenskiego. Zamiast tego zwrócił się do żołnierzy
Publicystka Urszula Ptak, która od lat śledzi z bliska niemiecką politykę, przekonuje, że temat droższej energii i brak perspektyw dla rozwoju przemysłu, cyklicznie gości na łamach tamtejszych mediów i ma wpływ na politykę. – W mediach, talk showach i rozmowach politycznych w Niemczech bardzo często zasiadają osoby o poglądach prorosyjskich, nawołujące do dialogu i pokoju z Rosją, i do wznowienia współpracy gospodarczej.
– Na wschodzie kraju, na terenach byłej NRD, te tendencje są bardzo silne i skupiają nie tylko polityków AfD, czy Die Linke, ale i pozostałych partii jak np. premiera Saksonii Michaela Kretschmera z CDU, czy premierki Meklemburgii Pomorza Przedniego Manueli Schwesig z SPD – mówi Ptak.
„Nie ma pokoju w Europie bez Rosji”
Według najnowszych badań INSA z kwietnia 2026 r., we wschodniej Turyngii aż 61 proc. respondentów popiera ponowny import rosyjskiej ropy i gazu do Niemiec. Urszula Ptak przypomina, że na zachodzie kraju panują bardziej sceptyczne nastroje i większość jest przeciwna ocieplaniu stosunków z Rosją.
– Pierwsza liga polityków zgadza się na sankcje i widzi w Rosji zagrożenie. Pytanie czy tak pozostanie, jeśli stan niemieckiej gospodarki będzie się dalej pogarszał, jest otwarte. Powszechna jest opinia, że nie ma pokoju w Europie bez Rosji i że kiedyś trzeba będzie na nowo ułożyć wzajemne relacje. Wielu ludzi określa siebie jako pacyfistów i żąda podjęcia dialogu z Putinem, bo wojna jest złem. Od 2022 roku nie ma tygodnia bym nie słyszała takich opinii – mówi dziennikarka.
Niemcy przyparci do muru przez Putina. Kluczowa rafineria ma problem, pomoże Polska?
Oprócz polityków AfD do Petersburga przybyli również przedstawiciele niemieckiego biznesu, co samo w sobie stanowi istotną zmianę. Wśród uczestników znaleźli się m.in. Stefan Dürr, założyciel i właściciel grupy rolno-spożywczej EkoNiva działającej w Rosji, oraz Thomas Bruch, wieloletni szef sieci handlowej Globus. Co ciekawe, obok nich na forum zjawił się także Holger Friedrich. To jedyny w Niemczech właściciel mediów działający na terenie dawnego NRD. Friedrich jest wydawcą poczytnych niemieckich tytułów – „Berliner Zeitung” i „Ostdeutsche Allgemeine Zeitung”. W planach Friedricha jest udział w wydarzeniu poświęconym nowym mediom, reklamie i komunikacji. Program zawiera m.in personalizację treści oraz rolę państwa w regulacji oferty nowych mediów.
Niemiecki biznes, rosyjski interes
– Obecna sytuacja, w której do dialogu politycznego włączani są przedsiębiorcy oraz przedstawiciele kultury, ma znaczenie nie tylko symboliczne. Może ona osłabiać spójność niemieckiego przekazu wobec partnerów europejskich, a jednocześnie wysyłać do Kremla sygnał, że część niemieckich elit politycznych i gospodarczych jest gotowa do poszukiwania porozumienia niezależnie od oficjalnego stanowiska Berlina – przekonuje prof. Gołaszewski.
Z punktu widzenia części niemieckiego biznesu rachunek ekonomiczny pozostaje niezmienny mimo trwającej wojny. Przedsiębiorcy od dawna podnoszą argument, że restrykcje nałożone na Rosję generują wymierne koszty również dla niemieckiej gospodarki. Badania przywoływane przez Niemiecko-Rosyjską Izbę Handlową wskazują, że zdecydowana większość działających tam firm nie zamierza wycofywać się z rosyjskiego rynku. Co więcej, wielu przedsiębiorców pozytywnie ocenia perspektywy swojej działalności, a znaczna część z nich uważa, że skutki sankcji odczuwają zarówno Rosja, jak i państwa Zachodu. Nie brakuje również opinii, że gospodarcze konsekwencje obecnej polityki mogą być dla Niemiec równie dotkliwe, a nawet bardziej odczuwalne niż dla samej Rosji.
Mimo politycznego ochłodzenia relacji gospodarcze pomiędzy oboma krajami nie zostały całkowicie zerwane. Według dostępnych danych na rosyjskim rynku nadal funkcjonuje około 1600 przedsiębiorstw z niemieckim kapitałem, których łączne roczne obroty szacowane są na około 20 mld euro. Dla wielu z nich Rosja pozostaje więc nie tylko kierunkiem inwestycyjnym z przeszłości, ale także rynkiem, którego nie chcą definitywnie porzucać.
