Reklama

Nowy podatek od wartości mieszkań. Lewica składa projekt

Reklama

Klub Parlamentarny Lewicy złożył w Sejmie projekt ustawy o podatku od wartości nieruchomości. Nowa regulacja ma całkowicie zastąpić dotychczasowy podatek od nieruchomości, wprowadzając progresywne stawki dla właścicieli posiadających trzy i więcej lokali mieszkalnych.

Apartamentowce w centrum miasta
(fot. Shutterstock)
  • Lewica złożyła projekt nowego podatku od wartości nieruchomości. Ma on zastąpić obecny system oparty na metrażu i powiązać daninę z realną wartością rynkową lokali.
  • Właściciele jednego lub dwóch mieszkań nie odczują zmian. Stawka ok. 0,02 proc. wartości w części przypadków może być nawet niższa niż dziś.
  • Największe obciążenia obejmą osoby z trzema i więcej lokalami. Podatek startuje od 0,5 proc. i po 5 latach zaczyna wzrastać.

Reklama

Jak wyjaśniła podczas prezentacji założeń projektu Anna Maria Żukowska, przewodnicząca klubu Lewicy, nowa filozofia opodatkowania ma sprawić, że wysokość daniny będzie ściśle powiązana z realną wartością rynkową mienia, a nie tylko z jego metrażem. – Tym samym chcemy zmienić filozofię opodatkowania nieruchomości w Polsce – mówiła.

Zgodnie z przedłożonym projektem, posiadacze jednego lub dwóch mieszkań mogą liczyć na utrzymanie obecnych obciążeń finansowych. W niektórych przypadkach, szczególnie w odniesieniu do dużych obiektów w mniej atrakcyjnych lokalizacjach, nowa stawka na poziomie 0,02 proc. wartości może okazać się nawet niższa od dotychczasowej.

Polska 2050 z nową nazwą. „Szymon Hołownia” zastąpiony.


Reklama

Prawdziwa rewolucja dotknie jednak właścicieli większej ilości mieszkań. Od trzeciego i każdego kolejnego lokalu (według daty zakupu) obowiązywać będzie podatek w wysokości 0,5 proc. wartości nieruchomości przez pierwsze pięć lat. Następnie będzie miał on charakter kroczący – przez kolejne 10 lat ma wzrastać o 0,1 pkt proc. rocznie, aż do osiągnięcia docelowego poziomu 1,5 proc. – Tą ustawą chcemy skończyć z fliperką – podkreśliła szefowa klubu Lewicy.


Reklama

Wpływy zostaną w gminach

Mechanizm kroczący ma dać inwestorom czas na wyzbycie się nadmiarowych lokali i oddanie ich rynkowi. Według szacunków autorów, wyższy podatek obejmie jedynie do 2 proc. właścicieli nieruchomości w Polsce, czyli grupę, która traktuje mieszkalnictwo jako formę pomnażania kapitału.

Podstawą do wyliczeń ma być portal „Dom”, który gromadzi dane o cenach transakcyjnych. W sytuacjach, gdy liczba transakcji w danej okolicy będzie mniejsza niż sześć, system zastosuje wskaźnik wartości odtworzeniowej, oparty na średnich kosztach budowy. Zintegrowany system ZSIN połączyłby 380 baz powiatowych, co uniemożliwiłoby ukrywanie majątku w różnych częściach kraju.


Reklama

Projekt zakłada, że wpływy z nowej daniny w całości pozostaną w dyspozycji samorządów. Gminy otrzymają szerokie kompetencje w zakresie modelowania polityki lokalnej poprzez współczynniki korygujące – od 0,2 do 2. Rada gminy będzie mogła obniżyć podatek np. dla budynków energooszczędnych lub posiadających schrony, a podwyższyć go, by wymusić zagospodarowanie pustostanów w centrach miast.


Reklama

Żukowska: To nie jest podatek katastralny

Senator Magdalena Biejat wskazała, że regulacja ma skłonić inwestorów do przeniesienia środków na rynek kapitałowy. – Mieszkanie powinno służyć do mieszkania, a nie do tego, aby pomnażać kapitał. Te pieniądze lepiej zapracują w akcjach polskich firm – oceniła. Biejat dodała, że projekt odpowiada na postulaty wyborców, których nie stać na kredyt z powodu spekulacyjnego wzrostu cen.

Pomnik za milion złotych przerósł polskie państwo. Chcieli go Duda, Tusk i Macron.

Autorzy projektu kategorycznie odrzucają określanie nowej daniny mianem podatku katastralnego. – Taki podatek mamy wtedy, gdy istnieje kataster, czyli wycena konkretnych nieruchomości. (...) My stosujemy średnią wycenę nieruchomości z danego obszaru – argumentowała Żukowska, cytowana przez „Rzeczpospolitą”, dodając, że takie rozwiązanie nie obciąży samorządów koniecznością sporządzania kosztownych operatów szacunkowych.

Z opodatkowania mają być wyłączone instytucje realizujące cele społeczne i publiczne. Na liście zwolnień znalazły się spółdzielnie mieszkaniowe, Towarzystwa Budownictwa Społecznego (TBS), Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe (SIM), a także społeczne agencje najmu oraz akademiki.


Reklama